Browsed by
Kategoria: Robi się

image_pdfimage_print
Ogórki kiszone bez wody

Ogórki kiszone bez wody

final1

Zapewne pamiętacie iście rewolucyjny patent na ogórki małosolne bez wody, który jakiś czas temu zelektryzował internet.  Nie mogłam wtedy uwierzyć, że to możliwe, zatem zaintrygowana pognałam do warzywniaka, żeby jak najszybciej sprawdzić czy to prawda. Podobnie było dziś, kiedy to stojąc z sąsiadką po dwóch stronach płotu komentowałyśmy nasze tegoroczne uprawy. I tak od słowa do słowa, sprzedała nieznany mi dotąd patent na kiszenie ogórków. Właśnie bez wody. Zrobiłam wielkie oczy i chyba spojrzałam na nią jak na wariatkę, bo od razu pobiegła do piwnicy i na dowód sprezentowała mi słoiczek.

Wyszła mi z tego najlepsza ogórkowa świata!

produkty

Składniki:

– kilka jędrnych, świeżych ogórków (im bardziej kolczaste, tym lepsze)

– kilka obranych ząbków czosnku

– świeży koperek

– sól

– opcjonalnie gorczyca do Swojski Wyrób

Jako że nie dodajemy wody, a ogórki w czymś pływać muszą, zatem starannie obieramy je skórki, by swobodnie wypuściły sok. Co dziwne, oddadzą z siebie tyle płynu, że praktycznie zakryje całość.

Kroimy je drobno w kostkę, na plasterki lub byle jak :) Czynność staramy się wykonać jak najszybciej, bo ogórki od razu puszczają sok. Dosłownie aż kapie spod noża. Dodajemy szczyptę posiekanego koperku, gorczycy, solimy wg uznania i szybko wsadzamy do słoików. Na wierzchu układamy po 1-2 ząbki czosnku. I tyle. Chciałam mieć porcje „zupowe”, więc tym razem wybrałam nieduże słoiczki.

I teraz najlepsze…

Nie zakręcamy słoików!

Zakrętki mają być w miarę luźno (tak, żeby się tylko trzymały na miejscu). Następnie odstawiamy słoiki na 2-3 dni, do czasu aż zawartość zacznie „buzować”, dokręcamy wtedy zakrętki na maksa, odstawiamy do spiżarni i zapominamy o temacie.

Oczywiście do następnej ogórkowej :)

Moją ugotowałam wg tego przepisu  na zupę krem z zielonych ogórków, tylko że tym razem użyłam dużo mniej ogórków surowych i nie zawahałam się użyć zawartości słoika od mojej sąsiadki.

Niebo w gębie!

Przysięgam!

final2

Pieczona sarnina

Pieczona sarnina

W internecie przepisów na sarninę znalazłam całe mnóstwo, ale nie uwiódł mnie żaden, zatem sięgnęłam po moją poczciwą „Kuchnię Polską” i jak zwykle się nie zawiodłam. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym czegoś nie zmieniła i nie zrobiła po swojemu, ale i tak sarnina udała się idealnie.

produkty1

Składniki:

– 1 kg sarniny (mięso z udźca)

– 20 dag słoniny

– 200 ml czerwonego wina (opcjonalnie)

– kilka ząbków czosnku

– mieszanka 18 ziół ojca Mateusza od Swojski Wyrób

– sól i pieprz

– rękaw foliowy

kolaz1

Z mięsa usunąć wszystkie powięzi, następnie nakłuć całość i solidnie naszpikować pokrojoną w wąskie paski słoniną. Dziczyzna z natury bywa sucha, zatem słoniny nie żałujemy :) Następnie mięso należy obtoczyć w mieszance wymienionych wyżej przypraw z przeciśniętym przez praskę czosnkiem włącznie i pozostawić w spokoju. Najlepiej na kilka godzin. Po tym czasie włączyć piekarnik na 180 stopni, odlać płyn i całość przełożyć do rękawa.  I do piekarnika!  Wcześniej podlać winkiem! Paluchy lizać!

