Browsed by
Kategoria: Robi się

image_pdfimage_print
Dobro narodowe, czyli sałatka jarzynowa

Dobro narodowe, czyli sałatka jarzynowa

Iza_kucharz

Przypuszczam, że w niewielu polskich domach na okoliczność Wielkanocy nie ma sałatki jarzynowej. Takiej naszej polskiej, tradycyjnej. Takiej, bez której nie ma świąt.

Oczywiście ile gospodyń, tyle przepisów. Chyba można iść o zakład, że jak Polska długa i szeroka, nie ma dwóch identycznych sałatek jarzynowych, a każdy uważa swój przepis za jedynie słuszny :)

W tym roku wraz z Jagną postanowiłyśmy podzielić się z Wami naszymi recepturami, które odziedziczyłyśmy po naszych przodkach.

Każdego roku, niezmiennie robię jej za dużo i za każdym razem sobie obiecuję, że na następne święta zrobię mniej. Niestety, to na nic. Zawsze wychodzi mi mała miednica 😀

produkty

Składniki „na oko” i wg uznania:

– ugotowane: marchew, pietruszka i seler

– ogórki kiszone

– obrane jabłka odmiany szara reneta

– jajka na twardo

– cebula

– majonez kielecki

– musztarda sarepska

– sól i pieprz

Sprzęt:

– ostry nóż

– blender ze zbiornikiem

– sitko z drucikami

– tłuczek do ziemniaków

kolaz

No i teraz trzeba to wszystko posiekać. Najlepiej w kostkę, ale że ja należę do grona tych, którzy lubią sobie życie ułatwiać, uznałam że podzielę się z Wami moimi sposobami na to, by nie kwitnąć godzinami przy siekaniu sałatki.

Warzywa gotowane tnę w kostkę przy pomocy siteczka z drucikami. Składniki twarde czyli jabłka, cebulę oraz ogórki rozdrabniam w blenderze, uważając by nie zmielić ich zbyt drobno, a jajka na twardo traktuję tłuczkiem do ziemniaków. Rozdrobnioną cebulę przelewam dodatkowo lodowatą wodą, by straciła na ostrości.

I gotowe. Miednica sałatki w godzinę 😀

Teraz już wystarczy dodać dowolną ilość majonezu, musztardy i doprawić do smaku. Zwykle doprawiam 3-4 razy, za każdym razem mieszając zawartość mojej wielkiej michy. Pycha!

WESOŁYCH ŚWIĄT!

 

final

 

Jagna_kucharz

Obawiam się, że ten przepis będzie kryptoreklamą paru produktów :) Moja sałatka jarzynowa to przede wszystkim „majonez kielecki”. Tylko ten jedyny i kropka. Znaczenie ma również gatunek groszku i ogórków, ale o tym poczytacie niżej, w spisie składników. W przeciwieństwie do Izy, ja siekam wszystko tradycyjnie. Jedynie żółtka jajek kruszę w palcach. Chociaż i tak uznaję patent Izy z tłuczkiem za genialny 😀

Znacznie krótsza jest u mnie lista składników i nie znajdziecie jabłek, ogórków kiszonych czy musztardy. To niesamowite, że w sumie tak prosta potrawa, jak sałatka jarzynowa może mieć aż tyle wariantów. Nigdy w życiu nie jadłam dwóch takich samych, ale przeważnie mi smakują wszystkie. Z wyjątkiem tych z warzywami z rosołu. Tej nie ruszę 😀

A i jeszcze z kukurydzą. Nie i już 😉

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Składniki (na oko, proporcje widać na zdjęciu)

– marchewki

– pietruszki

– kawałek selera

– ogórki konserwowe (tylko od „Urbanka” bo nie są słodkie)

– extra drobny groszek „Bonduelle”

– gotowane jaja

– sól i pieprz do smaku

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jak widzicie moja sałatka wielu składników nie ma, ale właśnie taka nam smakuje. Warzyw nie rozgotowuję. Muszą być jędrne, choć oczywiście miękkie. Wszystkie składniki siekam bardzo drobno. Majonezu sporo. I pieprzu też. Lubię, gdy sałatka ma wyraźny smak. I to właściwie tyle :)

