nasi_goscie_kopia-1-crop
Nalewka Katarzyny Wojtyńskiej-Stahl

Nalewka Katarzyny Wojtyńskiej-Stahl

Witajcie czytelnicy!

Dzisiaj w naszych progach gości Katarzyna, właścicielka przepięknego ogrodu. Aktualnie przysypanego warstwą śniegu :)
A jak zima, to warto zadbać o profilaktykę w sprawach przeziębienia. Kasia ma dla Was doskonałą nalewkę. Oddajemy jej głos :)

Dzień dobry,

Dzisiaj stworzyłam coś, co dla mnie jest najzdrowsze na świecie i zbawienne w okresie jesienno-zimowym. To nalewka czosnkowa, zwana inaczej tybetańską. Tę nalewkę robiła moja babcia, moja  mama, a teraz robię ja. Mikstura ta oczyszcza naczynia krwionośne i zapobiega zawałowi serca oraz tworzeniu się nowotworów. Poza tym;

  • obniża ciśnienie krwi,
  • zabija pasożyty jelitowe, głównie owsiki i tasiemca,
  • wzmacnia organizm,
  • działa bakteriobójczo

Przyznacie, że niezwykle dużo jest dobrodziejstw, którymi raczy nas ta nalewka.

„Właściwie to nie chodzi o to, aby żyć ponad 100 lat, ale o to, by życie było niezwykle komfortowe – bez chorób i dolegliwości!”

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Do przygotowania nalewki czosnkowej wystarczy mieć tylko dwa produkty:

  1. Pięć dużych główek czosnku (koniecznie polskiego)
  2. Pół butelki 95% spirytusu  (250 ml)

Podczas przyrządzania, należy koniecznie pić zieloną herbatę z miodem i rumem (z przewagą rumu oczywiście)

Obrany czosnek rozdrabniam na drobniejsze cząstki, przekładam do słoika, zalewam spirytusem i szczelnie zamykam.
Prawdziwa, zdrowa szkoła nakazuje raczej miażdżyć czosnek przed dodaniem go do potraw. W tym jednak przypadku, można go pokroić nożem – spirytus i tak wydobędzie z niego bakteriobójczą allicynę
Słoik z tym skarbem, z wielkim namaszczeniem odstawiam w ciemne miejsce – na ok. dwa tygodnie. Na początku ELIKSIR jest trochę mętny, ale to mija w miarę, jak nabiera swojej mocy.

Po dwóch tygodniach odcedzam przez sitko i przelewam do butelki. Czekam jeszcze kilka dni i nalewka czosnkowa jest już gotowa do spożywania. Piję ją codziennie po pół malutkiej łyżeczki.

Czosnek, który pozostał po odcedzeniu, mieszam z miodem i „wcinam” codziennie – po ząbeczku … Może to nie jest pyszne, ale z pewnością jest zdrowe.

Jeżeli naprawdę codziennie zażywacie parę kropel nalewki czosnkowej, to włączcie do swojej diety jakiś kwaśny, mleczny produkt np.: kefir czy jogurt. Ja uwielbiam maślankę.
Aby zlikwidować zapach czosnku można po zażyciu nalewki zjeść trochę natki pietruszki, jabłko lub skórkę cytryny albo pomarańczy.

Serdeczności od Katarzyny

Ps. Zapraszam na mojego bloga oraz profil na FB.

 

Smażone bataty Soni Ciastoń

Smażone bataty Soni Ciastoń

Witajcie czytelnicy!

Dzisiaj do naszej Kuchni wpadła w odwiedziny Sonia Ciastoń. Serdecznie ją witamy i dziękujemy za przybycie.

Cześć :)

Nazywam się Sonia Ciastoń, jestem trenerem personalnym oraz instruktorem fitness.  W pracy trenera najbardziej cieszy mnie kontakt z ludźmi oraz wspólna droga do osiągnięcia celu podopiecznego. Jednym z aspektów współpracy i zarazem kluczem do sukcesu jest dieta, która powinna być smaczna, zdrowa i zróżnicowana.

„Co powinnam zjeść przed lub po treningu?”

To jedno z najczęściej pojawiających się pytań. Poniżej przedstawiam propozycję posiłku okołotreningowego, którego przygotowanie zajmie tylko 20 minut :)

Po więcej inspiracji kulinarnych i sportowych zapraszam na mój profil na FB @Sonia Ciastoń Trener Personalny

fot. www.piotrszalanski.pl
fot. www.piotrszalanski.pl

produkty

Składniki:

500 g wątróbki drobiowej

1 średni bakłażan

400g batatów

pęczek pietruszki

pieprz ziołowy

sól himalajska

łyżka oleju kokosowego

kolaz1

 

Najpierw na oleju kokosowym podsmażamy wątróbkę. Potem zmniejszamy ogień i dokładamy pokrojone w kostkę bataty, a następnie bakłażana. Wszystko dusimy pod przykrywką i doprawiamy pieprzem ziołowym do smaku. Na końcu przekładamy wszystko na talerz, doprawiamy szczyptą soli himalajskiej oraz dokładamy pietruszkę.

Smacznego!

final

Słodkie śniadanie Lanberry

Słodkie śniadanie Lanberry

Witajcie kochani czytelnicy!

Dzisiaj w Kuchni Gości wystąpi utalentowana artystka, Lanberry, o której parę słów opowie Wam dziennikarz muzyczny Arkadiusz Kałucki :)

Lanberry, czyli Małgorzata Uściłowska należy do grona tych młodych wokalistek, przed którymi dopiero otwierają się drzwi do rodzimego, muzycznego show-biznesu. Jej pierwszym poważnym krokiem do tego, by móc niebawem stąpać po czerwonym dywanie stał się udział w programie X-Factor. Następnie na rynku pojawiło się nagranie „Podpalimy świat” (2015 r.). Kompozycja została przyjęta przez media z dużym zainteresowaniem. Tu dla młodej wokalistki poprzeczka jeszcze bardziej się podniosła.

Na kolejny zwiastun jej debiutanckiej płyty przyszło nam czekać niemal do końca zimy bieżącego roku, kiedy to do stacji radiowych trafił utwór „Każdy Moment”. Również i tutaj Lanberry otrzymała od słuchaczy pozytywny feedback, co m.in. przyczyniło się do jej udziału w prestiżowym festiwalu Enea Spring Break 2016.

Wiosną 2016 nareszcie ukazała się wyczekiwana, debiutancka płyta pt.: „Lanberry” utrzymana w aktualnie modnych brzmieniach elektronicznych z elementami znanymi z okresu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Trzecim singlowym nagraniem, pilotującym krążek jest utwór „Bunt”.

Przy okazji pragnę dodać, że wydany w minione wakacje utwór „Piątek” nie ma nic wspólnego z debiutanckim krążkiem :)

Tym samym Lanberry dołączyła właśnie do licznego peletonu młodych artystów, mogących pochwalić się debiutancką płytą.

Trzymajmy kciuki, bo konkurencja nie śpi, a czas biegnie jak szalony :)

P.S. Kilka dni temu dotarła do nas wiadomość, że Lanberry zdobyła „złotą płytę” za singiel „Podpalimy świat”. Można? Można :)

Arkadiusz Kałucki (dziennikarz muzyczny POP Radio 92,8 FM)

Słodkie śniadanie Lanberry

Uwielbiam słodkie śniadania, ale staram się, aby były również zdrowe, dlatego bardzo często przyrządzam owsiany omlet z owocami, a do tego, oczywiście, piję moją ukochaną kawę latte, bez której nie wyobrażam sobie początku dnia.

Składniki na omlet:

1 jajko

¾ szklanki płatków owsianych zmieszanych z otrębami żytnimi

łyżka mąki

łyżka miodu

ulubione orzechy

odrobina mleka, np. owsianego

łyżka oleju kokosowego (extra virgin) – do smażenia

Dodatki:

świeże owoce lub jogurt grecki z jagodami

kolaz-1

Płatki owsiane zalewam wodą, najlepiej wrzątkiem i odstawiam na parę minut, aby zmiękły i przestygły. Gdy płatki napęcznieją, odlewam wodę, która pozostała i mieszam je dokładnie z pozostałymi składnikami: otrębami, orzechami, miodem, mąką, mlekiem owsianym i delikatnie ubitym jajkiem. Mleka dodaję tylko odrobinę, aby masa nie była zbyt wodnista.

Następnie rozgrzewam patelnię z olejem kokosowym, który niesamowicie pachnie i nadaje aromat całej potrawie. Wylewam masę i smażę na małym ogniu dokładnie obie strony – i gotowe.

Do tego dodaję ulubione owoce. W moim przypadku – to wszelkiego rodzaju jagody, maliny, jeżyny i inne „berry” :)

Jeszcze jogurt i świeżo zaparzona kawa – i jestem w siódmym niebie.

Smacznego!

Kokosowe curry Agnieszki Lis

Kokosowe curry Agnieszki Lis

Witajcie kochani czytelnicy!

W dzisiejszym wydaniu Kuchni Gości ugotuje dla Was swoje popisowe danie Agnieszka Lis. Dziękujemy jej za przyjęcie zaproszenia i już nie możemy się doczekać dzisiejszej uczty :)

Uwielbiam gotować. I wcale nie stało się to samo. O nie.

Jako młoda dziewczyna (to było strasznie dawno temu) nie miałam czasu na takie du**rele, jak gotowanie. Kończyłam szkołę muzyczną, potem Akademię Muzyczną, ćwiczyłam ciągle i bez opamiętania. A jedzenie? Zawsze było, czym się miałam przejmować.

