Browsed by
Miesiąc: Maj 2018

image_pdfimage_print
Fasola po bretońsku Pawła Tomali

Fasola po bretońsku Pawła Tomali

final2

Witajcie w dzisiejszym wydaniu „Kuchni gości”. Dzisiaj gotuje dla Was Paweł Tomala, który o sobie mówi tak:

Dzięki nostalgicznej tęsknocie do dobrego, swojskiego jedzenia wstąpiłem w szeregi Wędzarniczej Braci na forum wedlinydomowe.pl i realizuję się w zadymionym świecie domowego wyrobu wędlin wytwarzając według tradycyjnych receptur swojskie wyroby. Od kiełbas aż po wędlinki dojrzewające.

Bardzo chętnie i odważnie eksperymentuję w kuchni i nie tylko na niwie przekąsek, bo i większe wyzwania w postaci choćby tortów nie są mnie w stanie wystraszyć.

Lubię klimatyczno-tematycznie przedstawić efekty swoich dokonań masarsko kulinarnych , fotografując je w ciekawie dobrany sposób z dobrze dobranymi dodatkami jak deska, obrus, nóż, czy też wazonik z goździkami  :)

Bardzo chętnie spędzam czas z dala od miejskiego zgiełku w prawie leśnej ciszy zbierając grzyby czy po prostu wpatrując się w horyzont. Lekko zbzikowany na punkcie muzyki zespołu GREGORIAN. Jestem też zapalonym kibicem siatkarskim :)

Fasola po bretońsku

received_10211676455212825

Składniki:

– opakowanie białej fasoli „Jasiek ”

– 25 -35 dkg kiełbasy (można tez dodać boczku)

– 5-7 cebul średniej wielkości (jeśli ktoś lubi może być więcej :))

– koncentrat pomidorowy

– tłuszcz (czytaj smalec) do podsmażenia kiełbasy i cebuli

– sól, pieprz, majeranek i papryka

Fasolę dzień wcześniej przebrać i zalać przegotowana zimną wodą. Następnego dnia ugotować ją w tej samej wodzie, w miarę potrzeby dolewając wrzątku. Kiełbasę i cebule pokroić w drobną kostkę i podsmażyć (można dodać mąki i lekko zasmażyć) a następnie dodać koncentrat pomidorowy. Doprawić solą, pieprzem i majerankiem. Tak uzyskanym ” sosem ” zalewamy fasolkę, mieszamy i trzymamy na średnim ogniu około 15 minut, delikatnie mieszając, po tym czasie szykujemy sobie bułeczkę (może być z masełkiem :)), wykładamy fasolę na talerz i po prostu jemy :)

Smacznego :)

final1

Chłodnik z ogórkami małosolnymi

Chłodnik z ogórkami małosolnymi

Latem nic nie zastąpi zimnego, pełnego chrupiących ogóreczków chłodnika. Jeśli użyjecie małosolnych to zupa wchodzi w zupełnie inny wymiar 😀 Tylko pamiętajcie, by ogórków nie trzeć na tarce. Żeby były chrupiące to należy je pokroić w drobną kostkę. Dobrze by było, żeby ogórki nie były przekiszone. Najlepsze do naszego celu będą jedno lub dwudniowe.

Ogromną zaletą chłodnika jest jego niskokaloryczność. No chyba, że do jego produkcji użyjecie śmietany i bulionu z kostki. Ja nie polecam, ale wiem, że niektórzy ludzie tak robią :)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Składniki:

– 1 średni burak lub 2 małe

– 400 ml rzadkiego jogurtu

– 500 ml kefiru

– 100 ml mleka (opcjonalnie)

– 3 średnie ogórki małosolne

– 2 średnie ogórki surowe

– 2 ząbki czosnku

– pół pęczka szczypiorku

– pół pęczka koperku

– sól i pieprz do smaku

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zdaję sobie sprawę, że tradycyjnie do chłodnika stosuje się botwinę, czyli młode buraki z listkami, ale ja wolę wersję bez listków. Po pierwsze nie plączą mi się po zupie a po drugie nie raz zdarzyło mi się, że chłodnik z botwiną miał nieładny bury kolor. Z samym burakiem nie ma takiego problemu a poza tym trze się go szybko zamiast się bawić z siekaniem liści i mikroskopijnych buraczków.

No dobra. Bierzemy się do roboty.