Wesołych Świąt i smacznej sałatki!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kiełbasa pieczona w piwie

Kiełbasa pieczona w piwie

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Biała kiełbasa jest obowiązkowym elementem Świąt Wielkanocnych. Przeważnie jest gwiazdą żurku, ale upieczona w piwie również smakuje świetnie. Można ją podać jako osobne, ciepłe danie, ale można również zaserwować jako dodatek właśnie do żuru :)

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Składniki:

8 – 10 białych surowych kiełbasek dobrej jakości

1 – 2 średnie cebule

1 butelka jasnego piwa

Pół łyżeczki majeranku

Szczypta pieprzu ziołowego

Sól i pieprz

Opcjonalnie: szczypta wędzonej soli, którą kupicie w sklepie Swojski Wyrób.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Przepis jest banalny :)

Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni.

Cebulę siekamy, przekładamy na patelnię, posypujemy majerankiem, pieprzem ziołowym. Dosmaczamy solą i pieprzem a potem podsmażamy na odrobinie tłuszczu aż się zrumieni.

W naczyniu żaroodpornym układamy kiełbaski i przykrywamy je cebulą. Zalewamy piwem do ¾ wysokości kiełbas. Posypujemy szczyptą soli wędzonej i wstawiamy do rozgrzanego piekarnika. Pieczemy około godziny. Jeśli w międzyczasie odparuje nam za dużo piwa to można nieco dolać, ale nie jest to konieczne.

I to właściwie tyle :) Smacznego!

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Polewka jurajska

Polewka jurajska

final1

Bywając lata temu w okolicach Zawiercia natrafiłam w restauracji na polewkę jurajską. Niebo w gębie, to mało powiedziane, zatem zainteresował mnie przepis. Kucharz oczywiście pary z gęby nie puścił, ale od czego ma się znajomych w różnych regionach Polski? Internetu wtedy jeszcze nie miałam, zatem zaczęłam eksperymentować. Raz zrobiono mnie w konia i mi powiedziano, że ta polewka to beszamel z ziemniakami!

No, dałam się nabrać, nie powiem :D, ale nadal uparcie dążyłam do poznania tajników przyrządzania tej bajecznej zupy, choć właściwie to bardziej danie jednogarnkowe niż zupa.

W końcu mi się udało, więc zapraszam na polewkę!

produkty-crop

Składniki:

– bulion ½ litra

– maślanka 1 kg (w temp. pokojowej)

– 1 posiekana i podsmażona na złoto cebula

– szklanka skwarków lub podsmażonego boczku

– ½ szklanki posiekanej zieleniny (szczypior, koperek, natka pietruszki)

– 3 łyżki śmietany

– 2 łyżki mąki

– sól, pieprz

– 5 średnich ziemniaków

kolaz1

Od początku myślałam, że to okropnie skomplikowane, ale wcale nie. Wprawdzie wcześniej nie przyszłoby mi do głowy, żeby dodawać maślankę do zupy, a to właśnie w niej tkwi cały sekret. Testowałam różne marki, w sumie smakowały mi wszystkie, ale moja rodzina twierdzi, że najlepiej w tym przepisie sprawdza się mrągowska. Gdzieś czytałam, że w zamian można dodać zsiadłe mleko lub kefir, ale póki co, hołdując zasadzie, że lepsze jest wrogiem dobrego, na wszelki wypadek pozostałam przy maślance.

A zatem do roboty 😀

Na początek, w osolonej wodzie gotujemy ziemniaki. Odpalamy także palnik pod bulionem i dodajemy połowę podsmażonego boczku oraz cebulę. Następnie, zanim całość się zagotuje, mieszając energicznie trzepaczką, wlewamy maślankę. Jeśli dodamy ją do wrzątku może się zwarzyć. Na wszelki wypadek cały czas mieszamy. Gdy całość się zagrzeje, blendujemy zawartość garnka. Dodajemy do smaku soli i pieprzu.

Właściwie na tym etapie można by poprzestać, bo zupa już jest pyszna. W smaku przypomina ruskie pierogi, ale jeśli wolicie bardziej gęstą, dodajemy mąkę rozkłóconą ze śmietaną i gotujemy jeszcze przez chwilę.