I chociaż na studia wyjechałam z domu i już nic nie robiło się samo, to jednak radziłam sobie na różne sposoby, wciąż nie czując w tematy kulinarne żadnego zaangażowania.

W końcu wyszłam za mąż. Zdarza się i nie była to w moim przypadku najgorsza decyzja.

Z tym, że kiedy minęły motyle w brzuchu i inne nieziemskie przyjemności związane z posiadaniem na uwięzi ślubnego… okazało się, że jednak moja zupa nie zawsze jest idealna (chociaż, szczęśliwie, nigdy nie była za słona), mięso bywa twardawe (podeszwa to dobre skojarzenie), a zakalec w cieście jest standardem. No dobra, przyznaję się, ostatnio też mi się zdarzył. Pokazowy. Ciasto było zakalcem w całości i nie zawierało w sobie żadnych innych, miękkich części. Na usprawiedliwienie dodam tylko, że zdarzyło mi się to pierwszy raz od kilkunastu lat i już spuszczę zasłonę milczenia na to żenujące wydarzenie.

Wracając do wątku głównego – mój mąż, kiedy już usadowił się w pozycji męża, zaczął wysyłać coraz wyraźniejsze sygnały, że właściwie… hm… to można by… może inaczej jakoś? Ewentualnie do mamusi na obiadek może?

Wkurzyłam się w końcu.

I nauczyłam się gotować.

Proces był bolesny, za to przyniósł nieoczekiwane skutki. Nie wiem, tak naprawdę, czy umiem gotować. Na pewno natomiast – ku swojemu zdumieniu – polubiłam to zajęcie. Po prostu uwielbiam to robić.

I chociaż sama mięso jadam rzadko, to jednak pozostała część rodziny jest mięsożerna, więc i mięsiwo przygotowuję. Nierzadko nawet.

A że idzie jesień, a za nią zima (tfu!, wybaczcie to słowo. Zima jak dla mnie może istnieć, pod warunkiem, że będzie nieustanne 25 stopni na plusie. Inaczej jest przekleństwem), więc niech będzie danie mięsne, rozlewające się w żołądku przyjemnym ciepłem. Sycące i naprawdę bardzo smaczne.

Niestety, jak niemal każde dobre jedzenie, wymaga czasu. Jedzenie lubi, jak się koło niego krzątamy, szczególnie mięsne jedzenie… więc nie proponuję nic na szybko i na zaraz. Dziś przedstawię coś, co musi się długo dusić i pyrkać, napełniając kuchnię i przyległości smakowitym aromatem. Można od razu zrobić tej pyszności więcej – spokojnie można przechowywać danie przez kilka dni. Odgrzewane nawet jest lepsze!

Tak na poważnie – zrobienie tej potrawy nie wymaga tak wiele czasu. Obróbka cieplna za to – tak. Mięso musi się dusić długo, półtorej godziny co najmniej. Ale duszenie nie wymaga stania nad garnkiem.

kolaz-1

To jest przepis wynikający z polskiej praktyki. Z doświadczenia. Nie ma aspiracji do bycia kuchnią typowo indyjską – jest przystosowana do naszych warunków, o czym uprzedzam wszystkich ortodoksów.

I dodam od razu, że trochę się mądrzę w tym przepisie, za co z góry przepraszam. Muszę się także trochę usprawiedliwić – nie jest to wiedza wyniesiona z kursów kulinarnych, tylko codzienne doświadczenie. Więc jak coś komuś nie pasuje – to bardzo proszę pokiwać z politowaniem głową i nie komentować 😉

I jeszcze jedno – ta potrawa zawsze wychodzi.

No i z wrażenia zapomniałam się przedstawić. Nazywam się Agnieszka Lis i jestem pianistką. Nauczycielem muzyki. A chciałabym być pisarką. Wydałam na razie trzy powieści: „Jutro będzie normalnie”, „Samotność we dwoje”, i „Pozytywkę”. Czwarta powieść jest w drodze. W żadnej z nich nie gotuję, nic a nic. Może trzeba będzie to zmienić.

produkty-kolaz

KOKOSOWE CURRY Z WOŁOWINĄ

1 kg łopatki wołowej pokrojonej na mniejsze kawałki – może też być inny rodzaj wołowiny. Na gulasz i potrawy gulaszopodobne nadaje się na przykład ligawa – mięso chude i dosyć twarde, które kompletnie nie sprawdza się w pieczeniu czy smażeniu, za to właśnie długie duszenie znakomicie mu służy. Możemy oczywiście wybrać opcje de lux – wtedy polędwica wołowa będzie jak znalazł, chociaż jak akurat polędwicę przeznaczyłabym do smażenia… ale co kto lubi 😉

2 łyżki tajskiej żółtej pasty curry (w razie nieposiadania pasty może także być curry w proszku, lub też pasta zielona lub czerwona), wedle smaku, upodobania i stanu posiadania

400 ml mleczka kokosowego – koniecznie! To właśnie mleczko powoduje, że gulasz ma taki przyjazny, ciepły aromat. Zgadzam się, te przymiotniki nie są w swoim podstawowym znaczeniu kulinarne, jednak bardzo dobrze opisują to konkretne danie. W kwestii przymiotników na pewno każdy z gotujących będzie miał swoje zdanie, i dobrze.

Przy tej okazji jeszcze jeden komentarz. Oczywiste jest, że czym krótszy skład produktu używanego do gotowania – tym lepiej. Szukałam mleczka kokosowego bez dodatków… długo. Ostatecznie znalazłam takie, które w składzie ma tylko ekstrakt z kokosa i wodę. Wydaje mi się najlepsze… ale gdyby ktoś znalazł lepsze, to proszę o donos. Donosik. Gdzie można kupić 😉

kolaz1

500 ml bulionu wołowego – może być z kostki. Ja często dodaję sos, który zostaje mi po pieczeniu (innego) mięsa.

4 łyżki świeżo posiekanego imbiru (ewentualnie pasty imbirowej)

3 ząbki czosnku pokrojonego w plasterki (lub przeciśniętego przez praskę)

2 średniej wielkości, pokrojone cebule (w grubą kostkę)

2 łyżki sosu ostrygowego lub innego rybnego (opcjonalnie)

2 łyżki cukru palmowego (lub po prostu zwykłego, a co tam. Lub jakiegokolwiek innego słodkiego zamiennika. Tylko pamiętać trzeba o proporcjach. Kiedy pierwszy raz użyłam w kuchni stewii nie doczytałam, że jest trzy razy bardziej słodka od cukru. Użyłam jej akurat w tym przepisie, pewnie dlatego mi się to przypomniało. Curry wyszło… cukierkowe. Rodzina patrzyła dziwnie)

Sól i pieprz do smaku

2 łyżki uprażonych orzeszków ziemnych

1 papryczka chilli, drobno posiekana – dla chętnych. Ja tej ostatniej przyprawy nigdy nie dodaję, wolę łagodnie rozlewający się smak kokosu z imbirem. Wszystko jednak zależy od preferencji.

Pastę curry i mleczko kokosowe wymieszaj, gotuj na wolnym ogniu w dużym rondlu przez 5 minut. Na patelni rozgrzej 2 łyżki oleju, obsmaż wołowinę (koniecznie! Jeśli ktoś nie wie – krótkie obsmażenie powoduje, że potem sok nie wycieka z mięsa, pozostaje ono miękkie i soczyste) wrzuć mięso do curry i zalej ciepłym bulionem. Dodaj imbir, czosnek, cebule, sos rybny i cukier. Ewentualnie sól i pieprz (z tym ostatnim ostrożnie – curry samo w sobie jest pikantną mieszanką przypraw). Gotuj na wolnym ogniu pod przykryciem ok. 1,5 – 2 godzin. Mięso powinno być miękkie. Podawaj z orzeszkami i papryczką chilli (dla chętnych).

I oczywiście z ryżem. Przy czym zachęcam do ryżu pełnoziarnistego, lub brązowego, czerwonego, czarnego… Gotuje się je dłużej (dobre jedzenie wymaga czasu, pisałam już o tym?), ale biały ryż jest niemal zupełnie pozbawiony wartości odżywczych. I polecam ryż na wagę, ten z torebek różni się tylko tym, że jest w torebce… droższy i niepotrzebnie gotujemy go razem plastikiem, który nawet jeśli jest przystosowany do gotowania w celach spożywczych, to jednak można się bez niego bez bólu obejść. Często też ryż w torebce jest wstępnie obrobiony, tzw. parabolied, czyli wartości odżywcze poszły już w nim… na spacer.

Najprostszy sposób gotowania ryżu – jak makaron. Wrzucacie na wrzątek, gotujecie do miękkości (w zależności od gatunku ryżu, te pełnoziarniste pół godziny lub dłużej) i odlewacie na sicie. Bez zabawy w poduszki i inne ubranka dla garnka z ryżem.

Upsss. Napisałam się… ale teraz Wy się nagotujecie. I z całą pewnością będzie to dobre gotowanie, takie z sercem i dobrymi myślami. Bo gotuje się sercem, wiedzieliście o tym?

final1

 

Makaron z ciecierzycą Anity Stokłosy

Makaron z ciecierzycą Anity Stokłosy

Kochani czytelnicy!

W dzisiejszym wydaniu Kuchni Gości serdecznie witamy Anicettę, czyli projektantkę mini ubrań dla mini modelek :)

Kuchnia należy do Ciebie Anicetto :)

Nazywam się Anita Stokłosa; absolwentka Edukacji Artystycznych Sztuk Plastycznych na Uniwersytecie Śląskim w Cieszynie; z zamiłowania – fotograf, z pasji – krawcowa kilkucentymetrowych ubrań dla lalek kolekcjonerskich.  W świecie lalkowym jestem bardziej znana jako Anicetta.

