Browsed by
Kategoria: Robi się

image_pdfimage_print
Żabie udka

Żabie udka

final

Nigdy jakoś mi z tą żabą nie było po drodze. Nawet we Francji nie przyszło mi do głowy, żeby zjeść ten osławiony przysmak, bo wolałam ślimaki. Tym bardziej w Polsce żaby nie mieściły się w kręgu moich kulinarnych zainteresowań, a to głównie dlatego, że byłam święcie przekonana, iż ich przyrządzenie musi być arcyskomplikowane. A tu się okazało, że wcale nie. Totalna łatwizna. Przeczytałam kilka przepisów, a właściwie pomysłów, no i tak pokombinowałam, że zrobiłam własny. Być może jest to wynikiem fartu nowicjusza, bo wyszło po prostu genialnie, zatem biegusiem śpieszę do Was z przepisem na osławione żabie udka.

 

produkty

 

Składniki

– żabie udka – ok. 40 dkg

– sok z 1 cytryny

– ½ główki czosnku

– sól/pieprz

– łyżka mąki do oprószenia

– pęczek natki pietruszki

– 2 solidne łyżki masła klarowanego

 

kolaz1

 

Udka wymoczyć w mleku przez kilka godzin, następnie umyć i odsączyć. Posypać solą, pieprzem i na chwilę odstawić. Czosnek przecisnąć przez praskę i wymieszać z sokiem z cytryny. Udka umieścić w tak przygotowanej zaprawie i odstawić przynajmniej na godzinę, od czasu do czasu mieszając.

No, czyli już większość roboty za nami 😀

Teraz odpalamy piekarnik na full, masło klarowane rozgrzewamy na patelni i bierzemy się do pracy.

Udka wyjąć z zaprawy, delikatnie oprószyć mąką i smażyć na patelni po kilka minut z każdej strony, aż się zrumienią. Przy odwracaniu uważamy, żeby się nie rozpadły. Zasadniczo na tym etapie można by było poprzestać, ale nie bójmy się pójść jeszcze o krok dalej :)

Ostrożnie przekładamy usmażone żabie udka do małej brytfanki i posypujemy drobno posiekaną natką. Do masła oraz resztek, które zostały na patelni, wlewamy pozostałość z wcześniejszej marynaty, czyli sok z cytryny z czosnkiem. Szybko całość podgrzewamy, po czym polewamy tym nasze udka.

W sensie, że żabie, nie własne :) I do piekarnika. Mniej więcej na 15-20 minut.

Brakowało mi jakiegoś fajnego dodatku, więc w połowie pieczenia dorzuciłam do środka cienkie kromki z bagietki, spryskane mgiełką oleju czosnkowego i posypane mieszanką ziół.

No i tyle. Palce lizać. Smacznego!

Ja kumam 😀

 

final

Kebson

Kebson

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wersja domowa jest doskonałą alternatywą dla kebabów kupowanych, o których jakości krążą legendy. Nie będziemy się tu rzecz jasna spierać, czy kupowane kebaby jeść, czy nie. Przyjmijcie do wiadomości, że wariant wykonany w domy jest smaczny i zdrowy. A co z tą wiedzą zrobicie to już Wasza sprawa 😀

Żeby kebab był kebabem potrzebne jest mięcho, sos tzatziki i pita, w którą to wszystko zawiniemy. Plus nieco warzyw. I nie, nie chodzi tu o kapustę, którą bez pojęcia są nadziewane buły kebabopodobne kupowane w ulicznych budkach. Pomidory i cebula wystarczą :)

No dobra, to najpierw mięso, bo będzie potrzebowało najwięcej czasu.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Składniki na mięso:

 

600 g mięsa z kurczaka (z piersi i innych części)

4 łyżki jogurtu greckiego

1 mała cebula

2 ząbki czosnku

Sól i pieprz do smaku

Przyprawy (po łyżeczce): harissa, shoarma czerwona, kmin rzymski, oregano.

I od razu wyjaśniam, że wszystkie potrzebne przyprawy kupicie w sklepie Swojski Wyrób :)

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Piekarnik rozgrzewamy do 170 stopni. Mięso kroimy w nieduże paski. Cebulę i czosnek drobno siekamy. W misce mieszamy wszystkie składniki, czyli mięso, cebulę z czosnkiem, jogurt i przyprawy. Wykładamy do naczynia żaroodpornego i zapiekamy przez 25 minut. Po tym czasie nie wyłączamy piekarnika, a wręcz przeciwnie, podnosimy temperaturę do 220 stopni. Upieczony kurczak zacznie nam się teraz ładnie przyrumieniać. Potrwa to około 10 minut.

 

Składniki na pity (8 sztuk)

 

400 g mąki pszennej

4 g suszonych drożdży

Łyżeczka cukru

Spora szczypta soli

Łyżeczka oliwy z oliwek

200 ml ciepłej wody

4 łyżki jogurtu greckiego

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Przepis jest banalny. Na dno miski wlewamy ciepłą wodę. Dodajemy drożdże i cukier. Mieszamy i czekamy chwilę aż zaczną pracować. Następnie dodajemy pozostałe składniki i mieszamy. Gdy składniki się połączą to posypujemy blat mąką i wykładamy ciasto. Wyrabiamy do momentu, gdy stanie się elastyczne. Wkładamy do miski, nakrywamy ściereczką i zostawiamy na 20 minut do wyrośnięcia.

No dobrze. Kurczak się piecze, ciasto wyrasta, więc mamy chwilę, żeby zająć się tzatziki.

 

Składniki:

 

400 g jogurtu greckiego

Ząbek czosnku

Pół zielonego ogórka

Kilka kropli soku z cytryny

Szczypta soli

Gałązka mięty

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Ogórka obieramy i usuwamy gniazdo nasienne. Pozostałą część trzemy na grubych oczkach tarki. Teraz ogórka trzeba dłonią odsączyć z soku. Ząbek czosnku ścieramy a miętę siekamy. W misce łączymy wszystkie składniki. Sos warto schłodzić w lodówce przed podaniem.

Wracamy do naszego ciasta. Dzielimy je na 8 części. Z każdej formujemy małą kulkę. Wałkujemy na względnie równe placki. Pieczemy po kolei na suchej teflonowej patelni przez około 2-3 minuty na każdej stronie.

 

Do dekoracji:

Pokrojony pomidor

Pokrojona cebula

Opcjonalnie: upieczone frytki

 

Mięso wyciągamy z piekarnika. Układamy je na upieczonych plackach, dodajemy tzatziki, nieco pomidora i cebuli. Możemy dodać po parę frytek. Zawijamy nasze kebsony w papier i z miną dumnego właściciela domowej budki z kebabami wydajemy przygotowane przez nas danie :)

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Beztłuszczowe wegeplacki

Beztłuszczowe wegeplacki

Och, nie bójcie się, proszę. Przysięgam, że po konsumpcji trawa nie wyrasta wprost z uszu, a skóra bynajmniej nie zielenieje 😀

Do tego przepisu zainspirowała mnie niedawna oczyszczająca kuracja warzywna. Mimo tego, że oczyszczanie już dawno za mną, to wiem, że te placki zostaną ze mną na dobre. Dziś zaprezentuję Wam wersję absolutnie podstawową, która sama w sobie jest pyszna, ale też świetnie nadaje się do wszelakiego tuningu sprzyjającego czyszczeniu lodówki.

Nigdy wcześniej nie oszczędzałam na przyprawach, ale po tej kuracji nauczyłam się używać ich jeszcze hojniej, prawie garściami. Odkryłam też nowe smaki. Nauczyłam się też tych naturalnych smaków nie marnować. Dopiero na tej diecie dotarło do mnie jak trudno jest przyrządzić coś smacznego… z niczego.

Nie zliczę też, ile razy w moim kulinarnym życiu bezsensownie wylałam do zlewu wodę spod ziemniaków, czy gotowanego kalafiora. Nie wolno! Toż to skarb! Sam smak. Nawet jak nie potrzebujemy tego dziś, to zamrożony lub   zdeponowany w zassanym słoju wywar, zawsze spokojnie doczeka w lodówce odpowiedniego menu. Wystarczy jedynie pomyśleć.

Nigdy też nie sądziłam, że zwykły, ugotowany kalafior może być tak świetnym plackowym lepiszczem, zatem niniejszym zwracam kalafiorowi honor :)

Przepis podstawowy świetnie znosi wszelkie dodatki w postaci: mięsa, rozdrobnionego makaronu, kaszy, mąki, surowego jaja, podsmażonej kapusty, siekanej zieleniny, cebuli, tartej marchwi i wszystkiego tego co jeszcze Wam zalega.

A oto i moje wegeplacki :)

Składniki:

– ½ sporego kalafiora

– ½ sporego brokuła

– kawałek dyni (ja mam piżmową)

– mieszanka ulubionych przypraw

Jako że główne składniki nie wymagają żadnej filozofii i komentarza, tym razem pochylę się nad tematem doboru przypraw, bo to właśnie one wyczarują z tego nijakiego zestawu nasze cud-danie.

Trochę eksperymentowałam, nie ukrywam, ale w końcu opracowałam moją własną mieszankę idealną, czyli: sól wędzoną, pieprz, paprykę wędzoną, czosnek niedźwiedzi oraz w dużych ilościach łagodną obsypkę bałkańską.  Proporcje dowolne, ale grzechu warte. Obsypkę bałkańską bez problemu kupicie w sklepie internetowym Swojski Wyrób. Dla odważnych również obsypka w wersji pikantnej :)

No ale do rzeczy…

Składniki wymyć, podzielić na różyczki, dynię pokroić (zamiennie można użyć patisona). Następnie wszystko umieścić w garnku, posolić i zalać niewielką ilością wody. Pod pokrywką ugotować do miękkości i odcedzić z nadmiaru płynu. Byle jak rozdziabać widelcem (absolutnie nie blendować, bo zrobi się zupa!) Dodać przyprawy i na papierze do pieczenia, łyżką uformować nieduże placki, wstawić wszystko do piekarnika nagrzanego do 180 stopni.

Zaczekać aż placki z wierzchu ładnie się zrumienią, a następnie, przy użyciu łopatki ostrożnie obrócić je na drugą stronę.

Oczywiście można to samo zrobić dużo szybciej na patelni, niemniej tutaj bez tłuszczu już się nie obejdzie, a nasz farsz tak szybko nie odparuje z nadmiaru płynu, zatem dodatek w postaci mąki, jaja lub bułki tartej będzie raczej nieodzowny.

Ale i tę wersję z całego serca polecam <3

Smacznego!

Pyszne również na zimno.

Gołąbki w liściach kiszonej kapusty

Gołąbki w liściach kiszonej kapusty

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wydawało mi się, że kiszenie kapusty na takie gołąbki to jakaś wiedza tajemna i wyższa szkoła jazdy. Że trzeba mieć beczki i piwnicę o odpowiedniej temperaturze. Nic podobnego. Sprawa jest banalna i wymaga jedynie odrobiny cierpliwości oraz wprawy przy rozdzielaniu liści kapusty. Jeśli ktoś ma obawę, że liście zwykłej białej kapusty mu się porwą to śmiało można użyć kapusty włoskiej. I nie, nie trzeba kisić całych głów jak to czynią np. Bułgarzy. Nawet naczynie nie do końca ma znaczenie. Da się zakisić w zwykłym metalowym garnku :)

Zapytacie pewnie po co tyle zachodu? Zapewniam Was, że smak wynagrodzi Wam wcześniejsze przygotowania :)

Składniki na kapustę kiszoną w liściach:

– główka białej kapusty

– 0,5 l soku z kiszonej kapusty

– solanka w proporcji łyżka soli na litr wody

– pieprz w ziarnach

– łyżeczka nasion gorczycy

Z kapusty wykrawamy głąb. Ostrożnie oddzielamy liście i ścinamy wystającą grubą łodygę na każdym z nich. Układamy w wysokim garnku, dokładamy gorczycę i pieprz a następnie zalewamy solanką wraz z sokiem z kiszonej kapusty. Można sok z kiszonej kapusty pominąć, ale wtedy fermentacja będzie trwała dłużej. A tak to zajmie to nam około tygodnia, maksymalnie 10 dni.

Nakryć talerzykiem, docisnąć czymś ciężkim i zamknąć pokrywkę garnka. Nie jest to konieczne, ale proces fermentacji kapusty nie jest zbyt przyjemny na nosa, więc polecam 😀

I to właściwie wszystko. Teraz czekamy na efekt :)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Składniki na gołąbki:

– ukiszone liście kapusty

– 1 kg mielonego mięsa z szynki wieprzowej

– garść suszonych grzybów

– 30 dkg boczku

– 2 cebule

– 100 g kaszy gryczanej

– 2-3 ząbki czosnku

– łyżeczka czerwonej czubrycy, którą kupicie bez problemu w sklepie Swojski Wyrób

– łyżeczka mielonej kozieradki, która jest naturalnym wzmacniaczem smaku

– sól i pieprz

– łyżeczka oleju

– 0,5 l bulionu (w ostateczności może być też woda)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zaczynamy od grzybów. Namaczamy je w garnku z zimną wodą. Wody dajcie około litra i w żadnym wypadku nie wylewajcie powstałego po gotowaniu grzybów wywaru!

Do garnka z namoczonymi grzybami dodajemy pół łyżeczki soli i obraną z łupin cebulę. Całość gotujemy pod przykryciem do miękkości grzybów. Grzyby i cebulę odławiamy. Cebuli się pozbywamy a grzyby drobno siekamy.

Przechodzimy do kaszy. Olej wlewamy na patelnię, wrzucamy kaszę i prażymy ją przez chwilkę. Dodajemy pokrojoną w kostkę cebulę i całość podsmażamy aż cebula stanie się szklista. Partiami podlewamy kaszę wywarem z grzybów i mieszając gotujemy na patelni do miękkości. Na 100 g kaszy powinno wystarczyć właśnie około litra płynu. Jeśli zabraknie to można dodać odrobinę wody, przecież świat się nie zawali od tego :) Kasza w każdym razie powinna być miękka a całość płynu musi odparować. Zostawiamy do ostygnięcia.

Teraz boczek. Kroimy w drobniutką kostkę i smażymy na suchej patelni aż do wytopienia się tłuszczu. Zostawiamy do ostygnięcia.

Do dużej miski przekładamy mięso, boczek, kaszę i grzyby. Dodajemy starty/posiekany czosnek, czerwoną czubrycę, pieprz i sól (około łyżeczki, ale najlepiej próbować w trakcie wyrabiania masy, bo każdy ma inne upodobania. Pamiętajcie, że boczek jest słony, kasza trochę też)

Wyrabiamy mięsną masę i nakładamy na liście kapusty. W dużym naczyniu żaroodpornym (musi mieć pokrywkę) układamy na dnie liście kapusty, które nam się porwały albo po prostu zostały a na nie układamy w dwóch warstwach gołąbki. Zalewamy bulionem/wodą. Nie przejmujcie się tym, że płyn nie pokrywa gołąbków. W trakcie pieczenia gołąbki puszczą swój sos. Dlatego nie ulegajcie pokusie wlania większej ilości bulionu/wody, bo utopicie sobie piekarniki 😀

Płynu ma być tyle, żeby zakrył dno no i może sięgnął do połowy dolnej warstwy gołąbków.

No dobra, gołąbki ułożone, naczynie zakryte to czas na pieczenie. Optymalnie będzie trzymać je w temperaturze 170 stopni przez minimum 2 godziny. Jeśli po tym czasie kapusta będzie ciągle twarda to zmniejszyć temperaturę do 120 stopni i piec do skutku, czyli do miękkości kapusty.

Z czym najlepiej podawać takie gołąbki z kiszonej kapusty? Sposobów jest wiele. Ja osobiście polecam do nich sos grzybowy albo coś mniej oczywistego, czyli rozpuszczone masło z czerwoną papryką i czubrycą czerwoną. Robi się takie coś bardzo prosto: na małej patelni rozpuszczamy czubatą łyżkę masła i dodajemy pół łyżeczki papryki i pół łyżeczki czerwonej czubrycy. Podgrzewamy przez chwilę, żeby smaki się przegryzły.

Niezależnie od tego jakie wybierzecie dodatki to gołąbki i tak będą pyszne. Słowo! :)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ekspresowe przystawki

Ekspresowe przystawki

góra

No tak, ja też to znam. Niespodziewani goście prawie za zakrętem, a tu w głowie zero pomysłów, jak tu ugościć inaczej niż pizzą z dowozem na miejsce. Wiecie, żem stworzenie praktyczne i niezbyt pracowite, zatem już spieszę z patentem na szybkie i efektowne przystawki :)

Tym razem daruję sobie listę składników, bo ciężko oszacować ich ilości. Wszystko świetnie widać na zdjęciach, więc dziś będzie fabularnie :)

Czas przygotowania: około 10 minut

Sałatka z rukoli, fety i świeżych fig. Proporcje dowolne. Poza sezonem, figi można śmiało zastąpić czerwonymi winogronami bez pestek. Do polania dowolny sos winegret. Ja użyłam gęstego, o aromacie malinowym. Tak, tak, w marketach bez trudu znajdziemy podobne wynalazki, a ja kupiłam i długo myślałam, do czego to użyć. Teraz przydało się jak znalazł, a sałatka – palce lizać. Rukola z lekką goryczką, słona feta, słodkawe figi, i jeszcze ten sos z kwaśną nutką. Mmm…

Sałatka, mimo że pyszna, to jednak trochę za mało, a przecież i nie każdemu musi smakować, prawda? Przydałoby się coś jeszcze, a tu czas nagli, więc szybko zaopatrujemy się w 3-4 rodzaje serów w różnych kolorach i smakach, tudzież kabanosa oraz niezawodną, po hiszpańsku spleśniałą kiełbasę. No i coś zielonego do dekoracji naszej deski. Tyle.

Sery pleśniowe lubią ekstremalne zestawienia, więc dla chętnych nie zaszkodzi też i dodatek w postaci odrobiny miodu, równie mile widziany, co sprawdzona żurawina czy brusznica.

Akurat mi się poszczęściło, bowiem kilka dni wcześniej nastawiłam w kamionce kolczaste ogóraski. Tym razem tradycyjnie, w wodzie. Wyszły w sam raz i cieszyły się sporym powodzeniem :)

Zostało mi jeszcze trochę czasu, więc korzystając z tego, że mam nagrzany piekarnik, zrobiłam jeszcze grzanki z cienko pokrojonej i posmarowanej oliwą bagietki. Do tego zimne piwo i jakieś orzeszki na zagrychę.

Gotowe!

Oczywiście ładna ekspozycja też robi swoje, a ja nieprzerwanie cieszę oko drewnianymi gadżetami od Pawła Tomali. Prawda, że efektowne?  Oceńcie sami.

I teraz niech mi ktoś powie, że to trudne :)

Smacznego!

final

Cudny deser z tapioki

Cudny deser z tapioki

final1a

Dość długo zastanawiałam się nad tytułem tego posta, ale nic lepszego nie przyszło mi do głowy, bo i po co? Toż to samo sedno :)
Tapioka urzekła mnie od pierwszego wejrzenia i teraz już na tysiąc procent, na stałe zagości w mojej kuchni. Cała rodzina podeszła do tego eksperymentu jak do jeża, ale finalnie podzieliła mój zachwyt i po pierwszych dwóch odsłonach byłam zmuszona potroić dostawy podstawowego surowca, czyli kulek skrobi tapioki.

produkty1

Składniki na 3-4 porcje:

– 2,5-3 łyżki tapioki
– puszka mleka kokosowego
– 100 ml wody
– dowolne owoce do zmiksowania
– nasiona chia
– dowolny owoc do dekoracji
– opcjonalnie cukier lub słodzik

kolaz1

Do dzieła. Wbrew pozorom nie jest to nic skomplikowanego. Mleko kokosowe mieszamy z wodą, dokładnie mieszamy trzepaczką i dodajemy tapiokę. Całość gotujemy 15-20 minut na małym ogniu. Aż tapioka zmięknie. Cały czas mieszamy. Następnie przelewamy do słoiczków lub szklanek i od góry uzupełniamy zmiksowanymi owocami. Dekorujemy i pałaszujemy. Genialne na ciepło i na zimno. Oczywiście jak zdąży wystygnąć 😀
Osobiście lubię ten deser zabrać rano ze sobą na siłownię, jako drugie śniadanie, zatem do zmiksowanych owoców dodaję trochę nasion chia i wstawiam na noc do lodówki. Wtedy do rana wszystko nabiera zwartej konsystencji i śmiało można dorzucić pojemnik do torby z ciuchami na trening. Polecam! Urywa tyłek. Pychota <3

final2

 

Tuńczyk jak z puszki

Tuńczyk jak z puszki

Uwielbiam tuńczyka, ale takiego koniecznie z oliwy i najlepiej nie z puszki, żeby blachą go nie było czuć. Można oczywiście kupić tuńczyka w słoiczkach, ale można też zrobić go samodzielnie. Sprawa jest banalnie prosta a efekt świetny. Dodatkową zaletą jest to, że możecie dowolnie eksperymentować z dodatkami. Wadą jest to, że tuńczyk jest dość drogi i występuje w naszych sklepach wyłącznie w postaci steków. A tu by się całe rybsko, najlepiej własnoręcznie złowione, przydało 😀

No, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma, więc do dzieła :)

Lista produktów:

– 2 steki z tuńczyka

– 330 ml oliwy z pierwszego tłoczenia

– cebulka

pomidory suszone

– kolorowy pieprz

– sól

– opcjonalnie chili w strączku albo w płatkach

Produkcja domowego tuńczyka jest banalnie prosta i niezbyt pracochłonna. Steki obgotowujemy (około 5 minut) w osolonym wrzątku i odkładamy do wystygnięcia. Szykujemy słoiczki. Z podanych ilości powinny wyjść trzy nieduże. Pamiętajcie, żeby je wyparzyć wrzątkiem (pokrywki też).

Na dnie układamy suszone pomidory, krążek cebulki, kilka ziaren pieprzu i opcjonalnie nieco chili. Tuńczyka tniemy w grubsze paski i dość ciasno układamy w słoikach. Zalewamy oliwą tak, by dokładnie pokryła rybę. Zakręcamy.

Dno garnka wykładamy ściereczką, wstawiamy słoiki, nalewamy wody do ¾ wysokości słoików i pasteryzujemy na niewielkim ogniu przez pół godziny.

I teraz najtrudniejsza rzecz, czyli czekanie :) Minimum dwa tygodnie.

Tuńczyk rewelacyjnie nadaje się do sałatek, na kanapki czy na pizzę lub co tam sobie jeszcze w swej kreatywności wykombinujecie :)

Sałatka z bobu na ciepło

Sałatka z bobu na ciepło

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Sezon na bób kwitnie w najlepsze, co mnie osobiście ogromnie cieszy :) Kombinuję więc jak koń pod górę, żeby podać go (bób, nie konia 😀 ) w sposób możliwie smaczny i kreatywny oraz oczywiście się przy tym nie narobić 😀

Spieszę Was poinformować, że udało mi się wymyślić coś absolutnie pysznego. Moi domowi zjadacze bobu byli zachwyceni.

Obiecuję Wam, że Wy też będziecie :)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Składniki:

– paczka bobu

– 10 dkg dowolnej chudej wędzonki (u mnie szynka szwarcwaldzka)

– łyżka oliwy z oliwek

– dwa ząbki czosnku

– garść natki pietruszki

– sól i pieprz

– chili w strączku lub płatkach

– garść pomidorków koktajlowych

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Bób płuczemy i gotujemy w osolonej wodzie przez 3 minuty. Słowo „gotowanie” jest właściwie pewnym nadużyciem, bo bób ma się po prostu dać obrać ze skórek. Jeśli uznacie, że wolicie użyć bobu w skórkach, wówczas gotujemy go dłużej, aż do momentu aż owe skórki zmiękną.

Osobiście namawiam Was na wariant z bobem obranym. Roboty odrobinę więcej (choć bez przesady, nie tak znów wiele) a rezygnując ze skórek pozbywamy się z dania lekkiej goryczki. Dodatkowo, oskubany bób staje się bardzo delikatny i doskonale chłonie smaki z pozostałych składników potrawy. Wybór należy do Was :)

Micha obranego (lub nie) bobu stoi grzecznie na blacie a my w tym czasie kroimy wędzonkę w kostkę a czosnek ścieramy na tarce. Na patelnię wlewamy oliwę z oliwek.

I tu krótka dygresja na temat wędzonki. Będziemy ją smażyć bardzo krótko (żeby nam się oliwa nie spaliła), więc wybieranie np. tłustego boczku nie ma sensu. Tłuszcz nie zdąży się wytopić i mięso będzie gumowate albo, jeśli się zdąży wytopić to zdominuje smak oliwy, która w przypadku tego dania jest pierwszoplanowym bohaterem i oczywiście nośnikiem smaków. Czyli: wędzonka krotoszyńska, speck, szynka szwarcwaldzka – tak, boczek, słoninka i inne tłustości (tym razem) – nie :)

Ok, kwestia mięcha wyjaśniona, więc pokrojoną drobno wędzonkę wrzucamy na patelnię z lekko rozgrzaną oliwą. Mieszamy dosłownie kilka razy i dorzucamy starty czosnek. Ponownie mieszamy kilka razy i wrzucamy bób. Ten ma się jedynie zagrzać. Wrzucamy garść posiekanej natki pietruszki i odrobinę chili (nie musimy, jeśli nie lubimy ostrego), mieszamy ostatni raz i wykładamy bób na talerze. Dorzucamy po parę pomidorków koktajlowych i voila! Gotowe :)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ekspresowa drożdżówka

Ekspresowa drożdżówka

final

Ostatnio sporo eksperymentowałam z gotowym ciastem francuskim. Gdyby nie ten cudowny wynalazek, pewnie nigdy w życiu nie upiekłabym niczego poza wielkanocnym mazurkiem. A tak, nie dość, że szybciutko, czyściutko, to jeszcze efektownie, a gościom wcale nie trzeba się chwalić, że ciasto było gotowe :) Bo i po co?

Dziś w sklepie znów mnie pognało w okolice ciast. Tym razem mą uwagę przykuło gotowe ciasto drożdżowe. Pierwszy raz w życiu widziałam taki wynalazek, zatem ciasto od razu trafiło do koszyka.  Z założenia całość wyglądała podejrzanie, ale co tam! Jedziemy. Z wrażenia, z rozpędu kupiłam ciasto słodzone, zatem w dalszej części całkowicie zrezygnowałam z cukru i przekopałam lodówkę w poszukiwaniu resztek niskosłodzonych dżemów. Żeby nawet i to nie było zbyt słodkie, dodałam jeszcze nieco soku z cytryny. No i wyszło super! :)

Składniki

– gotowe ciasto drożdżowe

– ¾ szklanki dowolnego dżemu, konfitury, rozdrobnionych owoców

– 1 jajko

– cukier puder/ cynamon do dekoracji

Schłodzone ciasto rozwinąć. Szybko rozsmarować na nim owocową masę. Całość zrolować i pociąć na kawałki o szerokości ok. 2-3cm. Zachowując spore odstępy ułożyć ślimaczki na papierze do pieczenia i posmarować rozbełtanym jajkiem.  Piec 15-20 minut w temperaturze 180-190 stopni Celsjusza. Przed podaniem można oprószyć cukrem pudrem lub cynamonem.

Pycha!

Nie znam szybszego patentu na równie smaczny i efektowny deser :)

Ryba z pieca

Ryba z pieca

final1

Idę o zakład, że są wśród Was tacy, którym się wydaje, że z rybą jest cała masa roboty, a to nieprawda. Wystarczy kupić świeżą półtuszkę lub filet ulubionej ryby, szast-prast i gotowe :)

produkty1

Składniki:

– dowolna liczba porcji z halibuta, dorsza, łososia lub innej ulubionej ryby

–  kilka cieniutkich plasterków cytryny

– jedna spora szalotka lub 2-3 mniejsze

– kilka suszonych pomidorów z oleju (opcjonalnie)

– przyprawy sypkie: sól, pieprz, papryka, ewentualnie roztarta bazylia

kolaz1

 

Rybę płuczemy i starannie osuszamy papierowym ręcznikiem. Następnie układamy kawałki ryby w głębokiej blaszce. Najlepiej na folii aluminiowej. Posypujemy mieszanką przypraw, poszatkowaną w piórka szalotką, posiekanymi pomidorami i dekorujemy plasterkami cytryny. Całość wstawiamy na ok. 15-20 minut do piekarnika nagrzanego do 190 stopni. Na pierwsze 10 minut pieczenia nakrywam całość folią, żeby ryba nie wyschła. Później odkrywam i czekam do momentu aż przyrumieni się z wierzchu.  Jeśli ktoś woli wersję bardziej duszoną, każdy kawałek należy osobno zawinąć w folię.

Gotowe. Podawać z dowolną zieleniną, surówką,  ziemniakami, ryżem i z czym kto lubi.  Smacznego!

lead1