Pani Pisarka i Pan Pisarz

Pani Pisarka i Pan Pisarz

image_pdfimage_print

Od zawsze myślałam, zresztą chyba nie tylko ja, że pisaniem książek nie zajmują się zwykli ludzie.

Że siedzi sobie taki oderwany od rzeczywistości, zwichrowany psychicznie odludek i coś tam bazgroli. Do tego, nie wiedzieć czemu, moje wyobrażenie na temat osobników zajmujących się pisarstwem miało wydźwięk mocno seksistowski.

Otóż pisarz-mężczyzna od zawsze kojarzył mi się z garbatym zaniedbanym dziadem, który mieszka sobie gdzieś daleko na odludziu. Najlepiej na jakiejś islandzkiej wyspie, w kamiennej, smaganej wiatrem chałupie, gdzie z obłędem w oczach namiętnie kopci śmierdzące cygara i w amoku tłucze w klawisze. Oczywiście wszyscy w okolicy omijają dziwka szerokim łukiem, a rodzice nagminnie straszą nim dzieci marudzące nad talerzem. Wierzcie lub nie, ale do tej pory, gdy zamykam oczy, widzę gościa z wytrzeszczem i rozwichrzoną fryzurą Gargamela 😀

Ale ten piszący facet to mały pikuś, który nijak nie wytrzymuje konkurencji z nadobną koleżanką-pisarką. Otóż ta, jak już wspomniałam, nadobna oraz mocno egzaltowana niewiasta, w mych wyobrażeniach nosi nieco wypłowiałą strzyżoną „od rondla” fryzurę oraz mało twarzowe okulary w rogowych oprawkach. Tu dodam, że liczba dioptrii przekracza skalę Beauforta i szkła wyglądają jak denka od słoików. Pożółkłe zęby i broszka z kameą chyba nikogo nie zdziwią, szczególnie że ta ostatnia doskonale komponuje się z wyświechtaną kremplinową garsonką (elektryzującą na kilometr, że aż włos dęba staje i musowo wytłaczaną w kwiaty), a w najlepszym razie ze sweterkiem bliźniakiem. Klasyczna lakierowana kościółkowa torebeczka z klamerką oraz pełne buty na rozhuśtanym we wszystkie strony obcasiku typu kaczuszka, dopełniają całości pisarskiego wizerunku.

I co? Oczywiście taki opisany wyżej ktoś żyje na całkiem innym świecie niż my wszyscy. Na bank nie je i nie pije. No, może z wyjątkiem męskiej wersji, która w chwilach braku weny zalewa się burbonem. Wersja żeńska jedynie czasami umoczy usta w sherry lub w likierze, bo zwykle woli herbatę w towarzystwie kruchych ciasteczek.

Intelektualne pogaduszki o wzdychających bohaterkach nijak nie przystają do zakupów w Biedronce, biegania z odkurzaczem, czy przypalonego obiadu. Pisarz nigdy nie pokłóci się z partnerem, bo przecież moja pani pisarka musowo jest zadeklarowaną starą panną, a dziad obłąkaniec nie ma czasu na pierdoły i uwodzenie. Jedynie czasem zauważy gospodynię. Zwykle zapomina sobie, że w ogóle ją ma, a przecież ktoś   donosi mu ludzką strawę, żeby nie umarł z głodu oraz wywietrzy pomieszczenia, żeby się biedak od tych cygar nie udusił 😀

Na dzieci, nie krzyczą, wiadomo. Bo ich nie mają, zatem opatrywanie zdartych kolan, odpytywanie z tabliczki mnożenia, sprawdzanie w necie czym odżywia się rurecznik mułowy, tudzież niespodziewany nocny trening z matematycznego haftu na technikę, zupełnie ich nie dotyczą.

Jeśli gdzieś się przemieszczają w celu pokazania się światu, odbywa się to w świetle jupiterów i w towarzystwie szofera. Bo ona przecież nie widzi za dobrze, a on- ten nie wiedzący na jakim świecie żyje – łachmyta, przez ten cholerny burbon już dawno zapomniał gdzie jest jego prawo jazdy.

Ech… 😀

Zimowa zupa z chorizo

Zimowa zupa z chorizo

image_pdfimage_print

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zimą wszyscy mamy ochotę na coś treściwego i ciepłego. Zupa z chorizo idealnie wpisuje się w te potrzeby. Jest banalna w produkcji a jedyne o czym trzeba pamiętać to kolejność wrzucania składników do garnka, żeby jedne się nie rozgotowały a inne nie były twarde. Jeśli uda się nam tego dopilnować, to zupa jest absolutnie pyszna i w zasadzie może stanowić kompletny obiad :)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Składniki:

200 g pikantnego chorizo

100 g pęczaku

1 duża marchewka

1 pietruszka

50 g selera

50 g pora

1 puszka czerwonej (lub czarnej) fasoli

1 średnia cukinia

2 średnie cebule

1 l przecieru pomidorowego

1 czerwona papryka

2-3 ząbki czosnku

1 łyżeczka masła klarowanego do smażenia

1-2 kawałki papryki marynowanej (opcjonalnie)

1 torebka czerwonej łagodnej papryki

Przyprawy: sól, pieprz, pół łyżeczki przyprawy argentyńskiej do grilla, lubczyku, czosnku granulowanego, suszonej cebuli, papryki wędzonej.