Zasada pieczenia jest prosta:

1 centymetr grubości mięsa = 10 minut pieczenia.

Po wyjęciu z piekarnika należy dać naszej gorącej sarninie odpocząć przez 10 minut a później już tylko się delektować.

Dziczyzna uwielbia kasze i grzyby. Zatem szalejcie do woli <3

final2

Drożdżówki z wiśniami

Drożdżówki z wiśniami

Sezon na wiśnie w pełni, więc czas na pyszne, drożdżowe bułeczki właśnie z ich dodatkiem :) Przepis jest niekłopotliwy. Właściwie jedyna upierdliwość to drylowanie wiśni, ale nie potrzebujemy ich znowu tak wiele, więc wieczności nam to nie zajmie 😀

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Lista produktów:

– 500 g mąki pszennej

– 250 ml mleka

– 1 opakowanie suszonych drożdży

– 1 jajko

– 80 g masła

– 50 g cukru

– 2 szklanki wydrylowanych wiśni

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W rondelku lekko podgrzewamy mleko. Wsypujemy drożdże, dodajemy łyżkę cukru i trzy czubate łyżki mąki. Mieszamy na jednolitą masę i odstawiamy na kilka minut. Drożdże muszą zacząć pracować.

W tym czasie przesiewamy resztę mąki do sporej miski, dodajemy jajko, miękkie masło i cukier. Wlewamy zaczyn i wyrabiamy ze wszystkich składników elastyczne ciasto.

Ciasto zostawiamy w ciepłym miejscu do wyrośnięta. Powinno podwoić objętość, co z reguły zajmuje mu około 30 – 40 minut.

Po tym czasie ponownie zagniatamy ciasto i dzielimy na porcje. Jeśli chcemy mieć mniejsze bułeczki, to na 16, jeśli większe to na 12.

Włączamy piekarnik i czekamy aż nagrzeje się do 180 stopni. Wiśnie mieszamy z łyżką cukru.

Z kawałków ciasta robimy placuszki na które nakładamy łyżkę wiśni, po czym formujemy bułeczki. Trzeba dość porządnie zamykać owoce w środku by drożdżówki nie pootwierały się w piekarniku pod wpływem wysokiej temperatury.

Układamy bułeczki na blasze i zostawiamy pod przykryciem na 20 minut do wyrośnięcia. Potem smarujemy je z wierzchu mlekiem i pieczemy około 20 minut (jeśli podzieliliśmy ciasto na 12 porcji, to czas pieczenia wydłuży się o 5 minut).

Dekorujemy lukrem albo cukrem pudrem.

 

Smacznego :)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tabouleh z kaszy jęczmiennej

Tabouleh z kaszy jęczmiennej

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Upały chwilowo za nami, ale zaraz mają wrócić. Komu chce się w taką pogodę stać w nagrzanej kuchni a potem jeszcze wcinać gorący obiad? Myślę, że tylko masochistom 😉

Tabouleh będzie doskonałą alternatywą, bo można go zrobić nieco więcej na zapas a poza tym jemy go na zimno. Jeśli ktoś nie wyobraża sobie bezmięsnego dania to może zjeść tę sałatkę z kaszy na przykład z zimnym, grillowanym kurczakiem.

W oryginalnym przepisie tabouleh robi się z kaszy kuskus albo bulgur, ale ponieważ obydwie są pszenne, to ja zastępuję je naszą polską, zdrową kaszą jęczmienną i wychodzi super :)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Składniki:

200 g kaszy jęczmiennej (średniej)

2 duże ogórki

2 duże pomidory

1 mała cebulka cukrowa

1 pęczek natki pietruszki

Garść liści mięty

1 duży ząbek czosnku

1 łyżka oliwy z oliwek

Sok ze średniej cytryny

Sól i pieprz do smaku

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kaszę gotujemy na sypko w osolonej wodzie. Po odcedzeniu przekładamy do miski i na ciepło łączymy ze startym czosnkiem i oliwą. Odstawiamy do ostygnięcia i w tym czasie zajmujemy się pokrojeniem w drobną kostkę cebuli, pomidorów (pozbawionych gniazd nasiennych) oraz obranych ze skóry ogórków. Zioła drobno siekamy.

