Browsed by
Miesiąc: Luty 2018

image_pdfimage_print
Włoskie trio

Włoskie trio

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kto nie lubi makaronu? Przyznam szczerze, że ja nikogo takiego nie znam. Makarony są po prostu smaczne a do tego mają jeszcze jedną, ogromną zaletę. Przygotowanie smacznej włoskiej pasty trwa zazwyczaj tyle, ile czasu trzeba na ugotowania makaronu. Czyli krótko :)

Długo myślałam, który z sosów lubię najbardziej, ale kwestia pozostała nierozstrzygnięta. Dlatego dzisiaj zaszalejemy i przygotujemy sobie trzy różne potrawy. I niezupełnie przypadkiem układają się we włoską flagę :)

Aha, z podanych składników wychodzi porcja na 2 – 3 osoby.

Makaron z pesto

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Składniki:

– pół pęczka bazylii

– 50 g tartego parmezanu

– 4 łyżki oliwy z oliwek

– łyżka nasion słonecznika (albo orzeszków pinii)

– ząbek czosnku

– spora szczypta soli

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nasiona słonecznika prażymy przez chwilę na suchej patelni. Wrzucamy do blendera wraz z pozostałymi składnikami. Blendujemy, ale niezbyt dokładnie. Fajnie, jeśli będą wyczuwalne kawałki pestek. Jeśli sos będzie zbyt gęsty to możemy dodać jeszcze trochę oliwy, ale trzeba pamiętać, że jeśli chcemy, żeby pesto ładnie oblepiło makaron to nie może to być zbyt rzadkie.

Gotowe pesto mieszamy z gorącym makaronem, posypujemy tartym parmezanem i niezwłocznie serwujemy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Makaron (prawie) carbonara

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Składniki:

– 50 g boczku lub wędzonki

– 100 ml śmietanki słodkiej 12%

– 50 g parmezanu

– 1 żółtko

– duży ząbek czosnku

– łyżeczka oliwy z oliwek

– szczypta soli

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

To nie jest klasyczna carbonara, ale zapewniam Was, że jest pyszna :)

W głębokim talerzu mieszamy śmietankę z żółtkiem i łyżeczką oliwy. Dodajemy starty parmezan i czosnek. Mieszamy na gładką masę. Dodajemy szczyptę soli.

W międzyczasie drobno pokrojony boczek obsmażamy na patelni. Gdy już nam się ładnie przyrumieni to wrzucamy na patelnię makaron. Wlewamy śmietankę z dodatkami i chwilę podgrzewamy na niewielkim ogniu. Uważajcie, bo jak przetrzymacie za długo to wyjdzie wam jajecznica zamiast gładkiego sosu :)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Makaron z tuńczykiem i pomidorami

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Składniki:

– 200 ml przecieru pomidorowego

– 50 ml czerwonego wytrawnego wina

– 30 g tartego parmezanu

– mała puszka anchois

– puszka tuńczyka w oliwie

– 30 g cebuli

– duży ząbek czosnku

– łyżeczka oliwy z oliwek

– duża szczypta soli

– odrobina posiekanej natki pietruszki (opcjonalnie)

– kilka kropli tabasco (opcjonalnie)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Cebulę siekamy drobno i podsmażamy chwilę na oliwie. Anchois i czosnek drobno siekamy. Wszystkie składniki sosu wrzucamy na patelnię i chwilę dusimy. Wino musi odparować a całość zgęstnieć.

Mieszamy z gorącym makaronem. Dekorujemy posiekaną natką pietruszki i tartym parmezanem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pani Pisarka i Pan Pisarz

Pani Pisarka i Pan Pisarz

Od zawsze myślałam, zresztą chyba nie tylko ja, że pisaniem książek nie zajmują się zwykli ludzie.

Że siedzi sobie taki oderwany od rzeczywistości, zwichrowany psychicznie odludek i coś tam bazgroli. Do tego, nie wiedzieć czemu, moje wyobrażenie na temat osobników zajmujących się pisarstwem miało wydźwięk mocno seksistowski.