No i gotowe!

Teraz wystarczy przy brzegu głębokiego talerza uformować „wysepkę” z utłuczonych ziemniaków, posypać ją resztą boczku i nalać polewkę. Następnie całość posypać zieleninką i zjeść.

Smacznego!

final 2-crop

Zupa Pho

Zupa Pho

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Większość ludzi ma zimą ochotę na gorące zupy. Najlepiej, żeby były aromatyczne, pełne smaku a jeszcze lepiej, jeśli do tego są lekko pikantne. Wietnamska zupa Pho doskonale spełnia te wszystkie wymogi. Oczywiście, nie ma jedynego słusznego przepisu na tę zupę i pewnie każdy kucharz w Wietnamie robi ją trochę inaczej.

Składniki:

Na bulion:

– 1,5 kg pręgi wołowej z kością

– włoszczyzna

– 2 cebule

– 150 ml sosu rybnego

– 5 ząbków czosnku

I sporo przypraw, które bezproblemowo kupicie w sklepie Swojski Wyrób:

– 4 gwiazdki anyżu

– 2 laski kory cynamonu

– 3 ziarna kardamonu

– pół łyżeczki nasion kolendry

– pieprz i sól (pamiętajcie, że sos rybny jest słony)

Dodatki do zupy:

– orientalny makaron sojowy, pszenny albo z fasoli

– cienko pokrojone paski wołowiny albo kurczaka

– marchewka i por julienne

– liście kolendry

– kiełki fasoli mung

– szczypior lub dymka

– posiekane chili

– opcjonalnie: podsmażone grzyby enoki (pieczarki też mogą być)

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pręgę wołową zalewamy zimną wodą i powoli gotujemy. Zdejmujemy szumowiny. W międzyczasie prażymy przez chwilę na suchej patelni przyprawy i cebulę a potem wrzucamy je do garnka. Dokładamy obraną włoszczyznę (marchewkę tylko jedną, najlepiej niezbyt dużą, żeby zupa nie zrobiła się słodka). Przykrywamy garnek pokrywką i długo gotujemy zupę na małym ogniu. Jak polski rosół. Im dłużej się gotuje, tym zupa będzie smaczniejsza.

Makaron przygotowujemy według przepisu na opakowaniu.

W miskach układamy makaron i po trochu wybranych dodatków. Ma być na bogato 😉

Zasadniczo mięso w cienkich paseczkach układa się surowe i zalewa wrzącą zupą, ale jeśli komuś taki pomysł niezbyt się podoba, to z pewnością świat się nie zawali, jak przed podaniem się je podsmaży :)

Dekorujemy kolendrą i plasterkami limonki. Podajemy limonkę w cząstkach i posiekane chili na osobnym talerzyku, żeby każdy mógł sobie zupę doprawić według własnego uznania.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Świąteczna orzechówka

Świąteczna orzechówka

Zawsze byłam pewna, że wystarczy zalać łuskane orzechy spirytusem, dodać cukier i wyjdzie mi orzechówka. Nic bardziej błędnego. Orzechówkę robimy z niedojrzałych, zielonych orzechów.

Tak się składa, że jeśli zerwiemy orzechy w lipcu, nalewka będzie gotowa za półtora roku na Boże Narodzenie. Dlatego właśnie nazywam ją „świąteczną”.

Fakt, proces wymaga anielskiej cierpliwości, a najlepiej sklerozy na zawołanie, aby okresowo zapominać, gdzie pozostawiliśmy nastaw, ale może po kolei :)

produkty-crop

Składniki etap 1:

– ok. 20 zielonych orzechów

– ½ litra spirytusu

Składniki etap 2:

– ½ litra wody

– 300 g cukru

– laska cynamonu ok. 5cm

– ¼ gałki muszkatołowej

1-tile

 

Etap 1:

Orzechy kroimy na ćwiartki lub ósemki, wsypujemy do słoja i zalewamy spirytusem. Odstawiamy na ok. 2 tygodnie. Orzechy paskudnie farbują, zatem koniecznie używamy jednorazowych rękawiczek oraz plastikowej deski do krojenia.