Buraki obieramy i trzemy na grubych oczkach tarki. Przekładamy do garnka, lekko solimy i zalewamy niewielką ilością wody. Nawet nie musi dokładnie przykryć buraków. Zagotowujemy i zdejmujemy z gazu. Wody oczywiście nie odlewamy :) Garnek odstawiamy do całkowitego ostygnięcia.

W międzyczasie kroimy drobno ogórki, siekamy szczypior i koperek. Czosnek przeciskamy przez praskę.

Gdy buraki całkowicie ostygną to dokładamy do garnka kefir i jogurt. Opcjonalnie mleko, jeśli chłodnik ma być nieco rzadszy. Wrzucamy posiekane zioła, pokrojone ogórki. Doprawiamy czosnkiem, solą i pierzem. Przed zjedzeniem zupę warto chłodzić minimum dwie godziny. Podawać z jajem ugotowanym na twardo.

Smacznego :)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Czekoladowe trufle Gabrysi Rolskiej

Czekoladowe trufle Gabrysi Rolskiej

Dzień dobry :)

Chyba w sumie można było się mnie na tym blogu spodziewać :) A jakby ktoś jeszcze mnie nie znał, to cześć, Gabrysia jestem. Jagna to moja mama i uwierzcie mi, że jej dania smakują lepiej niż sobie wyobrażacie. Na co dzień jestem uczennicą liceum. Moim ogromnym zamiłowaniem jest rysunek i chyba wychodzi mi to już nie najgorzej ale nadal muszę jeszcze duuuuuuużo ćwiczyć :) Mam ogromną słabość do słodyczy i dlatego chciałam się podzielić swoim autorskim przepisem na bezalkoholowe trufle.

kolaz2

Trufle czekoladowe

Na wymiarową ilość, idealną na prezent będziecie potrzebowali:

– 200 g (dwie tabliczki) czekolady deserowej (najlepsza będzie czekolada „Wedla”)

– 30 g śmietanki (najlepiej kremówki, ale taka do kawy 12% też może być)

– 10 g niesolonego masła

– 10 g cukru (ja użyłam cukru pudru, ale można użyć spokojnie normalnego białego cukru)

– 3 krople aromatu rumowego

– łyżka kakao na posypkę

– drobno posiekane orzechy (w moim przypadku były to orzechy włoskie)

 

Do garnuszka wlewamy śmietankę i rozpuszczamy w niej masło. W międzyczasie, weźcie pierwszą tabliczkę czekolady i ją posiekajcie

Gdy masło całkowicie się rozpuści, zamieszajcie parę razy, by połączyło się ze śmietanką i wsypcie czekoladę.

Zmniejszcie gaz na minimum i wymieszajcie wszystko.

Gdy pierwsza część czekolady połączy się ze śmietanką, dodajcie wcześniej posiekaną drugą tabliczkę

Mieszajcie, póki nie powstanie gładka masa

Dodajcie cukier puder i dokładnie wymieszajcie z waszą czekoladą

Proporcje podane w przepisie są właściwe dla raczej wytrawnych trufli. Jeśli chcecie by były słodsze, to sugeruję wymienienie jednej tabliczki czekolady deserowej na mleczną i zwiększenie używanej ilości cukru.

Dodajemy aromat rumowy i porządnie mieszamy.

Masę przekładamy do miseczki i odstawiamy do ostygnięcia. Gdy osiągnie temperaturę pokojową to wstawiamy ją na pół godziny do lodówki. Po tym czasie czekolada powinna konsystencją przypominać plastelinę.

Do formowania trufli przyda nam się miseczka ciepłej wody. Zwilżamy nią dłonie i formujemy kuleczki z masy.

Trufle klasyczne, które będą obsypane kakao odłóżcie na razie na bok. W wilgotne kulki kakao będzie wsiąkać, więc zajmiemy się tym później :) Orzechowe, natomiast od razu obficie obsypcie waszą posypką.

Wstawcie trufle do lodówki na godzinę.

Obsypcie klasyczne trufle kakao i już można jeść :)

Smacznego.

Chleb cebulowy na zakwasie

Chleb cebulowy na zakwasie

Domowy chleb jest o wiele smaczniejszy i o wiele tańszy od sklepowego. Zwłaszcza, jeśli próbujemy unikać konserwantów i polepszaczy i inwestujemy w droższe, ponoć zdrowe pieczywo. Mnie denerwuje jeszcze jedna rzecz. Nawet, jeśli na tych ponoć zdrowych chlebach jest napisane, że jest żytni czy orkiszowy, to w większości przypadków posiada w składzie większą lub mniejszą domieszkę mąki pszennej. A mi z mąką pszenną ostatnio nie po drodze 😉

Robienie własnego chleba na zakwasie jest banalnie proste i nie wierzcie nikomu, kto twierdzi inaczej. Potrzebna jest jedynie odrobina cierpliwości do wyhodowania zakwasu. Roboty nie ma przy tym wcale. Wszystko, czego potrzebujecie to woda, mąka i słoik 😀

Zakwas żytni

– 2-3 łyżki mąki żytniej typ 720 albo 2000, prawdę mówiąc nie ma to kompletnie znaczenia

– 2-3 łyżki wody

– słoik

– kawałek gazy i sznurek albo gumka recepturka do zabezpieczenia zakwasu w słoiku

 

W jakimś głębszym naczyniu mieszamy nieco mąki z wodą. Musi to mieć konsystencję gęstego błota 😀 Przekładamy do słoiczka i zabezpieczamy gazą. Kolejnego dnia ponownie mieszamy mąkę z wodą i dokładamy do słoika. Łączymy obie masy delikatnie, starając się nie ubrudzić za mocno ścianek słoika. I tak dokładamy codziennie przez 6-7 dni po odrobinie mącznego błotka. Co drugi dzień zawartość przekładamy do innego, czystego słoika. Przyczyna takiego działania jest bardzo prosta: masa, którą pobrudziliśmy słoik wysycha radośnie na jego ściankach i może nie wyschnąć do końca (a odżywić się jej nie da, bo już jej nie wmieszacie) i spleśnieć. Dlatego takie ważne jest zmienianie słoika.

I to jest właściwie wszystko. Nie wierzcie przepisom internetowym, które nakazują częściowe wyrzucanie zakwasu przed dołożeniem świeżej porcji do słoika. Bzdura totalna.

Po 7 dniach zakwas ma bardzo wyraźne pęcherzyki powietrza i kwaśny, charakterystyczny zapach. To znak, że jest gotowy do działania.

I teraz uwaga techniczna. Wyhodowany zakwas można mieć właściwie w nieskończoność. Nawet maleńka resztka niewykorzystana do pieczenia ma taką mega moc, że w godzinę po dołożeniu świeżego błotka pracuje jak szalony. Pamiętajcie, żeby dokarmiać go codziennie bo inaczej spleśnieje. Jeśli nie chcecie lub nie potrzebujecie używać go zbyt często, to można go wstawić do lodówki i uśpić na tydzień lub dwa. Po tym czasie warto go jednak dokarmić, żeby nie zdechł na amen 😀

Chleb żytni na zakwasie z dodatkiem cebuli

– 550 g mąki żytniej typ 720

– 100 g aktywnego zakwasu

– 400 ml ciepłej wody

– 4 g drożdży w proszku

– łyżeczka soli

– łyżeczka granulowanej cebuli

– łyżka otrębów żytnich do obsypania blaszki

– odrobina oliwy z oliwek albo oleju rzepakowego

– średniej wielkości cebula

Cebulę drobno kroimy i podsmażamy na niewielkiej ilości tłuszczu. Zostawiamy do przestygnięcia. Wszystkie składniki, łącznie z przestudzoną cebulą (z wyjątkiem otrębów) wrzucamy do miski i mieszamy (najlepiej dużym widelcem) na gładką masę. Blaszkę o wymiarach 30×10 smarujemy tłuszczem i obsypujemy otrębami. Do środka wkładamy ciasto uważając, by nie uświnić boków. Dłoń zwilżamy olejem i uklepujemy ciasto. Blaszkę nakrywamy folią spożywczą i odstawiamy w ciepłe miejsce na około godzinę. Ciasto powinno wyrosnąć do brzegów formy. Ja to robię tak, że nagrzewam piekarnik do 30 stopni i wstawiam chleb do środka. Wyłączam grzanie i czekam.

Gdy chleb już wyrośnie, to wyciągamy go z piekarnika a piekarnik nagrzewamy do 200 stopni. Pieczemy przez 40 minut, po czym zakładamy kuchenne rękawice, żeby się nie poparzyć i wyjmujemy chleb z formy. Kładziemy go bezpośrednio na kratce w piekarniku i dopiekamy jeszcze przez 10 minut.

Po upieczeniu wyjmujemy chleb z piekarnika i studzimy na kratce. Z krojeniem lepiej się powstrzymać aż do całkowitego ostygnięcia.

Chleb możecie spokojnie mrozić. Smacznego :)