Kotlety owsiane Zuzanny Arczyńskiej

Kotlety owsiane Zuzanny Arczyńskiej

image_pdfimage_print

Witajcie!

Dzisiaj przedstawiamy Wam Zuzannę Arczyńską. Witamy ją serdecznie i zapraszamy do garów :)

Zuzanna Arczyńska  – prywatnie pozytywnie zakręcona kura domowa z aspiracjami, by zostać pisarką. Autorka powieści „Jak spadek” wydanej w marcu 2015. Laureatka trzeciej nagrody V edycji konkursu Literacki Debiut Roku Novae Res za powieść „Foka”. Autorka bloga „W sieci słów”.   

kolaz info

Nie jestem fachowcem od gotowania, ale podobno często udaje mi się zrobić coś z niczego. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że tego akurat nauczyłam się od najlepszych (których pozdrawiam). Dawno temu, jeszcze nim pojawiły się moje dzieci przydarzyła się w moim życiu siedmioletnia przygoda z wegetarianizmem. Taki epizodzik :) Zostało mi po niej kilka wspomnień i parę wyjątkowo ciekawych przepisów. Są cenne, bo łączą w sobie trzy cechy:

  1. Są tanie
  2. Są zdrowe (no, może ten bez przesady, bo smażony)
  3. Są wyjątkowo łatwe w przygotowaniu.

Pomyślcie, ile kosztuje kilogram mielonego? A ile będzie kosztowała półkilowa torebka płatków owsianych?  Tak na marginesie ilość kotletów z jednego i drugiego produktu jest porównywalna :)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Do przygotowania kotletów z płatków owsianych potrzebujemy niewielu produktów i żadnych specjalnych umiejętności, a przepis jest bardzo łatwy do zapamiętania.

Potrzebujecie taką samą ilość wody, mleka i płatków. Ja zwykle robię je z trzech szklanek.

3 szklanki wody i 3 szklanki mleka wymieszajcie i zagotujcie z dużą szczyptą soli. Do gotującego się płynu wsypcie 3 szklanki płatków i gotujcie przez 2 minuty. Potem wylejcie zawartość na durszlak, (ja robię to nad garnkiem, bo to nie prawda, że koty nie piją mleka, mój pije nawet takie z wodą i solą :)).

W czasie, gdy wasz zamiennik mięsa będzie sobie stygnął, zajmijcie się zmontowaniem ulubionej surówki, bo co to za obiad – same kotlety :) Warto też pokroić wtedy cebulkę do kotletów, no, chyba, że mielicie ją, by ukryć przed dziećmi. Pamiętajcie, to nie jest przepis dla tych, co się spieszą. Płatki muszą ostygnąć, a wbicie jajek do gorącej masy to zły pomysł, białko błyskawicznie by się ścięło i nie związałoby ciasta jak trzeba.

kolaz1

Kiedy wasze płatki przestygną potraktujcie je tak, jakby to było mielone. Wbijcie jajka, maksymalnie dwa, jeśli są małe. Przyprawcie sobie ten farsz dokładnie tak, jak lubicie. Może być odrobina Vegety, czosnek czy maggi, a jeśli słabo sobie radzicie z przyprawami kupcie gotowy zestaw typu: „Mielone. Pomysł na”. Kiedy wymieszacie z ciastem swoje ulubione smaki pozostaje już tylko uformować kotlety, obtoczyć je w bułce tartej (już nie dodawajcie jej do ciasta) i usmażyć na piękny kolor, chciałoby się napisać złoty, ale znacznie lepiej smakują mocniej wypieczone. Doskonale smakują z sosem pieczarkowym :)

Teraz jeszcze podpowiedź na wypadek niezapowiedzianych gości. Kotletów mielonych z mięsa będzie więcej, kiedy zamiast bułki tartej moczonej w mleku dodamy do mięsa właśnie płatków owsianych zaparzonych w wodzie z mlekiem. Nie sądzę, by ktokolwiek zauważył różnicę.

A kiedy już szybki obiadek będziecie mieć gotowy, podarujcie sobie odrobinę wytchnienia. Wszystkim, którzy jeszcze nie znają polecam porterówkę. Nie lubicie portera? Ja też nie! W tej wersji jest nieziemski. To jedyne ciemne piwo, które przyswajam.

