Niebezpieczne obowiązki

Niebezpieczne obowiązki

image_pdfimage_print

Niektórym to dobrze.  I wcale nie dlatego, że sobie leżą i nic nie robią. Wręcz przeciwnie. Robią i dostają za to odpowiednie wynagrodzenie. Każdy z nas zna kogoś, kto pracuje w warunkach szkodliwych dla zdrowia, a nawet jak nie zna, to z pewnością czytał ranking takich zawodów. Szczerze mówiąc, trochę zdziwił mnie kontroler ruchu lotniczego – na drugim miejscu – tuż za ratownikiem górniczym, że to przez stres takie wysokie notowanie. Oczywiście dla wszystkich z listy duży szacun, ale jak zwykle sprawiedliwości na tym świecie nie ma i zawód kury domowej pewnie się do tego rankingu w życiu nie załapie. Choć powinien, choćby i na ostatnie miejsce…

Ale nie. Nie dość, że taka siedzi w domu i nic nie robi, to na dokładkę nikt nie bierze pod uwagę, że przy tym nic nierobieniu może sobie jedna z drugą wyrządzić krzywdę nie lada, z trwałym uszczerbkiem na zdrowiu włącznie. A jak już taka oferma leży, nic nie robi, oprócz krzywdy sobie samej, to po co jej płacić? Przecież to ona sama powinna, bo opiekę medyczną naciąga :)

Niech pierwszy rzuci kamień ten, kto w domu nigdy się nie oparzył, nie przeciął, nie uderzył i nie zakrztusił. No, niech rzuci. Ale nie ten, kto w domu wyłącznie nocuje.

Ech! Jak pamiętam, to chyba właśnie przez tę nieustanną i niczym nieuzasadnioną „nudę”, wpadłam na pomysł, żeby kichać z zupą w ustach. Nabrałam zupę, a że wzięło mnie na kichanie w trakcie przełykania postanowiłam zrobić to tak, żeby sobie nie zapaskudzić świeżo posprzątanej kuchni.  Może dla wielu jest to mało istotne, ale dla chwilowo „odrobionej” matki małych dzieci, taka wypucowana na połysk kuchnia to uświęcony prawem błogostan (!)

Cóż. Nie da się. Nie dość, że zupa poszła w pełnym rozbryzgu na pół kuchni, to na dodatek w ustach wytworzyło się takie ciśnienie, że ogłuchłam. Pomyślałam, że pewnie się zaraz odetka, ale niestety. Następnej doby zmuszona byłam odwiedzić laryngologa i wyznać, że grzybowa poszła mi w uszy. Musiałam znieść pełen politowania wzrok i z pokorą przyjąć na klatę diagnozę, że mi się zassały błony bębenkowe i sprawa jest poważna. Kazali łykać jakieś osuszające tabletki i postraszyli sterydem.

Jak niepyszna wróciłam do domu i łyknęłam podwójną dawkę, bowiem po południu miałam w szkole zebranie. Poszłam, ale w sumie to nie wiem po co, bo ludzka mowa sprawiała, że czułam się jak ktoś, komu nałożono na głowę cynowe wiadro i walono weń młotkiem. Szaleństwo. No, ale skoro już przyszłam, to chciałam się czegoś dowiedzieć, zatem ryknęłam tak, że wystraszeni rodzice o mało nie pospadali z krzeseł. No tak, bez sensu zapytałam, bo i tak nie usłyszałam odpowiedzi, ale przynajmniej odfajkowałam się na liście obecności. Tyle dobrego.

Następnego dnia nadal nie doczekałam się poprawy, więc tym razem ryknęłam na domowników, żeby zeszli na obiad. Nalałam gorącą zupę i jak ostatnia sierota wetknęłam palec do talerza. O mało nie upuściłam wszystkiego na podłogę, ale że chciałam jak najmniej nachlapać na podłogę oraz jak najszybciej ochłodzić oparzenie, rzuciłam się w drugą stronę, w kierunku zlewu. Niestety, po drodze zaatakowała mnie otwarta zmywarka i oparzyłam się zupą po sam łokieć. Granatowy siniak na goleni i zafajdana cała kuchnia, to przy tym pryszcz.

Nadal głucha, z ruchu warg domyśliłam się, co myśli o mnie mój mąż, ale pokornie przyjęłam okłady z lodu modląc się, by mi w uszach wreszcie popuściło, bo następnego dnia szliśmy na Andrzejki. Przy posiniaczonych nogach, z żalem odwiesiłam ulubioną sukienkę na wieszak i na imprezę wybrałam jakieś spodnie. Nazajutrz z ulgą przyjęłam fakt, że chyba znowu coś słyszę i jak z motorkiem ruszyłam do sprzątania łazienki. Na wszelki wypadek, w obawie o ciśnienie w uszach, grzecznie przykucnęłam przed toaletą i otworzyłam deskę. Opadła. Otworzyłam drugi raz. Też opadła, więc potraktowałam ją nieco bardziej agresywnie i łupnęłam nią o ścianę, wcale nie licząc, że znów nie opadnie :) Ale tym razem nie opadła. Tylko z impetem odskoczyła od ściany.

Tamtego dnia nie poszliśmy na Andrzejki.

Deska sedesowa podbiła mi oko 😀

Comments are closed.