Prywatnie mama Magdy i Marty. O sobie mówię rzadko i niechętnie. Wolę wyrażać siebie poprzez swoje prace. To w nich precyzyjnie odbijam otaczającą nas rzeczywistość. Fascynację miniaturą odkryłam w sobie kilka lat temu. Z czasem to silne zaangażowanie przerodziło się w pasję tworzenia, a później w unikatową sztukę szycia miniaturowych ubrań dla lalek.

Kolekcja moich małych modelek liczy dziś ponad 300 egzemplarzy (głównie Mattel, ale są też lalki Fashion Royalty i Tonner). Można znaleźć kilka – jedynych w swoim rodzaju – OOAK (One of a Kind). Mają nowy makijaż, nowe ułożenie rąk, nową fryzurę. Każda z nich posiada własną, zaprojektowaną i uszytą przeze mnie, niepowtarzalną kreację.

Więcej o mnie przeczytacie na mojej stronie internetowej.

Znajdziecie mnie również na Facebooku.

kolaz2

A teraz obiecany przepis :)

MAKARON Z CIECIERZYCĄ

produkty

Składniki:

100 – 150 g makaronu

250 g uprzednio namoczonej i ugotowanej cieciorki (ciecierzycy)

2-3 czerwone papryki, pokrojone w paski

1 cebula

1 ząbek czosnku

Kilka łyżek dobrego sosu paprykowego (ja dostałam słoiczek od kolegi Piotra) :)

Przyprawy:

sól, pieprz, majeranek, kumin, listek laurowy, ziele angielskie

kolaz1

Nie jestem zwolennikiem puszkowanego jedzenia, więc cieciorkę moczę i gotuję al dente wraz z listkiem laurowym i zielem angielskim. Makaron gotuję według zaleceń producenta. Kształt dowolny, ale moim zdaniem, świderki najlepiej pasują. Wolę, gdy jest więcej cieciorki niż makaronu, choć potrawę można przygotować również w odwrotnych proporcjach, jeśli ktoś bardziej lubi makaron.

Paprykę, cebulę i czosnek podsmażam aż zmiękną. Dodaję cieciorkę i makaron. Następnie wszystko mieszam razem i doprawiam sosem paprykowym oraz przyprawami. Duszę przez kilkanaście minut. Gotowe :)

Przed podaniem, posypuję zieloną pietruszką. Można serwować jako danie wegetariańskie albo mięsne, dodając kawałki ulubionego mięsa. Ja chętnie dorzucam jeszcze, podsmażone kawałki świeżej cukinii. Zamiast papryki i sosu paprykowego można użyć pomidorów i sosu pomidorowego.

Smacznego :)

final

Polędwiczki w sosie śliwkowym Ewy Bauer

Polędwiczki w sosie śliwkowym Ewy Bauer

Witajcie kochani czytelnicy!

W dzisiejszym wydaniu Kuchni Gości serdeczne witamy Ewę Bauer, która opuściła na chwilę swój literacki świat i postanowiła ugotować dla Was coś pysznego. Rozgość się Ewo :)

Witajcie kochani czytelnicy świetnego bloga :)

Nim zaproszę Was na ucztę, chciałam opowiedzieć kilka słów o sobie, ale właściwie nie wiem, co powiedzieć. To takie trudne…

Jestem autorką trzech powieści obyczajowych („W nadziei na lepsze jutro”, „Kruchość jutra”, „Kurhanek Maryli”) i kilku opowiadań w różnych antologiach. Piszę to, co mi w duszy gra. Poruszam trochę trudnych tematów, problemów,
o których – wydaje mi się – wciąż mówi się za mało. Aktualnie mierzę się z kolejnym, dosyć trudnym zagadnieniem, dlatego trzymajcie kciuki, żebym nie poległa 😉
Ok. Więcej o mnie i moich książkach możecie poczytać na stronie autorskiej albo na fanpage’u, na który serdecznie zapraszam.

kolaz-2

A teraz zapraszam na polędwiczki w sosie śliwkowym. W końcu rozpoczął się sezon na te pyszne owoce.

prod1

Składniki na 4 porcje: 1

ok. 1/2 kg polędwiczki wieprzowej
ser Camembert
tymianek
odrobina masła i oliwy

Składniki na sos:
ok. 300 g śliwek
1 łyżka soku z cytryny
2 łyżki sosu sojowego
1 łyżka miodu
1/2 łyżeczki mielonego cynamonu
1/3 łyżeczki mielonego kardamonu
1/3 łyżeczki pieprzu cayenne
sól, pieprz

Polędwiczkę kroję na ok. 2 cm grubości kawałki. Końcówki zawsze odkrawam i robię z nich kotleciki dla najmłodszego syna, bo on jeszcze nie rozsmakował się w tej potrawie. Pokrojone porcje rozbijam tłuczkiem, tak jak kotlety schabowe. Solę i pieprzę. Następnie, na środku każdego kawałka mięsa, układam kawałek sera Camembert i posypuję tymiankiem. Zwijam w roladki i na wszelki wypadek „zapinam” wykałaczką, żeby nie rozpadły się podczas smażenia. Odkładam na chwilę do lodówki.

kolaz1
Teraz przyszła pora na przygotowanie sosu. Śliwki oczywiście przekrawam i pozbawiam pestek, a resztę składników mieszam ze sobą w miseczce.
Rozgrzewam patelnię i na odrobinie masła i oliwy podsmażam roladki z każdej strony. Nie martwcie się jeśli widać jeszcze, że w środku mięso jest surowe, będą się jeszcze dusić. Kiedy zacznie wyciekać ser to oznaka, że trzeba je natychmiast wyciągnąć.
Gdy roladki są już podsmażone, na tę samą patelnię wrzucam śliwki. A chwilę później dolewam sos. Gdy się zagotuje wkładam do niego roladki. Nie przejmujcie się jeśli zajmują prawie całą powierzchnię i nie widać sosu, zaraz śliwki puszczą sok i płynu będzie pod dostatkiem.
Teraz czas na duszenie. Przykrywam patelnię i zostawiam na kilka minut.
Jeśli sos jest zbyt wodnisty, można zaprawić go odrobiną mąki.
I gotowe. Najlepiej smakuje z wszelkiego rodzaju kaszami. Ja lubię np. z gryczaną albo pęczakiem. Tym razem zrobiłam z kaszą bulgur.

Smak jest wyraźny i dla niektórych może wydać się szokujący, z pewnością jednak znajdzie swoich wielbicieli. U nas w domu to danie pojawia się dość często.
Smacznego! A! Nie zapomnijcie wyciągnąć wykałaczek, bo kolor mają identyczny jak mięso w sosie.

final2

Śniadanie mistrzów Mariusza Stańczuka

Śniadanie mistrzów Mariusza Stańczuka

Witajcie kochani czytelnicy!

W dzisiejszym wydaniu Kuchni Gości przygotuje Wam śniadanie, osobiście i własnoręcznie, Mistrz Świata w wioślarstwie – Mariusz Stańczuk. Bardzo się cieszymy, że w przerwie trzymania wioseł chwycił za nóż i widelec, i specjalnie dla Świeżo Napisane przygotował swoje ulubione danie.
No to oddajemy Mariuszowi głos, niech się Wam sam ładnie przedstawi :)

(STROKE) ROBERT SYCZ & (BOW) MARIUSZ STANCZUK (BOTH POLAND) COMPETE AT LIGHTWEIGHT MEN'S DOUBLE SCULLS DURING FISA ROWING WORLD CUP ON RED LAKE IN LUCERNE, SWITZERLAND. LUCERNE , SWITZERLAND , JULY 10, 2009 ( PHOTO BY ADAM NURKIEWICZ / MEDIASPORT ) PICTURE ALSO AVAIBLE IN RAW OR TIFF FORMAT ON SPECIAL REQUEST.

Od czternastego roku życia trenowałem wioślarstwo i po kilku latach zmagań z wymagającym wysiłkiem podczas treningów, udało mi  się wywalczyć miejsce w Reprezentacji Polski. Podczas dziesięcioletniego okresu reprezentowania barw biało-czerwonych, kilkakrotnie stawałem na podium Pucharów Świata oraz Mistrzostw Świata. Najwyższym sukcesem był złoty medal Mistrzostw Świata, wywalczony w konkurencji czwórek podwójnych wagi lekkiej.

Czas  wolny spędzam aktywnie wraz z żoną Agatą, m.in.  na wycieczkach rowerowych w okolicach Krakowa, jak również wędrówkach po polskich Tatrach.
Aktualnie pracuję w w Krakowie jako trener personalny oraz instruktor zajęć grupowych (indoor cycling, zajęciach biegowych, ogólnorozwojowych oraz rozciągających). W pracy przekazuję swoje zamiłowanie do sportu każdemu chętnemu słuchaczowi, doradzając również w sposobie odżywiania się. Według mnie, im prościej,  tym  zdrowiej, dlatego preferuję produkty naturalne i mało przetworzone

Dziś, specjalnie dla bloga Świeżo Napisane przygotowałem mój przepis numer jeden z okresu przygotowań do kwalifikacji w Rio de Janeiro.