Etap 2:

Przyrządzamy syrop cukrowy, czyli zagotowujemy wodę z cukrem i studzimy. Zimny syrop dolewamy do nastawu w słoju. Dodajemy połamany cynamon i pokruszoną gałkę.  Mieszamy i odstawiamy mniej więcej do końca listopada.

Etap 3:

Po tym czasie odcedzamy orzechy i przez podwójnie złożoną gazę przelewamy płyn do butelek. Teoretycznie można jeszcze za kilka tygodni przecedzić płyn raz jeszcze, aby był absolutnie klarowny, ale moim zdaniem nie jest to konieczne. Tu nadchodzi czas na wstępną degustację oraz na wykazanie się samodyscypliną, by wszystkiego nie wypić, bo orzechówka już na tym etapie jest pyszna.

Etap 4:

Moim zdaniem najgorszy. Teraz należy wykazać się żelazną wolą, a najlepiej totalną amnezją, bowiem wg przepisu nalewka powinna nabierać pełni smaku jeszcze przez rok. Wtedy smaki pięknie połączą się w istną poezję smaku.

Zaprawdę, warto zaczekać na efekt końcowy i robić nastaw co roku. Wtedy czekania będzie mniej 😀

Smacznego!

final2

Karp po żydowsku

Karp po żydowsku

To u nas niekwestionowany wigilijny numer 1 i mniej więcej w co drugiej mojej powieści ktoś przyrządza tę genialną potrawę 😀

Wprawdzie wymaga ona nieco zachodu, ale każda minuta poświęcona na jej przygotowane, w smaku, zwraca się po dwakroć.

Składniki:

– 2 kg karpia

– 2 kg cebuli

– 20 dkg rodzynek jumbo

– 20 dkg migdałów

– kilka ziarenek ziela angielskiego

– kilka listków laurowych lub pół łyżeczki listków laurowych mielonych

– cukier/sól/pieprz do smaku

– żelatyna na 3-4 litry płynu

kolaz1

Cebule obrać, przeciąć na połówki i pokroić w piórka. Zalać ok. 4 litrami wody, osolić i gotować całość przez minimum 2 godziny. W międzyczasie zblanszować migdały i obrać je ze skórek, a rodzynki namoczyć przez chwilę w ciepłej wodzie. Karpia oczyścić, podzielić na dzwonka, oprószyć solą i pieprzem i odstawić na czas przygotowywania wywaru. Jeżeli po obróbce karpia zostaną Wam rybie głowy i ogony, również dodajemy je do gotującej się cebuli.

Po 2 godzinach całość doprawiamy przyprawami. Jeśli jakiejś Wam brakuje, wszystkie wyżej wymienione znajdziecie w sklepie internetowym Swojski Wyrób.

Smak galarety jest sprawą indywidualną i proporcje przypraw są kwestią gustu, ale w każdym razie gorący wywar ma być porządnie słodko-słono-pieprzny. Wszystkie te trzy smaki mają się wyraźne przenikać i na ciepłym płynie ma się nam wydawać, że nieco przesadziliśmy z dosmaczaniem :)

Ale bez obaw, jak wszystko wystygnie, smaki nieco stracą na intensywności i będzie idealnie.

Następny krok to gotowanie karpia.

Przygotowane wcześniej dzwonka dorzucamy do garnka i gotujemy wszystko jeszcze przez około 15-20 minut. Gdy karp wyraźnie zbieleje, delikatnie wyjmujemy go łyżką cedzakową i ostrożnie umieszczamy rybę w salaterce. Na wierzch sypiemy migdały oraz odcedzone rodzynki i wracamy do wywaru.

Płyn przecedzamy przez gęste sitko i z powrotem odpalamy palnik. Jako że w trakcie gotowania, sporo wyparowało, dobrze jest sprawdzić ile wywaru nam zostało, żebyśmy przypadkiem nie przesadzili z żelatyną. Sama cebula, a także gotowane rybie resztki już same w sobie powodują tężenie, ale to niestety nie wystarczy, żeby uzyskać prawidłową konsystencję galarety. Ponieważ tym razem użyłam filetów z karpia i po wszystkim zostało mi ok. 3 litry wywaru, więc do gorącego płynu dodałam odpowiednią ilość żelatyny i odstawiłam do ostudzenia. Odradzam zalewanie ryby gorącym wywarem. Taki nieopatrzny zabieg może sprawić, że ryba się rozpadnie a migdały się ugotują i staną się gumowate. A zatem czekamy aż wywar stanie się letni i dopiero wtedy zalewamy rybę ułożoną w salaterkach.