Gdy kasza całkowicie ostygnie to dorzucamy do niej pokrojone warzywa i zioła. Doprawiamy sokiem z cytryny oraz solą i pieprzem według indywidualnych potrzeb.

Przed jedzeniem tabouleh warto chłodzić minimum godzinę w lodówce.

Smacznego :)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Chłodnik z ogórkami małosolnymi

Chłodnik z ogórkami małosolnymi

Latem nic nie zastąpi zimnego, pełnego chrupiących ogóreczków chłodnika. Jeśli użyjecie małosolnych to zupa wchodzi w zupełnie inny wymiar 😀 Tylko pamiętajcie, by ogórków nie trzeć na tarce. Żeby były chrupiące to należy je pokroić w drobną kostkę. Dobrze by było, żeby ogórki nie były przekiszone. Najlepsze do naszego celu będą jedno lub dwudniowe.

Ogromną zaletą chłodnika jest jego niskokaloryczność. No chyba, że do jego produkcji użyjecie śmietany i bulionu z kostki. Ja nie polecam, ale wiem, że niektórzy ludzie tak robią :)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Składniki:

– 1 średni burak lub 2 małe

– 400 ml rzadkiego jogurtu

– 500 ml kefiru

– 100 ml mleka (opcjonalnie)

– 3 średnie ogórki małosolne

– 2 średnie ogórki surowe

– 2 ząbki czosnku

– pół pęczka szczypiorku

– pół pęczka koperku

– sól i pieprz do smaku

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zdaję sobie sprawę, że tradycyjnie do chłodnika stosuje się botwinę, czyli młode buraki z listkami, ale ja wolę wersję bez listków. Po pierwsze nie plączą mi się po zupie a po drugie nie raz zdarzyło mi się, że chłodnik z botwiną miał nieładny bury kolor. Z samym burakiem nie ma takiego problemu a poza tym trze się go szybko zamiast się bawić z siekaniem liści i mikroskopijnych buraczków.

No dobra. Bierzemy się do roboty.

Buraki obieramy i trzemy na grubych oczkach tarki. Przekładamy do garnka, lekko solimy i zalewamy niewielką ilością wody. Nawet nie musi dokładnie przykryć buraków. Zagotowujemy i zdejmujemy z gazu. Wody oczywiście nie odlewamy :) Garnek odstawiamy do całkowitego ostygnięcia.

W międzyczasie kroimy drobno ogórki, siekamy szczypior i koperek. Czosnek przeciskamy przez praskę.

Gdy buraki całkowicie ostygną to dokładamy do garnka kefir i jogurt. Opcjonalnie mleko, jeśli chłodnik ma być nieco rzadszy. Wrzucamy posiekane zioła, pokrojone ogórki. Doprawiamy czosnkiem, solą i pierzem. Przed zjedzeniem zupę warto chłodzić minimum dwie godziny. Podawać z jajem ugotowanym na twardo.

Smacznego :)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Chleb cebulowy na zakwasie

Chleb cebulowy na zakwasie

Domowy chleb jest o wiele smaczniejszy i o wiele tańszy od sklepowego. Zwłaszcza, jeśli próbujemy unikać konserwantów i polepszaczy i inwestujemy w droższe, ponoć zdrowe pieczywo. Mnie denerwuje jeszcze jedna rzecz. Nawet, jeśli na tych ponoć zdrowych chlebach jest napisane, że jest żytni czy orkiszowy, to w większości przypadków posiada w składzie większą lub mniejszą domieszkę mąki pszennej. A mi z mąką pszenną ostatnio nie po drodze 😉

Robienie własnego chleba na zakwasie jest banalnie proste i nie wierzcie nikomu, kto twierdzi inaczej. Potrzebna jest jedynie odrobina cierpliwości do wyhodowania zakwasu. Roboty nie ma przy tym wcale. Wszystko, czego potrzebujecie to woda, mąka i słoik 😀