Co powiecie na omlet kakaowo-owsiany z serkiem wiejskim? :)

Poniżej skład (całość ok. 500 kcal)

SONY DSC

Jaja kurze 120g

Płatki owsiane 30g

Serek wiejski lekki  150g

Banan 1szt

Kakao z wiatrakiem jedna czubata łyżka

Miód pszczeli 2 łyżeczki

Oliwa do smażenia płaska łyżka

 

Sposób przygotowania:

SONY DSC

Płatki zalewamy wrzącą wodą i na chwilę odstawiamy, potem dodajemy kakao i mieszamy do jego rozpuszczenia, następnie dodajemy jajka i również mieszamy. Podgrzewamy patelnię, dodajemy łyżkę oliwy i na rozgrzaną już patelnię wylewamy jajka z płatkami i kakao. Co jakiś czas kontrolujemy czy nie przywiera, następnie przewracamy omlet na drugą stronę. Usmażony omlet przekładamy na talerz, nakładamy na wierzch serek wiejski, następnie pokrojone banany i całość polewamy miodem.

Właśnie tym posiłkiem często zaczynaliśmy dzień w okresie przygotowań do zawodów. Duuużo białek i wartościowych węglowodanów oraz tłuszczów :) Wielkie bogactwo błonnika :)
Idealna bomba energetyczna na długotrwały trening :)

Smacznego!

Lody orzechowe Ani Zych

Lody orzechowe Ani Zych

Witajcie w kuchni gości!

Dzisiaj swoim ulubionym przepisem podzieli się z Wami Ania Zych. Będzie słodko i smacznie. Witamy Anię serdecznie w naszych skromnych progach i oddajemy ją w ręce naszych drogich czytelników :)

Witajcie, mam na imię Ania Zych i jestem mamą dwójki cudownych szkrabów. Poza obowiązkami, jakie niesie ze sobą macierzyństwo, spełniam się zawodowo jako trener personalny oraz instruktor fitness. Przez ostatnie lata jestem pochłonięta pomocą innym w poprawie jakości życia, poprzez aktywność fizyczną oraz zmianę nawyków i odpowiednie żywienie.  Jako mama staram się na co dzień, aby moje dzieci jadły dobrze zbilansowane i skomponowane posiłki. Jestem ogromnym łasuchem, dlatego też nieustannie szukam zamienników smacznych, słodkich potraw i deserów które bez szkody na naszym zdrowiu i sylwetce możemy jeść nawet codziennie. Tak też było z lodami, bo kto z nas nie kocha lodów? :)  

Moje dzieci oraz mąż są nimi zachwyceni. Lody są tak proste w przygotowaniu, ze można je robić z łatwością każdego dnia.

 

Lody orzechowe

kolaz1

Składniki na ok 3 porcje

3 dojrzałe banany ( będą słodsze i nie wymagają dodatkowych słodzików )

masło orzechowe dobrej jakości, najlepiej 100% z orzechów (ja swoje kupiłam w Auchan w dziale ze zdrową żywnością)

opcjonalnie: ksylitol, erytrytol, lub stevia do dosłodzenia

Będzie potrzebny:

mocny blender, taki który może kruszyć lód

foremki do lodów

kolaz2

Przygotowanie:

Banany obrałam i pokroiłam w plasterki, następnie włożyłam do torebeczki i wsadziłam do zamrażarki na min 2-3 h. Banany mają być całkowicie zamrożone. Dzięki temu podczas blendowania masa będzie gadka i bez lodowych grudek.

Zamrożone banany wrzucamy do blendera i miksujemy kilka sekund, po czym dodajemy 3 łyżki masła orzechowego i ponownie blendujemy przez kilka sekund.

kolaz3

Proces należy kontrolować. Masa ma być dość twarda, zbita i gładka. Pamiętajcie aby nie blendować za długo bo zrobi nam się shake i wtedy będzie potrzebne ponowne mrożenie.

Lody można od razu podać w pucharku i się nimi rozkoszować.

Drugą opcją jest przełożenie masy do foremek i ponowne zamrożenie.  Po upływie kilku godzin mamy gotowe lody na patyku. Gwarantuję, że dzieci będą zachwycone :)

kolaz4

Wegański sernik Kasi Hordyniec

Wegański sernik Kasi Hordyniec

Witajcie kochani czytelnicy!

Dzisiaj odwiedziła nas Kasia Hordyniec, autorka książki „Poza czasem szukaj”. Ma dla Was przepis na sernik jaglany napisany tak, że można boki zrywać 😀
Okazuje się, że w dzisiejszym wydaniu „Kuchni gości” przepis schodzi na dalszy plan. Najpierw się Wam jednak Kasia ładnie przedstawi.  Oddajemy jej głos :)

Jestem autorką powieści “Poza czasem szukaj” wydanej w tym roku przez Prószyńskiego i Ska. Od czternastu lat mieszkam w Donegalu, na północy republiki Irlandii. Pochodzę z Koszalina, ale mieszkałam też kilka lat w Warszawie, kolejne kilka w Siedlcach, gdzie zaczynałam w “Tygodniku Siedleckim” jako felietonistka. Potem kontynuowałam pisanie felietonów za granicą dla prasy polonijnej, głównie Tygodnika Polska Gazeta.

W Irlandii mieszkam w najmniej ucywilizowanym regionie, wokoło mam bezludne plaże, bezkresne przestrzenie i wąskie, ale za to prawie puste drogi. I surowy klimat. Wprawdzie są tu tylko dwie pory roku, a właściwie ostatnio jedna w dwóch odmianach – ciepła jesień i deszczowa jesień, więc nie brnę w zaspach i nie topię się w upałach, ale to tylko dobrze brzmi, tak naprawdę to klimat dla twardzieli.

Mam wieczny dylemat, co bardziej kocham – to moje pustkowie, czy twórczą i głośną Warszawę, czy moje rodzinne miasto Koszalin, a może Siedlce, gdzie też zostawiłam serce? Rzecz w tym, że gdziekolwiek nie zakotwiczę, nieważne, czy planuję tam być tylko na kilka lat, czy na całe życie, znajduję swoje ścieżki, ukochane miejsca, a wraz z tym wspaniałych ludzi, którzy po jakimś czasie stają mi się bliscy. I tak to już będzie – wieczna tęsknota, wieczne rozdarcie.

Powieść “Poza czasem szukaj” po części powstała z powodu takiej właśnie tęsknoty nie do opanowania. Opisywana w niej Warszawa, zdarzenia w tle, uliczki, knajpki, targi książki – wszędzie tam byłam, doświadczyłam, dokładnie w tym czasie, łatwo się zorientować kiedy, gdyż rozdziały stanowią kolejne dni maja 2014 roku.

Mam nadzieję, że zainteresuje Was historia Leny i Jula. Zapraszam do lektury i na moją stronę autorską.

kolaż2

A teraz obiecany przepis:

Wegański sernik jaglany

Po powrocie z Polski, gdzie promowałam swoją powieść, postanowiłam oczyścić organizm dietą wegańską do tego bezglutenową. Dostałam książkę żony słynnego kucharza, która promuje taką dietę po czterdziestce, a że ja już zaglądam w oczy pięćdziesiątce, pomyślałam, że to po prostu już ostatni moment, potem to już tytuł będzie nieaktualny. I ja nieaktualnie do oczyszczenia, czytaj odchudzenia, bo o to mi głownie chodziło.
Tylko jest jeden problem z takimi dietami, gdyż jestem strasznie słodko zębiasta i lubię ciasta (wychodzi na to, że na dodatek jestem poetką, wielbicielką rymów częstochowskich).
Najpierw próbowałam tę potrzebę ignorować, ale jak dostałam na łeb z rozpaczy, że nic tylko szczaw i szczaw przeplatany szpinakiem, ani chleba (uwielbiam), ani makaronu (od biedy taki z truskawkami załatwiłby sprawę), ani kurde w ogóle nic. Za to kaszy i ziemniaków aż nadto (zresztą pewnie i z tego powodu nie schudłam, taka przestroga na rzucających się na diety wegańskie z przyczyn nie etycznych, a dietetycznych właśnie).
Życzliwe dusze na FB podrzuciły mi w tym kryzysie pomysł na wegański sernik jaglany. Sernik bez sera, nadużycie, nie uważacie? Jestem wielbicielką serników wszelkich, stąd moje oburzenie.
No, ale ten jaglany też dobry i faktycznie taki udaje, jeśli ktoś jest beznabiałowy, nadaje się na ciasto na każdą okazję. Przepis jest zaczerpnięty z z fantastycznego bloga wegańskiego Ervegan.