No, a na koniec jeszcze kilka profilaktycznych zdrowasiek, żeby wszystko dobrze się zsiadło i gotowe. 😀

Paluchy lizać!

final2

Czosnek marynowany w oleju

Czosnek marynowany w oleju

final1

Dziś chciałabym podzielić się z Wami przepisem na marynowany, smażony czosnek. Sam w sobie jest przepyszny, ale też świetnie sprawdza się jako dodatek do sałatek, kanapek czy przyprawa podbijająca smak lubiących czosnek potraw.

Zaczynamy od obrania czosnku. Ważne, aby ząbki były świeże, zdrowe i jędrne. Następnie podsmażamy na patelni czosnek z dodatkiem oleju. Tym razem, po raz pierwszy użyłam słonecznikowego. Moim zdaniem sprawdził się nawet lepiej niż oliwa.

produkty

Ząbki podsmażamy, aż równomiernie zezłocą się z każdej strony.  Następnie w wyparzonych słoiczkach układamy na dnie po gałązce rozmarynu i nakładamy czosnek. Na wierzch każdego słoiczka (ich wielkość mniej więcej taka jak po musztardzie) wsypujemy po ½ łyżeczki soli oraz po 1 płaskiej łyżeczce ulubionych przypraw. W oryginalnym przepisie zaleca się zioła prowansalskie, ale jako że za nimi nie przepadam, zrobiłam własną mieszankę. Dodałam w proporcjach „na oko”: otarty majeranek, sproszkowany laur oraz obsypkę bałkańską od Swojski wyrób, a także pieprz mielony, lubczyk i trochę mielonego kminku.

kolaz1

Następnie całość należy zalać olejem, tak by zakrył czosnek. Słoiczki pasteryzujemy w piekarniku przez około pół godziny. Teoretycznie temperatura nie powinna przekraczać 120 stopni, ale się zagapiłam i nagrzałam na 200. No i rewelacja! Czosnek dodatkowo się przypiekł i stał się cudownie mięciutki! Idealnie rozsmarowuje się na chlebie. A zatem tylko od Was zależy jaki przyrządzicie. Mój wyszedł boski, tak boski, że musiałam go schować głęboko w piwnicy, bo pewnie do następnego dnia już by go nie było 😀

final2

Domowy sos tabasco

Domowy sos tabasco

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zrobienie sosu tabasco jest niezwykle proste. Wychodzi zawsze a jego ostrość zależy oczywiście od tego, jakich użyjecie papryczek. Mi w tym roku świetnie owocowały chili ze Sri Lanki i serrano. Obydwa gatunki można zaliczyć do zdecydowanie ostrych, więc sos ma niezłego kopa 😀

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Składniki:

200 g ostrych papryczek

120 ml octu spirytusowego 10%

120 ml wody

Łyżeczka soli

Szczypta cukru

Ząbek czosnku (opcjonalnie, w oryginalnym składzie tabasco go nie ma)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Przede wszystkim zakładamy gumowe rękawiczki! :)

 

Odcinamy papryczkom zielone ogonki. Resztę kroimy jakkolwiek i zalewamy w garnuszku wodą i octem. Dosypujemy sól i szczyptę cukru. Nakrywamy pokrywką (!) i zagotowujemy. Dusimy na małym ogniu jeszcze 5 minut i odstawiamy do wystygnięcia.

I teraz całkowicie serio. Nie wpadnijcie na pomysł, żeby blendować masę na gorąco, bo w najlepszym wypadku skończy się płaczem i kaszlem a w gorszym nawet trudnościami z oddychaniem.