Potrzebujecie zagrzać butelkę piwa porter i do ciepłego wsypać pół szklanki cukru i cukier waniliowy. Kiedy się rozpuści, nie ma co grzać go dalej. Wyłączcie, wlejcie szklankę spirytusu i rozlejcie płyn do butelek. Po ostudzeniu nadaje się do picia w wielu wersjach. Dla tych co lubią szoty – bez popijania, dla tych co cedzą z lodem jak drinka i dla delikatnych podniebień pół na pół z mlekiem. Każdy znajdzie swoją wersję. Pysznego!

kolaz final

A na deser po kotletach szef kuchni proponuje fragment powieści Zuzanny :)

***

            Zaspali! wszyscy zaspali! Co prawda, Kalinowska jeszcze nie przyjechała do pracy, ale Kuba i Anka nie byli ubrani ani spakowani, a czas leciał. Michał obudził Bastka telefonem pytając, czy nie zawiózłby ich do szkół, bo na pieszo spóźnią się na bank. Szybko pocałował żonę z zagłębienie obok obojczyka, wiedząc już, że to lubi i naciągnął na siebie dresy. Gdy wyszedł z domu dzieci już stały z plecakami. Kuba narzekał, że jest głodny, nie wypił herbaty i był rozczochrany. Nie znalazł też czapki. Ania bez szalika z gołą szyją i ropą w oczach też nie prezentowała się świetnie. Michał usiadł z przodu, dzieci z tyłu. Podał chłopakowi portfel i kazał wyjąć kartę. Podjechał pod bankomat na WBK i podając pin kazał mu wypłacić trzydzieści złotych. Młody po chwili był z powrotem. Dał im po dyszce na śniadanie. Wiedział, że nie kupią herbaty, przynajmniej nie maluchy. W szkole Michała chyba był bufet, bo chłopak wołał od Magdy o kasę na kawę, ale czuł, że to jego wina, że zaspali. Gdy Michu spytał dlaczego wybrał ten bankomat odpowiedział, że tylko ten w całym mieście wypłaca banknoty o nominale dziesięciu złotych.

Gdy odwiózł dzieci i wracał kupił ciepłe bułeczki, a gdy dotarł do domu, jego sekretarka i jego żona rozmawiały w kuchni pijąc kawę. Ogłosił, że jest zajęty robieniem śniadania i pozwolił Kalinowskiej szkolić Magdę, która co rusz robiła wielkie oczy, ale w lot łapała, o co chodzi. W końcu wziął prysznic, przebrał się w ciuchy do pracy i zaprosił panie na bułeczki. Przerwa pozwoliła mu pogadać z żoną i zapytać, czy praca jej się podoba i pokazać sekretarce, że dogadał się z żoną. Panie ćwierkały sobie jak koleżanki, a on po raz pierwszy od czasu powrotu czuł, że może skupić się na pracy. I choć robiło mu się cieplej na myśl o pięknej żonie, nie był cały czas spięty. Pracował efektywnie i był zadowolony. Po trzynastej pojechał po dzieci, bo pamiętał, że są byle jak ubrane, a potem, gdy one odrabiały lekcje podsłuchiwał, czego uczy się Magda. W pół do trzeciej wygoniła dzieci do domu każąc im zagrzać obiad, a sama dokończyła poprzednie zajęcie. Nie było łatwo, ale miała jeszcze dwa dni i bardzo dobra nauczycielkę.

Po obiedzie pojechali poszukać sobie mebli do sypialni. Wiedzieli już, czego chcą a czego nie. Zakup czegokolwiek na miejscu okazał się nie do wykonania w tak krótkim czasie. Każdy kolejny sklep miał coraz to dalsze terminy dowozu mebli. Chcieli zamówienia i zaliczki, a potem co najmniej siedmiu, lub dziesięciu dni na dostawę. Wrócili do domu, kupili meble w Internecie i choć wiedzieli, że będzie trzeba je skręcić samodzielnie, firma gwarantowała, że dowiozą je w sobotę przed dwunastą. Potem wybierali kolor ścian. Bastek chciał jasny popiel, ale Magda miała skojarzenie z poczekalnią u dentysty, więc odpuścił. W końcu oboje przystali na jasnomiętową zieleń. Zdecydowali, że będzie dobrze pasował do mebli. Kupili sobie pościel, kilka zmian poszew i parę prześcieradeł. Zamówili też gotowe zasłony i miękką ciemnokremową wykładzinę. Wszystko w Internecie. Magda żartowała, że bawią się w dom, ale to naprawdę była dla nich dobra wspólna zabawa.

Im bliżej było do piątku, tym bardziej denerwowała się wyjazdem do szkoły. Co wieczór chętnie wracała do łóżka swego męża i z pasją oddawała się tajnikom miłości, a o szanował to, jak daleko chce się posunąć. Sebastian delektował się bliskością żony a co rano, już bez pośpiechu, odwoził dzieci do szkoły. Michał niecierpliwie czekał na weekend, bo ruszał jego kurs, a Magda coraz bardziej nie chciała rozstawać się z mężem.