Zakwas żytni

– 2-3 łyżki mąki żytniej typ 720 albo 2000, prawdę mówiąc nie ma to kompletnie znaczenia

– 2-3 łyżki wody

– słoik

– kawałek gazy i sznurek albo gumka recepturka do zabezpieczenia zakwasu w słoiku

 

W jakimś głębszym naczyniu mieszamy nieco mąki z wodą. Musi to mieć konsystencję gęstego błota 😀 Przekładamy do słoiczka i zabezpieczamy gazą. Kolejnego dnia ponownie mieszamy mąkę z wodą i dokładamy do słoika. Łączymy obie masy delikatnie, starając się nie ubrudzić za mocno ścianek słoika. I tak dokładamy codziennie przez 6-7 dni po odrobinie mącznego błotka. Co drugi dzień zawartość przekładamy do innego, czystego słoika. Przyczyna takiego działania jest bardzo prosta: masa, którą pobrudziliśmy słoik wysycha radośnie na jego ściankach i może nie wyschnąć do końca (a odżywić się jej nie da, bo już jej nie wmieszacie) i spleśnieć. Dlatego takie ważne jest zmienianie słoika.

I to jest właściwie wszystko. Nie wierzcie przepisom internetowym, które nakazują częściowe wyrzucanie zakwasu przed dołożeniem świeżej porcji do słoika. Bzdura totalna.

Po 7 dniach zakwas ma bardzo wyraźne pęcherzyki powietrza i kwaśny, charakterystyczny zapach. To znak, że jest gotowy do działania.

I teraz uwaga techniczna. Wyhodowany zakwas można mieć właściwie w nieskończoność. Nawet maleńka resztka niewykorzystana do pieczenia ma taką mega moc, że w godzinę po dołożeniu świeżego błotka pracuje jak szalony. Pamiętajcie, żeby dokarmiać go codziennie bo inaczej spleśnieje. Jeśli nie chcecie lub nie potrzebujecie używać go zbyt często, to można go wstawić do lodówki i uśpić na tydzień lub dwa. Po tym czasie warto go jednak dokarmić, żeby nie zdechł na amen 😀

Chleb żytni na zakwasie z dodatkiem cebuli

– 550 g mąki żytniej typ 720

– 100 g aktywnego zakwasu

– 400 ml ciepłej wody

– 4 g drożdży w proszku

– łyżeczka soli

– łyżeczka granulowanej cebuli

– łyżka otrębów żytnich do obsypania blaszki

– odrobina oliwy z oliwek albo oleju rzepakowego

– średniej wielkości cebula

Cebulę drobno kroimy i podsmażamy na niewielkiej ilości tłuszczu. Zostawiamy do przestygnięcia. Wszystkie składniki, łącznie z przestudzoną cebulą (z wyjątkiem otrębów) wrzucamy do miski i mieszamy (najlepiej dużym widelcem) na gładką masę. Blaszkę o wymiarach 30×10 smarujemy tłuszczem i obsypujemy otrębami. Do środka wkładamy ciasto uważając, by nie uświnić boków. Dłoń zwilżamy olejem i uklepujemy ciasto. Blaszkę nakrywamy folią spożywczą i odstawiamy w ciepłe miejsce na około godzinę. Ciasto powinno wyrosnąć do brzegów formy. Ja to robię tak, że nagrzewam piekarnik do 30 stopni i wstawiam chleb do środka. Wyłączam grzanie i czekam.

Gdy chleb już wyrośnie, to wyciągamy go z piekarnika a piekarnik nagrzewamy do 200 stopni. Pieczemy przez 40 minut, po czym zakładamy kuchenne rękawice, żeby się nie poparzyć i wyjmujemy chleb z formy. Kładziemy go bezpośrednio na kratce w piekarniku i dopiekamy jeszcze przez 10 minut.