Składniki na formę 15 cm
spód:
1 szklanka migdałów
ok. 5–7 sztuk suszonych daktyli
2 łyżki tahini (lub masła orzechowego)
1 łyżka wody
1 łyżka kakao (opcjonalnie)
1 łyżka oleju kokosowego (opcjonalnie)
masa:
½ szklanki suchej kaszy jaglanej (100 g)
50 ml syropu z agawy (a nawet mniej, gdyż „karmel” jest już wystarczająco słodki)
¾ soku z 1 cytryny
½ szklanki orzechów nerkowca namoczonych przez noc lub kilka godzin
góra:
szklanka suszonych daktyli (około 25 sztuk)
2 łyżki masła orzechowego
dodatki:
orzeszki, wiórki czekoladowe

1. Spód
Daktyle namocz we wrzątku przez 5 minut, a migdały zmiel na grube wióry (malakser, młynek). Namoczone daktyle zmiksuj na gładką pastę i połącz z migdałami, dodaj tahini i ewentualnie wody, aby masa się skleiła. Na wyłożoną folią spożywczą blachę wysyp migdałowy spód i ugnieć palcami. Odłóż do lodówki do schłodzenia.
2. Masa
Kaszę jaglaną przepłucz, następnie zalej około 2 szklankami wody (objętość kaszy do wody około 1 : 3,5–4) i gotuj na wolnym ogniu przez około 20 minut, aż kasza wchłonie całą wodę i mocno się rozklei, będzie bulgotać i pryskać (pod koniec można przykryć pokrywką).
2 łyżki kaszy jaglanej dodaj do namoczonych nerkowców i mocno je zblenduj na gładką masę, następnie dodaj do pozostałej kaszy i zblenduj wszystko na gładką masę, wlewając syrop z agawy (stopniowo) oraz sok z cytryny.
UWAGA: masa nie może być zbyt słodka, gdyż spód i polewa ciasta już są wystarczająco słodkie. Poprawne ugotowanie kaszy jest kluczowe, jeśli chodzi o zastygnięcie kaszy jako masy „serowej”; podczas miksowania będzie zasychać już na krawędziach garnka. Masę wylej na schłodzony wcześniej spód, przykryj folią aluminiową, by nie wyschła, i odstaw do ostygnięcia na noc.
3. Góra
Daktyle zalej wrzątkiem i mocz przez około 15 minut, następnie przełóż do naczynia blendera bądź malaksera i zmiksuj na gładką masę razem z masłem orzechowym. Możesz ewentualnie dodać wody pozostałej po moczeniu daktyli – aż do uzyskania pożądanej konsystencji (ja lubię, gdy się lekko klei).
Masę karmelową rozsmaruj na masie „serowej”, posyp solonymi orzeszkami i wiórkami czekoladowymi. Gotowe! Zajadaj, popijając dobrą kawą.

 

produkty
Nie będę udawać, że mój rodzinny, bo w mojej rodzinie to jaja na kopy, masło na kilogramy oraz cukier na tony. Takie pokolenie. Wszystkiego uczę się od zera na starość. Na co mi przyszło?
Opiszę tutaj tylko moje wrażenia z przygotowywania tego cuda techniki kulinarnej, czyli coś bez czegoś, co się nazywa jak to coś, czego nie ma, ale i tak smaczne, chociaż z czegoś, co zupełnie nie wygląda, że tam jest.
Nie wiem, czy to fakt, że przygotowanie dotyczyło zupełnie czegoś mi nieznanego wcześniej, czy po prostu stres debiutanta, ale burdel zrobiłam w kuchni taki, jakbym walczyła ze złodziejami dzieł sztuki, którzy pomylili domy i mają nadzieję na oryginał Młodzieńca Rafaela Santi. Byłam wymazana różnymi maziami również też. Poza tym miałam nadzieję na wtranżolenie połowy tego, co przygotowałam, przypominam, że byłam w histerii kulinarnej spowodowanej odstawieniem wszystkiego oprócz liści, korzeni i kasz, czyli mam usprawiedliwienie.  Okazało się, że najpierw muszę namoczyć orzechy nerkowca przez noc, można zalać wrzątkiem i wtedy zajmuje to godzinę góra dwie, ale kto to wiedział wtedy? W każdym razie nie ja. Potem – porzuć wszelkie nadzieje dzieweczko – nawet, jeśli we wrzątku te orzechy, to i tak „sernik” musi stać przez noc w lodówce, żeby się ściął. Nie wiem, skąd wzięłam siły na to, żeby nie wyjeść miękkiego gluta, tyle, że słodkiego.

kolaż1
W każdym razie doczekałam „jutra”. Brzmi trochę katastroficznie, co najmniej jakbym z Keanu Reevsem latała po Matrixie przez noc, i powiem Wam, że to warte każdego zachodu z mieleniem, ucieraniem, moczeniem, czekaniem – to coś niby z polewą „całkiem jak karmel”, jest rewelacyjne i zdrowie. Tylko jednego mu brakuje, można powiedzieć, że przy odchudzaniu kluczowa sprawa – nie jest niskokaloryczny. Nie jest nawet średnio kaloryczny. Jest słodki i ma kalorii milion, ale czasem można. A jak nie można, proszę mi tego absolutnie nie mówić.

20160627_201053

Na koniec mamy dla Was niespodziankę, czyli fragment powieści Kasi, osobiście przez nią i dla Was wybrany. Życzymy Wam miłej lektury :)

„Poza czasem szukaj”

– Juliusz, ten drugi mężczyzna, też jest ekonomistą. – Ledwie to powiedziała, wszystko do niej wróciło, znowu poczuła łzy napływające do oczu.

Kobieta od razu to zauważyła. Podreptała do kuchni, a za chwilę wróciła z dwoma talerzykami, na których pyszniły się ukrojone hojną ręką kawałki sernika.

– Czekałam, aż ci się pierogi uleżą, ale widzę, że potrzebny na już. Też przepis mojej babki, i też dobry na frasunek.

– Pani Michalino, u pani nawet nie można się przyzwoicie rozkleić. Widzę, że muszę przestać przejawiać przy pani oznaki słabości, bo mnie pani utuczy na amen.

– Jesteś, dziecko, akurat taka, jak trzeba. Nie grozi ci to, a już na pewno nie po jednym serniku. Jak znam życie, jutro pognasz do siłowni to wszystko spalić.

– Zaskoczę panią, nie chodzę do siłowni, nie biegam, nie ćwiczę, dlatego jestem taka niedoskonała.

– Co też ty mówisz, dziewczyno, jesteś taka apetyczna. Zresztą, co ja cię będę przekonywać, mnie i tak nie uwierzysz. Ale, ale, ja chyba widziałam tego twojego Juliusza. Czy nie on czekał na ciebie dzisiaj rano? Taki postawny mężczyzna, szpakowaty. Wybacz, kochaneczko, tę uwagę, ale za młody to on nie był. Wracałam akurat z kościoła i zwrócił moją uwagę, bo ja tu pięćdziesiąt lat mieszkam i znam wszystkich, a jego jeszcze nie widziałam.

– Pani Michalino, w tym rzecz, że on taki inny, dojrzały, dlatego nie spodziewałam się od niego takiego obrotu spraw. Zaskoczyło mnie, że najpierw jeden komunikat, a potem zupełnie inny, radykalna zmiana.

– Wybacz, że to mówię, ale jesteś pewna, że dobrze go zrozumiałaś? Bo trzeba ci wiedzieć, że większość nieporozumień bierze się z braku komunikacji. Nieważne bowiem jest, co powiedziała osoba A do osoby B, ale co osoba B zrozumiała z tego, co powiedziała osoba A. Intencje mogą być inne, a odbiór inny. Stąd moje pytanie.

– Jestem pewna, ale żeby to wytłumaczyć, musiałabym się do czegoś przyznać, a trochę mi wstyd.

– Jeśli boisz się, że mnie czymś zgorszysz, to przypominam ci, że mam ponad osiemdziesiąt lat i będzie ci trudno. Jeśli to ci rozjaśni sprawę i pomoże, to wal śmiało.

Lena roześmiała się głośno, język starszej pani był nader młodzieżowy jak na jej wiek. Powiedziała jej o tym.

– A bo widzisz, kochaneczko, przez wiele lat udzielałam się w takiej piwnicy, którą prowadzili młodzi psycholodzy dla trudnej młodzieży. Uczyłam dziewczyny szycia, a właściwie przerabiania ciuchów na takie, żeby były po ich myśli. Jestem krawcową na emeryturze, kiedyś to był zawód, nie to, co teraz. Przychodziły do mnie żony generałów, partyjnych działaczy, szyłam na bale, na rauty. Warszawskie elegantki nie mogły niczego kupić w sklepach, brało się z „Burdy” wykroje i wyczarowywałam im kreacje.

– I to te dziewczyny nauczyły panią tak się wyrażać?

– Jak się siedzi przy stole i dłubie igłą w materiale, patrzy się na ręce, a nie w oczy rozmówcy, to się dużo rozmawia o życiu, o tym, co kogoś boli, bo wtedy łatwiej. One mi się zwierzały, czasem coś poradziłam, czasem tylko chodziło o to, żeby ktoś wysłuchał. A ja słuchać umiem, przecież klientki latami przyjmowałam, przesiadywały u mnie, opowiadały o swoich problemach, między sobą dyskutowały, weszło mi w krew.

– Dobrze, więc wytłumaczę, o co chodzi. Otóż od początku było między nami bardzo mocne przyciąganie, jakby to powiedzieć… – Lena zagryzła wargę.

– Fascynacja seksualna, czy tak? – Pani Michalina pomogła jej wybrnąć.

Lena spojrzała na nią z wdzięcznością.

No dobra, miał być koniec, ale nie możemy sobie darować, by nie przemycić recenzji powieści, która ukazała się na łamach portalu literackiego Fahrenheit :)

 

Truskawkowe kule Karoliny Jarosz

Truskawkowe kule Karoliny Jarosz

Dzisiaj w kuchni gości kolejna ciekawa osoba i kolejny wspaniały przepis. Witamy Cię Karolino serdecznie w naszych skromnych progach. Rozgość się śmiało i gotuj :)

Nazywam się Karolina Jarosz i jestem trenerem personalnym. Najbardziej cieszy mnie widok zadowolonych z siebie, przekraczających swoje granice i odnoszących sukcesy kobiet. I właśnie z myślą o kobietach założyłam studio treningu personalnego You Can. Kształtuję kobiece sylwetki treningami i dietą. Moje podopieczne zgubiły łącznie dziesiątki kilogramów i setki centymetrów w obwodach :)

Uwielbiam zdrową żywność a w wolne chwile spędzam na przygotowywaniu zdrowych potraw i przekąsek.

fot. www.piotrszalanski.pl

 

Energetyczne truskawkowe kule.

Postanowiłam przygotować dla Was orzeźwiające kule, które są doskonałą energetyczną przekąską w trakcie górskich spacerów, rowerowych wycieczek czy do leniwej porannej kawy :)

Bardzo szybkie i proste w przygotowaniu.

produkty

 

Składniki

– 150g nerkowce

– 100g migdały

– 200g suszone morele

– 3 łyżki oleju kokosowego

– 5 łyżek wiórków kokosowych

– 4-6 truskawek

– kilka listków mięty

 

kolaż1

 

Przygotowanie:

Na początku należy zmiksować drobno wszystkie orzechy, następnie dodać morele i zmiksować całość tak by zostały drobne kawałeczki. Do tego najlepiej użyć mocnego blendera lub thermomixa. Rozpuszczamy olej kokosowy i miksujemy z powstałą masą. Truskawki oraz miętę kroimy w małe kawałki, razem z wiórkami kokosowymi delikatnie mieszamy z utworzoną wcześniej masą. Formujemy dowolnej wielkości kule i otaczamy w wiórkach kokosowych. Gotowe kule należy schłodzić przez około godzinę w lodówce.

 

final

Domowa szarlotka Anny Piotrowskiej

Domowa szarlotka Anny Piotrowskiej

Witajcie kochani czytelnicy!

Ponieważ każdy moment jest odpowiedni na porcyjkę domowego ciasta, więc z pewnością z dużym zadowoleniem przeczytacie przepis naszego dzisiejszego gościa. Anna Piotrowska, bo o niej dzisiaj mowa, ma dla Was dzisiaj pachnącą i pyszną szarlotkę.

O sobie nasza dzisiejsza bohaterka mówi tak:

Nazywam się Ania Piotrowska i jestem w miarę młodą, bo trzydziestosiedmioletnią miłośniczką literatury, głównie polskiej, bo „cudze chwalicie a swojego nie znacie” 😉

Pracuję w odnowie biologicznej, odchudzając innych. Sama jednak lubię zjeść coś pysznego, niekoniecznie niskokalorycznego :)

A poniżej obiecany przepis:

DOMOWA SZARLOTKA

Dzień dobry bardzo :)

Autorki bloga zaprosiły mnie na kawkę. Zaszczyt to dla mnie wielki więc zaproszenie chętnie przyjęłam. Ale przecież z pustą ręką w gości się nie chodzi. Nie wypada  😉

Przynoszę więc do kawusi pyyyyyszną szarlotkę ze świeżymi jabłkami. Jest lekka i rozpływa się w ustach.  Jedyny mankament jest taki, że jak postawisz na stole, to momentalnie znika :)

Podczas pieczenia obłędnie pachnie domu jabłkami,  cynamonem i.. wanilią  (ponieważ do ciasta dodaje się cukier waniliowy).

Ale może od początku.

produkty

To są wszystkie składniki potrzebne do zrobienia tego cuda.

5 jajek

3 szklanki mąki

9 dużych jabłek

5 łyżek cukru

1 cukier waniliowy

1,5 łyżeczki proszku do pieczenia

Cynamon

Kostka margaryny

Śmietana (najlepiej zwykła 18%)

 

Obrane jabłka ścieram na tarce o grubych oczkach.

Oddzielam żółtka jajek od białek.

Z pozostałych produktów zagniatam ciasto. Dzielę je na dwie części i wykładam jedną część  rozwałkowaną na blaszkę  (wysmarowaną uprzednio tłuszczem i obsypaną mąką)

Białka ubijam na sztywną pianę z 5 łyżkami cukru. :)

Na ciasto w blaszce wykładam jabłka, posypuję cukrem i cynamonem (wg uznania)

Na to wszystko daję ubitą pianę z białek i przykrywam 2 częścią rozwałkowanego ciasta.  Jeżeli piana ładnie się ubije to ciasto strzępię tak, żeby wyglądało na wierzchu jakby było z kruszonką.

szarlotka2

Całość piekę ok. 1, 15 h w temperaturze 180°C.

Podaję głównie na ciepło z lodami i bitą śmietaną, ale bez tych dodatków smakuje równie wyśmienicie.

Zachęcam do wypróbowania.  Takiej szarlotki jeszcze nie jedliście.

Miłego kucharzenia i smacznego :)

final

 

Pizza z kalafiora Agnieszki Kotei

Pizza z kalafiora Agnieszki Kotei

Dzisiaj gotuje dla Was Agnieszka Koteja, specjalistka od fitnessu i miłośniczka kuchni fit. Ma dla Was dzisiaj coś wyjątkowego :)

O sobie mówi tak:

Cześć, nazywam się Agnieszka Koteja i jestem założycielką studia treningu personalnego i fitness  Active Academy. Posiadam uprawnienia trenera gimnastyki sportowej, jestem certyfikowanym choreografem tańca i doktorantką na AWF w Krakowie. Przede wszystkim jednak jestem trenerką personalną, która w swojej pracy łączy wiedzę i doświadczenie z różnych dziedzin życia.

Na co dzień jestem zapracowaną żoną i szczęśliwą mamą półtorarocznego Kacperka. Już za 4 miesiące nasza rodzina powiększy się o kolejnego łobuza :)

Zajmuję się poprawą jakości życia moich podopiecznych. Staram się dotrzeć do źródła ich problemów i pokazać najlepszą drogę do ich rozwiązania. Osoby, które decydują się na współpracę ze mną mogą liczyć na fachową pomoc zarówno w zakresie poprawy ruchomości stawów, mobilności, ogólnej siły i wytrzymałości jak i poprawy wyglądu sylwetki.

Swoją przygodę z pomaganiem innym zaczęłam od treningów grupowych. Jako instruktorka fitness zauważyłam jak różne cele przyciągają ludzi do klubów fitness. Stwierdziłam, że jedyną efektywną drogą do ich osiągnięcia jest indywidualne podejście, zarówno w zakresie ruchowym jak i duchowym.

Zdrowy styl życia to nie tylko trening, ale również odpowiednie nawyki żywieniowe. Zawsze uczę moich podopiecznych, że najważniejsze to nauczyć się regularnie jeść i tak dobierać posiłki żeby były pełnowartościowe. Często zdrowa dieta kojarzy się z niedoprawionymi, jałowymi potrawami. Staram się pokazać swoim podopiecznym, że wcale nie musi, a wręcz nie powinno tak być. Zdrowe jedzenie powinno być przyjemnością!

13487275_1182928301737609_1647986143_n

Oto jeden z moich ulubionych przepisów :)

 

PIZZA Z KALAFIORA

 

produkty1

Składniki na spód do pizzy:

dwa kalafiory

dwa jajka

szklanka sera typu parmezan lub inny twardy ser – starty na najdrobniejszych oczkach (lub kupiony już starty)

łyżeczka bazylii

łyżeczka oregano

szczypta soli i pieprzu

 

produkty2

Składniki na sos pomidorowy:

puszka pomidorów bez skórki lub passaty

cebula

2-3 ząbki czosnku

łyżeczka oregano

łyżeczka bazylii

sól i pieprz do smaku

łyżka masła klarowanego do smażenia

produkty3

Dodatki do pizzy (możesz dodać swoje ulubione):

cebula

papryka

kukurydza

pieczarki

mozzarella

parmezan (opcjonalnie)

kolaż1

Sos pomidorowy:

Cebulę pokroiłam w kostkę i zeszkliłam na patelni z rozgrzanym masłem klarowanym. Dodałam drobno posiekany czosnek, smażyłam z cebulą 2-3 minuty.

Wlałam na patelnię pomidory z puszki. Dodałam zioła, przyprawy i wymieszałam. Smażyłam bez przykrycia, co jakiś czas mieszając, aż do wyparowania wody.

kolaż2

Podzieliłam kalafior na różyczki (bez twardych części). Rozdrobniłam w mikserze.

W garnku zagotowałam wodę (na ok. 10 cm) i na wrzątek wrzuciłam rozdrobniony kalafior. Po ponownym zagotowaniu wody, zmniejszyłam ogień i gotowałam ok 10 min.

Następnie odcedziłam. Na durszlaku wyłożyłam tetrową pieluchę i na nią wsypałam kalafior. Docisnęłam go łyżką, by puścił nadmiar wody i odstawiłam do przestygnięcia. Kiedy już ostygnął, zwinęłam ściereczkę z kalafiorem w środku i wycisnęłam nadmiar wody.

Odciśnięty kalafior wymieszałam z jajkiem, serem, ziołami i przyprawami.

kolaż3

Dodatki:

Cebulkę pokroiłam i zeszkliłam na maśle klarowanym. Pieczarki obrałam, pokroiłam w kostkę i podsmażyłam z cebulką. Paprykę pokroiłam w kostkę. Kukurydzę odcedziłam. Mozzarellę pokroiłam w bardzo drobną kostkę.

Pieczenie: Rozgrzałam piekarnik do 200 stopni. Na blasze wyłożyłam papier do pieczenia, posmarowałam go masłem klarowanym i wyłożyłam ciasto. Podpiekłam w piekarniku przez ok. 30-35 minut. Po wstępnym pieczeniu rozsmarowałam na cieście sos pomidorowy i resztę dodatków, następnie wstawiłam do piekarnika na ok. 6 minut aż składniki się podgrzeją, a ser rozpuści.

final

Wartość kaloryczna w 100 g:

66 kcal

białko 5,4 g

węglowodany 3 g

tłuszcze 3,2 g

Smacznego życzy Agnieszka Koteja :)

Ps. Znajdziecie mnie również na Facebooku :)

Faszerowane pieczarki Pawła Tomali

Faszerowane pieczarki Pawła Tomali

Witajcie w dzisiejszym wydaniu „Kuchni gości”. Dzisiaj gotuje dla Was Paweł Tomala, który o sobie mówi tak:

Dzięki nostalgicznej tęsknocie do dobrego, swojskiego jedzenia wstąpiłem w szeregi Wędzarniczej Braci na forum wedlinydomowe.pl i realizuję się w zadymionym świecie domowego wyrobu wędlin wytwarzając według tradycyjnych receptur swojskie wyroby. Od kiełbas aż po wędlinki dojrzewające.

Bardzo chętnie i odważnie eksperymentuję w kuchni i nie tylko na niwie przekąsek, bo i większe wyzwania w postaci choćby tortów nie są mnie w stanie wystraszyć.

Lubię klimatyczno-tematycznie przedstawić efekty swoich dokonań masarsko kulinarnych , fotografując je w ciekawie dobrany sposób z dobrze dobranymi dodatkami jak deska, obrus, nóż, czy też wazonik z goździkami  :)

Właśnie te deski stały się jedną z moich ostatnich pasji. Zajmuję się struganiem takich trochę innych od tych typowych do krojenia a bardziej służących do serwowania serów, wędlin i potraw.  Pomysł, który zrodził się z prozaicznej potrzeby wyeksponowania potrawy, obecnie jest bardziej motywowany chęcią pokazania piękna ukrytego w drewnie.

Bardzo chętnie spędzam czas z dala od miejskiego zgiełku w prawie leśnej ciszy zbierając grzyby czy po prostu wpatrując się w horyzont. Lekko zbzikowany na punkcie muzyki zespołu GREGORIAN. Jestem też zapalonym kibicem siatkarskim :)

A teraz obiecany przepis.

Pieczarki faszerowane mięsem mielonym

produkty

 

5 – 6 szt. dużych pieczarek

0,5 kg mięsa mielonego

1 cebula ze szczypiorem

2 ząbki czosnku

1 pomidor

0,5 papryki ( najlepiej użyć górna część , ponieważ jak zostanie trochę farszu to dół też możemy wykorzystać do faszerowania)

natka pietruszki

1 jajko

3 – 4 plasterki sera

olej

bułka tarta

sól

pieprz

kolaż1

Cebulę i szczypior posiekać i zeszklić na oleju, dodać przeciśnięty przez praskę czosnek a następnie mięso mielone i smażyć kilka minut, dodać posiekane nóżki pieczarek.

Całość lekko podsmażyć. Teraz dodajemy pół papryki i pomidora pokrojone w kostkę , doprawiamy solą i pieprzem i dusimy jeszcze chwilę pod przykryciem. Na sam koniec dodajemy posiekaną natkę pietruszki, całość podsmażamy jeszcze chwilę pod przykryciem aby smaki się połączyły i odstawiamy do ostygnięcia .

Do ostudzonego farszu dodajemy jajko, potargane plasterki sera i wszystko mieszamy

Pieczarki bardzo dokładnie oczyściłem ręcznikiem papierowym, nie płukałem żeby nie nasiąkły wodą, ale to zależy od tego jak bardzo są brudne. Ja nie obieram kapeluszy ze skórki, następnie skropione olejem i posypane bułką tartą napełniam farszem i układam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.

Na każdy kapelusik układam jeszcze kawałek sera i kilka wiórków szczypioru :)

 

Wstawiamy do gorącego piekarnika nagrzanego do 180 st. C. Czas pieczenia to jakieś 20 min. Wszystko zależy od wielkości pieczarek. Pieczemy je do momentu gdy się ładnie zarumienią.

I teraz już można jeść :)

Są doskonałe na przekąski, świetnie się komponują smakowo z grzankami. Jak widać u mnie znalazła się jedna faszerowana papryczka. To tak dla lepszej kolorystyki :)

final

Tarta truskawkowa Marzeny Zdeb

Tarta truskawkowa Marzeny Zdeb

Witajcie kochani czytelnicy!

Dzisiaj w dziale Kuchnia Gości prezentujemy słodki przepis w wykonaniu Marzeny, właścicielki firmy M4Deco zajmującej się wyrobem przepięknego rękodzieła użytkowo – ozdobnego. Czego tam nie ma :) Są śliczne koszyczki, osłonki na doniczki, torebki, kosmetyczki, biżuteria i wiele innych prześlicznych przedmiotów. Najlepiej zajrzyjcie osobiście na stronę Marzeny, by się pozachwycać jej talentem.

Marzena o sobie pisze tak:

Od zawsze domatorka, praktykująca od kilkunastu lat z powodzeniem dekorowanie, przestawianie, ustawianie dzieci (sztuk 3), męża, mebli, wazonów i wazoników, obrazków oraz innych niezbędnych bibelotów…

Fanatycznie kupuję oryginalne filiżanki, z których całymi dniami popijam kawę lub zieloną herbatę.

Mam fioła na punkcie folku (w dobrym wydaniu) i oczywiście moich sznurków, z którymi nie rozstaję się nawet na wakacjach… i niestety lubię ładne rzeczy co odbija się na ciągle kurczącym się miejscu w moim domu.

Kuchnia to mój rewir gdzie kreatywnie eksperymentuję, zwłaszcza z pomocą piekarnika, bo wszyscy uwielbiamy słodycze, i staram się przemycić w większości z powodzeniem, zdrowe nowości do naszego jadłospisu :)

A teraz obiecany przepis:

Tarta truskawkowa

Kocham kiwi i truskawki, a że sezon na truskawki rozpoczęty więc upieczemy sobie dzisiaj coś pysznego przy pomocy tych ostatnich :)

DSC_0847

Potrzebne nam będą na ciasto:

– kostka masła

– 2 szklanki mąki z pełnego przemiału

– pół szklanki cukru trzcinowego lub inna dobra słodycz (ksylitol, stewia, miód)

– 1 żółtko

– 1/2 szklanki płatków owsianych

– 2 łyżki płatków migdałowych

– 2 łyżki słonecznika, mielonego siemienia lnianego lub podobnych zdrowych śmieciuszków

Na krem:

– 500 gr mascarpone

– 250 gr jogurtu greckiego

– cukier puder trzcinowy według uznania

– masło i bułka tarta do wysmarowania foremek, do dekoracji płatki migdałowe, gorzka czekolada

– dużo truskawek

kolaż1

Składniki na ciasto wkładamy do dużej miski i szybko zgniatamy. Następnie ciasto wkładamy do lodówki na ok. godzinę lub dłużej. Możemy przygotować je dzień wcześniej lub zamrozić, by mieć co podać gdy niespodziewani goście zapukają w sobotnie popołudnie. Foremki do mini tart lub babeczek smarujemy masłem i posypujemy bułką tartą. Wylepiamy ciastem spód i brzegi.

Ciastka pieczemy w temp. 180 st. przez ok 20 -25 minut aż się zarumienią. Zostawiamy do ostygnięcia w foremkach, ponieważ są bardzo kruche

Wyjmujemy ostrożnie… i połowa pracy za nami. Teraz to przyjemniejsze. Miksujemy mascarpone z jogurtem i cukrem, sprawdzamy czy wystarczająco słodkie.

kolaż2

W mini tartach układamy pokrojone truskawki, przykrywamy warstwą kremu jogurtowego i zdobimy połówkami truskawek, płatkami migdałowymi podpieczonymi na patelni i startą gorzką czekoladą… Zasiadamy na słonecznym tarasie i rozkoszujemy się smakiem lata :)

kolaż3

Smacznego życzy Marzena Zdeb :)

DSC_0057

Chleb bez wyrabiania Hanny Fronczak

Chleb bez wyrabiania Hanny Fronczak

Dzisiaj w rubryce „Kuchnia gości” przedstawiamy Wam Hanię Fronczak, zastępcę redaktora naczelnego portalu literackiego Fahrenheit, która przygotowała dla Was domowy chleb a jako bonus pysznego kartoflaka przez niektórych nazywanego babą ziemniaczaną :)

Nasz dzisiejszy gość mówi o sobie tak:

Hanna Fronczak – z zawodu nazgul ortografii, z zamiłowania kociara. Ciągle coś redaguje albo pisze, napisała nawet jakieś opowiadania i dwie książki (“Od nowiu do pełni” i “Podróż do tyłu”), chyba nawet coś dłubie dalej. Jeśli nie ma nic do redagowania albo pisania, to gotuje. Albo mizia koty.

kolaż koty

A poniżej dwa obiecane przepisy.

 

CHLEB BEZ WYRABIANIA

produkty

1 kg mąki pszennej typ 650

1 szklanka pełnoziarnistej mąki żytniej lub pszennej typ 2000

2 łyżeczki soli

2 czubate łyżeczki cukru

1 litr i 1/3 szklanki przegotowanej wody o temperaturze ciała

2/3 kostki drożdży

tłuszcz do formy

kolaz

Mąkę pszenną przesiać do miski, wymieszać z mąką pełnoziarnistą. Dodać sól i cukier. W wodzie rozpuść drożdże, wlać do mieszanki mącznej, wymieszać ręką, aż składniki się połączą. Odstawić w ciepłe miejsce, niech wyrośnie dwukrotnie.

Formy (ja używam dwóch keksówek o długości 40 i 31 cm, na tę ilość ciasta są w sam raz) natłuścić, nałożyć ciasto, odstawić, niech wyrośnie ok. 1 cm od górnej krawędzi foremki. Wstawić do piekarnika nagrzanego do temp. 200st. Piec 60 min.

final

KARTOFLAK:

produkty

3 kg kartofli
40 dag tłustego wędzonego boczku
2 cebule
1/2 szklanki kaszy manny
łyżeczka czosnku granulowanego lub 3 ząbki czosnku

łyżeczka soli
ulubiona przyprawa ziołowa
3 jajka

kolaż

Kartofelki obrać, zetrzeć na drobniejszej tarce jarzynowej. Boczek pokroić w kosteczkę, wytopić na patelni. Cebulkę obrać, ciach w kosteczkę, dodać do boczku na patelni, zeszklić, ostudzić. Dodać do kartofli razem kaszą manną i przyprawą ziołową (ja używam uniwersalnej mieszanki mojej mamy, składającej się z suszonych liści mięty, szałwii, selera i lubczyku, ale doskonale sprawdzają się zioła prowansalskie).

Dodać jajka, sól, czosnek granulowany lub świeży (przeciśnięty przez praskę), wszystko wymieszać ręką. Uzyskaną nieapetyczną szarawą breję wylać do dużej blachy wyłożonej papierem do pieczenia, piec ok. 2 godz. w 180-200st.C. Zjeść.

final

Duszone żeberka Ewy Sołtysiak

Duszone żeberka Ewy Sołtysiak

Witajcie kochani w naszej kuchni gości!

Spieszymy Wam donieść, że nasza nowa rubryka spotkała się z niesłychanym oddźwiękiem :) Cieszy nas to bardzo, bo od początku miałyśmy zamysł, żebyście tworzyli tę stronę wraz z nami. 

Dzisiaj przedstawiamy Ewę Sołtysiak, która o sobie pisze tak:

Zwariowana 50-tka, namiętna czytelniczka i dziergaczka.

Zawód wyuczony dawno zapomniany/brak paktyki/ za to od lat – dziestu związana z turystyką.

Za dużo szczegółów na temat pracy, to bym nie chciała podawać, bo tu różni ludzie bywają a nie wszystkich mam ochotę wtajemniczać :)

Poza tym matka dorosłej, fantastycznej córki, studentki UW. Wolne chwile spędzam na czytaniu i planowaniu kolejnych robótek ręcznych, spacerach z psem i marzeniach :)

 

A teraz przepisy Ewy na pyszne duszone żeberka.

 

Mili Państwo,

Chciałabym podzielić się z Wami moim przepisem na żeberka.

Danie niezbyt skomplikowane a smaczne :)

Większość składników mamy zazwyczaj w domu, wystarczy zatem nabyć drogą kupna główny element przepisu czyli żeberka. Ja preferuję wieprzowe, raczej chude i wąskie…Uwierzcie takie są najsmaczniejsze.

Poza tym przyda nam się dodatkowo:

-1-2 cebule

– ćwierć kilograma pieczarek

– olej lub oliwa do podsmażenia

– garść vegety, sól, pieprz, listek laurowy, szczypta papryki słodkiej i tyle samo ostrej oraz spora garść oregano i 1 kostka grzybowa Winiary

Tu się przyznam, ze jestem maniaczką i do każdej potrawy (z wyjątkiem słodkości) dodaję listki laurowe i oregano w dużych ilościach 😉

Przyda nam się także patelnia i garnek.

kolaż1

 

Gotowi? To do dzieła:

Umyte i osuszone mięso kroję na wąskie kawałki wzdłuż kostek. Oprószam mieszanką przypraw i smażę na patelni, na małym ogniu. Z obu stron, aż się zrumienią.

Następnie przekładam do garnka z gotującą się wodą. Wrzucam kostkę grzybową i listek laurowy.

Cebulę kroję na średnie kawałki, nie musimy się specjalnie starać. Jeśli ktoś woli, mogą to być szersze krążki. Podsmażam na patelni, na niewielkiej ilości oliwy/oleju

Umyte i osuszone pieczarki kroję na kawałki i również podsmażam na patelni

Wszystkie podsmażone składniki przekładam do garnka z mięsem i duszę na małym ogniu około 30-40 minut.

Sos naturalnie jest dość rzadki, jednak można go zagęścić odrobiną mąki zmiksowaną z wywarem z mięsa. Trzeba tylko uważać, żeby się nie zrobiły grudki.

 

Gotowe danie można podawać z gotowanymi ziemniakami/kaszą/makaronem – czyli co kto lubi :)

Do tego podałabym surówkę z marchewki startej z jabłkiem :)

final

 

Smacznego!

Bigos z cukinii Marty Januszewskiej

Bigos z cukinii Marty Januszewskiej

Drodzy czytelnicy!

Witamy Was serdecznie w nowej rubryce o wdzięcznej nazwie „Kuchnia gości”. Zaprosiłyśmy do współpracy przy jej tworzeniu wielu wspaniałych gości, którzy przygotują dla Was swoje ulubione dania.

Dzisiaj witamy w naszych progach Martę Januszewską, dziennikarkę, prezenterkę, gospodynię wydarzeń, tłumaczkę i anglistkę. Zawodowo jest związana z Programem Pierwszym Polskiego Radia.

kolaż

O sobie mówi tak:

Mikrofon mnie lubi – z wzajemnością. Tak jest od piątego roku życia kiedy na wielkiej scenie wyrecytowałam Brzechwowy „Entliczek pentliczek”, zgarnęłam nagrodę i przekonałam się, jaką frajdą jest mówienie w taki sposób, żeby inni chcieli słuchać.

Lokalne rzeszowskie radio właściwie mnie wychowało, bo radiowcem zaczęłam być w wieku 15 lat. Polszczyznę kocham miłością pierwszą i największą, ale zaraz po niej język Szekspira – bywam zresztą anglistką. Uwielbiam głosem malować rzeczywistość, ale ważniejsze dla mnie, by mieć coś do powiedzenia. Dlatego lubię słuchać ludzi i dawać im czas.

Absurdalnie wielbię Leśmiana, Cortazara i Osiecką. Książki czytam hurtowo. Daję się rozemocjonować polityką, zwłaszcza międzynarodową. Palę się do dyskusji o relacjach, związkach, uczuciach i emocjach. Nie umiem żyć bez muzyki – Szostakowicza, Brela, Matuszkiewicza, U2, Stinga, Muńka Staszczyka i Daft Punk. Lekiem na chandrę jest bieganie. Uwielbiam kawę z cynamonem, ale to w herbaciarni tracę głowę. Im więcej się dzieje, tym mi lepiej. Mojemu otoczeniu też, bo wtedy kipię pomysłami i entuzjazmem do ich realizacji.

Jestem „ogarniaczem chaosu”, straszną gadżeciarą, kocham koty, w szpilkach mogłabym biegać i – niezależnie od formy drużyny – kibicuję Piłkarskiej Reprezentacji Polski. Wierzę w ludzi: w to, że każdy z nas chce być najlepszą wersją siebie. Kocham swoją pracę – zawsze się w niej spalam, nigdy nie kopcę. I tego samego oczekuję od innych.

 

Poniżej przepis na ulubione danie Marty, które specjalnie dla Was przygotowała:

A zatem: bigos z cukinii

Nie wiedzieć czemu nazwany bigosem, bo bliżej mu do leczo :)

produkty1

 

Składniki (na dwie osoby albo jedną bardzo głodną – można dowolnie dodawać, odejmować – jak kto lubi: dać więcej cebuli, cukinii czy kiełbaski – ja zwykle proporcje ustawiam z tego, co mam). Dzisiaj: dwie cukinie (im młodsze, tym lepsze), laska kiełbasy (tu śląska, może być jaka komu do gustu przypada: zwyczajna, lisiecka, głogowska etc.), cebula, przecier pomidorowy, przyprawa typu podravka, ewentualnie sól (choć ja nie używam) i pieprz – tego akurat lubię dodać sporo. :)

Cebulę kroimy w piórka i podsmażamy krótko na oliwie czy oleju (ja ostatnio wszystko robię na kokosowym).

Cukinię obieramy i kroimy w kostkę. Jeśli jest młoda – w całości. Ze starszych osobników najpierw łyżeczką usuwamy gniazda nasienne

Cukinia wędruje na patelnię do cebuli.

bigos1

Posypujemy podravką – odrobinę, dosłownie szczyptę. Zawsze można potem dosmaczyć. Dusimy jakieś 5-10 minut – można dolać odrobinę wody, jeśli cukinia nie puści wystarczająco dużo soku. Chodzi o to, żeby się wytworzył sos własny.

W międzyczasie kroimy kiełbaskę w kostkę i dodajemy na patelnię.

I dusimy prawie do miękkości – młoda cukinia to będzie max 20 minut.

Kiedy w zasadzie nasz bigos jest już gotowy, dodajemy łyżkę przecieru pomidorowego. Znów można odrobinę wody, jeśli widać, że nie ma sosu.

Teraz dosłownie minuta na ogniu i gotowe.

bigos3

Wyłożyć na talerz, ja jeszcze obficie posypuję świeżo zmielonym pieprzem, do tego pieczywo, jakie kto lubi (np. chleb orkiszowy). Voilá!

Jest to bardzo sympatyczna jednogarnkowa potrawa, którą w cukiniowym sezonie pochłania się u nas w ilościach przemysłowych. Bardzo dobrze sprawdza się też na imprezach.

A przepis jest z gatunku zapożyczonych. Kiedyś jadłam u znajomych i przyniosłam pomysł do domu. Wszyscy kupieni :)

bigos4