Czwartek minął jak z bicza strzelił. Kazek z braćmi przyszli wieczorem wynieść stare meble z sypialni, usunęli też wykładzinę i podszykowali sobie pomieszczenie do remontu. Anka od razu weszła ostro w negocjacje, obiecała chłopakom pizzę, jeśli dodatkowo pomogą Michałowi i Bastkowi poskręcać zamówione meble. Bracia Kazka próbowali żartować z talentów kulinarnych dziesięciolatki, ale on wyprowadził ich z błędu mówiąc, że tak dobrej pizzy jeszcze nie jedli i zgłaszając się na ochotnika do pomocy.

W piątek wszystko ruszyło od rana pełna parą. Bastek próbował się na coś przydać, ale musiał odwieść malców do szkoły. Gdy poprosił o pomoc Magdę, stanowczo odmówiła. Co z tego, że na jego prośbę pięć lat temu zrobiła kurs na prawo jazdy, skoro ani razu od czasu egzaminu nie miała okazji prowadzić samochodu? Nie była nawet niedzielnym kierowcą. Musiał jechać sam. Praca go nie ciekawiła, bo przeżywał postępy w remoncie. Za to wymknął się do kwiaciarni i pięknym bukietem podziękował sekretarce za wspólne lata ciężkiej pracy. Kalinowska była wzruszona. W jej aucie w bagażniku leżała torba Magdy, która wcale nie miała ochoty na samotny weekend w Gorzowie, ale na remont też nie miała chęci. Musiała jechać do szkoły. Dziś obiad odgrzała w kuchni Sebastiana, a potem pożegnała swojego męża pocałunkiem i pojechały z sekretarką do Gorzowa.

 

Wieczorem z kursu na prawo jazdy wrócił Michał. Przyszedł do szwagra z czteropakiem piwa. Usiadł i milczał. Obaj otworzyli swoje puszki. Pili. Bastek włączył radio, w Trójce leciała lista.

– Jak było?

– Jak to na szkoleniu, dziś znaki, pranie mózgu, nic nowego.

– Ale wszystko ok? Bo jakiś nieswój jesteś.

– W porządku, fajną dupcię poznałem, wiesz i rwę ją na najlepsze teksty i dupa blada, jakby mnie nie było. Leje na mnie i tyle. Cholera jasna!

– To ci się jeszcze nie zdarzyło, co? – Sebastian uśmiechał się serdecznie. – Trafiła kosa na kamień?

– Fakt.

– Co jest w niej szczególnego?

– Bo ja wiem? Oczy ma wielkie i takie szare, że prawie przezroczyste i jak popatrzy, to jakbyś się miał utopić. Taka… trochę chłopczyca, bo wystrzyżona. I drobniutka jest, wiesz kurczątko, jak nastolatki, ale wszystko ma na miejscu. Dla takiej rzuciłbym palenie…

– Palisz?

– No, co ty! Rzuciłbym, gdybym palił – Sebastian  znów roześmiał się głośno.

– A jak się nazywa?

– Cholera wie, Kicia ją wołają.

– A, Kicia! To mów, że o nią chodzi.

– Znasz ją? – Michał nagle bardzo się ożywił. – Skąd ją znasz?

– No nie znam, ale jak prosiłem Berta o najlepszego instruktora dla ciebie, powiedział, że na miejscu będziesz jeździł z Kicią, jego siostrzenicą, a w Gorzowie, to się zobaczy. Ponoć Kicia wymiata na motorze. Młody, ona na pewno ma ze dwadzieścia jeden lat, inaczej nie mogłaby być instruktorem, wiesz? – Michał pokiwał głową. – Trochę jest za stara dla ciebie. Chyba ma Kinga na imię.

– Kinga? Może być. Myślałem, że też się uczy. Ona nauczy mnie jeździć? Fajnie, może ja też ją czegoś nauczę – podniósł dwuznacznie brwi.

– A to już zależy od tego, czy ona się zadaje ze szczeniakami.

– Jeszcze się taka nie znalazła, co by nie chciała spróbować – Młody był bardzo pewny siebie. – Spokojna twoja rozczochrana. Brzęczy coś, to twój?

– Magdzia dzwoni. Odbiorę.

– Już się stęskniła? Starasz się, co?

– Zamknij się, co? Magdzia, nowinę mam… nie, nie remont… ale wszystko dobrze… hej, zaufaj mi…no padniesz!… Michał… Nie, nie wywalili go, ale wygląda i gada jakby się zakochał. Oj, serio… Nikt nie jest uodporniony, nawet on… Wkurzył się i poszedł, nawet piwa nie zabrał. A skąd! Panna go spławiła. No… starsza jest… banał, ze trzy lata. Nie w moim typie. Ty jesteś w moim typie, tak, tylko ty i kocham cię, wiesz? … Kawa? Magda, nie za późno na kawę? Poszukaj, gdzieś musi być. Może w kredensie? … No, nie mam typowego kredensu przecież wiem, tak się tylko mówi… w tej szafce bliżej czajnika, nie ma? A w szufladzie? Tylko herbata? Wiem. A sprawdź w tej puszce, która jest za pojemnikiem z cukrem. Masz? No to bingo. Wszystko dobrze… Ania biznes kręci. No, obiecała Kazkowi pizzę, jeśli pomoże skręcić meble. Nie wiem, co ona z tego ma, ale podziw na pewno i chyba chce rolki… jak to skąd wiem? Słyszę o czym dzieci rozmawiają. Jutro pogadamy, co? Zadzwonię. Ja też, yhm, i też tęsknię, moja cynamonowa księżniczko, tak pa.