Po upieczeniu wyjmujemy chleb z piekarnika i studzimy na kratce. Z krojeniem lepiej się powstrzymać aż do całkowitego ostygnięcia.

Chleb możecie spokojnie mrozić. Smacznego :)

Wygraj zapas soli – wyniki konkursu

Wygraj zapas soli – wyniki konkursu

 

Dziękujemy wszystkim za udział w naszym konkursie. Napłynęło wiele interesujących zdjęć, ale najbardziej spodobało nam się to: 

Gratulacje dla Mileny Kaczmarek! :)

A naszych czytelników już teraz serdecznie zapraszamy do kolejnego konkursu, który odbędzie się już niedługo.

Bez soli ciężko sobie wyobrazić gotowanie. Jest sól kamienna, jest morska. Może być biała, czarna albo różowa. Rodzajów soli jest wiele a łączy je jedno: wszyscy zapominamy o jej kupowaniu 😀

Wychodząc naprzeciw potrzebom naszych kochanych czytelników ogłaszamy konkurs w którym do wygrania jest zapas soli. Fundatorem nagrody jest firma Belever. Zajrzyjcie do ich sklepu internetowego bo mają bardzo ciekawe produkty.

Co należy zrobić, aby wygrać zestaw soli z dostawą do rąk własnych? Zadanie jest banalnie proste. Trzeba zrobić zdjęcie, którego tematem będzie sól lub coś się z nią kojarzącego. Liczymy na waszą kreatywność. Nie oceniamy jakości zdjęć, tylko pomysłowość. Co nie znaczy, że ucieszymy się z fotek robionych telefonem stacjonarnym 😉

Zdjęcie prześlijcie na adres: swiezonapisane@wp.pl

Czekamy do 11 kwietnia. Zwycięzcę wybierzemy w dniu następnym a nagrodę prześlemy pod wskazany adres na terenie Polski.

Powodzenia :)

Mazurek wielkanocny

Mazurek wielkanocny

O tym, że wypieki nie są moją mocną stroną, to zapewne już wiecie. Gdyby nie gotowe ciasto francuskie, moja rodzina widziałaby jedynie mazurka na Wielkanoc.

Ano właśnie 😀 Wielkanoc już na dniach i domownicy aż łapki zacierają, bo mazurek w moim wykonaniu to prawdziwe mistrzostwo świata! Uwielbiam go.

I jeść, i piec, a ozdabianie to mój osobisty rytuał wieńczący świąteczne przygotowania. Cała tajemnica tkwi w prostocie oraz połączeniu ekstremalnych smaków i tekstur. Maślane, kruche ciasto, piekielnie kwaśne powidła oraz totalnie słodki kajmak… razem stanowią coś, co śni się po nocach. Co ważne, do ciasta praktycznie nie dodaję cukru, a do polewy używam wyłącznie krówek żywieckich ze stokrotką. Kiedyś testowałam gotowe masy karmelowe oraz krówki innych firm, ale te z Żywca nie mają konkurencji.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ciasto:

– 400g mąki krupczatki

– 150g twardego masła

– 1 czubata łyżeczka proszku do pieczenia

– 1 całe jajko + 2 żółtka

– 80g kwaśnej śmietany

– 1 łyżeczka cukru waniliowego

– opcjonalnie 100g cukru pudru (nie dodaję)

Pozostałe składniki:

–  średni słoik powideł śliwkowych

– 1 duża cytryna

– 1 kg krówek żywieckich

– dowolne bakalie lub ozdoby cukiernicze do dekoracji

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zaczynam od kruchego ciasta. Przepisów jest wiele, ale mnie jakoś najbardziej przypadła do gustu właśnie ta wersja. Żadna filozofia. Wszystkie składniki dokładnie siekam na stolnicy i jak się wszystko połączy, na koniec formuję dwie kule.