Gdy papryczki przestygną to dodajemy ząbek czosnku (opcjonalnie) i miksujemy całość starając się przy tym zbyt głęboko nie oddychać 😀 Przelewamy do słoika, wstawiamy do lodówki i zapominamy o sprawie na minimum 2 tygodnie. Sos sobie w tym czasie niespiesznie fermentuje i nabiera mocy. Teraz już można już przetrzeć go przez sito i przelać do buteleczek.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pesto z orzechów włoskich

Pesto z orzechów włoskich

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Sezon na orzechy włoskie w pełni, więc każdy sposób na ich zagospodarowanie jest dobry. Dlaczego więc nie pesto? :)

Ma same zalety. Można przygotować większą jego ilość i pasteryzować w słoiczkach. Można je również zamrozić w porcjach. Świetnie nadaje się do makaronu, grzanek, sałatek lub do aromatyzowania mięsa.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Składniki:

8 łyżek wyłuskanych orzechów włoskich

4 łyżki oliwy z oliwek

4 łyżki tartego parmezanu (lub innego twardego sera dojrzewającego)

2 średnie ząbki czosnku

1 łyżka soku z cytryny

Pół pęczka natki pietruszki

Sól i pieprz do smaku

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Do pesto z orzechów włoskich najlepiej użyć natkę pietruszki, która podkreśli ich smak. Inne zioła po prostu zdominują smak naszej pasty.

Orzechy włoskie prażymy chwilę na suchej patelni. Przekładamy do blendera. Dolewamy oliwę. Dokładamy tarty parmezan i posiekany czosnek oraz natkę pietruszki. Miksujemy na prawie gładką masę. Doprawiamy do smaku sokiem z cytryny, solą i pieprzem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ogórki kiszone bez wody

Ogórki kiszone bez wody

final1

Zapewne pamiętacie iście rewolucyjny patent na ogórki małosolne bez wody, który jakiś czas temu zelektryzował internet.  Nie mogłam wtedy uwierzyć, że to możliwe, zatem zaintrygowana pognałam do warzywniaka, żeby jak najszybciej sprawdzić czy to prawda. Podobnie było dziś, kiedy to stojąc z sąsiadką po dwóch stronach płotu komentowałyśmy nasze tegoroczne uprawy. I tak od słowa do słowa, sprzedała nieznany mi dotąd patent na kiszenie ogórków. Właśnie bez wody. Zrobiłam wielkie oczy i chyba spojrzałam na nią jak na wariatkę, bo od razu pobiegła do piwnicy i na dowód sprezentowała mi słoiczek.

Wyszła mi z tego najlepsza ogórkowa świata!

produkty

Składniki:

– kilka jędrnych, świeżych ogórków (im bardziej kolczaste, tym lepsze)

– kilka obranych ząbków czosnku

– świeży koperek

– sól

– opcjonalnie gorczyca do Swojski Wyrób

Jako że nie dodajemy wody, a ogórki w czymś pływać muszą, zatem starannie obieramy je skórki, by swobodnie wypuściły sok. Co dziwne, oddadzą z siebie tyle płynu, że praktycznie zakryje całość.

Kroimy je drobno w kostkę, na plasterki lub byle jak :) Czynność staramy się wykonać jak najszybciej, bo ogórki od razu puszczają sok. Dosłownie aż kapie spod noża. Dodajemy szczyptę posiekanego koperku, gorczycy, solimy wg uznania i szybko wsadzamy do słoików. Na wierzchu układamy po 1-2 ząbki czosnku. I tyle. Chciałam mieć porcje „zupowe”, więc tym razem wybrałam nieduże słoiczki.

I teraz najlepsze…

Nie zakręcamy słoików!

Zakrętki mają być w miarę luźno (tak, żeby się tylko trzymały na miejscu). Następnie odstawiamy słoiki na 2-3 dni, do czasu aż zawartość zacznie „buzować”, dokręcamy wtedy zakrętki na maksa, odstawiamy do spiżarni i zapominamy o temacie.

Oczywiście do następnej ogórkowej :)

Moją ugotowałam wg tego przepisu  na zupę krem z zielonych ogórków, tylko że tym razem użyłam dużo mniej ogórków surowych i nie zawahałam się użyć zawartości słoika od mojej sąsiadki.

Niebo w gębie!

Przysięgam!

final2