Otóż pisarz-mężczyzna od zawsze kojarzył mi się z garbatym zaniedbanym dziadem, który mieszka sobie gdzieś daleko na odludziu. Najlepiej na jakiejś islandzkiej wyspie, w kamiennej, smaganej wiatrem chałupie, gdzie z obłędem w oczach namiętnie kopci śmierdzące cygara i w amoku tłucze w klawisze. Oczywiście wszyscy w okolicy omijają dziwka szerokim łukiem, a rodzice nagminnie straszą nim dzieci marudzące nad talerzem. Wierzcie lub nie, ale do tej pory, gdy zamykam oczy, widzę gościa z wytrzeszczem i rozwichrzoną fryzurą Gargamela 😀

Ale ten piszący facet to mały pikuś, który nijak nie wytrzymuje konkurencji z nadobną koleżanką-pisarką. Otóż ta, jak już wspomniałam, nadobna oraz mocno egzaltowana niewiasta, w mych wyobrażeniach nosi nieco wypłowiałą strzyżoną „od rondla” fryzurę oraz mało twarzowe okulary w rogowych oprawkach. Tu dodam, że liczba dioptrii przekracza skalę Beauforta i szkła wyglądają jak denka od słoików. Pożółkłe zęby i broszka z kameą chyba nikogo nie zdziwią, szczególnie że ta ostatnia doskonale komponuje się z wyświechtaną kremplinową garsonką (elektryzującą na kilometr, że aż włos dęba staje i musowo wytłaczaną w kwiaty), a w najlepszym razie ze sweterkiem bliźniakiem. Klasyczna lakierowana kościółkowa torebeczka z klamerką oraz pełne buty na rozhuśtanym we wszystkie strony obcasiku typu kaczuszka, dopełniają całości pisarskiego wizerunku.

I co? Oczywiście taki opisany wyżej ktoś żyje na całkiem innym świecie niż my wszyscy. Na bank nie je i nie pije. No, może z wyjątkiem męskiej wersji, która w chwilach braku weny zalewa się burbonem. Wersja żeńska jedynie czasami umoczy usta w sherry lub w likierze, bo zwykle woli herbatę w towarzystwie kruchych ciasteczek.

Intelektualne pogaduszki o wzdychających bohaterkach nijak nie przystają do zakupów w Biedronce, biegania z odkurzaczem, czy przypalonego obiadu. Pisarz nigdy nie pokłóci się z partnerem, bo przecież moja pani pisarka musowo jest zadeklarowaną starą panną, a dziad obłąkaniec nie ma czasu na pierdoły i uwodzenie. Jedynie czasem zauważy gospodynię. Zwykle zapomina sobie, że w ogóle ją ma, a przecież ktoś   donosi mu ludzką strawę, żeby nie umarł z głodu oraz wywietrzy pomieszczenia, żeby się biedak od tych cygar nie udusił 😀

Na dzieci, nie krzyczą, wiadomo. Bo ich nie mają, zatem opatrywanie zdartych kolan, odpytywanie z tabliczki mnożenia, sprawdzanie w necie czym odżywia się rurecznik mułowy, tudzież niespodziewany nocny trening z matematycznego haftu na technikę, zupełnie ich nie dotyczą.

Jeśli gdzieś się przemieszczają w celu pokazania się światu, odbywa się to w świetle jupiterów i w towarzystwie szofera. Bo ona przecież nie widzi za dobrze, a on- ten nie wiedzący na jakim świecie żyje – łachmyta, przez ten cholerny burbon już dawno zapomniał gdzie jest jego prawo jazdy.

Ech… 😀

Zimowa zupa z chorizo

Zimowa zupa z chorizo

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zimą wszyscy mamy ochotę na coś treściwego i ciepłego. Zupa z chorizo idealnie wpisuje się w te potrzeby. Jest banalna w produkcji a jedyne o czym trzeba pamiętać to kolejność wrzucania składników do garnka, żeby jedne się nie rozgotowały a inne nie były twarde. Jeśli uda się nam tego dopilnować, to zupa jest absolutnie pyszna i w zasadzie może stanowić kompletny obiad :)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Składniki:

200 g pikantnego chorizo

100 g pęczaku

1 duża marchewka

1 pietruszka

50 g selera

50 g pora

1 puszka czerwonej (lub czarnej) fasoli

1 średnia cukinia

2 średnie cebule

1 l przecieru pomidorowego

1 czerwona papryka

2-3 ząbki czosnku

1 łyżeczka masła klarowanego do smażenia

1-2 kawałki papryki marynowanej (opcjonalnie)

1 torebka czerwonej łagodnej papryki

Przyprawy: sól, pieprz, pół łyżeczki przyprawy argentyńskiej do grilla, lubczyku, czosnku granulowanego, suszonej cebuli, papryki wędzonej.

