Skąd ja cię znam?


Ostatnio dowiedziałam się od jednej znajomej, że nasza inna znajoma jest na mnie obrażona. Zdziwiłam się, zwłaszcza że z tamtą się od dość dawna nie widziałam. Kluczowe tutaj jest słowo „widziałam”.

To znaczy, jak się okazało to ja jej nie widziałam a właściwie podobno udawałam, że jej nie widzę, gdy mijałyśmy się na ulicy. Według słów znajomej omiotłam ją z obojętnym spojrzeniem i nie przywitawszy się poszłam sobie dalej.

I wiecie co? Zapewne właśnie tak było 😀

Jak siebie znam to mój mózg, zajęty układaniem historii moich książkowych bohaterów, najwyraźniej nie przetworzył danych, które gwarantują sukces w sferze społecznej, czy też po prostu w świecie rzeczywistym. Nieraz zdarzyło mi się pójść z workiem śmieci w stronę osiedlowego sklepu, bo zapomniałam podejść do śmietnika zajęta obliczaniem nośności statku kosmicznego. Albo wyjść z owego sklepu z koszykiem, bo właśnie ułożył mi się w mózgownicy plan zbrodni doskonałej w którym nie było miejsca na takie pierdoły jak pakowanie, płacenie i inne zbędne w danym momencie czynności.

Napisałam to i pogratulowałam sobie w duchu sprytu w wytłumaczeniu się znajomym, że niby taka to ze mnie natchniona osoba, zajęta sprawami zgoła kosmicznymi, ale to tylko ułamek prawdy, którą zaraz Wam przedstawię 😀

Zanim do niej przejdę, muszę Wam powiedzieć, że opowieść znajomej o obrazie innej znajomej w gruncie rzeczy dogłębnie mnie poruszyła. Dotarło do mnie bowiem, że o mojej ułomności wiem tylko ja i może wśród osób czytających te wynurzenia są tacy, których minęłam na ulicy kompletnie ich nie rozpoznając. Tak więc, potencjalni olani znajomi, poniższa opowieść jest Wam dedykowana wraz z serdeczną prośbą o wybaczenie :)

Od dziecka mam problem z identyfikacją twarzy lub przypisaniem jej do konkretnego człowieka. Tak. Jest taka choroba, której nazwy nie zamierzam przywoływać, bo nikt mi nie płaci za autodiagnozę 😀 Jedno jest pewne. Przez dekady obcowania z przypadłością ustaliłam, że w moim przypadku jest to forma raczej łagodna.

No wiecie, nie jak w tym thrillerze, co babka mrugała oczami i za każdym razem mąż miał inną twarz. Ja najbliższych doskonale rozpoznaję. Z tym nie mam najmniejszego problemu. Zazwyczaj. Do rodziny jeszcze wrócimy. Obiecuję 😀

Moja przypadłość, mówiąc w dużym skrócie przybrała postać łagodną. Nie zawsze rozpoznaję ludzi, ale radzę sobie z tym w ten sposób, że zapamiętuję ich charakterystyczne cechy, głównie kolory. Ale nie tylko. Spotykając ludzi staram się zapamiętać otoczenie, w którym ich widuję. Bardzo pomocna technika, ale zawodzi, gdy ludzie zaczynają się przemieszczać :)

Wszystko fajnie, gdy widzę moją dentystkę pochyloną nad moją gębą, ale jak podchodzi do mnie w metrze z serdecznym uśmiechem prezentując garnitur białych zębów, to nie mam pojęcia z kim mam do czynienia. Nie zgadza się miejsce, więc umyka mi twarz.

Spotykam nad morzem pana ze straganu, na którym wiosną kupuję truskawki w Warszawie i kompletnie nie kumam kim jest ten gość.

