Nawigacja

Nawigacja

image_pdfimage_print

13293187_1163657236998049_1495012031_n

 

Zauważyłam, iż za sprawą postępu dzieje się tak, że człowiek głupieje na starość i co gorsza nic nie może na to poradzić. Choćby w samochodzie.  Jakieś 70 % mojego dotychczasowego żywota spędziłam za kierownicą i nigdy wcześniej nie przyszło mi do głowy, że można korzystać z wynalazku o nazwie „czujniki parkowania”. Jakoś zawsze człowiek bezpiecznie celował, równo parkował, nikogo nie przytarł, aż tu nagle pojawiły się w zderzaku te małe, upierdliwie piszczące kółeczka. Na początku starałam się udawać, że ich tam nie ma, ale jak udawać, skoro toto nie odróżnia wiechcia trawy od betonowej donicy?  W końcu przywykłam, ale lekko nie ma, bo w kolejnym samochodzie wstawili te przeklęte piszczące kółka również i z przodu. Też wyją, tylko innym tonem, niż te z tyłu i też nie widzą różnicy między trawą a betonem. Idzie zgłupieć.  W końcu przywykłam, do tego błogosławiąc w duchu fakt, że mój babowóz na szczęście jeszcze nie parkuje sam i jeszcze mam co robić, i do czegoś jeszcze jestem potrzebna.

To wcale nie koniec uprzykrzających życie atrakcji, bowiem od niedawna życiem ludzi zmotoryzowanych zawładnęła szeroko pojęta NAWIGACJA.  Jako osoba z dobrze rozwiniętym poczuciem podróżnego azymutu, obśmiałam niegdyś u znajomego elektroniczny kompas wbudowany w lusterku wstecznym i przez kilka lat konsekwentnie ignorowałam inne satelitarne wynalazki, z nawigacją na czele.

Aż do zeszłego tygodnia, kiedy to przyszło mi gościć na Śląsku w dodatku z harmonogramem spotkań dopiętym co do minuty. Od zawsze wiadomo, że w tamtych stronach nie ma żartów, bo wszędzie albo jednokierunkowe, albo remont, albo pod prąd, więc uznałam, że w sumie to się przeproszę z tą nawigacją. W sumie, co mi szkodzi?

Na pierwszy ogień poszedł adres hotelu w Gliwicach. Wpisanie adresu do nawigacji w moim pojeździe graniczy z cudem i wymaga anielskiej cierpliwości oraz sporej koncentracji tudzież refleksu, bo urządzenie złośliwe. Nie daj Bóg ręka człowiekowi drgnie i wszystko na marne.  Na wszelki wypadek, skoro nareszcie wymyśliłam jak to zrobić, zawczasu wpisałam sobie również adresy bibliotek w Czerwionce-Leszczynach i Knurowie. Zawsze to potem łatwiej wybrać adres z listy. Na autostradzie nawigacja powinna być cicho, zatem w drogę.

– Jedź tą drogą- mniej więcej w połowie drogi na prostym płatnym odcinku A4, napomniał mnie damski głos godzien seks telefonu.

– He, mądrala! Ciekawe jak jej pójdzie w Gliwicach- powiedziała Ewa, moja towarzyszka.

– Pewnie lepiej niż nam, bo ja w temacie dróg na Śląsku wolę być pokorna.

Droga upłynęła bez przeszkód, ale gdy minęłyśmy dwa zjazdy w stronę Gliwic, Ewa wyraziła zaniepokojenie:

– Słuchaj, a czemu ona nic nie gada?

– Nie wiem, może się obraziła o ten seks telefon.

Nawigacja rzeczywiście zamilkła i przerzuciła się na system obrazkowy. Naraz jednak odzyskała głos i kazała mi skręcić w lewo na autostradzie.  Ech, żeby chociaż jakiś ślimak tam był, ale nie.

– A może ona nie zna tej drogi? W końcu to wszystko tutaj nowe.

– Możliwe. Pewnie trzeba zaktualizować cholerę.

Ciekawa, czy da się ustawić milszą dla ucha opcję męskiego głosu, trzykrotnie objechałam mój cel w kółko, żeby przy cmentarzu usłyszeć szept nawigacji, że właśnie osiągnęłyśmy cel podróży.

– Zwariowała chyba, to miał być hotel, nie park sztywnych.

Przez przejście dla pieszych przepuściłyśmy kondukt żałobny. I całe szczęście, bo w międzyczasie zauważyłyśmy nasz hotel, skryty w krzakach po drugiej stronie ulicy.

– Jest! Kurczę. Pod hotelem jakoś pogłośnię tę babę. Wprawdzie jeszcze nie wiem jak, ale pogłośnię. W sumie to nawet zegarek mam nadal ustawiony na czas zimowy, bo nie umiem go przestawić. Ale spróbuję.