Wszystkie przyprawy bez kłopotu kupicie w sklepie Swojski Wyrób.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zaczynamy od pokrojenia włoszczyzny. Wrzucamy ją do garnka wraz z suchą kaszą pęczak i zalewamy 1,5 litra wody. Kroimy w plasterki chorizo i wrzucamy do garnka. Teraz dorzucamy wszystkie sypkie przyprawy (oprócz czerwonej papryki) oraz posiekany czosnek i zostawiamy zupę w spokoju, żeby się niespiesznie gotowała.

Siekamy cebulę a cukinię kroimy w grubą kostkę. Podsmażamy na maśle klarowanym.

Gdy kasza i włoszczyzna są już miękkie, to wlewamy przecier pomidorowy i dokładamy pokrojoną paprykę. Ja wcześniej cienko ją obieram ze skóry, bo nie lubię, jak mi się kawałki niestrawnej skóry po garnku plączą :)

Dorzucamy cukinię i cebulę. Jeśli mamy chęć dołożyć konserwową paprykę, to właśnie teraz.

Na małej patelni prażymy przez chwilę suszoną czerwoną paprykę. Dodajemy do garnka i wyłączamy gaz.

Na samym końcu wrzucamy fasolę i gotowe :)

Zupę podajemy z posiekaną natką pietruszki lub kolendrą.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Resztka-party

Resztka-party

image_pdfimage_print

final 1-crop

W święto Trzech Króli oczywiście zapomniałam, że jest święto i pocałowałam klamkę sklepu. No tak, święto. O ja sierota! I co teraz? Na całe szczęście przypomniał mi się niedawny przepis Jagny na zapiekankę ziemniaczaną, czyli na coś z niczego, ale zanim doszłam do wsadzenia całości do piekarnika, wyszło mi coś zupełnie innego.

Policzki zapiekane z ziemniakami i kapustą

Danie proste, owszem częściowo z półproduktów, ale takie, że domownicy wylizują talerze do czysta.

produkty-crop

Składniki:

–  wolno gotowane policzki wołowe lub wieprzowe-  2-3 sztuki

– ugotowane ziemniaki-  6-7 sztuk

– ¼ średniej główki białej kapusty

– spora garść suszonej cebuli

– mała garść pomidorowych igiełek

– sól/pieprz/ chlust sosu sojowego/ nieco bulionu lub wody do podlania kapusty

 

Suszoną cebulę oraz pomidorowe igiełki znajdziecie w sklepie internetowym Swojski Wyrób.

 

Trochę spanikowana, zaczęłam od tego, że porządnie przetrząsnęłam lodówkę i zamrażarkę.

Jak widać, co nieco się znalazło :)

kolaz1

Zaczęłam od poszatkowania kapusty i podduszenia jej na patelni wraz z suszoną cebulą. Do smaku dodałam soli, pieprzu oraz sosu sojowego. Poddusiłam do czasu aż kapusta lekko zbrązowiała i wyłożyłam całość na dno żaroodpornego naczynia. Policzki wyjęłam z próżniowych worków i położyłam na kapuście. Do tego ugotowane w osolonej wodzie ziemniaki (akurat miałam z poprzedniego dnia). Na wierzch nie żałowałam moich ulubionych pomidorowych igiełek.

Całe danie lekko spryskałam olejem i zapiekłam w piekarniku przez ok. 30-40 minut, aż ziemniaki się przyrumieniły.

Już dawno żadne danie nie spotkało się z takim uznaniem i tak szybko nie znikło z talerzy.

Polecam.

Prawie zero roboty, a urywa podniebienie :)

final2-crop

Skąd ja cię znam?

Skąd ja cię znam?

image_pdfimage_print

Ostatnio dowiedziałam się od jednej znajomej, że nasza inna znajoma jest na mnie obrażona. Zdziwiłam się, zwłaszcza że z tamtą się od dość dawna nie widziałam. Kluczowe tutaj jest słowo „widziałam”.

To znaczy, jak się okazało to ja jej nie widziałam a właściwie podobno udawałam, że jej nie widzę, gdy mijałyśmy się na ulicy. Według słów znajomej omiotłam ją z obojętnym spojrzeniem i nie przywitawszy się poszłam sobie dalej.

I wiecie co? Zapewne właśnie tak było 😀

Jak siebie znam to mój mózg, zajęty układaniem historii moich książkowych bohaterów, najwyraźniej nie przetworzył danych, które gwarantują sukces w sferze społecznej, czy też po prostu w świecie rzeczywistym. Nieraz zdarzyło mi się pójść z workiem śmieci w stronę osiedlowego sklepu, bo zapomniałam podejść do śmietnika zajęta obliczaniem nośności statku kosmicznego. Albo wyjść z owego sklepu z koszykiem, bo właśnie ułożył mi się w mózgownicy plan zbrodni doskonałej w którym nie było miejsca na takie pierdoły jak pakowanie, płacenie i inne zbędne w danym momencie czynności.

Napisałam to i pogratulowałam sobie w duchu sprytu w wytłumaczeniu się znajomym, że niby taka to ze mnie natchniona osoba, zajęta sprawami zgoła kosmicznymi, ale to tylko ułamek prawdy, którą zaraz Wam przedstawię 😀

Zanim do niej przejdę, muszę Wam powiedzieć, że opowieść znajomej o obrazie innej znajomej w gruncie rzeczy dogłębnie mnie poruszyła. Dotarło do mnie bowiem, że o mojej ułomności wiem tylko ja i może wśród osób czytających te wynurzenia są tacy, których minęłam na ulicy kompletnie ich nie rozpoznając. Tak więc, potencjalni olani znajomi, poniższa opowieść jest Wam dedykowana wraz z serdeczną prośbą o wybaczenie :)

Od dziecka mam problem z identyfikacją twarzy lub przypisaniem jej do konkretnego człowieka. Tak. Jest taka choroba, której nazwy nie zamierzam przywoływać, bo nikt mi nie płaci za autodiagnozę 😀 Jedno jest pewne. Przez dekady obcowania z przypadłością ustaliłam, że w moim przypadku jest to forma raczej łagodna.

No wiecie, nie jak w tym thrillerze, co babka mrugała oczami i za każdym razem mąż miał inną twarz. Ja najbliższych doskonale rozpoznaję. Z tym nie mam najmniejszego problemu. Zazwyczaj. Do rodziny jeszcze wrócimy. Obiecuję 😀

Moja przypadłość, mówiąc w dużym skrócie przybrała postać łagodną. Nie zawsze rozpoznaję ludzi, ale radzę sobie z tym w ten sposób, że zapamiętuję ich charakterystyczne cechy, głównie kolory. Ale nie tylko. Spotykając ludzi staram się zapamiętać otoczenie, w którym ich widuję. Bardzo pomocna technika, ale zawodzi, gdy ludzie zaczynają się przemieszczać :)

Wszystko fajnie, gdy widzę moją dentystkę pochyloną nad moją gębą, ale jak podchodzi do mnie w metrze z serdecznym uśmiechem prezentując garnitur białych zębów, to nie mam pojęcia z kim mam do czynienia. Nie zgadza się miejsce, więc umyka mi twarz.

Spotykam nad morzem pana ze straganu, na którym wiosną kupuję truskawki w Warszawie i kompletnie nie kumam kim jest ten gość.

Apogeum osiągnęłam, gdy bliskiego kuzyna nie rozpoznałam na koncercie, bowiem dotychczas widywałam go wyłącznie na imprezach rodzinnych 😀

Wierzcie lub nie, ale ta przypadłość mocno komplikuje życie. Nigdy nie wiesz, czy osobę, którą ci przedstawiają należy powitać jako znanego ziomka, czy uprzejmie się przedstawić na dobry początek znajomości. Kiedyś przedstawiłam się dziewczynie, z którą spędziłam wcześniej dwa tygodnie pod namiotami :)

Nigdy nie sądziłam jednak, że moja przypadłość nierozpoznawania twarzy zrobi ze mnie rasistę 😀
Ponad dekadę temu szukałam i z powodzeniem znalazłam nauczyciela angielskiego dla mojej córki. Miał skomplikowany życiorys, ale generalnie przyjechał z Nigerii, władał brytyjskim angielskim, był czarny jak listopadowa noc i bardzo sympatyczny.

Był jedynym czarnoskórym gościem w moim domu, więc bez stresu rozpoznawałam go za każdym razem, gdy przychodził :)

To było w drugim albo trzecim roku nauki mojej młodej, gdy ów Nigeryjczyk przerwał lekcję i wszedł do kuchni. Minę miał uroczystą.

– Co jest? – zapytałam.

– Dzisiaj wygrał Obama! – powiedział z entuzjazmem.

– No wiem – odparłam uprzejmie a w duchu się zastanawiałam, co chłopaka mieszkającego w Polsce może obchodzić prezydent zza oceanu.

– Jestem dumny z niego – dodał Nigeryjczyk

– A mi to prawdę mówiąc kompletnie obojętne kto wygrał – odparłam.

Chłopak uśmiechnął się i nie skomentował.

Zajęło mi kilkanaście dni by skumać, że Obama jest czarnoskóry bo najwyraźniej jestem ślepą rasistką nierozpoznającą twarzy 😀

Magiczne brownie Ewy Bauer

Magiczne brownie Ewy Bauer

image_pdfimage_print

Witajcie czytelnicy!