Sięgnął po kolejną puszkę piwa i lekko pogłośnił radio. Tęsknił, ale był szczęśliwy. W sobotę postanowił odpocząć naprawdę. Nie wyszło. Za to w końcu był wyspany.

 

Kuba wpadł do Bastka jak wicher już na dole wrzeszcząc.

– Tato! Tato, meble są! Wstawaj, trzeba pomóc wypakować, bo ekipa Kazka zaciera szpachlowanie i nie mogą się ruszyć. Tak się kurzy, że wszyscy są biali i mówią, że jak wyjdą z pokoju, to przez tydzień będziemy mieć białe podłogi w całym domu i Magda nas zabije.

– Już idę synku, tylko dresy włożę. Wniesiemy wszystko do garażu i jutro skręcimy albo jeszcze dziś wieczorem.

– Do garażu? – chłopak zatrzymał się w drzwiach.

– Czemu cię to dziwi, przecież już zawaliliśmy hol starymi meblami, jak wniesiemy te nowe, to nie będzie jak się ruszyć – Kuba milczał, miał dziwny wyraz twarzy. – No, co jest Jakub?

– Tato, my nie korzystamy z garażu – nabrał powierza – ani ze strychu.

– Bo?

– No, ja nie wiem, chyba Magda tak chciała, zawsze tak było. Tam są jakieś pamiątki i takie tam.

– Rozumiem. Poradzimy sobie. Czy ty masz coś do garażu? Bo ja tam chciałem auto parkować?

– Nie chodzi o mnie, tylko o Magdę, chodź już – Bastek położył dłoń na ramieniu chłopaka i zatrzymał go, chciał koniecznie uspokoić jego emocje, załagodzić wewnętrzny konflikt.

– Dobra. Zrobimy tak. Ty i ja wniesiemy te meble do garażu. Potem je złożymy, a na koniec zajmiemy się strychem. Na moją odpowiedzialność. Ja to będę z Magdą wyjaśniał. – Trzasnął drzwiami i podszedł do ciężarówki, przywitał się z kurierem, który otworzył tył auta i poprosił Kubę, żeby od środka odblokował drzwi od garażu.

Z domu wyszedł Michał, zaciągnął zamek ocieplacza, spojrzał na otwierające się drzwi od garażu i zmarszczył brwi. Wziął za ramię Bastka na bok, przez chwilę mu się przyglądał. W końcu spytał:

– Wiesz, że wypuszczasz demony?

– Tak, to znaczy domyślam się. Kuba mi powiedział, że to tabu.

– Walcz jak chcesz, ale to obosieczna broń. Czasem przeszłość strasznie boli. Będziesz żałował, że zacząłeś od końca.

– Jeśli jutro będziesz miał pierwszą jazdę, porozmawiasz ze mną o tym?

– Nie, wybacz stary. Tym razem mógłbym stracić siostrę, a za bardzo ją kocham. Za dużo ryzykujesz. Ja nie gram va banque, jeśli nie jestem pewien. Ale dzięki za propozycje. Czy ty czasem nie za dużo możesz?

– Wiesz jak jest. Powiedziałem „A”, muszę brnąć dalej.

– Jak chcesz. Wnosimy?

– Wnosimy.

Garaż był pomieszczeniem pełnym wieloletniego kurzu i gratów. Kartony z rzeczami stały poukładane jeden na drugim w kącie. Były opisane pismem charakterystycznym dla mamy Sebastiana: garnitury, garsonki, sukienki, buty, koszule. Wszystko stało tu nietknięte przez te upływające lata. Udał, że nie widzi niepewnego wzroku Kuby i ustawiali kartony z meblami jeden, obok drugiego. Pracowali w ciszy. Kierowca pomagał, najwięcej uwagi poświęcili doskonale zapakowanym lustrzanym drzwiom szafy, marzeniu Magdy by mieć wielkie lustro a jednocześnie jakieś urzeczywistnienie fantazji o tym, by widzieć siebie, gdy się kochają. Niosąc je mężczyzna uśmiechał się do swoich myśli. Nie obawiał się konfrontacji z żoną. Ufał, że ich związek jest na tyle stabilny, że poradzą sobie ze wszystkim.

Comments are closed.