Apogeum osiągnęłam, gdy bliskiego kuzyna nie rozpoznałam na koncercie, bowiem dotychczas widywałam go wyłącznie na imprezach rodzinnych 😀

Wierzcie lub nie, ale ta przypadłość mocno komplikuje życie. Nigdy nie wiesz, czy osobę, którą ci przedstawiają należy powitać jako znanego ziomka, czy uprzejmie się przedstawić na dobry początek znajomości. Kiedyś przedstawiłam się dziewczynie, z którą spędziłam wcześniej dwa tygodnie pod namiotami :)

Nigdy nie sądziłam jednak, że moja przypadłość nierozpoznawania twarzy zrobi ze mnie rasistę 😀
Ponad dekadę temu szukałam i z powodzeniem znalazłam nauczyciela angielskiego dla mojej córki. Miał skomplikowany życiorys, ale generalnie przyjechał z Nigerii, władał brytyjskim angielskim, był czarny jak listopadowa noc i bardzo sympatyczny.

Był jedynym czarnoskórym gościem w moim domu, więc bez stresu rozpoznawałam go za każdym razem, gdy przychodził :)

To było w drugim albo trzecim roku nauki mojej młodej, gdy ów Nigeryjczyk przerwał lekcję i wszedł do kuchni. Minę miał uroczystą.

– Co jest? – zapytałam.

– Dzisiaj wygrał Obama! – powiedział z entuzjazmem.

– No wiem – odparłam uprzejmie a w duchu się zastanawiałam, co chłopaka mieszkającego w Polsce może obchodzić prezydent zza oceanu.

– Jestem dumny z niego – dodał Nigeryjczyk

– A mi to prawdę mówiąc kompletnie obojętne kto wygrał – odparłam.

Chłopak uśmiechnął się i nie skomentował.

Zajęło mi kilkanaście dni by skumać, że Obama jest czarnoskóry bo najwyraźniej jestem ślepą rasistką nierozpoznającą twarzy 😀




Magiczne brownie Ewy Bauer


Witajcie czytelnicy!

Wraz z Ewą, naszym dzisiejszym gościem zapraszamy na pyszne ciasto. Jedno jest pewne – czekolady nie zabraknie :)

A teraz oddajemy głos Ewie:

Nazywam się Ewa Bauer i jestem autorkA powieści obyczajowych: „Kurhanka Maryli” oraz trylogii „Kolory uczuć”. Niedawno ukazała się pierwsza część „W nadziei na lepsze jutro”, w styczniu 2018 ukaże się druga część  „Kruchość jutra”, a w marcu „Słoneczne jutro”.

Więcej o mnie i moich książkach możecie poczytać na stronie autorskiej albo na fanpage’u, na który serdecznie zapraszam.

kolaz ewa

No i obiecany przepis:

kolaz prod

MAGICZNE BROWNIE

składniki:

200 g masła

2 tabliczki gorzkiej czekolady

3 jajka

270 g drobnego cukru

135 g mąki

szczypta soli

kolaz1

Uwielbiam to ciasto, bo zawsze wychodzi, a jak nie wychodzi to nie widać :)

Brownie, czyli ciasto czekoladowe, którego cechą jest to, że nie wyrasta. Coś idealnego dla mnie i wszystkich, których zmorą jest zakalec. A do tego do jego wykonania nie potrzeba specjalnych umiejętności. Dla mnie strzał w dziesiątkę.

Najpierw rozpuszczamy masło w garnku na małym ogniu, w tym czasie nastawiając piekarnik na 160’C. Do rozpuszczonego masła wrzucamy kostki dwóch gorzkich czekolad. Ja używam takiej o minimalnej zawartości 70% kakao. Mieszamy, bo szybko się rozpuszcza, a jak już się rozpuści to wyłączamy. Już jedna trzecia roboty za nami.

W oddzielnej misce miksujemy jajka z cukrem, można dodać też cukier waniliowy albo prawdziwą wanilię. Dodajemy masę czekoladową z garnka, miksujemy, potem mąkę i sól i miksujemy na jednolitą masę.

Foremkę, mniej więcej 25×25, wykładamy papierem do pieczenia. Przelewamy masę, wyrównujemy i wkładamy do pieca. Pieczemy ok. 35 minut. Ciasto musi być w środku trochę mokre.