Wraz z Ewą, naszym dzisiejszym gościem zapraszamy na pyszne ciasto. Jedno jest pewne – czekolady nie zabraknie :)

A teraz oddajemy głos Ewie:

Nazywam się Ewa Bauer i jestem autorkA powieści obyczajowych: „Kurhanka Maryli” oraz trylogii „Kolory uczuć”. Niedawno ukazała się pierwsza część „W nadziei na lepsze jutro”, w styczniu 2018 ukaże się druga część  „Kruchość jutra”, a w marcu „Słoneczne jutro”.

Więcej o mnie i moich książkach możecie poczytać na stronie autorskiej albo na fanpage’u, na który serdecznie zapraszam.

kolaz ewa

No i obiecany przepis:

kolaz prod

MAGICZNE BROWNIE

składniki:

200 g masła

2 tabliczki gorzkiej czekolady

3 jajka

270 g drobnego cukru

135 g mąki

szczypta soli

kolaz1

Uwielbiam to ciasto, bo zawsze wychodzi, a jak nie wychodzi to nie widać :)

Brownie, czyli ciasto czekoladowe, którego cechą jest to, że nie wyrasta. Coś idealnego dla mnie i wszystkich, których zmorą jest zakalec. A do tego do jego wykonania nie potrzeba specjalnych umiejętności. Dla mnie strzał w dziesiątkę.

Najpierw rozpuszczamy masło w garnku na małym ogniu, w tym czasie nastawiając piekarnik na 160’C. Do rozpuszczonego masła wrzucamy kostki dwóch gorzkich czekolad. Ja używam takiej o minimalnej zawartości 70% kakao. Mieszamy, bo szybko się rozpuszcza, a jak już się rozpuści to wyłączamy. Już jedna trzecia roboty za nami.

W oddzielnej misce miksujemy jajka z cukrem, można dodać też cukier waniliowy albo prawdziwą wanilię. Dodajemy masę czekoladową z garnka, miksujemy, potem mąkę i sól i miksujemy na jednolitą masę.

Foremkę, mniej więcej 25×25, wykładamy papierem do pieczenia. Przelewamy masę, wyrównujemy i wkładamy do pieca. Pieczemy ok. 35 minut. Ciasto musi być w środku trochę mokre.

U nas blacha znika jeszcze zanim ciasto ostygnie. Idealnie pasuje z kubkiem mleka.

Mamy w pracy taki zwyczaj, że raz w tygodniu ktoś przynosi ciasto.

Koleżanki podniosły wysoko poprzeczkę, więc moje brownie nie tylko musi smakować, ale także wyglądać. Wymyśliłam więc sos ze zmiksowanych malin i płatki migdałowe. Chyba wygląda nieźle, co? :)

 

final

Pozdrawiam serdecznie,

Ewa Bauer

Krem z białych warzyw

Krem z białych warzyw

image_pdfimage_print

final1-crop

Czyli nic innego jak efektowny sposób na zwyczajne składniki. Białych warzyw zwykle mamy w domu pod dostatkiem, zatem do dzieła.

produkty-crop

Składniki:

– ½ kalafiora

– 3 ziemniaki

– kawałek selera

– dwie pietruszki

– kawałek pora

– 1 cebula

– 2-3 ząbki czosnku

– sól, pieprz, czosnek niedźwiedzi, papryka słodka, majeranek, czosnek suszony w płatkach, mielony jałowiec oraz listek laurowy w proszku marki Swojski wyrób

kolaz1

Cebulę i czosnek posiekać drobno i zeszklić na patelni, a w międzyczasie obrać i pokroić resztę składników. Zalać wodą. Jeżeli mamy do dyspozycji gotowy bulion lub jakiś jarzynowy wywar to jak najbardziej welcome :)

Ostatnio odkryłam ekologiczne kostki rosołowe, więc z braku bulionu nie zawahałam się ich użyć.

A teraz to już sama prościzna. Ugotować wszystko do miękkości, dorzucić cebulę oraz czosnek i zmiksować na gładko. Żeby nie było zbyt biało, wymyśliłam efektowne marchewkowe spaghetti.  Od niedawna jestem szczęśliwą posiadaczką odpowiedniej zastrugaczki do robienia warzywnego makaronu ale nie przejmujcie się. Śmiało możecie wykonać cienkie marchewkowe wstążki za pomocą zwykłej obieraczki. Później wystarczy marchewkę zblanszować lub chwilę podgotować na parze i gotowe.

Zupa wychodzi gładziutka, aromatyczna i bardzo sycąca. Na sam koniec zrobiłam jeszcze nieduży eksperyment i już na talerzu dodałam jeszcze odrobinę tartego chrzanu. Pycha!

final2-crop

Pierogi ruskie Radka Lewandowskiego

Pierogi ruskie Radka Lewandowskiego

image_pdfimage_print

Dzień dobry mili Czytelnicy!

Dzisiaj przedstawiamy Wam wyjątkowego gościa. Nie bójcie się. On tylko tak groźnie z tym mieczem wygląda 😉
W rzeczywistości nie zrobi Wam krzywdy za to z przyjemnością zrobi ruskie pierogi. Oczywiście w ramach przerwy od pisania książek :)

Pozwólcie, że nasz dzisiejszy gość przedstawi Wam się osobiście:

Radosław Lewandowski urodzony 26 maja 1968 roku w Płocku.

Absolwent Wydziału Zarządzania i Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego.

Wieloletni pracownik administracji samorządowej i państwowej.

Miłośnik literatury i filmu z gatunku fantasy, science fiction, space opera, post. apo, oraz barwnych i nieco krwawych opowieści historycznych.

Jeden (wcale nie najważniejszy) z założycieli Płockiego Klubu Fantastyki „Elgalhˈai”

Historyk-amator, interesujący się kulturą wczesnosłowiańską i skandynawską, w tym głównie trzema ‘złotymi wiekami wikingów”.

Autor powieści:

– „Yggdrasil Struny Czasu” – traktującej o podróżach w czasie i między wymiarami

– „Yggdrasil Exodus” – space opery, opisującej ludzkość w obliczu kosmicznej zagłady

– „Wikingowie. Wilcze dziedzictwo” – opowieści o walce o władzę i podróży do nowego świata.

– Wikingowie. Najeźdźcy z Północy” – historii opisującej losy wikinga wśród Indian z Ameryki Północnej.

– „Wikingowie Topory i sejmitary” – opowieści o podróży grupy wikingów i Indian, przez rzeki Rusi go Bizancjum.

– „Wikingowie Kraina Proroka” – zamykającej cykl „Wikingowie”. Opisano w niej pełną przygód drogę wikińskich najemników przez kalifat Kordoby i Sycylię. Data premiery koniec roku 2017 lub pierwszy kwartał 2018 (decyzja wydawcy).

Autor opowiadań:

– „Tygrys szablozęby” – o podróży w czasie.

– „Pieczęć na niebie” –  o wyprawie do sąsiedniej galaktyki – uzupełnienie cyklu Yggdrasil.

– „Skarb Haralda Sinozębego” – opowiadanie w realiach skandynawskich, będące odpowiednikiem greckiego mitu.

– „Pieśń księżyca” – opowiadanie erotyczne, które ukazało się w antologii „Bierz mnie”

Linki do fanpejdży: 

https://web.facebook.com/WikingowieWilczeDziedzictwo/

https://web.facebook.com/yggdrasilstrunyczasu/

Linki do książek:

http://www.empik.com/wikingowie-wilcze-dziedzictwo-lewandowski-radoslaw,p1119755773,ksiazka-p

http://www.empik.com/wikingowie-tom-2-najezdzcy-z-polnocy-lewandowski-radoslaw,p1128169774,ksiazka-p

http://www.empik.com/wikingowie-tom-3-topory-i-sejmitary-lewandowski-radoslaw,p1136192777,ksiazka-p

http://www.empik.com/yggdrasil-tom-1-struny-czasu-lewandowski-radoslaw,p1108637365,ksiazka-p

https://bonito.pl/k-90611645-yggdrasil-exodus

kolaz1

A teraz obiecany przepis na pierogi :)

Pierogi ruskie Oddeigo Asgotssona, marnotrawnego syna Asgota z Czerwoną Tarczą, które kochałby ponad życie gdyby w X wieku w Skandynawowie znali ziemniaki.

 

Taki oto napis, wyryto na jednym z kamieni runicznych odkrytych w Uppsali, podczas zakrojonych na szeroką skalą prac archeologicznych. Spisano go w futharku młodszym, czyli składającym się z szesnastu znaków alfabecie runicznym. Zważywszy, iż w grobie tego znacznego woja – (kości należały do postawnego mężczyzny, którego pochowano w długim na 40 m langskipie) – znaleziono tylko jeden głaz z rytami, wiadomość którą chciał przekazać potomnym musiała mieć dla tego hevdinga ogromne znaczenie. Przedłożył ją ponad własną sławę, co było rzadkością wśród dziesięciowiecznych wikingów.

 

„Godną podniebienia samego Odyna dziwną potrawę, sporządził nam podczas wyprawy przez Ruś do Miklagardu zwanego też Konstantynopolem, przewodnik o imieniu Oleg. Niech pamięć o niej przetrwa do Gimlei – pozbawionego zła świata, jaki nastanie po Ragnaröku”

pierogi1

 

Składniki:

farsz:

1 kg ziemniaków

0,7 kg tłustego białego sera

1 duża cebula + 1 cebula do omasty.

przyprawy: sól, pieprz, tymianek, rozmaryn

olej

ciasto:

0,6 kg mąki

250-350 ml wrzącej wody

3 łyżki oleju

 

Sporządzanie farszu do pierogów:

Jedną cebulę pokroić we kostkę i przesmażyć na klarowanym maśle lub oleju.

Ugotowane dzień wcześniej ziemniaki, zmielić w maszynce do mielenia mięsa razem z białym serem i podsmażoną cebulą.  Farsz przyprawić do smaku solą, pieprzem, szczyptą tymianku i rozmarynu.

 

Przygotowywanie ciasta na pierogi:

Mąkę przesypać do dużej miski. Zagotowaną  (prawie wrzącą) wodę, zmieszać metalową łyżką z mąką. Nie wkładać dłoni!

Gdy masa nieco przestygnie (ok 1-2 minuty) ostrożnie wyrobić rękami ciasto, dodając wody lub mąki, w zależności od potrzeb. Pod koniec dodać dwie łyżki oleju. Gotową masę włożyć na 0,5 godziny do torby foliowej. Po tym czasie można rozpocząć wałkowanie placków ciasta i formowanie pierogów.

Wrzucać do wrzącej i posolonej wody i gotować ok. 3-4 minuty.

Cebulę pokroić w kostkę i podsmażyć na oleju – polejemy tym pierogi. Można zamiast oleju, wykorzystać boczek lub pokrojoną w kostkę słoninę.

Na brodę Jednookiego, nie jedliście nigdy nic lepszego!

 

Rys historyczny

Pierogi zwane w dzisiejszej Polsce ruskimi, a na terenie Ukrainy polskimi, powstały na Rusi Czerwonej, która obejmowała południowo-zachodnią część Rusi Kijowskiej. W jej skład wchodziły też Lechickie Grody Czerwieńskie, teren o który w X i XI w. toczyły się zacięte boje pomiędzy władcami Rusi i Polski. W 981 roku zdobył je wraz z Przemyślem kijowski kniaź Włodzimierz Wielki z rodu Rurykowiczów (władców w których żyłach płynęła skandynawska krew Ruryka).W 1018 odzyskał je w wyniku wyprawy kijowskiej Bolesław Chrobry. W roku 1031 znowu przeszły w ręce Rusinów (nazwa prawdopodobnie pochodzi od skandynawskiego słowa „roa” – wiosłowanie).Jeśli jednak chodzi o farsz, jest on znacznie późniejszy. Nie zmogłem się jednak, by proponować czytelnikowi islandzki hakarl przyrządzany ze zgniłego mięsa rekina, czy choćby kiszonego śledzia.

 

Etymologia nazwy pierogi nie jest jednoznaczna. Przypuszczalnie wywodzi się od prasłowiańskiego słowa „piera”, którym nazywano rodzaj nadziewanego ciasta.

pierogi2

 

Zapiekanka ziemniaczana

Zapiekanka ziemniaczana

image_pdfimage_print

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Święta za nami, bigosy i pierogi nam uszami wychodzą, więc czas na coś prostego i w żadnym wypadku niezawierającego grzybów i kapusty kiszonej 😀

Dlatego dzisiaj zrobimy sobie prościutką zapiekankę ziemniaczaną w wariancie podstawowym, który w miarę potrzeb można sobie dowolnie modyfikować. W końcu w lodówce są zawsze jakieś resztki, prawda? :)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Składniki:

1 kg ziemniaków

300 g żółtego sera (najlepszy cheddar)

300 ml mleka

1 żółtko

1 płaska łyżeczka soli

1 płaska łyżeczka pieprzu (można mniej)

1 duży ząbek czosnku

Kwiat czarnej soli morskiej do dekoracji, który kupicie w sklepie Swojski Wyrób

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zaczynamy od obrania ziemniaków i starcia ich metodą dowolną na bardzo cienkie talarki. W rondelku lekko podgrzewamy mleko z żółtkiem, przeciśniętym przez praskę czosnkiem, solą oraz pieprzem i mieszamy aż do uzyskania jednolitej masy. Gdy zacznie lekko gęstnieć to natychmiast zdejmujemy naczynie z ognia.

Blachę do pieczenia smarujemy masłem, układamy na niej talarki ziemniaków, zalewamy mlekiem z żółtkiem, posypujemy tartym serem i pieczemy około 45 minut w temperaturze 200 stopni.

Zapiekanka doskonale pasuje jako dodatek do tradycyjnego obiadu, ale świetnie sprawdzi się też, jako samodzielne danie. W tym drugim przypadku warto poeksperymentować z dodatkami, takimi jak cebula, kiełbasa lub z czymkolwiek innym co Wam przyjdzie do głowy :)

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Świąteczny niezbędnik

Świąteczny niezbędnik

image_pdfimage_print

final1

 

Iza_kucharz

Nie wiem jak jest u Was, ale w mojej rodzinie Wigilia bez śledzia oraz Boże Narodzenie bez chrzanu się po prostu nie liczą, tak więc niniejszym uchylę rąbka rodzinnej tajemnicy :)

No i jeszcze buraczany zakwas. Bez niego też nie da rady.

A zatem chrzan.

Niby czym może zaskoczyć nasz chrzan? Ano może. Wszyscy go uwielbiamy, acz daleka od własnoręcznego tarcia pozostawiam tę katorżniczą czynność innym i wybieram sprawdzoną wersję ze słoika. Ale nie może być jakiś byle jaki. W grę wchodzi wyłącznie Polonaise. Tu, przy zakupach, zalecam wzmożoną czujność saperską, bowiem od niedawna również i Krakus ma granatową zakrętkę i łudząco przypomina mojego „poloneza”, a to nie to samo. Zwykle nie podaję nazw producentów, ale tutaj akurat ma to kolosalne znaczenie :)

produkty chrzan

Wracając do rzeczy. Kupujemy dowolną ilość chrzanu. Proporcje również są kwestią gustu, ale na zdjęciu dobrze widać, ile czego przypada na jeden słoik.

Przekładamy chrzan na gęste sitko i pozostawiamy do czasu aż płyn całkowicie wycieknie. Trwa to długo, więc pomagam, regularnie dociskając łyżką. Następnie przekładam odciśnięty chrzan do miski i dodaję sporą ilość drobniutko posiekanych jaj na twardo. Ugotowane jajka obieram zatem ze skorupek, stawiam garnek na podłodze i bezlitośnie traktuję jajca tłuczkiem do ziemniaków. Następnie dodaję do smaku odrobinę soli i cukru, a na sam koniec trochę tłustej, słodkiej śmietany. Tu ilość wedle uznania, bowiem śmietanę dodajemy w zależności od oczekiwanej konsystencji. Chrzan przekładamy do słoików i gotowe. W lodówce wytrzymuje nawet do Wielkanocy :)

chrzan

A teraz nasz rodzinny śledzik.

Składniki podaję na oko, proporcje dobrze widać na zdjęciu.

– śledzie marynowane

– jajka na twardo

– cebula/szalotka

– jabłko

– kiszony ogórek

– śmietana

– musztarda do smaku

– sól/ pieprz do smaku.

produkty 2

Obieram śledzie ze skóry i kroję je na kawałki. Najlepiej takie na „jeden kęs”. Zazwyczaj wybieram śledzie łagodne w smaku, ale jak wiadomo, różnie z tym bywa, zatem jeśli czasem zdarzy mi się trafić na wersję ostrzejszą, moczę śledzie w mleku prze kilka godzin. Ogórek, jabłko, jajka i cebulę kroję w całkiem spore kawałki, ponieważ lubię jak wszystko chrupie :) Na koniec dodaję przyprawy, śmietanę i odrobinę musztardy do smaku, i wstawiam na noc do lodówki, żeby się wszystko porządnie przegryzło do rana.  Połączenie różnych struktur i smaków w jednym. Niebo w gębie! Przysięgam!

sledzie

No i na koniec jeszcze zakwas z buraków. Przygotowuję go od niedawna, ale w mojej kuchni ostatnio słój ma już stałe miejsce. Dobry zakwas potrzebuje trochę czasu, więc warto pomyśleć o nim trochę wcześniej. Zwykle potrzebuje około pięciu dni, ale bywa, że trwa to trochę dłużej. Spryciarze, chcący przyspieszyć proces kiszenia, dodają czasem nieco soku z kiszonej kapusty. Też dobrze :)

Składniki:

– 2 -2,5 kg buraków

– 6-8 ząbków czosnku

– kawałek korzenia chrzanu ok. 7 cm

– kilka listków laurowych lub łyżeczka liści zmielonych

– kilkanaście ziaren jałowca lub łyżeczka ziaren zmielonych

– kilka ziaren ziela angielskiego lub ½ łyżeczki ziaren zmielonych

– kilka lekko rozgniecionych ziarenek pieprzu

– 3-4 litry solanki

produkty3

 

Buraki obrać i pokroić w cienkie plastry, czosnek i chrzan pokroić na kawałki, dodać przyprawy.  Te których nie macie z łatwością znajdziecie w ofercie sklepu internetowego Swojski Wyrób.

Całość przemieszać i na koniec zalać całkowicie wystudzoną solanką. No i poczekać 5 dni, aż w słoju ukażą się lecące do góry bąbelki, a na wierzchu utworzy się biała pianka. Gotowe.

zakwas

WESOŁYCH ŚWIĄT!

 

szlaczek

 

BIGOS

 

Jagna_kucharz

 

W Święta może zabraknąć różnych rzeczy, ale na pewno nie bigosu. Przynajmniej u mnie. Musi być i koniec. Jak kraj długi i szeroki w każdym domu bigos smakuje nieco inaczej. Pozwólcie, że zdradzę Wam przepis na mój wariant uwielbiany przez całą rodzinę. Oczywiście z kaloriami będzie na bogato. W końcu jak kraść to miliony a jak grzeszyć to bigosem 😀

Składniki:

1,5 kg kapusty kiszonej

1 cebula

1 kg wołowiny

4 garście suszonych podgrzybków

30 dkg wędzonego boczku

0,5 kg wiejskiej kiełbasy

0,2 kg wędzonej szynki

2 łyżki miodu

200 ml jasnego piwa

200 ml czerwonego wytrawnego wina

2 łyżki sosu sojowego

2 łyżeczki koncentratu pomidorowego

20 g masła

2 ząbki czosnku

sól

Przyprawy (po łyżeczce): mielona kolendra, mielony kminek, suszony lubczyk, mielony pieprz, majeranek, kurkuma.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

No dobra. Mamy kapustę i resztę składników, więc zaczynamy od zalania 3 garści grzybów wodą (1,5 litra max) w garnku. Resztę grzybów na razie odłóżcie na bok. Garnek na gaz, lekko osolić i gotować do miękkości grzybów. Broń boże nie odcedzać ani nie pozbywać się wywaru bo właściwie to o niego nam tu głównie chodzi.

W międzyczasie szykujemy spory garnek do którego wrzucamy kapustę. Można ją trochę pokroić, ale nie trzeba. Można nieco odcisnąć, ale co kto lubi. Ja lubię bigos o wyraźnym smaku, więc nie odciskam wcale.

Kapustę zalewamy wywarem grzybowym z zawartością. Grzybów nie kroimy, bo i po co? :) Dolewamy wino i piwo i wstawiamy garnek na mały gaz. Żadnej wody w bigosie!

Boczek, szynkę i cebulę kroimy w kostkę. Smażymy i dorzucamy do garnka z kapustą.

Mięso wołowe kroimy w dość dużą kostkę i smażymy prawie do spalenia. Ma być bardzo ciemne. Odda potem dzięki temu kolor kapuście.

Kiełbasę kroimy w plasterki i również podsmażamy. Wrzucamy do kapusty.

Teraz czas na całą resztę przypraw i składników. Wszystko dokładamy do bigosu i niespiesznie gotujemy na małym ogniu pod przykryciem. To jest ten moment, w którym dorzucamy resztę suszonych grzybów. Spiją nadmiar płynu i dodadzą jeszcze więcej aromatu.

Dobry bigos gotuje się trzy dni. Pierwszego dnia około 5 godzin a potem wystawiamy garnek na noc na zewnątrz. Ma się sama dość szybko schłodzić. Idealnie by było, gdyby był lekki mróz 😀

Następnego dnia wyciągamy garnek i ponownie przez minimum 5 godzin gotujemy na małym ogniu pod przykryciem.

Potem ponownie procedura chłodzenia na zewnątrz i jak się zapewne domyślacie następnego dnia ponowne gotowanie :)

Teraz bigos jest już właściwie gotowy. Można go nieco odparować z nadmiaru sosu gotując jeszcze trochę już bez przykrycia.

Niektórzy mówią, że dobry bigos musi się przypalić. Moim zdaniem – nie musi. Ale to rzecz jasna opinia subiektywna 😀

Wesołych Świąt i smacznego bigosu!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Żabie udka

Żabie udka

image_pdfimage_print

final

Nigdy jakoś mi z tą żabą nie było po drodze. Nawet we Francji nie przyszło mi do głowy, żeby zjeść ten osławiony przysmak, bo wolałam ślimaki. Tym bardziej w Polsce żaby nie mieściły się w kręgu moich kulinarnych zainteresowań, a to głównie dlatego, że byłam święcie przekonana, iż ich przyrządzenie musi być arcyskomplikowane. A tu się okazało, że wcale nie. Totalna łatwizna. Przeczytałam kilka przepisów, a właściwie pomysłów, no i tak pokombinowałam, że zrobiłam własny. Być może jest to wynikiem fartu nowicjusza, bo wyszło po prostu genialnie, zatem biegusiem śpieszę do Was z przepisem na osławione żabie udka.

 

produkty

 

Składniki

– żabie udka – ok. 40 dkg

– sok z 1 cytryny

– ½ główki czosnku

– sól/pieprz

– łyżka mąki do oprószenia

– pęczek natki pietruszki

– 2 solidne łyżki masła klarowanego

 

kolaz1

 

Udka wymoczyć w mleku przez kilka godzin, następnie umyć i odsączyć. Posypać solą, pieprzem i na chwilę odstawić. Czosnek przecisnąć przez praskę i wymieszać z sokiem z cytryny. Udka umieścić w tak przygotowanej zaprawie i odstawić przynajmniej na godzinę, od czasu do czasu mieszając.

No, czyli już większość roboty za nami 😀

Teraz odpalamy piekarnik na full, masło klarowane rozgrzewamy na patelni i bierzemy się do pracy.

Udka wyjąć z zaprawy, delikatnie oprószyć mąką i smażyć na patelni po kilka minut z każdej strony, aż się zrumienią. Przy odwracaniu uważamy, żeby się nie rozpadły. Zasadniczo na tym etapie można by było poprzestać, ale nie bójmy się pójść jeszcze o krok dalej :)

Ostrożnie przekładamy usmażone żabie udka do małej brytfanki i posypujemy drobno posiekaną natką. Do masła oraz resztek, które zostały na patelni, wlewamy pozostałość z wcześniejszej marynaty, czyli sok z cytryny z czosnkiem. Szybko całość podgrzewamy, po czym polewamy tym nasze udka.

W sensie, że żabie, nie własne :) I do piekarnika. Mniej więcej na 15-20 minut.

Brakowało mi jakiegoś fajnego dodatku, więc w połowie pieczenia dorzuciłam do środka cienkie kromki z bagietki, spryskane mgiełką oleju czosnkowego i posypane mieszanką ziół.

No i tyle. Palce lizać. Smacznego!

Ja kumam 😀

 

final