Istotnie nie było to łatwe. Z zapartym tchem i w pełnym skupieniu zagłębiłam się w coraz to bardziej, i co tu dużo gadać, szczegółowe i coraz bardziej skomplikowane menu. W końcu ustawiłam. Nawet nie wiedziałam, że nie oddycham, w takim skupieniu kręciłam multi-funkcyjnym pokrętłem, ale nareszcie szczęśliwie podciągnęłam głośność na maksa, bo w systemie obrazkowym to jak widać, ja jeździć nie umiem.

Hmm, chyba jednak nie zatwierdziłam zmian, bo do Czerwionki- Leszczyn znów dojechałyśmy za pomocą obrazków, ale na szczęście wcześniej sprawdziłam sobie w googlach, jak wygląda biblioteka i znalazłam ją „na oko” :)

Udało się dojechać na styk, by po fantastycznym, półtoragodzinnym spotkaniu przemieścić się na następne. W Knurowie.  W międzyczasie całkowicie zachrypłam i gotowa pożyczyć ten seksowny głos od nawigacji w panice rozglądałam się za apteką. Vocaler poszedł w ruch. Jedziemy! Knurów, już, już! Czas nagli. Dobrze, że już kiedyś tam byłam, bo ta pinda z komputera znowu ogłosiła strajk i przestała wyświetlać nawet obrazki. Jesteśmy. Dosłownie co do minuty. Jeszcze mi się tabletka nie zdążyła rozpuścić, jak znów przyszło mi gadać. Widownia liczna. Wymagająca. Inteligenta. Mega wyzwanie, a tu z głosem kruchutko. Gdy cudowne spotkanie dobiegło końca, postanowiłam na dobre rozprawić się z wredną kobietą od nawigacji, boleśnie świadoma, że bez pomocy tej elektrycznej baby, za Chiny nie trafię do hotelu. Uf, chyba włączyłam. Powinno być dobrze. Policzyła sobie trasę, więc chyba działa. Wracamy. Wprawdzie znów nie gada, ale przynajmniej pokazuje obrazki, więc ujdzie. Jak coś, to będziemy szukać cmentarza…

Zgodnie z wyświetlanymi parametrami, jakiś kilometr od celu Ewa powiedziała, że poznaje okolicę. Odetchnęłam i sięgnęłam po kolejny vocaler. Za kilka metrów również i ja rozpoznałam otoczenie , w końcu wyluzowałam. Z ulgą pacnęłam dłonią w pokrętło i wyłączyłam przeklętą babę od nawigacji, która pewnie tak jak i ja, na amen straciła głos.

Odprężona wzięłam ostatni zakręt, gdy wtem – z rykiem o natężeniu miliarda decybeli odezwało się ta krowa z satelity:

– Twój cel znajduje się po lewej stronie!!! Brak sygnału z satelity!!!- huknęła franca na cały regulator.

Dobrze, że byłyśmy przypięte pasami, bo inaczej wybiłybyśmy głowami dziury w dachu i również wylądowały na cmentarzu.  Jak coś, na wszelki wypadek miałyśmy w bagażniku kilka bukietów. :)

Poniżej fotorelacja z dwóch cudownych spotkań autorskich. Niniejszym dziękuję za zaproszenie, liczny udział oraz cudowną atmosferę. Po prostu Was kocham <3 i zdzierżę nawet nawigację :)

13 maja 2016 – Biblioteka w Czerwionce- Leszczynach

kolaż1

kolaż2

13 maja 2016- Biblioteka w Knurowie

kolaż1

kolaz2

  • Edyta Nadolska

    Ech… No przecie nie od dziś wiadomo, że kobita musi mieć ostatnie zdanie i efektowne wejście. Nawet, jeśli zamknęli ją w małym pudełeczku. 😀

    • Iza Frączyk

      Dlatego, jak tylko się da zmienię tę babę na faceta :)

  • joannatd

    Moja franca właśnie za francowatość została przez dzieci nazwana Franczeską i tak zostało. Początki były trudne trasa Sulęcin Elbląg. Teraz się bez niej nie ruszam. Trochę mnie oswoiła. Za to zepsułam gniazdo ładowania i muszę ją oszczędzać. Nie znoszę gdy piszczy o każdy nadużyty kilometr.

    • świeżonapisane

      Ta cholerna elektronika. Ciągle się psuje, co? 😀

  • Edyta

    U mnie gada Krzychu Hołowczyc. Też czasem potrafi się obrazić jak pojedziemy inaczej niż on powiedział ale kto by zwracał uwagę na męskie fochy? 😉

  • świeżonapisane

    Kiedyś wymyśliłam sobie nawigację typu „żona”, która by gadała: Jak jedziesz baranie? Skręcaj do cholery. Znów zjazd przejechałeś? Nie baw się telefonem jak jedziesz! 😀

Comments are closed.