U nas blacha znika jeszcze zanim ciasto ostygnie. Idealnie pasuje z kubkiem mleka.

Mamy w pracy taki zwyczaj, że raz w tygodniu ktoś przynosi ciasto.

Koleżanki podniosły wysoko poprzeczkę, więc moje brownie nie tylko musi smakować, ale także wyglądać. Wymyśliłam więc sos ze zmiksowanych malin i płatki migdałowe. Chyba wygląda nieźle, co? :)

 

final

Pozdrawiam serdecznie,

Ewa Bauer




Krem z białych warzyw


final1-crop

Czyli nic innego jak efektowny sposób na zwyczajne składniki. Białych warzyw zwykle mamy w domu pod dostatkiem, zatem do dzieła.

produkty-crop

Składniki:

– ½ kalafiora

– 3 ziemniaki

– kawałek selera

– dwie pietruszki

– kawałek pora

– 1 cebula

– 2-3 ząbki czosnku

– sól, pieprz, czosnek niedźwiedzi, papryka słodka, majeranek, czosnek suszony w płatkach, mielony jałowiec oraz listek laurowy w proszku marki Swojski wyrób

kolaz1

Cebulę i czosnek posiekać drobno i zeszklić na patelni, a w międzyczasie obrać i pokroić resztę składników. Zalać wodą. Jeżeli mamy do dyspozycji gotowy bulion lub jakiś jarzynowy wywar to jak najbardziej welcome :)

Ostatnio odkryłam ekologiczne kostki rosołowe, więc z braku bulionu nie zawahałam się ich użyć.

A teraz to już sama prościzna. Ugotować wszystko do miękkości, dorzucić cebulę oraz czosnek i zmiksować na gładko. Żeby nie było zbyt biało, wymyśliłam efektowne marchewkowe spaghetti.  Od niedawna jestem szczęśliwą posiadaczką odpowiedniej zastrugaczki do robienia warzywnego makaronu ale nie przejmujcie się. Śmiało możecie wykonać cienkie marchewkowe wstążki za pomocą zwykłej obieraczki. Później wystarczy marchewkę zblanszować lub chwilę podgotować na parze i gotowe.

Zupa wychodzi gładziutka, aromatyczna i bardzo sycąca. Na sam koniec zrobiłam jeszcze nieduży eksperyment i już na talerzu dodałam jeszcze odrobinę tartego chrzanu. Pycha!

final2-crop




Pierogi ruskie Radka Lewandowskiego


Dzień dobry mili Czytelnicy!

Dzisiaj przedstawiamy Wam wyjątkowego gościa. Nie bójcie się. On tylko tak groźnie z tym mieczem wygląda 😉
W rzeczywistości nie zrobi Wam krzywdy za to z przyjemnością zrobi ruskie pierogi. Oczywiście w ramach przerwy od pisania książek :)

Pozwólcie, że nasz dzisiejszy gość przedstawi Wam się osobiście:

Radosław Lewandowski urodzony 26 maja 1968 roku w Płocku.

Absolwent Wydziału Zarządzania i Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego.

Wieloletni pracownik administracji samorządowej i państwowej.

Miłośnik literatury i filmu z gatunku fantasy, science fiction, space opera, post. apo, oraz barwnych i nieco krwawych opowieści historycznych.

Jeden (wcale nie najważniejszy) z założycieli Płockiego Klubu Fantastyki „Elgalhˈai”

Historyk-amator, interesujący się kulturą wczesnosłowiańską i skandynawską, w tym głównie trzema ‘złotymi wiekami wikingów”.

Autor powieści:

– „Yggdrasil Struny Czasu” – traktującej o podróżach w czasie i między wymiarami

– „Yggdrasil Exodus” – space opery, opisującej ludzkość w obliczu kosmicznej zagłady

– „Wikingowie. Wilcze dziedzictwo” – opowieści o walce o władzę i podróży do nowego świata.

– Wikingowie. Najeźdźcy z Północy” – historii opisującej losy wikinga wśród Indian z Ameryki Północnej.

– „Wikingowie Topory i sejmitary” – opowieści o podróży grupy wikingów i Indian, przez rzeki Rusi go Bizancjum.

– „Wikingowie Kraina Proroka” – zamykającej cykl „Wikingowie”. Opisano w niej pełną przygód drogę wikińskich najemników przez kalifat Kordoby i Sycylię. Data premiery koniec roku 2017 lub pierwszy kwartał 2018 (decyzja wydawcy).

Autor opowiadań:

– „Tygrys szablozęby” – o podróży w czasie.

– „Pieczęć na niebie” –  o wyprawie do sąsiedniej galaktyki – uzupełnienie cyklu Yggdrasil.

– „Skarb Haralda Sinozębego” – opowiadanie w realiach skandynawskich, będące odpowiednikiem greckiego mitu.

– „Pieśń księżyca” – opowiadanie erotyczne, które ukazało się w antologii „Bierz mnie”

Linki do fanpejdży: 

https://web.facebook.com/WikingowieWilczeDziedzictwo/

https://web.facebook.com/yggdrasilstrunyczasu/

Linki do książek:

http://www.empik.com/wikingowie-wilcze-dziedzictwo-lewandowski-radoslaw,p1119755773,ksiazka-p

http://www.empik.com/wikingowie-tom-2-najezdzcy-z-polnocy-lewandowski-radoslaw,p1128169774,ksiazka-p

http://www.empik.com/wikingowie-tom-3-topory-i-sejmitary-lewandowski-radoslaw,p1136192777,ksiazka-p

http://www.empik.com/yggdrasil-tom-1-struny-czasu-lewandowski-radoslaw,p1108637365,ksiazka-p

https://bonito.pl/k-90611645-yggdrasil-exodus

kolaz1

A teraz obiecany przepis na pierogi :)

Pierogi ruskie Oddeigo Asgotssona, marnotrawnego syna Asgota z Czerwoną Tarczą, które kochałby ponad życie gdyby w X wieku w Skandynawowie znali ziemniaki.

 

Taki oto napis, wyryto na jednym z kamieni runicznych odkrytych w Uppsali, podczas zakrojonych na szeroką skalą prac archeologicznych. Spisano go w futharku młodszym, czyli składającym się z szesnastu znaków alfabecie runicznym. Zważywszy, iż w grobie tego znacznego woja – (kości należały do postawnego mężczyzny, którego pochowano w długim na 40 m langskipie) – znaleziono tylko jeden głaz z rytami, wiadomość którą chciał przekazać potomnym musiała mieć dla tego hevdinga ogromne znaczenie. Przedłożył ją ponad własną sławę, co było rzadkością wśród dziesięciowiecznych wikingów.

 

„Godną podniebienia samego Odyna dziwną potrawę, sporządził nam podczas wyprawy przez Ruś do Miklagardu zwanego też Konstantynopolem, przewodnik o imieniu Oleg. Niech pamięć o niej przetrwa do Gimlei – pozbawionego zła świata, jaki nastanie po Ragnaröku”

pierogi1

 

Składniki:

farsz:

1 kg ziemniaków

0,7 kg tłustego białego sera

1 duża cebula + 1 cebula do omasty.

przyprawy: sól, pieprz, tymianek, rozmaryn

olej

ciasto:

0,6 kg mąki

250-350 ml wrzącej wody

3 łyżki oleju

 

Sporządzanie farszu do pierogów:

Jedną cebulę pokroić we kostkę i przesmażyć na klarowanym maśle lub oleju.

Ugotowane dzień wcześniej ziemniaki, zmielić w maszynce do mielenia mięsa razem z białym serem i podsmażoną cebulą.  Farsz przyprawić do smaku solą, pieprzem, szczyptą tymianku i rozmarynu.

 

Przygotowywanie ciasta na pierogi:

Mąkę przesypać do dużej miski. Zagotowaną  (prawie wrzącą) wodę, zmieszać metalową łyżką z mąką. Nie wkładać dłoni!

Gdy masa nieco przestygnie (ok 1-2 minuty) ostrożnie wyrobić rękami ciasto, dodając wody lub mąki, w zależności od potrzeb. Pod koniec dodać dwie łyżki oleju. Gotową masę włożyć na 0,5 godziny do torby foliowej. Po tym czasie można rozpocząć wałkowanie placków ciasta i formowanie pierogów.

Wrzucać do wrzącej i posolonej wody i gotować ok. 3-4 minuty.

Cebulę pokroić w kostkę i podsmażyć na oleju – polejemy tym pierogi. Można zamiast oleju, wykorzystać boczek lub pokrojoną w kostkę słoninę.

Na brodę Jednookiego, nie jedliście nigdy nic lepszego!

 

Rys historyczny

Pierogi zwane w dzisiejszej Polsce ruskimi, a na terenie Ukrainy polskimi, powstały na Rusi Czerwonej, która obejmowała południowo-zachodnią część Rusi Kijowskiej. W jej skład wchodziły też Lechickie Grody Czerwieńskie, teren o który w X i XI w. toczyły się zacięte boje pomiędzy władcami Rusi i Polski. W 981 roku zdobył je wraz z Przemyślem kijowski kniaź Włodzimierz Wielki z rodu Rurykowiczów (władców w których żyłach płynęła skandynawska krew Ruryka).W 1018 odzyskał je w wyniku wyprawy kijowskiej Bolesław Chrobry. W roku 1031 znowu przeszły w ręce Rusinów (nazwa prawdopodobnie pochodzi od skandynawskiego słowa „roa” – wiosłowanie).Jeśli jednak chodzi o farsz, jest on znacznie późniejszy. Nie zmogłem się jednak, by proponować czytelnikowi islandzki hakarl przyrządzany ze zgniłego mięsa rekina, czy choćby kiszonego śledzia.

 

Etymologia nazwy pierogi nie jest jednoznaczna. Przypuszczalnie wywodzi się od prasłowiańskiego słowa „piera”, którym nazywano rodzaj nadziewanego ciasta.

pierogi2

 




Zapiekanka ziemniaczana


OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Święta za nami, bigosy i pierogi nam uszami wychodzą, więc czas na coś prostego i w żadnym wypadku niezawierającego grzybów i kapusty kiszonej 😀

Dlatego dzisiaj zrobimy sobie prościutką zapiekankę ziemniaczaną w wariancie podstawowym, który w miarę potrzeb można sobie dowolnie modyfikować. W końcu w lodówce są zawsze jakieś resztki, prawda? :)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Składniki:

1 kg ziemniaków

300 g żółtego sera (najlepszy cheddar)

300 ml mleka

1 żółtko

1 płaska łyżeczka soli

1 płaska łyżeczka pieprzu (można mniej)

1 duży ząbek czosnku

Kwiat czarnej soli morskiej do dekoracji, który kupicie w sklepie Swojski Wyrób

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zaczynamy od obrania ziemniaków i starcia ich metodą dowolną na bardzo cienkie talarki. W rondelku lekko podgrzewamy mleko z żółtkiem, przeciśniętym przez praskę czosnkiem, solą oraz pieprzem i mieszamy aż do uzyskania jednolitej masy. Gdy zacznie lekko gęstnieć to natychmiast zdejmujemy naczynie z ognia.

Blachę do pieczenia smarujemy masłem, układamy na niej talarki ziemniaków, zalewamy mlekiem z żółtkiem, posypujemy tartym serem i pieczemy około 45 minut w temperaturze 200 stopni.

Zapiekanka doskonale pasuje jako dodatek do tradycyjnego obiadu, ale świetnie sprawdzi się też, jako samodzielne danie. W tym drugim przypadku warto poeksperymentować z dodatkami, takimi jak cebula, kiełbasa lub z czymkolwiek innym co Wam przyjdzie do głowy :)

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA