Ekspresowe klopsiki


 

Założyłam się kiedyś z koleżanką, że zrobię drugie danie szybciej niż dojedzie dostawca z jej pizzą. Wygrałam, dlatego też chętnie podzielę się z Wami moim kolejnym błyskawicznym przepisem. Dziś ekspresowe klopsy w wersji podstawowej, czyli bez bajerów. Świetnie znoszą wszelkie modyfikacje i doskonale smakują z sosami. W wersji na zimno też dają radę. Z dodatków lubią ryż i ziemniaki, ale towarzystwem kaszy i makaronu też nie pogardzą, więc jako pomysł na uniwersalne drugie danie sprawdzają się fantastycznie.

Zanim zdecydowałam się przyrządzić dla Was to danie, długo myślałam czy to aby dobry pomysł. Pewnie co drugi z Was zada sobie pytanie w stylu: „A niby czym może zaskoczyć nas klops?”. A właśnie, że może, zatem do dzieła!

produkty

Składniki:

– ok. 0,5 kg wieprzowego mięsa mielonego

– 1 mała cebula lub 0,5 dużej

– nieduży kawałek białej kapusty (opcjonalnie)

– 1 jako

– 2-3 łyżki bułki tartej

– 0,5 łyżeczki soli

– 0,5 łyżeczki Vegety

– 0,5 łyżeczki pieprzu

– 0,5 łyżeczki majeranku

Cebulę i kapustę posiekać bardzo drobno i chwilę przesmażyć na odrobinie oleju. Kapusta nie jest tutaj składnikiem niezbędnym, więc czasami, gdy dodaję tylko cebulę, rezygnuję z jej podsmażenia i dodaję surową. Jeśli trafi mi się w lodówce kilka zapomnianych, samotnych pieczarek, również je siekam podsmażam i dodaję do masy. Dziś akurat znalazłam kawałek kapusty, więc tym razem miała szczęście i załapała się do przepisu :)

Jak już pewnie nieraz zauważyliście, moje przepisy to bardziej pomysły na gotowanie, a nie dokładne receptury. Również i teraz pozwoliłam sobie na małe odstępstwo i w ostatniej chwili dodałam do smażenia kapusty chlust sosu sojowego. Nie miałam go w planie, ale akurat stał pod ręką i świetnie podbił smak 😀

Mięso przełożyć do miski i rozdziabać widelcem. Dodać pozostałe składniki i wszystko dobrze wymieszać. Jeżeli masa będzie zbyt wilgotna, możemy dodać nieco więcej bułki tartej. I jak? Wymieszane? No to próbujemy… Masa w smaku ma wydawać Wam się nieco zbyt słona. Nie bójcie się dosolić szczególnie kiedy dodajecie kapustę lub pieczarki, bowiem te dwa składniki lubią „wciągnąć” sól.

Następnie szykujemy płaskie naczynie z pokrywką i rozgrzewamy odrobinę oleju. Dosłownie tyle, żeby posmarować dno. Formujemy kulki i układamy na gorącym dnie (średni ogień). Po ok. 4 minutach, delikatnie obracamy zrumienione klopsy na drugą stronę. Po kolejnych 4 minutach dolewamy pół szklanki wody (uwaga! będzie pryskać!) i natychmiast nakrywamy naczynie pokrywką. Gdy woda na dnie zagotuje się i zdeglazuje przyklejone do dna resztki, zmniejszamy ogień i niech wszystko sobie pyrka w spokoju przez jakieś 10 minut. Gotowe!

Możemy oczywiście poprzestać wyłącznie na etapie smażenia i jeszcze kilkakrotnie obrócić nasze kulki, by zrumieniły się z każdej strony, ale ja jakoś wolę w wersji duszonej. W końcu tak robiła moja babcia, tak robi moja mama, tak ja robię i moje córki też pewnie tak będą robić.

Na koniec jeszcze jeden patent. Jeśli ktoś z Waszych domowników nie lubi klopsów i wolałby sznycle, użyjcie tej samej masy. Uformowane kulki rozpłaszczamy, obtaczamy w bułce tartej i smażymy na oleju. Może będzie trochę mniej chudo, ale za to równie smacznie i wszyscy będą zadowoleni 😀

Smacznego!