Ogrodnicze call center

Ogrodnicze call center

image_pdfimage_print

Kwiecień, rok 1999

 

Dzwonek telefonu zadryndał w samochodzie. Wyjątkowo złapał mnie na siedzeniu pasażera, więc odebrałam od razu.

– Dzień dobry pani!- odezwał się męski głos. – Ja w sprawie iglaków, można?

– Można- odpowiedziałam ostrożnie.

Nie miałam pojęcia, o co chodzi i liczyłam, że zaraz dowiem się więcej. Właśnie kilka dni wcześniej zostawiłam prawie dwie wypłaty w sklepie z iglakami, więc zainteresowana tematem, jako żywo, nadstawiłam ucha licząc, że może to jakiś konkurs z owego sklepu lub od biedy jakiś sąsiad, któremu spodobały się nasze nowe krzaki.

– Bo wie pani, ja bym się chciał dowiedzieć o wymagania glebowe, o to jak szybko rosną i żeby mi pani poradziła, jakie mam posadzić, żeby jedne na drugie nie wchodziły…

W pierwszej chwili poczułam zdziwienie, że w dzisiejszych czasach wystarczy kupić parę roślin, by stać się ekspertem, ale nabrałam powietrza w płuca i rada ze świeżo nabytej wiedzy, jednym tchem strzeliłam gościowi elegancki, obszerny wykład o iglakach. Sprawiał wrażenie zadowolonego, podziękował grzecznie i tyle.

Przez cały czas mąż przyglądał mi się dziwnie.

– Kto to był?- zapytał

– Nie mam pojęcia- odrzekłam zgodnie z prawdą.

– Że jak?! Dzwoni do ciebie jakiś obcy facet, a ty mu, ot tak sobie, przez kwadrans nawijasz o tujach?!- zbulwersował się małżonek.

– A czemu nie? Przecież jestem na bieżąco. Mam być świnią i nie pomóc człowiekowi w potrzebie?

Wtedy tak właśnie myślałam, nie mając pojęcia, co nastąpi później.

 

Maj, rok 1999

 

Telefon. Tym razem złapał mnie na zakupach.

– Dzień dobry pani, to znowu ja- w słuchawce rozległ się męski głos.

– Dzień dobry panu- ni czorta nie wiem, kto dzwoni.

– Czy macie już świeże sadzonki drzew kolumnowych, bo jak byłem ostatnio to mi pani obiecała te wiśnie japońskie.

Znowu zbaraniałam i nie popisałam się intelektem.

– Sadzonki czego?- zapytałam chcąc zyskać na czasie, bo rozpoznałam faceta od iglaków.

Człowiek najwyraźniej przekonany, że dzwoni do jakiegoś centrum ogrodniczego, telefonuje do mnie jak w dym.  No, ja nie mogę…

Nie mając pojęcia, czy mam na stanie świeże sadzonki wiśni japońskich, w zamian udzieliłam mu porady w temacie odległości nasadzenia. Miał chłop szczęście, bo akurat drzew kolumnowych też mam kilka i też niedawno sadzone :)

Na koniec, kazałam mu przyjechać i powołując się na naszą rozmowę, poprosić mojego szefa, żeby mu dał najświeższe, jakie mamy.

Konając ze śmiechu zakończyłam połączenie i zapomniałam o temacie.

Nawet nie wiecie, jakie było moje zdziwienie, kiedy ów mężczyzna zadzwonił do mnie po raz kolejny.

 

Kwiecień, rok 2000

 

Telefon.

– Dzień dobry! Pani to pewnie mnie nie pamięta, ale rok temu, tak mi pani dobrze poradziła z tymi tujami, że mi wyszedł najładniejszy ogród na całej ulicy. A ten pani szef to mi wtedy takie śliczne te kolumnówki wyczarował, od razu się przyjęły.- Faceta chwycił słowotok, więc zyskałam na czasie, by skojarzyć, o co mu chodzi i załapać, że to ten sam gość od ogrodu, który dzwonił rok temu. Uff.

Tym razem przeegzaminował mnie z zakresu drzew alejowych. Niestety, takowych nie posiadam, ale pamiętałam, że na ulicy przy mojej podstawówce rosły klony i były ładne. Szczególnym sentymentem darzyłam klonowe „noski”, więc wżeniłam facetowi kilka klonów i jeszcze pięć surfinii na taras. Właśnie chciał sadzić bratki, ale w lipcu już jest po bratkach, a wtedy to ciężko o rośliny do doniczek, więc kontent z wyboru, pożegnał się grzecznie. Byłam tak zadowolona z moich handlowych sukcesów, że aż poczułam dumę, najnormalniej szczęśliwa, że znów mogłam pomóc.

To nie do wiary, ale od tamtej pory, każdego roku, w okolicy maja, ten facet do mnie dzwoni i o coś pyta. Jak kilka lat temu szukał czegoś fajnego na żywopłot, to udałam, że mam właśnie klienta na jabłonki i żeby zadzwonił za chwilę. Uff. Zanim zadzwonił po raz drugi, zdążyłam do komputera, by zasięgnąć stosownych informacji o żywopłotach. Z różami też nie było lekko, bo róże się sadzi w takiej postaci, że ja nigdy nie wiem, która część to góra, a która to dół, ale jak na kogoś, kto bazylię w doniczce wymienia średnio co miesiąc, to i tak chyba nieźle, prawda?  Że też sobie nieszczęśnik znalazł autorytet, ech…

W zeszłym roku było łatwo, bo chciał tylko geowłókninę i korę, żeby podsypać pod te moje iglaki z dziewięćdziesiątego dziewiątego, ale za to dwa lata temu równo przeczołgał mnie z malin. Totalnie mnie zaskoczył pytaniem o ceny malinowych sadzonek, więc wykręciłam się, że jestem poza firmą i żeby dzwonił na stacjonarny. Zadowolona, że dobrze mi poszło, odetchnęłam z ulgą. Ale niestety, tylko na chwilę. Uparta sztuka, znowu telefon. Tym razem z pytaniem, czy maliny przycina się po wsadzeniu. Znaczy kupił, to dobrze, że w ogóle były, ale czy się przycina to ja przecież nie wiem. Ciężki kaliber. Nie ma co. Kazałam przyciąć. Jedno z dwojga. W końcu jak przytnie, to mu chyba kiedyś odrośnie, a jak nie przytnie, to może uschnąć, a ja bardzo nie chciałam, żeby mu te maliny zdechły. Bardzo mi zależało, żeby nie stracić mojej ogrodniczej reputacji, więc od razu poleciałam na facebook’a pytać ludzi o te przeklęte maliny.

 

15 maja, rok 2016

 

-A dlaczego ty mu po prostu nie powiesz, że wcale nie pracujesz w ogrodniczym i kompletnie się na tym nie znasz?- zapytała mnie niedawno koleżanka.

– A jak ty to sobie wyobrażasz? Mam powiedzieć gościowi, że od siedemnastu lat dzwoni po porady do osoby, która nie umie skutecznie wyhodować rzeżuchy na Wielkanoc? Przecież on w życiu mi nie uwierzy…

– A w tym roku już dzwonił?

– No właśnie nie. Zaczynam się martwić, czy aby nie umarł.

Po powrocie do domu sprawdziłam spis numerów. Mąż tylko popukał się po głowie, jak z jego telefonu, pod pretekstem pomyłki, zadzwoniłam sprawdzić, czy u faceta wszystko gra.

Gra. Żyje. Może po prostu w tym roku niczego nie sadzi…

 

20 maja, rok 2016

 

Telefon.

– Dzień dobry pani! To znowu ja. Wie pani, moja małżonka wymyśliła sobie oczko wodne …

Trzymajcie mnie…, a ludzie się mnie pytają dlaczego ja książki piszę :)

 

 

  • PP

    Śmiesznie by było gdyby ten facet to przeczytał, he he..

Comments are closed.