Wszystkie przyprawy bez kłopotu kupicie w sklepie Swojski Wyrób.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zaczynamy od pokrojenia włoszczyzny. Wrzucamy ją do garnka wraz z suchą kaszą pęczak i zalewamy 1,5 litra wody. Kroimy w plasterki chorizo i wrzucamy do garnka. Teraz dorzucamy wszystkie sypkie przyprawy (oprócz czerwonej papryki) oraz posiekany czosnek i zostawiamy zupę w spokoju, żeby się niespiesznie gotowała.

Siekamy cebulę a cukinię kroimy w grubą kostkę. Podsmażamy na maśle klarowanym.

Gdy kasza i włoszczyzna są już miękkie, to wlewamy przecier pomidorowy i dokładamy pokrojoną paprykę. Ja wcześniej cienko ją obieram ze skóry, bo nie lubię, jak mi się kawałki niestrawnej skóry po garnku plączą :)

Dorzucamy cukinię i cebulę. Jeśli mamy chęć dołożyć konserwową paprykę, to właśnie teraz.

Na małej patelni prażymy przez chwilę suszoną czerwoną paprykę. Dodajemy do garnka i wyłączamy gaz.

Na samym końcu wrzucamy fasolę i gotowe :)

Zupę podajemy z posiekaną natką pietruszki lub kolendrą.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Resztka-party

Resztka-party

final 1-crop

W święto Trzech Króli oczywiście zapomniałam, że jest święto i pocałowałam klamkę sklepu. No tak, święto. O ja sierota! I co teraz? Na całe szczęście przypomniał mi się niedawny przepis Jagny na zapiekankę ziemniaczaną, czyli na coś z niczego, ale zanim doszłam do wsadzenia całości do piekarnika, wyszło mi coś zupełnie innego.

Policzki zapiekane z ziemniakami i kapustą

Danie proste, owszem częściowo z półproduktów, ale takie, że domownicy wylizują talerze do czysta.

produkty-crop

Składniki:

–  wolno gotowane policzki wołowe lub wieprzowe-  2-3 sztuki

– ugotowane ziemniaki-  6-7 sztuk

– ¼ średniej główki białej kapusty

– spora garść suszonej cebuli

– mała garść pomidorowych igiełek

– sól/pieprz/ chlust sosu sojowego/ nieco bulionu lub wody do podlania kapusty

 

Suszoną cebulę oraz pomidorowe igiełki znajdziecie w sklepie internetowym Swojski Wyrób.

 

Trochę spanikowana, zaczęłam od tego, że porządnie przetrząsnęłam lodówkę i zamrażarkę.

Jak widać, co nieco się znalazło :)

kolaz1

Zaczęłam od poszatkowania kapusty i podduszenia jej na patelni wraz z suszoną cebulą. Do smaku dodałam soli, pieprzu oraz sosu sojowego. Poddusiłam do czasu aż kapusta lekko zbrązowiała i wyłożyłam całość na dno żaroodpornego naczynia. Policzki wyjęłam z próżniowych worków i położyłam na kapuście. Do tego ugotowane w osolonej wodzie ziemniaki (akurat miałam z poprzedniego dnia). Na wierzch nie żałowałam moich ulubionych pomidorowych igiełek.

Całe danie lekko spryskałam olejem i zapiekłam w piekarniku przez ok. 30-40 minut, aż ziemniaki się przyrumieniły.

Już dawno żadne danie nie spotkało się z takim uznaniem i tak szybko nie znikło z talerzy.

Polecam.

Prawie zero roboty, a urywa podniebienie :)

final2-crop