Gotowe ciasto zawijam w cienką folię spożywczą, wkładam na pół godziny do zamrażarki i w tym czasie, gdy będzie się chłodziło, zabieram się za resztę. Powidła mieszam z sokiem z cytryny. Mają być mega kwaśne! Że aż oko mruga 😀 Jeśli mi się chce, wcześniej delikatnie ocieram też trochę  sparzonej cytrynowej skórki.

Krówki wyjmuję z papierków i łamię na mniejsze kawałki. Wsypuję wszystko do metalowej miski i mieszając trzepaczką rozpuszczam krówki na parze, aż masa stanie się zupełnie gładka. Aby była bardziej błyszcząca, można do niej dodać łyżeczkę masła.

Następnie wyjmujemy ciasto z zamrażarki i wałkujemy na grubość około jednego centymetra. Układamy na  prostokątnej blaszce wysmarowanej masłem i posypanej mąką. Dowolnie ozdabiamy brzegi, nakłuwamy ciasto widelcem i wstawiamy do gorącego piekarnika. Mniej więcej po 15 minutach wyjmuję ciasto, szybko smaruję je całym powidłem i z powrotem wkładam do piekarnika, żeby się do końca upiekło na złoty kolor. Ten zabieg jest konieczny, żeby powidło zgęstniało i trochę się przypiekło.  Inaczej spłynie razem z kajmakiem 😀

I to by było tyle w temacie ciasta.

Jak spód przestygnie, polewam całość gorącą masą z krówek. Przy tej czynności również należy się sprężać, bo masa błyskawicznie zastyga.

No i na koniec najlepsze, czyli ozdabianie. Jeżeli mam jeszcze czas, siłę i chęci, wycinam z resztek ciasta listki albo kwiatki i podpiekam je na blaszce.  Bardzo lubię używać orzechy włoskie oraz blanszowane migdały, z których wychodzą świetne kwiatki lub bazie. Dobrze sprawdzają się też gotowe ozdoby i polewa czekoladowa. Wszystko jest kwestią gustu, ale jakbyście nie zrobili i tak wyjdzie wspaniale :)

A zatem, WESOŁEGO ALLELUJA!

final2

Włoskie trio

Włoskie trio

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kto nie lubi makaronu? Przyznam szczerze, że ja nikogo takiego nie znam. Makarony są po prostu smaczne a do tego mają jeszcze jedną, ogromną zaletę. Przygotowanie smacznej włoskiej pasty trwa zazwyczaj tyle, ile czasu trzeba na ugotowania makaronu. Czyli krótko :)

Długo myślałam, który z sosów lubię najbardziej, ale kwestia pozostała nierozstrzygnięta. Dlatego dzisiaj zaszalejemy i przygotujemy sobie trzy różne potrawy. I niezupełnie przypadkiem układają się we włoską flagę :)

Aha, z podanych składników wychodzi porcja na 2 – 3 osoby.

Makaron z pesto

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Składniki:

– pół pęczka bazylii

– 50 g tartego parmezanu

– 4 łyżki oliwy z oliwek

– łyżka nasion słonecznika (albo orzeszków pinii)

– ząbek czosnku

– spora szczypta soli

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nasiona słonecznika prażymy przez chwilę na suchej patelni. Wrzucamy do blendera wraz z pozostałymi składnikami. Blendujemy, ale niezbyt dokładnie. Fajnie, jeśli będą wyczuwalne kawałki pestek. Jeśli sos będzie zbyt gęsty to możemy dodać jeszcze trochę oliwy, ale trzeba pamiętać, że jeśli chcemy, żeby pesto ładnie oblepiło makaron to nie może to być zbyt rzadkie.

Gotowe pesto mieszamy z gorącym makaronem, posypujemy tartym parmezanem i niezwłocznie serwujemy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Makaron (prawie) carbonara

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Składniki:

– 50 g boczku lub wędzonki

– 100 ml śmietanki słodkiej 12%

– 50 g parmezanu

– 1 żółtko

– duży ząbek czosnku

– łyżeczka oliwy z oliwek

– szczypta soli

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

To nie jest klasyczna carbonara, ale zapewniam Was, że jest pyszna :)

W głębokim talerzu mieszamy śmietankę z żółtkiem i łyżeczką oliwy. Dodajemy starty parmezan i czosnek. Mieszamy na gładką masę. Dodajemy szczyptę soli.

W międzyczasie drobno pokrojony boczek obsmażamy na patelni. Gdy już nam się ładnie przyrumieni to wrzucamy na patelnię makaron. Wlewamy śmietankę z dodatkami i chwilę podgrzewamy na niewielkim ogniu. Uważajcie, bo jak przetrzymacie za długo to wyjdzie wam jajecznica zamiast gładkiego sosu :)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Makaron z tuńczykiem i pomidorami

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Składniki:

– 200 ml przecieru pomidorowego

– 50 ml czerwonego wytrawnego wina

– 30 g tartego parmezanu

– mała puszka anchois

– puszka tuńczyka w oliwie

– 30 g cebuli

– duży ząbek czosnku

– łyżeczka oliwy z oliwek

– duża szczypta soli

– odrobina posiekanej natki pietruszki (opcjonalnie)

– kilka kropli tabasco (opcjonalnie)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Cebulę siekamy drobno i podsmażamy chwilę na oliwie. Anchois i czosnek drobno siekamy. Wszystkie składniki sosu wrzucamy na patelnię i chwilę dusimy. Wino musi odparować a całość zgęstnieć.

Mieszamy z gorącym makaronem. Dekorujemy posiekaną natką pietruszki i tartym parmezanem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zimowa zupa z chorizo

Zimowa zupa z chorizo

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zimą wszyscy mamy ochotę na coś treściwego i ciepłego. Zupa z chorizo idealnie wpisuje się w te potrzeby. Jest banalna w produkcji a jedyne o czym trzeba pamiętać to kolejność wrzucania składników do garnka, żeby jedne się nie rozgotowały a inne nie były twarde. Jeśli uda się nam tego dopilnować, to zupa jest absolutnie pyszna i w zasadzie może stanowić kompletny obiad :)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Składniki:

200 g pikantnego chorizo

100 g pęczaku

1 duża marchewka

1 pietruszka

50 g selera

50 g pora

1 puszka czerwonej (lub czarnej) fasoli

1 średnia cukinia

2 średnie cebule

1 l przecieru pomidorowego

1 czerwona papryka

2-3 ząbki czosnku

1 łyżeczka masła klarowanego do smażenia

1-2 kawałki papryki marynowanej (opcjonalnie)

1 torebka czerwonej łagodnej papryki

Przyprawy: sól, pieprz, pół łyżeczki przyprawy argentyńskiej do grilla, lubczyku, czosnku granulowanego, suszonej cebuli, papryki wędzonej.

Wszystkie przyprawy bez kłopotu kupicie w sklepie Swojski Wyrób.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zaczynamy od pokrojenia włoszczyzny. Wrzucamy ją do garnka wraz z suchą kaszą pęczak i zalewamy 1,5 litra wody. Kroimy w plasterki chorizo i wrzucamy do garnka. Teraz dorzucamy wszystkie sypkie przyprawy (oprócz czerwonej papryki) oraz posiekany czosnek i zostawiamy zupę w spokoju, żeby się niespiesznie gotowała.

Siekamy cebulę a cukinię kroimy w grubą kostkę. Podsmażamy na maśle klarowanym.

Gdy kasza i włoszczyzna są już miękkie, to wlewamy przecier pomidorowy i dokładamy pokrojoną paprykę. Ja wcześniej cienko ją obieram ze skóry, bo nie lubię, jak mi się kawałki niestrawnej skóry po garnku plączą :)

Dorzucamy cukinię i cebulę. Jeśli mamy chęć dołożyć konserwową paprykę, to właśnie teraz.

Na małej patelni prażymy przez chwilę suszoną czerwoną paprykę. Dodajemy do garnka i wyłączamy gaz.

Na samym końcu wrzucamy fasolę i gotowe :)

Zupę podajemy z posiekaną natką pietruszki lub kolendrą.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA