robi_sie_kopia-1-crop
Pasztet z tuńczyka

Pasztet z tuńczyka

 

kuchnia_jagny2

Pasztet z tuńczyka jest smaczną alternatywą dla tradycyjnego pasztetu. I zapewne mniej kaloryczną. Do tego może stanowić całkiem niezłe źródło białka roślinnego, bo do jego wykonania potrzebujemy mnóstwo fasoli :)

A do tego wszystkiego jest po prostu smaczny i stanowi miłą odskocznię od mięcha 😀

Przygotujemy sobie dzisiaj dwie wersje pasztetu, czyli „smarowidło” oraz w wersji dla ambitnych – pasztet pieczony.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Lista produktów:

– 3 puszki tuńczyka (najlepiej w oliwie z oliwek)

– 2 puszki białej fasoli

– 2 jaja

– 2 ząbki czosnku

– 1 średnia cebula

– cytryna

– sól i pieprz

– blaszka ok. 23×11 cm

– ogórek konserwowy (opcjonalnie do pasty)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

No to zaczynamy.

Cebulę siekamy i smażymy na złoto na odrobinie oleju. Do blendera wrzucamy odsączoną fasolę, usmażoną cebulę i niespecjalnie starannie odsączonego tuńczyka. Blendujemy na gładką masę. Doprawiamy sokiem z cytryny, startym czosnkiem oraz solą z pieprzem. Właśnie otrzymaliśmy pastę tuńczykową. Odkładacie niewielką jej część do miseczki.  Możecie wzbogacić pokrojonym w drobną kostkę ogórkiem konserwowym. Oczywiście, jeśli chcecie mieć wyłącznie pastę, to produkcja kończy się właśnie w tej chwili i niczego do mniejszych miseczek odkładać nie musicie :)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ambitni, po zjedzeniu kanapeczki, przystępują do dalszego działania.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Oddzielamy żółtka od białek. Te pierwsze lądują w masie fasolowo-tuńczykowej a te drugie najpierw ubijamy na sztywną pianę i dopiero wtedy dokładamy.

Blaszkę smarujemy masłem, obsypujemy bułką tarta i przekładamy naszą masę. Pieczemy w temperaturze 170 stopni przez około godzinę. Po upieczeniu nie kombinujecie, tylko zostawcie pasztet do całkowitego ostygnięcia a potem na minimum godzinę do lodówki. Jak zaczniecie kroić wcześniej to się pokruszy.

Smacznego :)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tfu z warzywami

Tfu z warzywami

kuchnia-izy

Kto z Was, choćby raz, na sam dźwięk słowa tofu nie pomyślał sobie „tfu”? No tak, pewnie większość tak pomyślała szczególnie, że naturalny smak sojowego sera z zasady nikomu zadka nie urywa, a mimo tego ten wyrób to fenomen na skalę światową! Pachnie jak nic, smakuje jak nic, wygląda nijako, a wszyscy go znają albo przynajmniej o nim słyszeli.  Niezły zawodnik, prawda? :)

Mnie zaintrygowało jednak coś innego. A mianowicie fakt, że tofu zachowuje się jak gąbka i doskonale chłonie inne smaki. Nie myślcie sobie, że było łatwo. Zrobiłam kilka podejść, ale zanim się zebrałam, by cokolwiek przedsięwziąć w kwestii tej lekko szarawej substancji, za każdym razem mijał jej termin przydatności do spożycia i lądowała w koszu. Ale w końcu się udało. Z lekkim przestrachem rozcięłam opakowanie i skosztowałam odrobinę z ostrożnością z jaką kosztowałabym cyjanek. No i nic. Zero smaku, niepodobne do niczego… czyli nie ma się czego bać, bo do czego byśmy tofu nie dodali to będzie dobre i nie popsuje nam smaku potrawy  :) tylko wchłonie okoliczne smaki. A do tego tofu jest lekkie, niskokaloryczne i zdrowe.

Na zachętę powiem Wam tylko tyle, że od czasu moich eksperymentów, na stałe zagościło w naszej kuchni, a moi domownicy często nie mają pojęcia, że jedzą tofu 😀

A zatem do roboty. Na pierwszy ogień polecam warzywa z tofu z piekarnika. Mniam!

produkty

Składniki:

– 1 opakowanie naturalnego tofu

– 1 mała cukinia

– 1 mały bakłażan

– 1 duży batat

– kilka łyżek mieszanki sosu sojowego i teriyaki (do zamarynowania tofu)

– 1 łyżka oliwy

– do smaku sól, pieprz, wędzona papryka w proszku (+ dowolne ulubione przyprawy)

kolaż1

 

Tofu kroimy w kostkę 1-1,5 cm i dokładnie obtaczamy w mieszance sosów. Nie trzeba mu wiele czasu, żeby je wchłonąć, więc nie musimy tej czynności wykonywać z wyprzedzeniem. Cukinię i batat obieram ze skóry, bakłażan zostawiam ze skórką. Warzywa kroję w grubą kostkę, doprawiam przyprawami i dodaję oliwę. Mieszam. Dorzucam tofu, a następnie wykładam wszystko na blachę, na papier do pieczenia i wstawiam do mocno rozgrzanego piekarnika mniej więcej na 15 minut. Ponieważ bataty pieką się najdłużej, więc to na nich sprawdzam, czy są już miękkie.

Wcinam na ciepło. Chętnie dodaję na koniec nieco fety.  W sumie mam dobrze, bo mąż nie lubi batatów, jedna córka nie lubi bakłażana, a druga nie lubi cukinii, zatem cała blacha moja! Rzecz jasna nie dałabym rady zjeść tego wszystkiego na jedno posiedzenie, więc od razu śpieszę z informacją, że całość spokojnie wytrzymuje 3-4 dni w lodówce, dobrze znosi podgrzewanie w mikrofali i podsmażenie na patelni. Nieźle sprawdza się jako przekąska do pracy na zimno oraz świetnie nadaje się jako dodatek to wszelkiego rodzaju zapiekanek, makaronów, tart oraz pizzy. Zatem bez obaw. Nic się nie zmarnuje.

Zapraszam na tfu! Tzn. na tofu :)

finał-crop-crop

 

 

Kopytka z owczą fetą

Kopytka z owczą fetą

 

Uwielbiam kluchy, uwielbiam owczą fetę, więc było pewne, że coś z tego muszę wykombinować :)

Padło na kopytka. Robi się je bardzo prosto a jedyne o czym należy pamiętać to proporcje, jeśli chcemy żeby nasze kluchy były delikatne ale nie rozpłynęły się w gotowaniu.

Lista składników:

– 400 g ugotowanych ziemniaków

– 1 jajko

– 200 g owczej fety

– szklanka mąki

– średnia cebula

– sól i pieprz do smaku

– 10 g wędzonego boczku

Zaczynamy od obrania i ugotowania ziemniaków. Następnie siekamy cebulę i podsmażamy na odrobinie oleju.

Ser, ostudzone ziemniaki i cebulę przepuszczamy przez maszynkę do mielenia albo rozdrabniamy w blenderze. Dobrze, żeby masa była możliwie gładka.

Dodajemy mąkę, sól i pieprz i ręką wyrabiamy ciasto. Formujemy wałeczki, ostrym nożem odcinamy kluchy, które następnie gotujemy w osolonym wrzątku do wypłynięcia.

Podsmażamy drobno pokrojony boczek, polewamy odłowione kopytka i wcinamy. Są mega pyszne :)

Legumina

Legumina

 

Jak zwykle ugotowałam za dużo ryżu. Jako że rodzina w rozjazdach, a sama za bardzo sobie nie dogadzam to zazwyczaj w tym czasie czyszczę lodówkę z różnych resztek dziwnego pochodzenia. Dziś, tak w temacie tego ryżu, zamarzył mi się smak zapamiętany z dzieciństwa. Legumina z jabłkami… mmm… Parę minut roboty i pychota co najmniej na 4 dni samotnego, leniwego bytowania :)

Składniki na oko:

– ugotowany biały ryż- ok. 0,5 litra.

– przesmażone jabłka/gotowy wsad szarlotkowy ze słoika- ok. 0,5 litra

– łyżeczka sproszkowanego cynamonu

– 3-4 łyżki cukru do smaku

kruszonka: jedna część masła + jedna część cukru na dwie części mąki.  Czyli w naszym przypadku jakieś 100g masła, tyle samo cukru i 200g mąki pszennej. Rozdziabać wszystko widelcem, do uzyskania konsystencji luźnych okruchów. Wstawić na kwadrans do lodówki/zamrażarki.

No, to gotujemy!

Ryż wymieszać z jabłkami, cynamonem i cukrem. Równomiernie ułożyć w żaroodpornym naczyniu. Kruszonkę wyjąć z lodówki i posypać po wierzchu. Wstawić do piekarnika nagrzanego do temperatury 180 stopni i zapiekać do momentu aż kruszonka porządnie się zrumieni.

Smacznego :)

final

Gulasz afrykański

Gulasz afrykański

 

Dawno temu, podczas pobytu w Kenii, dane mi było spróbować tradycyjnego gulaszu z batatami. Okoliczności były zachwycające, bo gotowali w kociołku nad ogniskiem rodowici Masajowie. Ognisko trzaskało wesoło, wokół szeptała sawanna a na niebie, zamiast Wielkiego Wozu, świecił Krzyż Południa.

Gulasz, podany w glinianych miseczkach pachniał i smakował wspaniale. Gęsty, aromatyczny z kawałkami batatów i koźlęciny. Do tego gulaszu zamiennie używa się też kurczaka i właśnie tę wersję dzisiaj wspólnie upichcimy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Lista składników:

– podwójna pierś kurczaka

– 0,5 kg batatów

– 1 cebula

– 3 cm kawałek imbiru

– 5 łyżek masła orzechowego

– 5 łyżek przecieru pomidorowego

– 3 ząbki czosnku

– 1 litr bulionu

– sól, pieprz

– po pół łyżeczki: suszonej kolendry, słodkiej papryki

– szczypta pieprzu cayenne

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Największą zaletą tego przepisu jest to, że gulasz jest potrawą całkowicie jednogarnkową, więc odpada nam bałagan w kuchni i tysiąc garów do zmywania :)

Zaczynamy od umycia i pokrojenia w kostkę kurczaka i posiekania cebuli, czosnku i imbiru (ten należy obrać). Na dno garnka wlewamy niewielką ilość oleju i smażymy kurczaka wraz z cebulą, czosnkiem i imbirem.

Gdy wszystko się ładnie zrumieni to wlewamy bulion, wsypujemy przyprawy i wrzucamy obrane i pokrojone w kostkę bataty (surowe). Zmniejszamy gaz, nakrywamy nasz gulasz i dusimy do miękkości batatów (parę minut, więc uważajcie, żeby nie rozgotować ich na miazgę 😀 )

Teraz dodajemy przecier pomidorowy i masło orzechowe. Mieszamy delikatnie i sprawdzamy konsystencję. Jeśli sos jest odpowiednio gęsty to wyłączamy gaz, jeśli za rzadki to chwilę gotujemy na niewielkim ogniu i bez pokrywki w celu odparowania nadmiaru płynu.

I to wszystko. Proste, prawda? :)

Ekspresowe klopsiki

Ekspresowe klopsiki

 

Założyłam się kiedyś z koleżanką, że zrobię drugie danie szybciej niż dojedzie dostawca z jej pizzą. Wygrałam, dlatego też chętnie podzielę się z Wami moim kolejnym błyskawicznym przepisem. Dziś ekspresowe klopsy w wersji podstawowej, czyli bez bajerów. Świetnie znoszą wszelkie modyfikacje i doskonale smakują z sosami. W wersji na zimno też dają radę. Z dodatków lubią ryż i ziemniaki, ale towarzystwem kaszy i makaronu też nie pogardzą, więc jako pomysł na uniwersalne drugie danie sprawdzają się fantastycznie.

Zanim zdecydowałam się przyrządzić dla Was to danie, długo myślałam czy to aby dobry pomysł. Pewnie co drugi z Was zada sobie pytanie w stylu: „A niby czym może zaskoczyć nas klops?”. A właśnie, że może, zatem do dzieła!

produkty

Składniki:

– ok. 0,5 kg wieprzowego mięsa mielonego

– 1 mała cebula lub 0,5 dużej

– nieduży kawałek białej kapusty (opcjonalnie)

– 1 jako

– 2-3 łyżki bułki tartej

– 0,5 łyżeczki soli

– 0,5 łyżeczki Vegety

– 0,5 łyżeczki pieprzu

– 0,5 łyżeczki majeranku

Cebulę i kapustę posiekać bardzo drobno i chwilę przesmażyć na odrobinie oleju. Kapusta nie jest tutaj składnikiem niezbędnym, więc czasami, gdy dodaję tylko cebulę, rezygnuję z jej podsmażenia i dodaję surową. Jeśli trafi mi się w lodówce kilka zapomnianych, samotnych pieczarek, również je siekam podsmażam i dodaję do masy. Dziś akurat znalazłam kawałek kapusty, więc tym razem miała szczęście i załapała się do przepisu :)

Jak już pewnie nieraz zauważyliście, moje przepisy to bardziej pomysły na gotowanie, a nie dokładne receptury. Również i teraz pozwoliłam sobie na małe odstępstwo i w ostatniej chwili dodałam do smażenia kapusty chlust sosu sojowego. Nie miałam go w planie, ale akurat stał pod ręką i świetnie podbił smak 😀

Mięso przełożyć do miski i rozdziabać widelcem. Dodać pozostałe składniki i wszystko dobrze wymieszać. Jeżeli masa będzie zbyt wilgotna, możemy dodać nieco więcej bułki tartej. I jak? Wymieszane? No to próbujemy… Masa w smaku ma wydawać Wam się nieco zbyt słona. Nie bójcie się dosolić szczególnie kiedy dodajecie kapustę lub pieczarki, bowiem te dwa składniki lubią „wciągnąć” sól.

Następnie szykujemy płaskie naczynie z pokrywką i rozgrzewamy odrobinę oleju. Dosłownie tyle, żeby posmarować dno. Formujemy kulki i układamy na gorącym dnie (średni ogień). Po ok. 4 minutach, delikatnie obracamy zrumienione klopsy na drugą stronę. Po kolejnych 4 minutach dolewamy pół szklanki wody (uwaga! będzie pryskać!) i natychmiast nakrywamy naczynie pokrywką. Gdy woda na dnie zagotuje się i zdeglazuje przyklejone do dna resztki, zmniejszamy ogień i niech wszystko sobie pyrka w spokoju przez jakieś 10 minut. Gotowe!

Możemy oczywiście poprzestać wyłącznie na etapie smażenia i jeszcze kilkakrotnie obrócić nasze kulki, by zrumieniły się z każdej strony, ale ja jakoś wolę w wersji duszonej. W końcu tak robiła moja babcia, tak robi moja mama, tak ja robię i moje córki też pewnie tak będą robić.

Na koniec jeszcze jeden patent. Jeśli ktoś z Waszych domowników nie lubi klopsów i wolałby sznycle, użyjcie tej samej masy. Uformowane kulki rozpłaszczamy, obtaczamy w bułce tartej i smażymy na oleju. Może będzie trochę mniej chudo, ale za to równie smacznie i wszyscy będą zadowoleni 😀

Smacznego!

Dżemowe babeczki

Dżemowe babeczki

Pieczenie ciast z zasady mnie przeraża. A właściwie to nawet nie samo pieczenie, co sprzątanie po nim :) Jeśli do tego dołożymy fakt, że u nas wszyscy z różnych powodów są na diecie i nikt dużej blachy ciasta by nie pożarł, a czasem coś małego i słodkiego by się wrzuciło na ząb, mam dla Was propozycję idealną. Taką nie za małą, nie za dużą, lecz w sam raz.  Ot, doskonała na szybki niedzielny deser albo jako ostatnia deska ratunku przy niezapowiedzianych gościach. Gotowe ciasto kruche lub francuskie mam zawsze w lodówce, a to już więcej niż połowa sukcesu, bowiem oba warianty dają wiele możliwości upieczenia czegoś z niczego. W dodatku efektownego i w rozsądnych ilościach. Często popełniam te wypieki w przeróżnych wariacjach i zawsze wychodzi mi osiem zgrabnych porcji, czyli w sam raz na cztery osoby, po razie z dokładką :)

Tym razem rzeczywiście jest to coś z niczego, a konkretnie z tego, co znalazłam w lodówce.

produkty

Składniki na 8 porcji:

– 1 arkusz gotowego ciasta kruchego lub francuskiego

– 4 łyżki dowolnego dżemu lub konfitury (u mnie domowa morelowa)

– 2 łyżki kremowego białego serka

– dowolne owoce świeże lub mrożone

– opcjonalnie cukier puder do dekoracji

kolaz1

Schłodzone ciasto francuskie rozwinąć i pokroić na kawałki odpowiednie do Waszych foremek. Użyłam silikonowej formy do mufinek, ale świetnie sprawdzają się też ceramiczne miseczki do zapiekania. Otwory należy w miarę równo wylepić ciastem, brzegi uformować dowolnie. Ja delikatnie nacięłam od góry i w efekcie wyszły mi miniaturowe koszyczki. Nie lubię rozmoczonego dna w ciastkach, więc najpierw włożyłam formę z samym ciastem do piekarnika nagrzanego na 200 stopni (akurat piętro niżej piekło się mięso na obiad). Mniej więcej po dziesięciu minutach moje ciasteczkowe spody podpiekły się na tyle, by można było dołożyć konfiturę i serek. I z powrotem do piekarnika. Piec należy do momentu aż po kuchni rozejdzie się boski zapach i brzegi ciasta ładnie zbrązowieją. Gotowe. Na talerzyku udekorować owocami. Niedawno użyłam sosu ze zblendowanych mrożonych truskawek, a kremowy serek dodałam już po upieczeniu.  Też pycha :)

Opcjonalnie cukier puder do dekoracji.

Nie ma szans, by zdążyły wystygnąć :)

Smacznego!

final

Kwaśnicożurek z pieczonymi ziemniakami

Kwaśnicożurek z pieczonymi ziemniakami

 

Tydzień temu siedziałam sobie w bardzo przyjemnej restauracji w Wiśle i wciągałam z apetytem kwaśnicę. Nie byle jaką, bo moim skromnym zdaniem, najlepszą na świecie. W pierwszej chwili nieco się zdziwiłam, bo kwaśnica była zabielana. Nigdy wcześniej takiej nie widziałam. Spróbowałam. Pyszna i bardzo kwaśna.

I tak sobie niespiesznie konsumując pomyślałam, że właściwie można iść krok dalej i wspomóc kwas z kiszonej kapusty przy pomocy poczciwego żurku. Dumna z siebie niesłychanie wyprodukowałam zupę, która okazała się bardzo smaczna. A potem mnie tknęło i zaczęłam przeszukiwać zasoby internetu. I oczywiście okazało się, że na połączenie żuru z kapustą kiszoną już ktoś przede mną wpadł 😀

Na swoją obronę mam tyle, że nie znalazłam ani jednego przepisu, który całkowicie pokrywałby się z tym co intuicyjnie namieszałam w garach. Czyli w jakimś sensie jestem odkrywcą 😉

No i wymyśliłam nazwę – kwaśnicożurek. W sumie mogłaby też być żurkokwaśnica, ale pierwszy wariant bardziej mi się podoba, bo jednak stawia na pierwszym miejscu kapustę kiszoną, czyli niekwestionowaną bohaterkę tego dania.

No to do dzieła!

Lista składników:

– 30 dkg wędzonych żeberek

– 3o dkg wędzonego boczku

– kawałek dobrej kiełbasy

– 30 dkg kapusty kiszonej (kwaśnej!)

– 0,5 litra zakwasu na żur

– opakowanie słodkiej śmietanki 12%

– włoszczyzna plus mała cebula

– 05 kg ziemniaków

– 3 ząbki czosnku

– łyżka majeranku

– łyżeczka chrzanu

– kilka liści laurowych

– sól i pieprz

Włoszczyznę, cebulę, wędzone żeberka, majeranek i liście laurowe zalewamy zimną wodą. Solimy, ale na tym etapie tylko trochę bo słony smak przeniknie do wywaru z wędzonki. Gotujemy wywar mięsno-warzywny do miękkości warzyw. W międzyczasie kroimy boczek i kiełbasę i podsmażamy na patelni. Wrzucamy do garnka z wywarem.

Czas zająć się ziemniakami. Obieramy, myjemy, dzielimy na podobnej wielkości ćwiartki. Starajcie się, żeby nie były zbyt duże, bo wtedy będą się piekły w nieskończoność. Ziemniaki oprószamy solą oraz pieprzem i każdy z osobna zawijamy szczelnie w folię aluminiową. Pieczemy w temperaturze 170 stopni przez godzinę.

No to ziemniaki w piekarniku a my wracamy do naszej zupy. To jest ten moment, w którym siekamy kapustę kiszoną i dodajemy do wywaru. Nie odciskajcie kapusty! :)

Gdy kapusta zmięknie, to znak, że czas na zakwas. Przelewamy go przez gęste sitko do garnka z zupą. Doprawiamy chrzanem i startym czosnkiem, pieprzem i, jeśli potrzeba, solą. Chwilę jeszcze gotujemy i wyłączamy gaz. Na koniec doprawiamy śmietaną, uważając by się nie zwarzyła. Gdyby komuś przyszła do głowy myśl, żeby podkręcić zupę kwaśną śmietaną, to odradzam. Ona jest już wystarczająco kwaśna i bez tego. Słodka śmietanka natomiast doskonale zbilansuje smak. A gdyby jednak ktoś się uparł i dodał kwaśną śmietanę, to zupę możecie odratować dodając do niej pół szklanki mleka 😉

No dobra. Zupa gotowa, ziemniaki się upiekły, więc przystępujemy do najciekawszej części gotowania. Do miseczek wlewamy zupę, dokładamy ziemniaki (obrane z folii 😀 ) i pokrojone porcje żeberek. Dekorujemy drobniutko posiekaną natką pietruszki.

Smacznego :)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zupa gulaszowa

Zupa gulaszowa

 

Sylwester. Czas zabawy, niezależnie od tego, czy nam się chce, czy nie 😀 Oczywiście można wzmiankowaną okazję kompletnie olać i spędzić go na białej sali (czytaj: śpiąc w łóżku), ale większość z nas wybiera jednak imprezowanie.

Zabawa wymaga stosownej oprawy kulinarnej. Ma być smacznie, wyjątkowo, niekłopotliwie a jedzenie ma za zadanie postawić w odpowiednim momencie trunkujących ludzi na nogi.

Wieloletnie doświadczenie nauczyło mnie, że taką cud-potrawą sylwestrową jest zupa gulaszowa. Podaje się ją delikwentom tak z pół godziny przed północą. Reanimacja gwarantowana a do tego dochodzą jeszcze dodatkowe zalety bo zupę się robi wcześniej, odgrzewa się bez dodatkowych sztuczek i jeszcze zbiera (zasłużone) laury doskonałej gospodyni 😀

Zupa jest treściwa, z wkładką mięsną i smakuje absolutnie każdemu.

No to to dzieła :)

Składniki:

– 0,5 kg wołowiny (udziec lub rostbef)

– 30 dkg wędzonego boczku

– 2 duże czerwone papryki

– 1 duża cebula

– 10-15 pieczarek

– garść makaronu typu zacierka

– puszka czerwonej fasoli

– 0,7 litra sosu pomidorowego

– 4-5 łyżeczek koncentratu pomidorowego

– 2 ząbki czosnku

– olej do smażenia

Przyprawy:

– torebka wędzonej słodkiej papryki

– 3 łyżeczki suszonej cebuli

– 1 łyżeczka suszonego czosnku

– 1 łyżeczka mielonego kuminu

– 1 łyżeczka ostrej czerwonej papryki (lub łagodnej, jeśli nie lubicie ostrego)

– sól i pieprz do smaku

Zaczynamy tradycyjnie od mięsa, które myjemy, kroimy w drobną kostkę i smażymy na niewielkiej ilości oleju a następnie przekładamy do wysokiego garnka. Na patelnie wlewamy wodę i wraz ze smakiem ze smażenia wlewamy do garnka. Patent z wodą i płukaniem patelni robimy za każdym razem, gdy kolejne przesmażone składniki będziemy przekładać do garnka. W ten sposób nie ucieka nam smak a zupa będzie intensywniejsza.

Czyli pamiętamy, że smaków z patelni nie spłukujemy do zlewu, dobrze? :)

Garnek z mięsem wstawiamy na gaz. Teraz zajmiemy się papryką. Kroimy na połówki i układamy na wyłożonej papierem do pieczenia blaszce (skórą do góry). Skrapiamy lekko oliwą lub olejem i pieczemy przez 40 minut w temperaturze 170 stopni. Po upieczeniu wyjmujemy paprykę, nakrywamy folią aluminiową na 20 minut. Po tym czasie skóra nam łatwo odejdzie a paprykę pokroimy i dokładamy do zupy. Ale wybiegliśmy trochę w przyszłość :)

No dobrze. Papryka się piecze a my w tym czasie kroimy w plasterki pieczarki, siekamy cebulę i smażymy na patelni. Oczywiście pamiętamy, co należy robić ze smakiem z patelni, prawda? :)

No to teraz boczek. W drobną kostkę i na patelnię. Smażymy do wytopienia się tłuszczu i przyrumienienia boczku. Wszystko ląduje w garnku.

Oceniamy ilość wody w garnku i w razie potrzeby dolewamy więcej. Możemy też zastąpić wodę bulionem, ale wtedy ostrożnie z solą na etapie przyprawiania. Bo właśnie teraz w zupie lądują wszystkie przyprawy i starty czosnek.

Zupa nam się powolutku gotuje na małym gazie pod przykryciem do chwili, w której mięso będzie prawie miękkie. Wtedy wrzucamy zacierki (nie gotujcie ich wcześniej!), wlewamy sos pomidorowy i doprawiamy koncentratem pomidorowym. Zupa dalej się niespiesznie dusi. Gdy mięso jest miękki a zacierki ugotowane, to zupę zdejmujemy z ognia i wrzucamy do niej odsączoną z zalewy czerwoną fasolę. Ona nie potrzebuje gotowania wcale :)

Zupę podajemy w bulionówkach lub w głębokich talerzach. Dekorujemy siekaną natką pietruszki albo odrobiną startego żółtego sera. W zasadzie można też jednym i drugim 😀

Smacznego i szczęśliwego Nowego Roku!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Łopatka z szynkowara

Łopatka z szynkowara

 

Człowiek czasami tak ma, że zachowuje się jak owca, czyli skoro inni mają to ja też tak chcę :) Tak było i w przypadku zakupu szynkowara. Koleżanka pochwaliła się na FB własnoręcznie wyprodukowaną wędliną, a że sprzęt niedrogi, to i w 3 dni miałam już własny. Z początku myślałam, że to jest jakieś odkrywcze, a ja stanę się przy tej okazji prekursorem mody na posiadanie szynkowara, ale zawartość sieci szybko sprowadziła mnie na ziemię. Przepisów w internecie całe multum.  Poczytałam i wybrałam na początek taki najczęściej polecany, acz zmodyfikowałam go odrobinę. Nie ukrywam, że to przepis dla cierpliwych, ale warto 😉

produkty1

Etap 1

Składniki:

-1-1,2 kg łopatki wieprzowej

– 1 łyżeczka cukru pudru

-2 łyżeczki soli do peklowania

– 0,5 szklanki wody

Trafiła mi się w miarę chuda łopatka, więc usunęłam resztę tłuszczu, pokroiłam mięso na plastry i porządnie poklepałam tłuczkiem. Zagotowałam wodę z solą i cukrem pudrem, a po wystudzeniu dodałam ją do mięsa i wymieszałam dokładnie. Odczekałam kilka minut i całość zapakowałam w szczelny pojemnik, który na noc wstawiłam do lodówki.

Etap 2

Składniki:

– łyżeczka żelatyny

– mielony pieprz

– odrobina gałki muszkatołowej

– pół łyżeczki utłuczonego w moździerzu rozmarynu (opcjonalnie majeranek)

kolaz1

Dokładnie wymieszałam mięso z przyprawami i umieściłam je w woreczku (specjalny do szynkowara). Całość wymiętosiłam dokładnie, by usunąć powietrzne bąble i włożyłam do szynkowarowej puszki. Zakręciłam worek, zamknęłam pokrywkę i tutaj, ponownie moja cierpliwość została wystawiona na ciężką próbę, bowiem na tym etapie trzymamy całość przez dobę w lodówce, ale obiecuję, że to najgorszy i najdłuższy etap :)

Na koniec należy wstawić szynkowar do wody uważając, by poziom wody znajdował się nieco wyżej niż poziom mięsa.

A teraz już tylko dwie godzinki pyrkania na wolnym ogniu przy temperaturze 80-90 stopni, studzenie oraz jedzenie.

Na koniec jeszcze dwie istotne uwagi:

  • domowa wędlina nie posiada konserwantów, więc stosunkowo szybko się psuje. U mnie wytrzymała trzy dni.
  • sól peklowa jest w tym przepisie OBOWIĄZKOWA, inaczej wędlina wyjdzie nam szaro-bura i mało apetyczna.

final

Smacznego :)

Szybki piernik z orzechami pekan

Szybki piernik z orzechami pekan

 

Dawno temu, gdy byłam młodą stażem kucharką domową, myślałam sobie naiwnie, że jakość dań jest zależna od czasu spędzonego w kuchni. Innymi słowy mówiąc, królewska uczta musi być poprzedzona kuchennym, wielogodzinnym poświęceniem. Płynąc bezmyślnie na fali tego absurdu produkowałam piernik staropolski dojrzewający i potem jak dziecinę kapryśną doglądałam przez dwa tygodnie, a to czy mu nie za zimno, nie za ciepło. A może za sucho albo zbyt wilgotno?

Paranoja jakaś, zwłaszcza, że piernik dojrzewający od zwyczajnego wcale lepszy nie jest 😀

My sobie dzisiaj zrobimy ekspresową wersję piernika, który jest aromatyczny, wilgotny i moim zdaniem zdecydowanie lepszy od dojrzewającego. Na przygotowanie potrzebujemy 15 minut a potem około 50 minut pieczenia. I koniec. Po robocie. Żadnego planowania na dwa tygodnie wcześniej i sprawdzania z drżącym sercem, czy nam wypiek na przykład nie spleśniał :)

Lista składników:

– 2 szklanki pszennej mąki

– 3 jajka

– 3 łyżki miodu

– szklanka cukru

-200 g masła

– słoik powideł (290 g)

– 3 łyżki przyprawy do piernika

– 3 łyżki niesłodzonego kakao

– płaska łyżeczka proszku do pieczenia

– garść orzechów pekan (albo włoskich)

– czekolada deserowa (na polewę)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przystępujemy do działania :)

Do garnuszka wrzucamy masło, powidła, kakao, przyprawę do piernika i miód. Podgrzewamy do rozpuszczenia się masła i mieszamy na gładką masę. Odstawiamy, żeby ostygło a w tym czasie ucieramy jajka z cukrem (mikserem najszybciej). W misce łączymy mąkę z proszkiem do pieczenia z jajkami, cukrem i ostygniętym masłem z powidłami. Wyrabiamy łyżką na gładką masę, dosypujemy orzechy i już :)

Ciasto przelewamy do standardowej wielkości keksówki wyłożonej papierem do pieczenia i pieczemy przez 50 minut w temperaturze 170 stopni. Po upieczeniu i ostygnięciu smarujemy wierzch ciasta rozpuszczoną w kąpieli wodnej czekoladą deserową.

Piernik, dzięki temu, że powidła są wdane w ciasto jest wilgotny i ma cudowny smak. Oczywiście można go dodatkowo przeciąć wzdłuż i przesmarować dodatkową porcją powideł. Bo dlaczego by nie? :)

Smacznego!

Pieczona karkówka dla lenia

Pieczona karkówka dla lenia

 

No dobrze, dość już tego. Ileż można się odchudzać? Czasem można zaszaleć po całości, zatem dziś przybywam do Was z kawałkiem wieprzka. Myślę sobie – karkówka – i co widzę? Rzecz jasna jej nieodłącznych towarzyszy czyli czosnek, listki laurowe i kminek. Bez tych przypraw nie wyobrażam sobie karkówki i choć często marynuję ją w słodko-słonej marynacie, dziś postawię jednak na swojski, najbardziej klasyczny i najłatwiejszy patent.

Jest tak pyszna i tak krucha, że prawie rozpływa się w ustach. Mmm… i w dodatku to taka łatwizna, że każdy sobie poradzi z jej przyrządzeniem. Składniki podaję mniej więcej, na nieco ponad kilogram mięsa, bowiem z mniejszą ilością szkoda sobie głowę zawracać i płacić za prąd do piekarnika, a mięsko znika szybko i z powodzeniem może posłużyć na następny dzień jako zimny dodatek do kanapki :)

produkty

Składniki:

– ok. 1 kg karkówki wieprzowej (ja wybieram chudą)

– 1 łyżeczka soli (wolę gruboziarnistą)

– 1 łyżeczka mielonego kminku (może być cały, ale u mnie nie lubią)

– 1 płaska łyżeczka pieprzu (może być nieco mniej)

– 5 małych listków laurowych

– kilka ząbków czosnku

Gotowi? No to działamy :)

kolaz1

Odpalić piekarnik na 200 stopni. W czasie, kiedy będzie się nagrzewał, spokojnie uporamy się z całą resztą.

Mięso płuczemy, osuszamy i usuwamy nadmiar tłuszczu. Wierzch nacinamy w ukośną kratkę na głębokość max 1,5cm. Całość dokładnie nacieramy czosnkiem przeciśniętym przez praskę (lub posiekanym drobno) oraz resztą przypraw. Od góry, w nacięciach umieszczamy listki i… gotowe :)

Teraz już tylko brytfanka i piekarnik na mniej więcej półtorej godziny. W międzyczasie, co kwadrans polewamy naszą karkówkę wytopionym tłuszczem. Przez pierwszą godzinę trzymam mięso luźno nakryte od góry folią aluminiową, później odkrywam, żeby się ładnie przyrumieniło.

Przy okazji pieczenia mięs w całych kawałkach stosuję starą, sprawdzoną zasadę: 10 minut na każdy centymetr grubości. Zawsze wychodzi. Polecam!

final

Rosół rybny

Rosół rybny

Dyskusja na temat, czy w Wigilię należy podać barszcz z uszkami, czy zupę grzybową, prawdopodobnie nigdy nie zostanie rozstrzygnięta, więc dyplomatycznie zajmiemy się dzisiaj opcją trzecią, czyli zupą rybną. Jest szczególnie popularną potrawą świąteczną na Pomorzu (co specjalnie nie dziwi :) ) i istnieje mnóstwo przepisów na jej wykonanie.

Osobiście uwielbiam wszystkie warianty, ale z Wigilią kojarzy mi się najbardziej tradycyjny, klarowny rosół. I zdecydowanie nie z karpia, którego serdecznie nie znoszę w żadnej postaci za jego bagienny posmak. Moim zdaniem, rosół rybny jest najlepszy z łososia. Dzisiejszą zupę urozmaiciłam kawałkiem tuńczyka, ale nie jest to konieczne.

Składniki:

– 1 kg łososia

– niewielka ilość włoszczyzny pokrojonej w paseczki

– mała cebula

– łyżka oliwy z oliwek

– łyżeczka sosu sojowego

– natka pietruszki

– cytryna

– liść laurowy

– sól i pieprz

Kluseczki kładzione:

– 2 jajka

– szklanka mąki

– kilka łyżek mleka

– sól

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Cebulę przypalamy nad gazem. Włoszczyznę pokrojoną w paski dusimy na maśle. Umyte i pozbawione ości filety z łososia kroimy w grubą kostkę i przekładamy do garnka. Zalewamy zimną wodą tak, żeby zakryła rybę, ale nie za dużo, bo zupa będzie bez smaku. Nie dokładamy na razie niczego innego. Rybę gotujemy na niewielkim ogniu, sukcesywnie zdejmując szumowiny. To ważne, jeśli chcemy, żeby zupa była klarowna. Gdy ryba się obgotuje a płyn nabierze przezroczystości, dokładamy do garnka wszystkie pozostałe składniki, czyli podduszoną włoszczyznę, opaloną cebulę, łyżkę oliwy z oliwek i sos sojowy. Dodajemy przyprawy. Cytryną doprawimy zupę na samym końcu, niech sobie poczeka na swoją kolej :)

Garnek nakrywamy pokrywką i całość niespiesznie gotujemy na niewielkim ogniu. Zupa potrzebuje tak ze 40 minut, żeby z ryby i warzyw uwolniły się do wywaru wszystkie smaki. W tym czasie bierzemy się za kluseczki.

Ich zrobienie jest proste, jak konstrukcja cepa. Garnek z osoloną wodą na gaz. Do miseczki wbijamy jajka, dodajemy mąkę, szczyptę soli. Mieszamy. Dodajemy po odrobinie mleka do uzyskania konsystencji gęstego ciasta. Łyżką nabieramy po odrobinie i wsuwamy do gotującej się wody. Po paru minutach odlewamy na sitko.

Sprawdzamy smak zupy. Doprawiamy pieprzem i solą, jeśli potrzeba i wciskamy kilka kropel cytryny dla przełamania smaku.

W miseczkach układamy kluseczki, zalewamy gorącym rosołem i dekorujemy natką pietruszki.

Smacznego :)

Zupa z cukinii

Zupa z cukinii

Coś mnie ostatnio strasznie wzięło na zielone. Jak nie wariacje na temat ogórków to na cukinię.  Zupka jak zwykle szybka i prosta w przygotowaniu. Jak to u mnie :)

Cała filozofia leży w podaniu i dodatkach, ale może wszystko od początku.

Najpierw składniki:

  • Cukinia- ok. 1 kg
  • Cebula- 1 średnia sztuka lub gotowa cebulka smażona
  • Marchewka – 1 sztuka
  • Sól/pieprz/ maggi/vegeta
  • Dowolna zieleninka do dekoracji
  • Ser feta

Opcjonalnie: 1 ziemniak do zagęszczenia, maggi, kostka rosołowa, surowy ogórek, jeśli komuś za mało zieleni.

produkty

Skwarki z cukinii:

¼ naszej cukinii kroimy w drobną kostkę wielkości ok. 1 cm. Na patelni rozgrzewamy na maksa odrobinę oleju i wrzucamy kostki cukiniowe. Dodajemy pieprz i sól,  i smażymy aż się zrumienią.  Gotowe przekładamy do miseczki i czekamy na ciąg dalszy

Zupa:

Resztę cukinii kroimy byle jak i dolewamy do garnka tyle wody, żeby przykryła warzywa. Zwykle dodaję posiekanego w drobniutką kosteczkę ziemniaka do zagęszczenia, ale nie jest obowiązkowy. Do tego sól, pieprz, zrumieniona cebulka (lub gotowa), czasem kostka rosołowa. Mniej więcej po kwadransie wszystko powinno już zmięknąć na tyle, żeby całość potraktować blenderem i tym sposobem uzyskać gładki krem. Na koniec do wrzątku dorzucam startą na grubych oczkach marchewkę i dodaję co tam potrzeba do smaku.

Propozycja podania:

Na dnie talerza układamy nieco cukiniowych skwarków, pokrojony w podobną kostkę ser feta. Nalewamy zupę i posypujemy dowolną zieleninką (koperek/natka pietruszki/kolendra).

Pychota.

Smacznego :)

13139198_1131139290282713_8766384315135962269_n

Czeskie knedliki z gulaszem z jelenia

Czeskie knedliki z gulaszem z jelenia

 

Mój mąż kocha czeskie knedliki miłością absolutną. Bywało, że planowaliśmy trasę podróży przez Czechy w ten sposób, żeby zatrzymać się w konkretnej knajpie serwującej najlepsze knedliki w okolicy. Jest więc sprawą oczywistą, że po prostu musiałam nauczyć się je robić :)

Metodą prób i błędów, wspierając się nieco wiedzą zaczerpniętą z internetu, opracowałam własny przepis na ten czeski przysmak i zapewniam, że zawsze wychodzi.

Jak knedliki, to koniecznie sos a konkretnie aromatyczny i zawiesisty gulasz. Inaczej nasze poświęcenie z robieniem knedlików po prostu nie ma żadnego sensu. Sos musi być i koniec :)

Nasz dzisiejszy gulasz zrobiłam z udźca jelenia, ale oczywiście każde inne mięso też będzie pasowało.

Ciekawa sprawa z tą dziczyzną. Znam mnóstwo ludzi, którzy twierdzą, że dziczyzny nie lubią. Jestem przekonana, że część z nich po prostu się zraziła, bo przyszło im jeść dziczyznę niewłaściwie przygotowaną. I wtedy rzeczywiście przyjemność z jedzenia jest żadna.

Kluczowe jest zamarynowanie mięsa i to najlepiej na dobę przed przystąpieniem do gotowania. Bardzo ważne jest to zwłaszcza przy przyrządzaniu udźca, który jest mięsem twardym. Marynata skruszy włókna mięsa i pozbawi je charakterystycznego „dzikiego” posmaku. I pamiętajcie, żeby na wszystkich etapach przygotowania potrawy nie żałować wina. Potrawie i sobie 😀

To do dzieła :)

Podane proporcje wystarczą na obiad dla 4-5 osób.

Marynata:

– 0,5 kg udźca z jelenia

– 100 ml czerwonego wytrawnego wina

– 2 łyżki octu spirytusowego

– 300-400 ml wody

– marchewka

– seler

– cebula

– por

– czosnek

– natka pietruszki

– ziele angielskie, pieprz w ziarnach, liść laurowy

 

Marynatę przyrządza się bardzo prosto i szybko. Warzywa trzeba obrać, pokroić w plasterki i wrzucić do garnka. Dodać przyprawy. Zalać wodą, winem i octem. Całość zagotować i wystudzić. Mięso obrać z błon, umyć i osuszyć. Nie kroić.

Nigdy nie wkładamy mięsa do gorącej marynaty, bo pozamykają się pory i smak nie przeniknie do środka. Dopiero, gdy będzie całkiem zimna. Całość nakrywamy i wstawiamy do lodówki na 24 godziny.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Gulasz:

– 0,5 kg udźca z jelenia

– 100 ml czerwonego wytrawnego wina

– mała cebula

– mała czerwona papryka

– kawałek pora

– 10-15 niedużych, świeżych lub mrożonych grzybów (mogą być pieczarki)

– ząbek czosnku

– 200 ml przecieru pomidorowego

– przyprawy: sól, pieprz, ziele angielskie, liść laurowy, słodka wędzona papryka, cząber górski

Mięso pokroić w kostkę i usmażyć na brązowo. Wrzucić do garnka, zalać wodą, dodać wszystkie przyprawy i dusić na niewielkim ogniu. Cebulę, pora i grzyby podsmażyć na patelni i dodać do mięsa. Dodać wino i czosnek. Dusić minimum dwie godziny pod przykryciem. Po tym czasie zdjąć pokrywkę, dodać przecier pomidorowy i dalej dusić. Sos wkrótce powinien odparować nadmiar wody i zgęstnieć, jeśli jednak uznacie, że wciąż jest zbyt rzadki to można go zagęścić odrobiną mąki rozrobionej w małej ilości zimnej wody.

Knedliki:

– 0,5 kg mąki krupczatki

– 200 ml mleka

– 2 jajka

– torebka suszonych drożdży (7 g.)

– szczypta soli

– 2 płaskie łyżeczki cukru

Mleko lekko podgrzać. Gdy będzie gorące, to zabijecie drożdże i nic z tego nie wyjdzie. Do mleka dodajemy drożdże, cukier i 2 łyżki mąki. Mieszamy i odstawiamy na 15 minut, żeby drożdże zaczęły pracować.

Do miski wsypujemy mąkę, sól, wbijamy jajka i wlewamy wyrośnięty zaczyn drożdżowy. Zagniatamy ciasto, formujemy kulkę i wkładamy do oprószonej mąką miski. Nakrywamy ściereczką i czekamy aż wyrośnie. Drożdże bywają kapryśne, więc żeby mieć pewność, że ciasto wyrośnie, wstawiam je do piekarnika na 30 stopni. Podwaja objętość w ciągu 30-40 minut. W temperaturze pokojowej może to potrwać nieco dłużej.

Gdy ciasto wyrośnie, to formujemy z niego wałeczki. Gotujemy około 8 minut w osolonym wrzątku. Nie wkładajcie wszystkich na raz, bo knedliki będą w garnku rosły.

No i wreszcie to, co nas najbardziej interesuje, czyli nakładanie na talerze :)

Knedliki kroimy w kromki, układamy z boku talerza, wlewamy gulasz i ozdabiamy zieleniną. I już można jeść :)

Malinowe ślimaczki

Malinowe ślimaczki

Francuskie ciasto najlepszym naszym przyjacielem jest!

Francuskie ciasto najlepszym naszym przyjacielem jest!

Tak jest!

Gdyby nie te cudowne gotowce, pewnie moja rodzina w życiu nie doczekałaby się ode mnie wypieków innych niż mazurek na Wielkanoc. Tymczasem, co rusz wymyślam różne łatwe i szybkie wariacje na temat kruchego ciasta, no i ktoś to musi jeść.

Dziś przygotowałam twarogowo-owocowe ślimaczki i właściwie w tym momencie mogłabym mój przepis zakończyć, bowiem już wszystko jest jasne, ale dla porządku podam przynajmniej listę zakupów :)

produkty

 Składniki:

1 arkusz kruchego ciasta

30-40 dag białego serka (twaróg lub kremowy)

wanilia z laski lub odrobina cukru waniliowego

cukier do smaku

2-3 garści malin

kolaz-1

Z braku serka kremowego użyłam zwykłego twarogu półtłustego, ale wcześniej porządnie zmiksowałam go w blenderze na gładką masę. Dodałam wanilię oraz cukier do smaku.

Arkusz ciasta rozwałkowałam lekko, żeby było cieńsze i rozsmarowałam ser. Z jednego końca zostawiłam trochę miejsca bez masy, żeby mi nie wyleciała przy rolowaniu. Równomiernie posypałam malinami i zwinęłam dość ciasny rulon. Całość pocięłam na równe kawałki wysokości ok. 3 centymetrów.

Wcześniej nagrzałam piekarnik do 180 stopni. Teraz pozostało już tylko umieścić w nim moje eksperymentalne zawijańce i czekać aż się zrumienią. Właściwie nigdy nie zwracam jakiejś szczególnej uwagi na czas pieczenia. Zwykle sygnałem, że wypiek jest gotowy, jest nieziemski zapach wydobywający się z piekarnika. Tak było również i tym razem. W przypadku tego przepisu, domownikom nos zaczyna urywać mniej więcej po 20-25 minutach i co chwila ktoś przychodzi, i zagląda do piekarnika :D, ale można podpiec trochę dłużej.

Na talerzu udekorować malinami i czymś zielonym.

Cudem uratowałam jeden kawałek do zdjęcia, bo moi wsunęli wszystko prosto z piekarnika. Paluchy lizać :)

final

Kwaśnica z prażuchami

Kwaśnica z prażuchami

Dawno temu, gdy zimą z warzyw dostępne były głównie ziemniaki, włoszczyzna i kapusta kiszona, pomysłowość gospodyń domowych sięgała zenitu, by z tych skromnych składników gotować możliwie urozmaicone dania.

Kreatywność w gotowaniu potraw z kapusty i ziemniaków zaowocowała na przykład kwaśnicą. Kwaśnica od kapuśniaku różni się przede wszystkim stopniem kwaśności. Ta pierwsza ma być naprawdę kwaśna. Jeśli kapusta wydaje nam się zbyt łagodna w smaku to do zupy można dolać wody z kiszenia. Druga różnica jest taka, że w przeciwieństwie do kapuśniaku, kwaśnica musi być klarowna. Aby to osiągnąć, nie można dodawać żadnych zasmażek ani ziemniaków, które z pewnością spowodują zmętnienie zupy.

Dlatego my naszą kwaśnicę podamy dzisiaj z prażuchami, czyli czymś pomiędzy kluskami ziemniaczanymi lub kleistym puree. Jak zwał, tak zwał, najważniejsze jest to, że robią się same a smakują cudownie i świetnie dopełniają smak naszej kwaśnicy.

Lista zakupów:

0,5 kg kapusty kiszonej

0,5 kg boczku wędzonego

0,3 kg bardzo dobrej kiełbasy

1 kg ziemniaków z białym miąższem (np. Irga)

2 ząbki czosnku

3 czubate łyżki mąki pszennej

2 cebule

3 łyżeczki majeranku

5 kapeluszy suszonych pogrzybków

Sól

Pieprz

Liść laurowy

Ziele angielskie

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zaczynamy od namoczenia grzybów w niewielkiej ilości wody. Następnie bierzemy boczek i kiełbasę. Połowę boczku zostawiamy w jednym kawałku. Z drugiego kawałka odkładamy 2 niezbyt grube plasterki. Z kiełbasy odkładamy 1/4. Pozostały boczek i kiełbasę i jedną cebulę kroimy w grubą kostkę i przesmażamy lekko na patelni. Plasterki boczku i kawałek kiełbasy również kroimy, ale drobno i również przesmażamy, ale osobno, na małej patelni. Tym razem skwarki mają być bardzo dobrze wysmażone i chrupiące. Odstawiamy małe skwarki na bok i bierzemy spory garnek na zupę. Wrzucamy do niego boczek w kawałku, jedną całą cebulę, ziele angielskie i liść laurowy. Gotujemy przez kilka minut i dorzucamy duże skwarki z cebulą.

Zupa się gotuje na niewielkim ogniu a my w tym czasie kroimy, ale niezbyt drobno kapustę. Kapusty nie odciskamy a pozostały w opakowaniu płyn zostawiamy na wszelki wypadek. Jeśli pod koniec gotowania okaże się, że zupa nie jest wystarczająco kwaśna, to dolewamy wodę z kiszenia.

Grzyby kroimy w wąskie paseczki, wrzucamy do zupy. Dalej leci kapusta, posiekane lub starte dwa ząbki czosnku, majeranek oraz sól i pieprz do smaku. Zupę nakrywamy pokrywką, zmniejszamy ogień i gotujemy do miękkości kapusty.

Ziemniaki obieramy, myjemy i kroimy w ćwiartki. Solimy i gotujemy do miękkości w osobnym garnku. Teraz odlewamy wodę (zachowując szklankę płynu), którą wlewamy z powrotem do garnka. Zasypujemy ziemniaki trzema czubatymi łyżkami mąki, nakrywamy, zmniejszamy ogień do minimum i gotujemy przez kilka minut. Po tym czasie ubijamy ziemniaki z mąką na jednolitą masę. Jeśli potrzeba to dosalamy.

Zupę wlewamy do talerzy. Dwie łyżki do zupy moczymy w tłuszczu ze skwarkami z małej patelni i formujemy z masy ziemniaczanej kluski, które układamy na środku talerza z zupą. Całość okraszamy skwarkami z boczku i cebuli. I jemy starając się nie myśleć o miliardzie kalorii, które właśnie w siebie z apetytem pakujemy :)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zrazy wołowe

Zrazy wołowe

Witajcie Dziewczęta i Chłopcy :)

Dzięki Bogu, już koniec pierwszej części remontu elewacji i wreszcie można odpocząć, a i w wolnym czasie pomyśleć o blogu.

W końcu można się wyspać, zrobić pranie, wykąpać się jak człowiek i usunąć z zębów  styropian.
Dziś wymyśliłam sobie zrazy. 5 minut roboty. Łatwizna.

produkty
No to jedziemy :)

  1. Wołowina z udźca (70-80 dag), ładny kawałek , żeby dało się wyciąć podłużne plastry w poprzek włókien. Najlepiej dość cienkie.
  2. Plastry poklepać tłuczkiem, posmarować musztardą, dodać troszkę pieprzu, czerwonej papryki w proszku.

NIE SOLIĆ!

  1. Z jednego końca położyć mały paseczek słoniny (kupuję 10dag na całe danie) oraz kawałek kiszonego ogórka (3-4 szt. na danie).
  2. Całość zawinąć i spiąć wykałaczką.
  3. Zrazy umieścić w garnku. Podlać odrobiną wody i dusić w „sosie własnym” do miękkości pod przykryciem, acz wiadomo, że z wołowiną bywa różnie i każdy ma własne patenty.

kolaz1

Niedawno odkryłam szybkowar i zrobił mi te zrazy w kwadrans (!)

Jako dodatek, u nas obowiązkowa jest kasza gryczana i kiszone ogórki. Solimy na talerzu.

Wykałaczek nie jemy :)

Smacznego!

final-nowe

 

 

Crumble śliwkowe

Crumble śliwkowe

Ależ mnie naszło na śliwki. Pierwsze węgierki niezmiennie przywołują wspomnienia z dzieciństwa i młodości, kiedy to chodziło się na grandę na pobliskie działki, a tam z narażeniem życia zwisało się z drzew i wcinało takie cudnie omszałe, dojrzałe śliweczki. Mmm… Dziś przygotowałam dla Was crumble śliwkowe, czyli nieco dekadencki, ale przy tym prościutki deser ze śliwkami w roli głównej.

Potrzebny będzie nam piekarnik oraz naczynia do zapiekania. Ja przygotowałam w małych ceramicznych kokilkach, ale z powodzeniem można też użyć jakiegoś większego naczynia.

produkty1

Składniki na nadzienie:

½ kg śliwek

2 łyżki cukru żelującego (zamiennie 2 łyżki zwykłego cukru + 1 łyżka mąki ziemniaczanej)

Składniki na kruszonkę:

¼ kostki masła

3-4 łyżki cukru

5-6 łyżek mąki

kolaz1

Ze śliwek usunąć pestki i na patelni lekko przesmażyć je z cukrem. Następnie przełożyć do miseczek.

Składniki na kruszonkę połączyć ze sobą. Na początku kruszonkę wyrabiam palcami, ale jako że wbrew utartym przepisom, preferuję dodatek w postaci bardzo zimnego masła, na koniec używam noża i po prostu wszystko siekam. Ten prosty zabieg sprawia, że kruszonka przybiera formę w miarę równych grudek i później wszystko równomiernie się rumieni.

W międzyczasie rozgrzewam piekarnik do 200 stopni.

Posypuję owoce kruszonką i wstawiam do nagrzanego piekarnika na 20-30 minut, aż śliwki od spodu zaczną bulgotać, a kruszonka ładnie się zrumieni. Wcinamy na ciepło, tylko uwaga na podniebienie i palce :)

Mile widziany dodatek w postaci lodów.

Tu dodam, że crumble świetnie wychodzą też i z innych owoców, typu porzeczki, jeżyny, truskawki. W sumie jabłka też będą świetne, choć nigdy nie przyrządzałam ich w ten sposób :)

Dobrze sprawdza się też mrożona mieszanka owocowa.

Polecam wszystkim łasuchom i życzę smacznego.

final

Domowe jagodzianki

Domowe jagodzianki

Drożdżowe, domowe bułeczki to ulubiony smak dzieciństwa chyba większości z nas. A przynajmniej tych, którzy mieli luksus spędzania wakacji u rodziny na wsi. Każda z babć i ciotek miała swój własny przepis na jagodzianki, którym niechętnie dzieliła się z innymi gospodyniami 😉

Przypadkiem weszłam w posiadanie takiego starego, rodzinnego przepisu, ale oczywiście nie byłabym sobą, gdybym go jednak lekko nie zmodyfikowała 😉

Jagodzianki robi się dość prosto, jedyne co nam potrzebne, to nieco cierpliwości podczas wyrastania drożdżowego ciasta. Zapach w domu oraz radość domowników z pewnością tę niedogodność zrekompensują.

produkty

Lista produktów:

– 500 g mąki pszennej

– 250 ml mleka

– 1 opakowanie suszonych drożdży

– 1 jajko

– 80 g masła

– 50 g cukru pudru

– 2 szklanki jagód (mniej więcej)

kolaz1

Do miseczki wlewamy lekko ciepłe mleko, wsypujemy drożdże, dodajemy łyżkę cukru i trzy czubate łyżki mąki. Mieszamy na jednolitą masę i odstawiamy na kilka minut. Drożdże muszą zacząć pracować.

W tym czasie wsypujemy resztę mąki do sporej miski, dodajemy jajko i miękkie masło, cukier puder. Wlewamy zaczyn i wyrabiamy ze wszystkich składników ciasto.

Ciasto zostawiamy w ciepłym miejscu do wyrośnięta. Powinno podwoić objętość, co z reguły zajmuje mu około 30 minut.

Po tym czasie ponownie zagniatamy ciasto i dzielimy na porcje. Jeśli chcemy mieć mniejsze bułeczki, to na 16, jeśli większe to na 12.

W tym momencie włączamy piekarnik i czekamy aż nagrzeje się do 180 stopni. Jagody mieszamy z łyżką cukru pudru.

Z kawałków ciasta robimy placuszki na które nakładamy łyżkę jagód, po czym formujemy bułeczki. Trzeba dość porządnie zamykać jagody w środku by jagodzianki nie pootwierały się w piekarniku pod wpływem wysokiej temperatury.

Układamy bułeczki na blasze, smarujemy je z wierzchu mlekiem i pieczemy około 20 minut (jeśli podzieliliśmy ciasto na 12 porcji, to czas pieczenia wydłuży się o 5 minut).

Dekorujemy lukrem albo cukrem pudrem.

Smacznego :)

final

Miodowe skrzydełka

Miodowe skrzydełka

Skrzydełka kurczacze to rzecz powszechna i tania, ale jakoś do tej pory nigdy nie wzbudzały mojego kulinarnego entuzjazmu i nie kupowałam ich wcale. Ale w końcu przyszła kryska na Matyska i w dzień powrotu z wakacji, tuż przed odjazdem, obdarowano mnie 10 kilogramami skrzydełek, więc po przyjeździe do domu, w panice zaczęłam szukać wolnego miejsca w zamrażarce i pewna, że wszystkiego nie pomieszczę, rzuciłam się do gotowania. Jak zwykle postawiłam na pełną improwizację i przypadkiem wyszło mi coś tak kapitalnie pysznego, że postanowiłam się z Wami podzielić patentem na moje skrzydełka. Ameryki pewnie nie odkryłam, ale to właśnie stamtąd pochodzi patent na pomieszanie miodu z keczupem :)

kolaz-produkty

Składniki:

1 kg skrzydełek

1 łyżeczka pieprzu

1 łyżeczka soli

1 łyżeczka ostrej papryki (może być wędzona)

1/2 łyżeczki sproszkowanego czosnku

1 kopiata łyżka rozgniecionej na drobniutko prażonej cebulki (opcjonalnie)

½ szklanki miodu

½ szklanki gęstego keczupu

1 łyżeczka sosu sojowego (opcjonalnie)

Do dzieła!

kolaz-1

Piekarnik odpalić na 200 stopni. Surowe skrzydełka podzielić na kawałki. Końcówki odłożyć do garnuszka, zalać niewielką ilością wody, dodać trochę suszonej włoszczyzny i ustawić na wolny ogień, żeby sobie pyrkało. Tymczasem podzielone skrzydełka obtoczyć w mieszance wszystkich suchych przypraw i odczekać aż piekarnik się nagrzeje. Rzecz jasna tę czynność można wykonać wcześniej, by mięso dłużej poleżało w przyprawach, ale jako że zaliczam tę potrawę do gatunku szybkich, tym razem nie zamierzam się jakoś specjalnie roztkliwiać nad piątą nutą smaku, bo i tak wyjdą świetnie :)

Następnie nasze skrzydełka układamy bezpośrednio w brytfannie i wstawiamy do nagrzanego piekarnika na ok. 25 minut. Mniej więcej po 20 minutach należy je obrócić na drugą stronę. W tym czasie szykujemy naszą efekciarską glazurę, czyli w sporej misce mieszamy keczup z miodem i ewentualnie z sosem sojowym. Prościzna.

Przekładamy podpieczone skrzydełka do glazury i dokładnie mieszamy, by równomiernie je pokryła.   Ponownie umieszczamy skrzydełka w piekarniku, ale tym razem już układamy je na folii aluminiowej, ewentualnie na papierze do pieczenia. Teraz wystarczy już tylko poczekać około kwadransa, a później cieszyć się czymś, czego będą mogły nam pozazdrościć wszystkie amerykańskie fast food’y :)

Na części kawałków zrobiłam mały eksperyment i kilka sztuk na koniec potraktowałam górnym grillem. No i prawie je spaliłam, zatem grilla odradzam, chyba że pod specjalnym nadzorem :)

Przyrządzone w ten sposób skrzydełka można podawać na półmisku, jako przekąskę z sosami i dipami, ale też równie dobrze sprawdzą się jako normalne, tradycyjne danie z ziemniaczkami i surówką. Panuje pełna dowolność, bo to pycha w każdej postaci. Świetnie smakują też na zimno, więc jak coś zostanie, to też dobrze.

Ale zaraz, zaraz! Chwilunia! Przecież to jeszcze nie koniec! W międzyczasie z końcówek naszych skrzydełek i suchej warzywnej mieszanki odparował nam się ekstra wywar na zupę! Taka domowa gratisowa bulionetka.

Nie lubię jak coś się marnuje, więc przełożyłam mój bonus do szczelnego pojemniczka i wsadziłam do lodówki. Schłodzony zamienił się w galaretkę i spokojnie wytrzyma kilka dni, do czasu gotowania następnej zupy. Smacznego!

final

Kurczak Santa Fe

Kurczak Santa Fe

To danie ma same plusy. Łatwo się robi, super smakuje i na dodatek nie jest bombą kaloryczną. Udaje się zawsze i każdemu, pod warunkiem, że się je dobrze przyprawi.

Bo to właśnie przyprawy sprawiają, że przenosimy się kulinarnie do Nowego Meksyku. Tamtejsza kuchnia (podobnie jest w sąsiednim Teksasie) podlega silnym wpływom kuchni meksykańskiej i dlatego powszechnie nazywa się ją Tex-Mex.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Lista zakupów:

– 2 piersi kurczaka

– kartonik przecieru pomidorowego

– papryka

– puszka kukurydzy

– puszka czarnej lub czerwonej fasoli

– kilka papryczek jalapeño

– ser typu red cheddar

– ząbek czosnku

– garść kolendry

– kilka gałązek oregano

 

Mieszanka przypraw:

– 3 łyżeczki mielonego kminu rzymskiego

– 1 łyżeczka soli wędzonej (zwykła spokojnie da radę)

– 1 łyżeczka pieprzu cayenne

– 2 łyżeczki papryki wędzonej (zwykła trochę zmieni smak, więc warto zainwestować w wędzoną)

– 1 łyżeczka granulowanej cebuli

– 2 łyżeczki niesłodzonego kakao

– 1 łyżeczka suszonej kolendry

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Mamy już naszą mieszankę przypraw, więc bierzemy się do gotowania :)

Do miski wlać przecier pomidorowy. Ja tym razem dodałam do niego obrane ze skóry i posiekane pomidory. W końcu pełnia sezonu pomidorowego, więc żal nie skorzystać, ale spokojnie możecie ten etap pominąć.

Paprykę obieramy ze skóry zwykłą skrobaczką i kroimy w kostkę. Papryczki jalapeño drobno siekamy. Mają niepowtarzalny smak, więc nie warto ich zastępować innymi. Są też dość ostre, więc należy to wziąć pod uwagę. Ilość na zdjęciach pozwala otrzymać danie średnio pikantne.

Siekamy czosnek, oregano i kolendrę.

A teraz wszystko, z wyjątkiem kurczaka, mieszamy i wlewamy do brytfanki. Piersi kurczaka, uprzednio umyte i podzielone na połówki, układamy na wierzchu i oprószamy solą. Brytfankę szczelnie nakrywamy folią aluminiową i wstawiamy do piekarnika, wcześniej nagrzanego do 180 stopni.

Pieczemy pod przykryciem 30 minut. Wyjmujemy brytfankę, ściągamy folię i posypujemy kurczaka startym cheddarem. Dlaczego akurat cheddarem? To jeden z najbardziej popularnych serów w kuchni meksykańskiej i doskonale pasuje do tego dania.

Ser nasypany? No to brytfanka z powrotem do piekarnika. Tym razem bez folii. Jakieś 10 minut, w 200 stopniach, powinno wystarczyć. Trzeba obserwować, czy ser się już ładnie zapiekł.

Można serwować z nachosami albo z ryżem. Jak kto woli :)

Smacznego :)

Kurki gęstowane w śmietanie

Kurki gęstowane w śmietanie

Co roku, z utęsknieniem, czekam na kurki. Te pyszne grzybki zimą potrafią śnić mi się po nocach, więc jak tylko rozpoczyna się sezon, to ja od razu biegusiem na stragan.

Nie ma się czego bać, bowiem mój przepis wbrew groźnej nazwie jest bardzo prosty, aczkolwiek, gdy natraficie na mokre, połamane i mocno zabrudzone kurki, lepiej sobie taki zakup odpuście. Zakładam, że nikt nie lubi smaku igliwia i piachu w zębach, ale gdy jednak ktoś się uprze, to takie grzyby niestety trzeba umyć. A nawet nie tyle umyć, co zrobić im porządną kąpiel, by wypłukać jak najwięcej zabrudzeń. I tak, do końca nigdy wszystkiego się nie wymyje, więc lepiej poszukać kurek suchych i czystych. Takie wykąpane grzybki przed dalszą obróbką, trzeba porządnie odsączyć, by później oddały jak najmniej płynu.

Receptura na 2 solidne porcje jako osobne danie, ewentualnie dla 4 osób jako dodatek do mięsa. Dla ułatwienia Wam życia, składniki oczywiście „na oko”. :)

produkty

Składniki:

– 65-70 dag kurek

–  300 – 400 g śmietany 18% (lub pół na pół z 12%)

– 1 spora cebula/ ewentualnie 1 garść gotowej cebuli smażonej

– ok. 1/5 kostki masła

– sól, pieprz, majeranek – do smaku (opcjonalnie nieduża gałązka rozmarynu)

A więc… wiem, wiem, że nie zaczyna się zdania od „a więc”, ale jakoś mi tu pasuje :) … do dzieła!

 

kolaz2

Najpierw obowiązkowo czyścimy kurki z piasku, igliwia. Dziś trafiły mi się wyjątkowo suchutkie i czyste, ale i tak znalazłam kilka upiaszczonych osobników.  Przy tak suchych grzybach z powodzeniem wystarczył mi zwykły pędzel, zatem opędzlowałam mój grzybny materiał kulinarny i następnie zabrałam się za siekanie. Odcięłam też końcówki ogonków. Kurki należy posiekać dość drobno, ale bez przesady. Z powodzeniem wystarczą kawałki wielkości ok. 1,5 cm.

Posiekaną cebulę zrumieniłam na 1/3 przygotowanego masła.

Na dużą patelnię przełożyłam kurki, resztę masła oraz zrumienioną cebulę. Przyprawy do smaku, jak komu pasuje, ale przed dodaniem śmietany byłoby dobrze, gdyby całość wydawała się odrobinę za słona i nieco zbyt pieprzna.

No dobra. Teraz największy palnik i duży ogień. No! Ogień! :) Mieszamy i czekamy chwilę aż kurki puszczą wodę i cały płyn odparuje. W zależności od jakości kurek czynność owa może się wydłużyć nawet do około 10 minut, ale nie bądźmy pesymistami, bo zazwyczaj trwa to krócej.  Gdy wszystko ładnie odparuje, skręcamy palnik o połowę i dodajemy śmietanę. Jeśli ktoś woli wersję jaśniejszą i bardziej śmietanową, może dodać więcej śmietany. Można też dodać trochę śmietany 30%, ale wg mnie to już istne kaloryczne szaleństwo, a ja aż taka szalona nie jestem. :)

A teraz jeszcze 1-2 minutki i tyle.

Czas przygotowania całości to maksymalnie pół godziny. Czas konsumpcji, niestety, sporo krótszy.

Niebo w gębie. Przysięgam!

final

Fish and chips

Fish and chips

Ryba z frytkami i sosem tatarskim to jedno z najpopularniejszych dań w Wielkiej Brytanii. Żaden tubylec nie potrafi sobie wyobrazić nadmorskich miejscowości bez barów fish & chips. Po letnich kurortach ciągnie się więc swojski zapach smażeniny a turyści zajadają się rybą siedząc przy stolikach, lub po prostu na piasku tuż przy brzegu morza. W tym ostatnim wariancie je się z papierowej torebki plastikowym widelczykiem.

Widok tych torebek działa elektryzująco na mewy, które obsiadają człowieka z każdej strony i żebrzą o frytki. Potrafią być bardzo bezczelne :)

Dobra ryba przede wszystkim musi być świeża. Brytyjczycy tradycyjnie używają dorsza lub łupacza. Osobiście najbardziej lubię wersję z polędwicą z dorsza. Drugim gwarantem sukcesu jest ciasto piwne o odpowiedniej, gęstej konsystencji.

No to bierzemy się do gotowania.

Składniki

Na rybę:

– dorsz

– szklanka mąki pszennej

– szklanka piwa

– 2 szklanki oleju rzepakowego

– sól i pieprz

 

Na sos tatarski:

– 4 łyżki majonezu

– 6 łyżek jogurtu bałkańskiego

– 2 ogórki kiszone albo małosolne

– sól i pieprz

 

Zaczynamy od ryby. Myjemy, osuszamy i kroimy w średniej wielkości kawałki, dzięki czemu łatwiej nam będzie je obracać na patelni i równomiernie się usmażą. Rybę solimy, oprószamy pieprzem i odstawiamy na bok.

W głębokim talerzu wyrabiamy gęste ciasto z mąki, piwa, płaskiej łyżeczki soli i pieprzu (w ilości według uznania).

W miseczce mieszamy na gładką masę jogurt z majonezem, dodajemy posiekane w kostkę ogórki, szczyptę pieprzu i soli. Wstawiamy do lodówki.

Oryginalnie robi się sos wyłącznie z majonezu, ale zastąpienie jego części jogurtem nie sprawi, że coś mu na smaku ubędzie, za to zmniejszy to nieco jego kaloryczność :)

Teraz wlewamy na patelnię olej i czekamy aż się dobrze podgrzeje. W tym czasie oprószamy rybę mąką i po kawałku zanurzamy w cieście. Im dokładniej ciasto oblepi rybę, tym bardziej soczysta będzie po usmażeniu.

Smażymy kilka minut, aż panierka nabierze ciemnozłotego koloru. Podawać z frytkami. Najlepiej grubymi. Brytyjczycy kropią je octem, ale my, rzecz jasna, nie musimy 😉

Smacznego :)

Kaszanka z grilla

Kaszanka z grilla

Kuchnia w lesie. Nie ma lekko. Nikt nie obiecywał, że w wakacje się leży, a już tym bardziej pości. W lesie warunki do blogowania są raczej średnie, więc nie będę się tutaj wygłupiać z jakimś super skomplikowanym daniem i udawać, że zrobiłam je w pięć minut, w  kocherze, pod namiotem i na jednej nodze, tylko podzielę się  z Wami  świetnym i sprawdzonym patentem na kaszankę.

To można zrobić nawet i w powietrzu, i nawet nie potrzeba nam naczyń. Jedyne co wg mnie jest w tym przepisie niezbędne, to zrumieniona wcześniej posiekana cebulka. Jeśli dodamy surową, po prostu się zaparzy i smaku nie doda, a kto by chciał jeść gorącą, surową cebulę?

Do rzeczy.

produkty

Składniki:

– dowolna ilość kaszanki (ja mam 6 kawałków)

– mniej więcej ¼ cebuli na każdy kawałek kaszanki.

– 1-2 jabłka

– szczypta vegety do cebulki

– folia aluminiowa

 

Kaszankę obrać z jelita. Ułożyć na podwójnie złożonej folii aluminiowej. Do kaszanki dodać podsmażoną na złoto cebulę i drobno pokrojone plasterki  jabłek. Jabłek nie żałować.

Całość szczelnie zawinąć i wrzucić na grilla na mniej więcej pół godziny. Ja lubię solidnie przypieczoną, więc na koniec na minutkę przesuwam na pełny ogień.

kolaż1

Pychotka. Polecam. Jak zostanie, to nic nie szkodzi. Tak przyrządzona kaszanka świetnie znosi mrożenie i odgrzewanie. Ostatnio odgrzewałam w folii, bezpośrednio na maszynce elektrycznej i też wyszło świetnie. Cóż, urlop rządzi się swoimi prawami i w tym czasie na sucho uchodzą wszystkie kulinarne herezje :)

final

Dziś znów pozdrawiam z lasu i życzę wszystkim smacznego :)

kolaż2

Makaron z podgrzybkami

Makaron z podgrzybkami

Uwielbiam grzyby. Zbierać i jeść, więc parę dni temu zelektryzowała mnie wiadomość, że w pobliskim lesie pokazały się podgrzybki. Osobiście jestem ich wielką fanką, co więcej, uważam że są smaczniejsze od wychwalanych pod niebiosa prawdziwków. I do tego świetnie się komponują z makaronem.

Pierwszy raz jadłam w ten sposób podany makaron w Trydencie, który w grzyby obfituje, więc i lokalna kuchnia ma sporo potraw z grzybami (pizzę z opieńkami i speckiem na przykład :) )

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Lista zakupów:

– opakowanie śmietanki 12%

– żółtko

– pokrojone w plasterki podgrzybki

– makaron spaghetti

– kieliszek białego, wytrawnego wina

– ząbek czosnku

– starty, twardy ser dojrzewający

– sól, pieprz

– natka pietruszki do dekoracji

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zaczynamy od przygotowania grzybów, które przebieramy, myjemy, osuszamy ręcznikiem papierowym i podsmażamy na niewielkiej ilości masła klarowanego lub oleju. Dodajemy wino i dusimy w nim grzyby aż do odparowania płynu. Ostawiamy patelnię z grzybami na bok i gotujemy makaron.

Do głębokiego talerza wlewamy śmietankę. Nie daję kremówki, bo jest cholernie tłusta, tylko kupuję 12% śmietankę do kawy w kartoniku. Smak ten sam a znacznie mniej kalorii :)

Dodajemy żółtko, sól, pieprz, starty ząbek czosnku i prawie cały starty ser. Ja zazwyczaj używam owczego Pecorino, ale parmezan czy inny twardy ser dojrzewający też będzie świetnie pasował. Mieszamy wszystko na jednolitą masę.

Gdy ugotuje nam się makaron, to odcedzamy go i wrzucamy do patelni z grzybami. Teraz wlewamy śmietanę z dodatkami i stawiamy patelnię na niewielki ogień. I uważnie obserwujemy, ciągle mieszając. Gdy sos zacznie gęstnieć, to znak, że makaron trzeba niezwłocznie przełożyć na talerze. W innym wypadku zetnie się jak jajecznica i będzie nieapetycznie wyglądał.

Makaron dekorujemy siekaną natką pietruszki i odrobiną startego sera.

Smacznego :)

Ps. Podgrzybki można zastąpić dowolnymi grzybami. Od biedy można użyć nawet pieczarek, ale wtedy, żeby uzyskać wyczuwalny grzybowy posmak, to część usmażonych pieczarek wyciągnijcie z patelni i zblendujcie a potem połączcie z makaronem. Są zdecydowanie mniej aromatyczne, niż grzyby leśne, więc trzeba też dać więcej tartego sera i dwa ząbki czosnku do śmietany.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zupa z chwastów

Zupa z chwastów

Wakacyjna zupa z lebiody i pokrzyw.

Jakby tak rok temu ktoś mi powiedział, że będę gotować zupę z chwastów, to bym się wtedy popukała po głowie, i to mocno.

Ale to nic…, bo dziś spieszę z wieścią, że zupa z lebiody i pokrzyw to najlepsza zupa świata! Pyszna, zdrowa i za darmo.

Polecam ją każdemu, kto przebywa poza miastem i ma dostęp do składników rosnących na świeżym powietrzu, czyli do pokrzywy i lebiody. Nie ma się czego bać. Moja rodzina żyje, choć wczoraj wszyscy profilaktycznie odczekali godzinę, aż ja zjadłam, a skoro zjadłam ze smakiem i przeżyłam to znaczy, że bezpiecznie można jeść :)

Przy okazji tego wpisu zdradzę Wam odrobinkę, jak wygląda blogowe gotowanie. Wbrew pozorom to nigdy nie wygląda cacy. Cóż, taka prawda. Danie, normalnie robione w jednym garnku, na okoliczność bloga kończy się całą zmywarką brudnych patelni, garnuszków, miseczek i łyżek do mieszania. Do tego totalny sajgon w kuchni i obawa, czy zdjęcia dobrze wyszły. Często też trzeba się mocno spinać i streszczać, bo nie ma czasu na dziesiątki fotograficznych dubli. Nie ma, bo w międzyczasie coś zwiędnie, coś oklapnie, coś się przypali albo ktoś coś zje zanim chwycę za aparat… Sami przyznajcie, że nie mamy lekko. Ale to wszystko dla Was :)

Aktualnie jestem w lesie. Tu, z zasady rośnie skala trudności. Warunki spartańskie. Nie mam paradnej zastawy, super desek, miliona talerzyków i rondelków.  Tylko brzydka deska, kozik i wyszabrowane z restauracji talerze.  No i ta niepewność. Już sobie upatrzyłam ładne lebiodki, a tu mi chłop z ciągnikiem wparował i skosił wszystko do zera. Ech, dobrze, że o moje składniki nietrudno…

miejsce

Ale co tam! Takie dobre żarełko smakuje nawet z patyka, zatem zapraszam na mój nowy odkrywczy przepis. Zupa jest tak pyszna, że śmiało można ją siorbać prosto z garnka :)

produkty

Składniki na oko:

– 1-2 garści świeżych listków z młodych pędów lebiody

– 3-4 garści świeżych listków z młodych pędów pokrzywy

– 1 cebula

– 1 duża łyżka masła

– 1-2 kostki rosołowe

– 1 jajko na twardo na porcję

– szczypiorek/koperek/natka pietruszki do dekoracji

– sól/pieprz

– 2-3 łyżki śmietany 18%

 

Oskubać listki z pokrzywy i lebiody.  Posiekać drobniutko. Wcześniej na maśle zrumienić drobno posiekaną cebulę.  Dodałam do smaku trochę przyprawy typu vegeta. Cebulkę przełożyć do garnka. Na tej samej patelni przesmażyć naszą posiekaną zieleninkę. Do garnka wrzucić wszystkie składniki z wyjątkiem śmietany, jajek i zielonej posypki.

Dolać ok. 1,5 litra wody. Zagotować. Śmietanę rozbełtać z kilkoma łyżkami ciepłej zupy i dodać do garnka. Tyle. Gotowe. Podawać z młodymi ziemniakami, jajkiem, grzankami, kulkami ptysiowymi i czym kto chce. Na wierzch przyda się coś zielonego :)

kolaż1

Niezależnie od dodatków, jest to przepyszna, zdrowa i tania zupa, którą polecam każdemu. Do przepisu wybieramy pokrzywę i lebiodę przed przejściem w stadium badyla, ale jak takich nie znajdziemy to nic się nie stanie, bo badyla zawsze można oskubać z młodych pędów, a żeby pokrzywa nie parzyła, wystarczy ją po prostu zamoczyć.

Super zupka, a jaka kształcąca … Kochani…, od czasu tego przepisu, wszędzie, dosłownie w każdym przydrożnym rowie widzę pożywną lebiodę. Zawsze dobrze wiedzieć, gdzie rośnie coś, co można zjeść :)

final

Serdeczne pozdrowienia z wakacji :)

kolaż2

Francuskie rogaliki z niczego

Francuskie rogaliki z niczego

Minęła pora obiadu, a tu dziecię me wyrośnięte znów zaczęło węszyć w lodówce za czymś, co u nas w domu zwane jest „pypciem”, czyli czymś na ząb, ale takim innym niż to, co normalnie można znaleźć w lodówce.

Takie coś w stylu: zjadłabym coś, ale sama nie wiem co :)

Tu z pomocą, jak zwykle przyszedł mi najlepszy wynalazek naszych czasów, czyli gotowe ciasto francuskie, w dodatku już z założenia okrągłe w kształcie, czyli ewidentnie z przeznaczeniem na rogaliki.

Zatem do dzieła!

produkty

Składniki na 6-8 sztuk:

– ciasto francuskie na croissanty

– 20 dkg twarogu

– 2 żółtka (białek nie wylewamy- przydadzą się do posmarowania rogalików)

– 2 łyżki cukru do smaku

– 2 szczypty cukru waniliowego lub trochę ziarenek wydłubanych z laski wanilii

kolaż1

Schłodzone ciasto delikatnie rozwałkować i podzielić na 6-8 trójkątów. Twarożek utrzeć z żółtkami, cukrem i cukrem waniliowym. Masę rozłożyć na ciasto i zrolować trójkąty. Uformować kształt rogala :)

Ułożyć na papierze do pieczenia. Wierzch posmarować białkiem i posypać odrobiną brązowego cukru. No i do piekarnika. 180 stopni. Nigdy nie liczyłam czasu pieczenia, bo zwykle czekam, aż całość ładnie się zrumieni.  Tyle. Ekspresowa i efektowna pycha! Smacznego!

final

Cukiniowe zawijańce

Cukiniowe zawijańce

Zamarzyła mi się lekka przekąska.

Jestem na diecie odkąd pamiętam, więc wybrałam wersję warzywną, ale też z drugiej strony, ileż można być na diecie, a ja nie jestem świętym Franciszkiem z Asyżu, więc zaszalałam i do tego przepisu kupiłam serek mascarpone. Wybrałam rozsądnie, czyli Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek :)

13578781_1188769394486833_211134974_n

Składniki:

1 mała cukinia, najlepiej z tych chudych w kształcie

1 marchewka

1 łodyga selera naciowego

1 cebulka z dorodnym trzeszczącym szczypiorem

spora garść dowolnych kiełków

garść innej dowolnej zieleniny np. mieszanka sałat

serek mascarpone/gęsty homo/almette

musztarda 1-2 łyżki

chrzan 1-2 łyżki

sól/pieprz + ulubione przyprawy

łosoś wędzony (opcjonalnie)

Moje zawijańce nie wymagają gotowania, są łatwiusieńkie i szybkie w wykonaniu, pod warunkiem, że zawczasu przygotujemy sobie składniki. Zwykle dodaję też różowiutkiego wędzonego łososia, bo świetnie pasuje, ale tym razem zapomniałam, że go mam i zrobiłam bez.  No cóż… nobody’s perfect. :)

No, to do roboty!

13563461_1188769444486828_539976531_n

Serek wymieszać z musztardą i chrzanem w takich proporcjach, żeby uzyskać wyrazisty smak i żeby po prostu Wam smakowało.

Cukinię starannie umyć i obieraczką do jarzyn wystrugać z niej ładne, cienkie plastry.

Marchewkę, seler i szczypior pokroić na wąskie paseczki, acz tym razem marchew, podobnie jak cukinię również potraktowałam obieraczką do jarzyn i wyszły mi ładne wstążeczki.

Jeśli macie bambusową matę do sushi to świetnie, ale jeśli nie macie to też nie ma biedy, bo można ją zastąpić zwykłą folią spożywczą. Wprawdzie ten drugi patent wymaga odrobiny zręczności przy rolowaniu, ale jest jak najbardziej wykonalny.

 

A teraz przystępujemy do rzeczy. Plastry cukinii należy ułożyć równiutko na foli/bambusowej macie tak, żeby plastry zachodziły na siebie mniej więcej w połowie wysokości.

Następnie równomiernie rozsmarowujemy serek i układamy na nim nasz jarzynowy „wsad”.

Wszystko rolujemy w ciasny wałek, kroimy ostrym nożem i mlaszcząc konsumujemy.

Cytrynka do skropienia i kieliszek białego wina nie zaszkodzi :)

final

Smacznego !

Brokułowe mufiny

Brokułowe mufiny

Jak to dobrze, że ludzie wymyślili instytucję fryzjera. Gdyby nie comiesięczne wizyty immanentnie związane z lekturą kolorowych gazet, gdzie wydawcy w każdej drukują to samo, byłabym całkowicie do tyłu z nowinkami ze świata celebrytów, modą, leczeniem zgagi, wychowaniem dzieci,  że o efektownym, sezonowym jedzeniu nie wspomnę. Otóż przy ostatniej wizycie natknęłam się na poniższy przepis, a że jako „poważny bloger kulinarny” kupiłam sobie niedawno formę do mufinek, postanowiłam dziś zrobić inaugurację tego silikonowego wynalazku. Do tego przepis jest o tyle fajny, że można dowolnie go modyfikować. Kto powiedział, że to koniecznie musi być brokuł? Jestem przekonana, że dodatek w postaci kawałków dyni, cukinii, zielonego groszku, czy kukurydzy również sprawdziłby się świetnie, ale na razie zostanę przy pierwotnej wersji.

produkty

Składniki:

250 g mąki

250 ml mleka

4 łyżki oliwy

2 łyżki pomidorowego lub zwykłego pesto (można pominąć)

7g drożdży instant

2 jajka

12 niewielkich brokułowych różyczek

1 pomidor

parmezan

sól/pieprz

Kochani, zaczynamy!

Na początek w misce łączymy mąkę z drożdżami i dodajemy przyprawy. Jajka mieszamy z oliwą i wlewamy do suchych składników. W międzyczasie przez chwilę podgotowujemy brokuła i kroimy pomidora w kostkę. Jak ktoś lubi, można usunąć pestki, choć nie za bardzo wiem po co :)

Następnie dodajemy pozostałe składniki, czyli mleko i pesto. Dokładnie mieszamy. Brokuła odcedzamy i układamy różyczki w formie do mufinek, dodajemy też kawałki pomidora. Nie było tego w przepisie, ale posypałam jeszcze parmezanem. Potrawa sprzyja robieniu FIFO w lodówce tudzież innym spożywczym przeglądom, a mnie właśnie wpadł w ręce kawałek parmezanu wysuszony na wiór, zatem ser również załapał się do mufinek. Wprawdzie zęby nie dałyby mu rady, ale od czego jest blender? :)

kolaż1

Teraz ciasto. Równomiernie wylewamy je na ułożone we wgłębieniach warzywa. Można też zastosować inny patent, na który niestety wpadłam trochę za późno, żeby najpierw wlać ciasto, a dopiero później powtykać w nie brokuła i kawałki pomidora.

Po wierzchu posypujemy resztą parmezanu i nasze mufiny lądują w piekarniku. Pieczemy mniej więcej 25-30 minut w temperaturze 180 stopni, następnie konsumujemy na ciepło lub na zimno.

Nie dość, że śliczne to jeszcze pysze. Smacznego!

final

Ciasto marchewkowe

Ciasto marchewkowe

Nienawidzę pieczenia ciast. Serio. Gdzieś tam z tyłu głowy brzęczy mi powiedzenie, że cukiernik to kucharz, któremu nie wyszło.

W sumie jest w tym trochę sensu, bo profesjonalne wypieki wymagają nieomal aptekarskiej precyzji. A ja ignoruję precyzję podczas gotowania. Nie usztywniam się, bo jestem ciekawa efektu. Sypnę szczyptę tego, czy tamtego i zazwyczaj lepiej na tym wychodzę, bo udaje mi się zrobić coś oryginalnego :)

Jednym słowem nie nadaję się na cukiernika i już.

Jeśli już muszę zrobić ciasto, to kombinuję jak koń pod górę, by był to możliwie prosty przepis.

A ponieważ dzisiaj jest Dzień Ojca (tak tato, wiem, że czytasz :) ) to pozwólcie, że szybciutko zrobię ciasto wrzucając jak leci wszystko do miski i zajmę się mięchem i chłodnikiem dla mojego kochanego tatusia :)

Ale zanim się oddalę, to muszę oddać pokłon Marzenie Zdeb z M4Deco, której koszyczek natchnął mnie na wyeksponowania orzechów i co tu dużo gadać, do upieczenia tego ekspresowego ciasta :)

No tak, przepis.

13521722_1183525451677894_1032723251_n

 

Jedyna wytyczna: zetrzeć dwie marchewki na drobnych oczkach tarki. Wrzucić do michy. Dodać szklankę mąki (u mnie owsiana, ale zwykła pszenna też się doskonale sprawdzi), dwa jaja, cztery łyżki miodu i czubatą łyżeczkę proszku do pieczenia, opcjonalnie cukier z wanilią. Wymieszać jakkolwiek i dodać dowolną ilość orzechów włoskich.

13536099_1183526445011128_270123400_n

 

Wyłożyć brytfannę papierem do pieczenia i wlać masę.

Wstawić do rozgrzanego do 190 stopni piekarnika i piec około 30-40 minut. Jest ogromna szansa, że ciasto będzie zbyt ciężkie by wyrosnąć, ale niezależnie od tego z pewnością nie będzie mieć zakalca.

Ale popatrzcie na to z jasnej strony 😀

Niskie oczekiwania początkowe, same zdrowe składniki i słodki efekt. Jest sens się o szczegóły czepiać?

Moi zeżarli i wyskubali okruszki.

13522519_1183525368344569_485306838_n

 

A Tobie Tato oprócz marchewkowego ciasta zrobię kaczusię, chłodnik, pieczeń z dowolnego mięcha i co tam sobie wymyślisz. Wszystkiego najlepszego z okazji dnia ojca :)

Avocado z krewetkami

Avocado z krewetkami

Owoc, czy warzywo? Oto jest pytanie.

Kilkanaście lat temu podpatrzyłam ten przepis w meksykańskiej knajpce. Niestety kucharz ani myślał puścić pary z ust, ale metodą prób i błędów, za którymś razem udało mi się skopiować mistrza. Danie jest pyszne, efektowne, lekkie i zdrowe. Mało tego, gdzieś niedawno wyczytałam, iż niektóre kobiety wierzą, że od avocado rośnie biust. :)

I czegóż chcieć więcej? Do tego jest ślicznie zielone i genialnie wpasowało mi się do cudownego, żółciutkiego koszyczka prosto spod ręki Marzeny Zdeb z M4deco.

koszyk

Zaczynamy od zakupu dojrzałych avocado. Pod delikatnym naciskiem wyczuwamy wtedy sprężystą miękkość. Gdy są zbyt twarde, muszą poleżeć kilka dni, a gdy trafimy na zbyt miękkie, możemy z nich zrobić jedynie guacamole. Jednakże do naszej potrawy trzeba wycelować, żeby były w sam raz.

No, to bierzemy się do pracy.

produkty1

Składniki na 4 porcje:

– 2 dojrzałe duże  avocado

– 3-4 filiżanki krewetek koktajlowych

– 2 łyżki majonezu

– 2 łyżki gęstej śmietany lub jogurtu naturalnego

– 1  łyżka posiekanego szczypiorku

– 1 łyżka posiekanego koperku

– 1 łyżka posiekanego selera naciowego

– 1 łyżka kiełków (opcjonalnie)

– sól/pieprz/czerwona papryka- do smaku (opcjonalnie)

– 1 cytryna

Avocado kroimy wzdłuż na pół. Wiecie jak wyjąć pestkę? Pewnie wiecie, ale dla pewności przypomnę. Po przekrojeniu na pół należy obie połówki przekręcić w przeciwnych kierunkach. W jednej połówce zostanie nam pestka. Trzeba ująć tę połówkę w dłoń, a drugą ręką, zdecydowanym ruchem (ale nie tak, żeby sobie obciąć kończynę), z wyczuciem, od góry pacnąć w pestkę ciężkim ostrym nożem. Nóż powinien nieco zagłębić się w pestkę. Teraz wystarczy już tylko delikatnie przekręcić nóż i pestka nasza :)

Przy okazji mała porada. Jeśli zostanie Wam połówka avocado, nie wyrzucajcie pestki. Z powrotem umieście ją na swoim miejscu, wtedy miąższ nie sczernieje.

Ech, te moje dygresje…

No, ale wracając do meritum…

Dużą łyżką delikatnie oddzielamy cały miąższ od łupiny. Miąższ koniecznie musi być w jednym kawałku. Przy okazji staramy się wyjąć go jak najwięcej i uważamy, żeby nie rozerwać łupiny, bo będzie nam potrzebna. Nie przejmujcie się za bardzo, jak za pierwszym razem Wam nie wyjdzie. Wszystko jest kwestią wprawy, ale warto na wszelki wypadek kupić o jedno avocado więcej.

kolaż1

Pustą łupinkę układamy na talerzu, a wydłubany miąższ ląduje na desce. Dziurą do dołu. Przy pomocy ostrego noża, ukośnie kroimy avocado w cienkie paski i rozsuwamy na talerzu w wachlarz tak, jak na ostatnim zdjęciu. Oczywiście jeśli ktoś ma ochotę posiekać go w kostkę to żadnej kary za to nie ma :)

I to by było na tyle w temacie obróbki avocado.

Krewetki porządnie odsączyć i delikatnie wymieszać z resztą składników. Oprócz wymienionych, jako dodatek, świetnie sprawdzi się również natka pietruszki, gotowana ciecierzyca, groszek lub kukurydza, ale to już nie będzie ten przepis. Proporcje podaję wyłącznie orientacyjnie, zatem jeżeli dodacie czegoś więcej, czy mniej lub cokolwiek pominiecie, i tak wyjdzie świetnie.

A teraz wystarczy już tylko delikatnie napełnić naszym farszem zieloną łupinę, udekorować danie dowolną zieleninką, obficie skropić avocado cytryną i czekać na aplauz gości.

final

Smacznego!

Tatar rybny w trzech odsłonach

Tatar rybny w trzech odsłonach

Tatar jest niekwestionowanym królem wszelkich imprez. Jeśli pojawia się na stole to jako pierwszy znika. Mięsożercy widać są wszędzie 😉

Podobnie sprawa ma się z tatarem rybnym, który robi się szybko, efektownie wygląda i podbija serca zaproszonych gości.

Oczywiście nie każdy lubi ryby na surowo, więc oprócz tatra z surowego łososia przygotowałam dla Was dzisiaj wersję z wędzonego łososia a dla wielbicieli bardziej swojskiego jedzenia – tatar ze śledzia.

No to do dzieła. Przygotowanie nie będzie zbyt pracochłonne.

produkty1

Zaczynamy od tatara z wędzonego łososia. Układamy delikwenta na desce i możliwie drobno siekamy. Podobnie czynimy z połową niedużej cebulki i koperkiem. Mieszamy w misce łososia, cebulkę, koperek i nieco kaparów. Doprawiamy cytryną. Jeśli ktoś lubi pikantne jedzenie to można dodać płatków chili a jeszcze lepiej parę kropelek tabasco. Jego octowy posmak dobrze się skomponuje z wędzoną rybą. PO wymieszaniu wszystkich składników tatara schłodzić i wyjąć z lodówki bezpośrednio przed podaniem.

kolaż1

Teraz bierzemy się za tatar z surowej ryby. Oczywiście nie może być rozmrażana to chyba jasne. Kupujemy z pewnego źródła i musimy się upewnić, że jest świeża.

produkty2

Rybkę siekamy drobno i przekładamy do miski. Kroimy drobno pora (nie za dużo) i przyprawiamy sosem sojowym, mielonym imbirem i płatkami chili. Sezam zostawiamy do dekoracji na później. Można całość skropić oliwą z oliwek. Wstawiamy tatar do lodówki i wyjmujemy dopiero przez podaniem.

kolaż2

 

Tatar ze śledzia, czyli najbardziej swojski wariant, potrzebuje trochę więcej czasu. Śledzie po wyjęciu z zalewy są cholernie słone, więc trzeba je dokładnie wypłukać i dla pewności potrzymać chociaż z pół godziny w zimnej wodzie. Potem płuczemy je ponownie i drobno siekamy.

produkty3

Siekamy pół małej cebulki i niedużego ogórka. U mnie średnio ukiszony małosolny.

Mieszamy posiekane składniki, dodajemy musztardę (raczej łagodną), oliwę z oliwek i nieco pieprzu. W żadnym wypadku soli, bo nam gęby powykręca :)

kolaż3

Przed przyjściem gości wypadałoby nasze przystawki jakoś ładnie wyeksponować i udekorować. Dobrym patentem jest serwowanie tatara na liściach cykorii. Ładnie to wygląda, nie brudzi patery czy jak w moim przypadku pięknej deski drewnianej, a sięganie po przekąski przez gości jest maksymalnie ułatwione.
kolaż4

Całkiem efektownie, co? :)

Ps. Parę osób się mnie pytało o to skąd mam taką deskę do prezentowania potraw i gdzie taką można kupić. Niniejszym informuję, że można je nabyć TUTAJ.

A potem cieszyć się zachwyconymi minami gości 😉

final

Szynka w miodzie po chińsku

Szynka w miodzie po chińsku

Ależ mnie naszło ostatnio na pyszne pyszności, a zwłaszcza tak łatwe i efektowne jak szynka w miodzie. To danie było kiedyś moim pierwszym eksperymentem z azjatycką nutką w tle. Jako początkująca pani domu nasterczałam się wtedy przy kuchni, że aż mnie plecy rozbolały :) Później znacznie uprościłam procedury i za drugim razem poszło mi już o wiele szybciej. Niezależnie od wszystkiego, ta potrawa jest warta wszelkich poświęceń i wkrótce stała się moim specialite a’la maison. Każda impreza bez niej była nieważna. Goście już od progu pytali o szynkę, a mnie kosztowało wiele, by wcześniej uchronić półmisek przez niecnymi zakusami mojego męża:)

Pewnego razu upichciłam ją na jego urodziny. Zaprosiliśmy gości. Oczywiście na pierwszy ogień, zanim jeszcze zdjęli płaszcze, rzucili się na szynkę i zanim jubilat skończył przyjmować życzenia, po szynce pozostał już tylko pusty półmisek. Ależ mi się wtedy dostało, więc następnego dnia, na otarcie łez zawodu musiałam specjalnie dla niego usmażyć kolejną porcję.

Doprawdy nie wiem, jak to się stało, ale ostatni raz ten chiński przysmak gościł na naszym stole blisko 20 lat temu, dlatego dziś, specjalnie dla Was odkopałam przepis, a zatem… do dzieła!

produkty

Składniki:

– ok. 1/2kg szynki- używam konserwowej, bo jest zwarta i nie rozpada się w procesie dalszej obróbki

– 2 jajka

– 4 łyżki mąki kukurydzianej

– 6 łyżek oleju

– 6 łyżek płynnego miodu

– ananas do dekoracji

Szynkę kroimy na paski mniej więcej wielkości gumy do żucia w listkach. Mogą być nieco grubsze. Jajka łączymy z mąką i mieszamy, aż wyjdzie nam lepkie ale plastyczne półpłynne ciasto (jak trochę zbyt gęste lane ciasto). Jeśli wyjdzie zbyt twarde i zwarte, należy dodać nieco letniej wody, aż do uzyskania odpowiedniej konsystencji.

Skoro mamy już w misce ciasto, wrzucamy doń szynkę i delikatnie mieszamy. Najlepiej zrobić to palcami, bo wtedy nie uszkodzimy szynki. Za pierwszym razem obtaczałam każdy kawałek z osobna i myślałam, że mnie przy tym szlag trafi, dlatego teraz proponuję szybsze rozwiązanie. Ważne, żeby do każdego kawałka szynki przykleiło się trochę ciasta. Nie musi całkowicie pokrywać szynki.

kolaż1

Rozgrzewamy olej i układamy na patelni nasze szyneczki. Troszkę ciasta odpadnie, ale to bez znaczenia. Smażymy na rumiany kolor z obu stron. Delikatnie wyjmujemy i odsączamy na ręczniku papierowym.

Na czystą rozgrzaną patelnię wlewamy 1 łyżkę oleju i miód. Mieszamy aż zacznie lekko brązowieć. Zmniejszamy ogień i wrzucamy do karmelu odsączoną szynkę. Mieszamy delikatnie, aby karmel dokładnie pokrył wszystkie kawałki, uważając przy tym, żeby ciasto nie odpadło nam od szynki.

Przekładamy wszystko na półmisek.

Genialnie smakuje na ciepło, natomiast na zimno, oprócz tego cudownie chrupie. Mmm…

Uwaga 1:

Karmel zasycha błyskawicznie, więc przy obtaczaniu należy się streszczać, a jak coś gdzieś kapnie, należy zaczekać aż wystygnie i wtedy samo „odskoczy”.

Uwaga 2:

Naturalnym dodatkiem do szynki w miodzie jest ananas, ale ja nie mam, bo ktoś mi zżarł :)

final

 

SMACZNEGO!

Babeczki dwuskładnikowe

Babeczki dwuskładnikowe

To jest absolutnie niewiarygodne, ale naprawdę da się upiec babeczki dysponując wyłącznie czekoladą i jajkami :)

Co więcej – są przepyszne i robią się właściwie same.

No to do dzieła.

produkty

Bierzemy trzy tabliczki mlecznej czekolady i trzy jajka. Odpalamy piekarnik na 180 stopni. W tym czasie rozpuszczamy czekoladę w kąpieli wodnej i odstawiamy do wystygnięcia. Oddzielamy białka od żółtek. Żółtka odstawiamy na bok a białka ubijamy na sztywną pianę (szczypta soli wzmocni efekt).

kolaż1

Teraz wracamy do naszej czekolady. Jeśli już ostygła do temperatury pokojowej, to wrzucamy do niej żółtka i mieszamy na gładką masę. Teraz to samo z pianą z białek. Tę dodawajcie stopniowo.

kolaż2

Gdy masa jest gotowa to wypełniamy nią foremki do babeczek (do połowy wysokości) i wstawiamy do rozgrzanego do 180 stopni piekarnika na 20 minut. I już :)

Aha! Babeczki pięknie wyrosną ale potem opadną. Na 100%. Smaku to jednak nie zepsuje, zapewniam :)

final

Cynamonowe kwiatuszki

Cynamonowe kwiatuszki

 

Uwielbiam gotować, ale w przeciwieństwie do Jagny nie lubię stać w kuchni zbyt długo. Wolę w tym czasie coś napisać a jedzenie najlepiej nich samo się zrobi. Z przyjemnością poniucham sobie cudownych woni i nacieszę oko finalnym efektem.

Filmik z tym przepisem przy różnych okazjach atakował mnie od lat. Wydawało mi się, że jak nikt inny jestem odporna na internetową indoktrynację. W końcu znam wszystkie te tricki od podszewki, no ale sami powiedzcie, czy temu czemuś finalnie można się oprzeć? Nie dość, że tanio, że mega szybciutko, mega ślicznie, to jeszcze  mega smacznie. No poległam, poległam na całej linii i liczę, że te ciasteczka uwiodą również i Was :)

produkty

Składniki:

– gotowe ciasto francuskie

– jabłko

– cynamon

– cukier

– odrobina naturalnego jogurtu lub serka do zlepienia

kolaz1

Ciasto pociąć na paski o szerokości 4-5cm. Lekko posmarować serkiem/jogurtem, oprószyć cukrem i cynamonem. Jabłko przeciąć na pół i usunąć gniazdo nasienne. Połówki posiekać na cieniutkie plasterki i ułożyć na cieście tak, jak na foto. Złożyć ciasto na pół, zrolować i umieścić w foremce. I tyle. Ale prościzna, prawda? Można użyć formy do mufinek, ale takowej nie posiadam, zatem użyłam miseczek do zapiekania. Ciekawe jak wyjdzie? :)

Miseczki wstawiłam do piekarnika nagrzanego do 200 stopni i mniej więcej po pół godzinie wyjęłam to pyszne coś, co moja rodzina pochłonęła zanim zdążyło ostygnąć. Ja nawet nie spróbowałam, ale mówili, że było pyszne.

róża1

 

 

Szarpana wołowina

Szarpana wołowina

Kto lubi mięcho? Soczyste i rozpływające się w ustach? I sos, najlepiej cieknący po brodzie, zupełnie tak, jak w felietonie Izy? 😀

To, o czym wczoraj zamarzył Wasz Kopciuszek z udźcem mięcha w garści, to Wasza niżej podpisana postanowiła ziścić.

Szarpane mięcho to specjalność kuchni amerykańskiej. Jest to nic więcej, niż wolno zapiekany kawał dobrej jakości mięsa, wstępnie obsmażony a potem wolno duszony pod przykryciem (wraz z dodatkami) przez kilka godzin w stosunkowo niskiej temperaturze, bo w około 160 stopniach. Mięso z powodzeniem można też dusić pod przykryciem na maleńkim ogniu. Wyjdzie dokładnie to samo.

Lista zakupów:

produkty1_kopia

* sól, pieprz, słodka wędzona papryka, mielony kmin rzymski, papryka słodka, cebula granulowana, czosnek granulowany (lub starty ząbek), oregano, rozmaryn.

produkty2_kopia

 

Mięso oprószamy częścią przypraw i obsmażamy. Do garnka z grubym dnem wlewamy sos pomidorowy, wkładamy cały pęczek kolendry (potem ją usuniemy), przyprawy, wino i sos barbecue. Wkładamy mięso i dusimy na bardzo małym ogniu przed 2-3 godziny. Będzie gotowe, gdy włókna dadzą się bez wysiłku rozdzielić.

kolaz1

Wyjmujemy mięso, szarpiemy na kawałki. Dolewamy część sosu z duszenia (nie za dużo, bo będzie zbyt rzadkie) i mieszamy.

W tym czasie w piekarniku podgrzewamy połówki bułek (do rozpuszczenia się sera). Serwujemy z sałatą, pomidorem, ogórkiem i sosem barbecue wraz z ulubionymi dodatkami.

kolaż2

Smacznego życzy Jagna

final

Roladki z pesto

Roladki z pesto

Pesto to niezwykle pojemne słowo. Właściwie to obecnie oznacza po prostu zmiksowane coś, co następnie łączy się z makaronem. Albo z czymś innym 😀

Wszystko to, co miksujemy a nie jest zupą – kremem, od biedy może się nazywać pesto 😉

Absolutna klasyka gatunku to pesto genovese, które składa się z bazylii, tartego parmezanu lub pecorino, oliwy z oliwek, czosnku, szczypty soli i oczywiście z orzeszków pinii. Orzeszków, które orzeszkami wcale nie są, tylko nasionami wydłubywanymi z szyszek sosny pinii. Utrudnienie polega na tym, że pinie zaczynają rodzić szyszki po dwudziestu latach a pozyskiwanie „orzeszków” jest trudne i kosztowne: najpierw trzeba ogrzać szyszki, żeby się otworzyły, potem wyciągnąć nasiona i obrać z twardych łupinek.

To wszystko sprawia, że nasiona pinii są koszmarnie drogie. Różne ludzie mają patenty, by zrobić tańszy wariant pesto genovese. Jedni zastępują orzeszki pinii pestkami dyni, inni przeróżnymi orzechami. Osobiście uważam, że najbliższy oryginału, by nie powiedzieć, nieomal nie do odróżnienia, jest wariant z nasionami słonecznika.

Nie przekonałam Was? To może różnica w cenie Was przekona.

Orzeszki pinii: 20 zł za 100 gram

Pestki słonecznika: 1,30 zł za 100 gram

No! 😀

Lista zakupów:

pesto1

pesto_2

No to do dzieła. Czosnek zetrzeć, ser też (chyba, że kupiliście tarty, to wam odpada trochę roboty). Proporcje wszystkich składników na oko. Uważać z solą. Wszystko do pojemnika i blendujemy na gładką masę. Próbujemy, dosmaczamy, sprawdzamy, czy ma w miarę gęstą konsystencję. Odstawiamy na bok.

1

Teraz czas się nieco poznęcać nad kurzymi cyckami. Rozklepujemy je tłuczkiem przez folię spożywczą możliwie cienko i możliwie równo. Smarujemy pesto, układamy suszone pomidory z zalewy i zwijamy roladki. Spinamy wykałaczkami.

kolaż

Obsmażamy na patelni. Wstawiamy do rozgrzanego wcześniej do 180 stopni piekarnika na 15 minut.

W tym czasie gotujemy makaron, mieszamy go z pesto. Resztę pesto wkładamy do słoiczka i zalewamy cienką warstwą oliwy, żeby się nie zepsuło. Będzie do wykorzystania na później.

Wyciągamy roladki z piekarnika i serwujemy z gorącym makaronem. Smacznego :)

rolady1

rolada2

Małosolne bez wody

Małosolne bez wody

O! Właśnie takie cudo mam dla Was dzisiaj. Przypadkiem natrafiłam na ten przepis w necie, a że odkąd prowadzimy z Jagną blog mam na stałe włączony zmysł tropiciela ciekawostek, więc od razu rzuciłam się do lektury tego niedorzecznego przepisu. Bo kto to widział ogórki małosolne bez wody? Ja nie. Moja mama też nie. Moje koleżanki też nie… A jednak…

produkty

Ten wywodzący się z Rosji patent zaintrygował mnie tak bardzo, że natychmiast pognałam na plac po ogórki i resztę składników.

  • 1 kg małych ogórków
  • Kawałek chrzanu – ok. 5cm
  • 5 sporych ząbków czosnku
  • ½ pęczka koperku lub 2-3 baldachy + łodyga z wyrośniętego kopru
  • Gorczyca- 1 łyżka
  • Sól – 1 łyżka

Czyli to samo, co do przepisu na mokro, tylko wody niet :)

1

Na początek należy umyć ogórki i obciąć im  dupki z obu stron. Chrzan i czosnek obrać, i pokroić w cieniutkie plasterki. Koper rozdrobnić na kilka kawałków, żeby łatwiej było go wymieszać.

Następnie wszystko umieszczamy w worku.

 

Przepis wymaga maksymalnej szczelności, zatem potrzebujemy jeszcze spory worek strunowy lub foliowy rękaw do pieczenia. Ja użyłam tego drugiego i na końcach potraktowałam rękaw biurowym zszywaczem. Po zamknięciu należy wszystko wymiętosić i równomiernie zmieszać. I tyle roboty.

A teraz nasz czarodziejski worek ląduje w lodówce na 4 godziny. Po tym czasie jeszcze 20 godzin w temperaturze pokojowej i można jeść. Cały problem w tym, że jakoś trzeba wytrzymać te 24 godziny i nie dać  się skusić wcześniej. To najtrudniejszy etap :)

2

 

A  ogóreczki  są CUDOWNE, DELIKATNE, AROMATYCZNE I CHRUPIĄCE!

Satysfakcja gwarantowana lub zwrot pieniędzy <3

ogórki

Żywe

Żywe

Nadchodzi weekend, zatem czas na ŻYWE. Ha!
Ale bez obaw. To nie gryzie, tylko mocno się trzęsie i czasem lubi uciec z talerza. Koleżanka ze studiów poczęstowała mnie tym cudem jeszcze u schyłku ubiegłego stulecia i od tamtej pory pozostałam wierna przepisowi. Pamiętam, że we dwie wsunęłyśmy wtedy całość na jedno posiedzenie, bo samo wchodzi i nawet zęby nie są potrzebne do konsumpcji. Pracy nie wymaga prawie wcale, ale na przygotowanie potrzeba sporo czasu i cierpliwości. Na szczęście, przygotowuje się samo. Zwłaszcza w upały, dlatego najlepiej na spokojnie i bez nerwów zacząć sobie w czwartek, wtedy na weekend będzie w sam raz.

No, to do roboty: 2-3 galaretki  w różnych kolorach przygotować w osobnych naczyniach. Najlepiej dzień wcześniej. Niech spokojnie się zsiądą w lodówce, bo jak się człowiekowi spieszy, to będą zsiadać się dwa razy wolniej.
Następnego dnia bierzemy: 330ml śmietany kremówki (płynnej), 170ml mleka i 40g cukru. Wszystko do gara i zgotować, odstawić z ognia i dodać 3 łyżeczki żelatyny rozpuszczone w niewielkiej ilości wody. Przelać do formy. Ja używam zwykłej miski, ale może być cokolwiek, byle było szczelne. Zwykły garnek też ujdzie. Tyle.

Łatwe, co nie?

kolaż
Odstawić do ostygnięcia. Jak całkiem wystygnie, zanim zacznie tężeć, dodać pokrojone w kostkę kolorowe galaretki. Nie wolno wcześniej, bo się rozpuszczą! Odstawić do lodówki i poczekać aż wszystko porządnie zastygnie.
Ale pamiętajcie! ŻYWE bywa wredne i podstępne, dlatego, żeby wyjąć ŻYWE z naczynia, należy wstawić owo naczynie na chwilę do gorącej wody, a Wasze ŻYWE wyskoczy z miski niczym kolorowa meduza. Tylko trzeba uważać, żeby przy okazji nie uciekło na podłogę, bo już odnotowano takie przypadki. Ciekawe komu wyjdzie najładniejsze ŻYWE :)

 

Smacznego!

Ramen

Ramen

Ramen, czyli specyficzny w smaku rosół z mnóstwem dodatków to narodowa potrawa Japończyków. Może być na bazie ryb albo mięsa. Może mieć dodatek grzybów i warzyw w różnych kombinacjach. Może być doprawiony sosem sojowym i wtedy mamy wariant szczególnie popularny w Tokio, ale wcale nie musi. Wszystkie chwyty dozwolone. Całe to bogactwo spina jeden, szczególny składnik, czyli pszenny makaron ramen. Z jego wytwarzania Japończycy uczynili całą sztukę i właśnie jemu podporządkowany jest rytuał jedzenia zupy, ale i wystrój popularnych w Japonii ramen – barów.

Dlaczego? Wszystko wynika z twierdzenia, że makaron zanurzony w zupie utrzymuje swoją zachwycającą teksturę maksymalnie przez cztery minuty. W związku z tym ramen należy jeść szybko, głośno siorbać, najlepiej stojąc przy wysokim stoliku.

I tak to się właśnie odbywa. U nas – nie do pomyślenia. W Japonii – jedna z wielu zasad dobrego wychowania :)

Nieopatrznie sprzedałam tę ciekawostkę rodzinie. Siorbali tak, że mi mało uszy nie uschły 😉

No to zabieramy się do gotowania. Przepis jest bardzo prosty ale podobnie jak polski rosół wymaga czasu.

Lista zakupów:

produkty_ramen

Z kurczaka, włoszczyzny, cebuli, imbiru, czosnku i przypraw gotujemy rosół. Minimum dwie godziny na małym ogniu. W połowie czasu gotowania wrzucamy grzyby shitake. Pod koniec dosmaczamy sosem sojowym i dodatkowo startym czosnkiem. Ilość na oko i pod gust gotującego.

Makaron zalewamy wrzątkiem z dodatkiem soli i zostawiamy na kilka minut.

Pierś kurczaka pieczemy z dodatkiem ulubionych przypraw w rękawie lub smażymy na patelni. Można użyć sosu sojowego zamiast soli do przyprawienia.

Marchewkę kroimy w cienkie słupki, szczypior siekamy.

Jajka przepiórcze smażymy na oleju.

kolaż

W miseczkach układamy makaron, pokrojonego kurczaka i dodatki warzywne. Zalewamy wrzącą zupą z grzybami shitake. Na wierzch kładziemy sadzone jajko przepiórcze. Bezzwłocznie konsumujemy siorbiąc donośnie :)

ramen1

A tutaj wersja ramenu ze stekiem z tuńczyka (smażymy po 1 minucie z każdej strony) ogórkiem i kolendrą. Też pyszny :)

ramen3

Skórki ziemniaczane

Skórki ziemniaczane

Pamiętam jak w roku 1999 wylądowałam służbowo w gdańskiej restauracji TGI Friday’s. Takie niegdysiejsze połączenie angielskiego pubu typu John Bull z McDonaldem + złote poręcze + sąsiedztwo przez ścianę z hotelem Radisson. Zatem totalnie drogi wypas wielkopański w fasfood’owym wydaniu.

Do dziś pamiętam, jak bardzo wstrząsnął mną rachunek (mimo, że na koszt firmy), jaki tam zapłaciłam. Wybuliłam wtedy blisko osiem dych za mikroskopijny mini serniczek, jedno małe piwo i skórki ziemniaczane sztuk cztery, o których będzie mowa, bo to najlepsze danie z piekarnika „na grilla”, jakie udało się wymyślić homo sapiens. No i jedno z najtańszych. Jak dla mnie to szczyt ewolucji i jak czasem ośmielę się nie zrobić skórek, to mi goście składają reklamacje na piśmie.

Istnieje jeszcze jeden powód, by je zrobić. Są po prostu genialnie pyszne i stanowią ekstra sposób na posprzątanie lodówki.

A zatem do rzeczy.

DSCF2121

Raczej spore ziemniaki, najlepiej podłużne, umyć, przekroić wzdłuż i ugotować al dente w lekko osolonej wodzie. Jak ciut ostygną (żeby nie poparzyć sobie paluchów), wydłubać łyżką środek i zrobić łódeczkę. Ziemniaka w ziemniaku nie powinno zostać więcej niż na grubość 5mm. Im go cieniej, tym lepiej. Radzę nie przedziurawić skórki. Zbędne ziemniaczane wydłubki można wykorzystać do zupy, sałatki, puree, itp.

Łódeczki posypać przyprawami oraz dowolnymi dodatkami, czyli, co kto lubi + skwarki + pieczarki + serek topiony + czosnek + feta + żółty ser starty na grubych oczkach. Osobiście rozdrabniam żółty ser w blenderze, bo zapieka się tak samo, a ręka nie boli :)

kolaż

Następnie nasze skórki należy zapiec pod grillem, ale za bardzo nie sfajczyć. Tylko tyle, żeby żółty ser się zrumienił. Podawać, na ciepło/zimno. U mnie obowiązkowo z twarożkiem doprawionym duuuużą ilością czosnku i wszelakiego zielska sezonowego. Wszyscy goście wcinają aż im się uszy trzęsą i równo śmierdzą czosnkiem, ale co tam…

Prościzna, nie?  W lodówce wytrzymają nawet i tydzień, ale raczej nie mają na to szans. :)

DSCF2131

Tacos z wołowiną

Tacos z wołowiną

Kuchnia meksykańska należy do moich ulubionych. Konkretne smaki, duża różnorodność produktów i mnóstwo świeżych składników.

Tacos to nic innego, niż tortille, ale w przeciwieństwie do pszennych, używanych do burrito, robi się je z mąki kukurydzianej. Mogą być chrupiące, jak te, które dzisiaj sobie przygotujemy, albo miękkie (tzw. Soft tacos).

Tacos faszeruje się na tysiące sposobów i serwuje z mnóstwem dodatków. Najbardziej klasycznym farszem jest mielona wołowina z czarną fasolą i właśnie taką wersję znajdziecie w dzisiejszym przepisie. Do tego siekane pomidory z kolendrą i guacamole.

Składniki do przygotowania farszu:

tacco1

* przyprawy: sól, cebula granulowana, słodka papryka, płatki chilli (jeśli ktoś lubi ostre jedzenie), czosnek granulowany (lub starty ząbek), pół łyżeczki niesłodzonego kakao, szczypta oregano, sproszkowany kmin rzymski (sporo). Można też użyć gotowej mieszanki do Tacos, wówczas nie sypcie dodatkowo soli, bo mieszanki przeważnie ją zawierają.

Mięso mielone smażymy na brązowo, dorzucamy przyprawy, rozgniecioną widelcem fasolę (można część zostawić w całości, żeby było bardziej dekoracyjnie, ale za to farsz nie będzie aż tak ścisły, bo ziarna fasoli nie skleją go, tak jak fasola rozgnieciona, przez co podczas faszerowania może się nieco sypać. Coś za coś – albo wygoda, albo elegancja 😉

tacos_kolaz_3

Do już podsmażonego mięsa z przyprawami dodajemy ugotowany ryż (nie za dużo), pęczek posiekanej kolendry i fasolę. Mieszamy jednocześnie ugniatając łyżką, aż farsz nabierze konsystencji plasteliny (w wersji z częściowo nierozgniecioną fasolą powinien być zwarty, ale nie będzie jednorodny).

Gotowy farsz odstawiamy na bok i zabieramy się do przygotowania guacamole, które jest proste w przygotowaniu, jak konstrukcja cepa. Tajemnicą sukcesu jest miękkie avocado. Z twardego nie wyjdzie a nawet jeśli się uprzecie i np. zblendujecie, to będzie gorzkie i do niczego. Czyli w sklepie wybieramy miękkie avocado. Jeśli nie chcecie ryzykować, bo miękkie nie zawsze akurat w sklepie są, to parę dni wcześniej kupcie twarde i niech leżakuje w temperaturze pokojowej.

Składniki do przygotowania guacamole:

tacco2_kopia

Avocado obieramy (w dojrzałym skóra sama odchodzi) i usuwamy pestkę. Pestkę możecie zasadzić. Powinno wyrosnąć drzewko :)

Moje wygląda tak:

avocado

Ale do rzeczy, to znaczy do guacamole. Rozgniatamy avocado widelcem, dodajemy sok z cytryny (w zasadzie powinna być limonka, ale zapomniałam kupić), starty czosnek i małą szczyptę soli.

kolaz2

Często dodaje się siekaną czerwoną cebulę, siekanego pomidora, kolendrę lub papryczki jalapeno. Tak się jednak czyni, gdy guacamole ma być samodzielnie serwowanym dipem. My używamy guacamole jako sosu do wieloskładnikowej potrawy, więc lepiej postawić na bezpieczny minimalizm.

Po wymieszaniu składników wstawcie guacamole do lodówki. Teraz siekamy dość drobno pomidora z kilkoma listkami kolendry. Oprószamy lekko solą i odstawiamy na bok.

Składniki do przygotowania tacos:

tacos3

Teraz możemy przejść do faszerowania tacos. Najpierw nakładamy mięso a na to odrobinę startego żółtego sera. Zostawcie miejsce na inne dodatki. Tacos układamy w formie żaroodpornej albo blaszce i zapiekamy przez 5 minut w temperaturze 180 stopni. Mięso się podgrzeje, ser się rozpuści a tacos nabiorą dodatkowej chrupkości.

kolaż 3

Oczywiście, jeśli wam się nie chce, to można podgrzać mięso na patelni i faszerować zimne tacos. Na wierzch trochę guacamole i pomidorów z kolendrą.

Smacznego :)

tacos

Ekspresowe gołąbki

Ekspresowe gołąbki

Nie wiem, jak Wy, ale ja uwielbiam gołąbki i wszelkiej maści kapuściane zawijańce. Są pyszne, zwykle niskokaloryczne, ale mają też jeden zasadniczy feler. Wymagają mnóstwa pracy a to wcale mi się nie uśmiecha. A wiecie już, że u mnie musi być szybko. Owszem dwa- trzy razy w roku miewam taki zryw niepodległościowy i urabiam się przy gołąbkach po same łokcie. A jak już się urabiam to robię hurtowe ilości, a jak tego tyle, to już domownikom na piąty dzień uszami wychodzi.

W sumie farsz to żadna filozofia, bo czego się nie zawinie, to będzie dobre, ale najbardziej nie lubię oddzielania liści podgotowanej kapusty. Zawsze przepisowo jak najgłębiej wycinałam głąb, zawsze obracałam kapuchę w garnku ryzykując poparzenie i trwałe obrażenia ciała, zawsze zalewałam sobie wodą pół kuchni, ale też nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby zamienić białą kapustę na włoską.

Próbowaliście kiedyś? Dla mnie to odkrycie stulecia! Nie dość, że dostępna przez cały rok w formie nadającej się do gołąbków, nie dość, że do zawinięcia wystarczy ją tylko lekko zblanszować, bo liście mają się luźno i same odchodzą od siebie, to jeszcze gotuje się błyskawicznie i stanowi świetną alternatywę, dla wymagającej nerwów i cierpliwości, twardej białej kapuchy. A jak ładnie pachnie, a jak szybko się gotuje…, a jak lekko się trawi :) Ach!

Kupić sporą główkę kapusty włoskiej. Przy zakupie zwrócić uwagę, czy liście nie są dziurawe, robaczywe lub spleśniałe.

kapusta_kolaz

Następnie odcinamy liście tuż przy głąbie i oddzielamy je. Obrane liście podgotowujemy przez chwilę w lekko osolonym wrzątku. Po kilku minutach odcedzamy. W sumie to nic trudnego. Ważne tylko, żeby nie przesadzić z gotowaniem, bo się nam kapustka rozleci przy zawijaniu. A szkoda każdego liścia. W wystudzonych liściach należy ściąć wystające zgrubienia, a uszkodzone liście zostawić do położenia na spód naczynia oraz do przykrycia naszych gołąbków.

Farsz:

Tutaj panuje pełna dowolność w wyborze składników oraz ich proporcji. Ja lubię wieloskładnikowe mieszanki, ale nawet jak dacie połowę z tego to też wyjdzie świetnie.

Składniki: ugotowana kasza gryczana, kasza jaglana lub ryż. Do tego obowiązkowo dodaję drobno posiekane resztki z kapusty (no bo co z nimi zrobić?), obowiązkowo podsmażona cebula, pieczarki (ew. inne grzyby), mięsko mielone, jednakże unikam wołowego, bo nie sprawdza się zbyt dobrze. Do tego dokładnie sprawdzam, co jeszcze mam, bowiem potrawa sprzyja czyszczeniu lodówki, więc jak coś atrakcyjnego mam, to dodaję :) Na przykład resztki wędlin.

Mieszam wszystko dokładnie, dodaję przyprawy, a tutaj też pełna dowolność, czyli:

– sól, pieprz, maggi, vegeta, papryka słodka i ostra, czosnek sypki lub mokry, suchą pietruchę. Jak chcę na inną modłę, to daję bazylię i oregano albo zioła prowansalskie. Można też użyć przypraw kuchni azjatyckiej, greckiej. Co kto lubi.

Kochani! Kapusta włoska pasuje do wszystkiego i to właśnie jest w niej piękne :)

Gotujemy też dowolnie. Wstawiamy do piekarnika, dusimy na kuchence, smażymy na patelni albo używamy szybkowara.

Ja zrobiłam farsz z podsmażonej cebuli, pieczarek, resztek kapusty z dodatkiem sosu sojowego oraz mięsa wieprzowego i kaszy gryczanej. Przyprawy standardowe plus dodatkowo sos sojowy i mielony czosnek. Żeby pokazać Wam różnicę pomiędzy gołąbkami z piekarnika i szybkowara na potrzeby tego wpisu przyrządziłam je w dwóch odsłonach. Nie pytajcie mnie, które są lepsze, bo moich już nie ma a miały być na dwa dni.

Czekamy na Wasze zdjęcia i jestem bardzo ciekawa, kto zrobi najładniejsze gołąbki 😀

12935271_1109980165731959_1607229822_n

12939659_1109980162398626_1770338055_n

Kurczak na parze inaczej

Kurczak na parze inaczej

Wiosna już nieomal w pełnym rozkwicie, lato za pasem, więc najwyższa pora pozbyć się zbędnych kilogramów. Dietetyczne potrawy z reguły zbyt dobrze nam się nie kojarzą a moim wrogiem numer jeden, przy okazji diet wszelakich – jest przyrządzona na parze pierś kurczaka. Co z tego, że zdrowa i nietucząca? W smaku paskudna i przeważnie sucha, co w moich oczach kompletnie ją dyskwalifikuje.

No dobrze, ale skoro polubić się nie da, a spodnie po zimie ciut przyciasne, to trzeba kurczaka obejść sposobem. I tu na pomoc przychodzi nam poczciwe warzywo. Por, bo o nim mowa, ratuje nieszczęsną kurzą pierś czyniąc ją potrawą smaczną i soczystą.

Lista zakupów:

zawijasy_produkty

Pierś kurczaka kroimy na średnie kawałki. Pora nacinamy tak, by otrzymać szerokie paski. Kupujcie tylko duże, dorodne pory, bo z małych nic nie będzie. Przy większej ilości kurczaka musicie kupić więcej porów. Do faszerowania nadaje się około 5 wierzchnich liści. Z reszty porów zrobicie sobie sałatkę wiosenną następnego dnia :)

W zależności od właściwości danego egzemplarza pora, liście można zawijać na surowo lub, jeśli są zbyt sztywne, krótko sparzyć we wrzątku.

Kawałki kurczaka nacieramy odrobiną czosnku, soli i ulubionymi przyprawami a potem zawijamy w liście pora. Idzie łatwiej, niż z zawijaniem kapuścianych gołąbków :

zawijasy

Gotowe paczuszki związujemy szczypiorem. Pewnie bez tego by się też nie rozpadły, ale za to jak ładnie to wygląda :)

Zanim weźmiemy się za gotowanie kurczaka to przechodzimy do ryżu, bo ten potrzebuje mniej więcej 15 minut a gotowanie kurczaka, żeby nie stwardniał to nie więcej niż 8-10 minut.

Ryż sypiemy na patelnię. Do 450 ml wody wrzucamy koncentrat pomidorowy i sporą szczyptę soli. Mieszamy, zalewamy ryż i gotujemy 12-15 minut. Pod koniec, gdy całość gęstnieje, pilnujemy i mieszamy.

W połowie gotowania ryżu wstawiamy kurczaka. Wtedy wszystko powinno być gotowe w tym samym czasie.

I to właściwie wszystko. Teraz zostało wyłożyć ryż i kurczaka na talerz, zjeść ze smakiem i z optymizmem myśleć o nadchodzącym lecie :)

20160329_154543

Ekspresowa ogórkowa inaczej

Ekspresowa ogórkowa inaczej

Wprawdzie do sezonu ogórkowego jeszcze daleko i dziś ogórki są droższe od ananasów, ale tak mi już tęskno za wiosną, że musiałam… po prostu musiałam…

Od kilku dni chodziła za mną ta lekka zielona zupka, więc na widok ogórków po prostu poległam i jakoś przełknęłam te marne 13 zł za kilogram.

No, bo kto tak powiedział, że ogórkowa ma być wyłącznie z kiszonych?

No to jak? Bierzemy się do gotowania?

Obiecuje, że będzie mega szybko i mega smacznie.

Proporcje oczywiście na oko :)

ogórki1

Składniki:

– ogórki gruntowe (1 kg)

– ziemniaki (1-2 szt.)

– kostka rosołowa (1-2 szt.)

– serek topiony (1-2 trójkąciki)

– czosnek

– cebulka prażona

– sól/pieprz/maggi

– ewentualnie koperek/natka do dekoracji

Umyte górki kroimy byle jak. Za to ziemniaki w drobniutką kosteczkę, bo wtedy zmiękną razem z ogórkami i przy okazji pięknie zagęszczą nam zupę. Całość zalewamy wodą, ale uważamy, żeby nie dać jej zbyt dużo, bo stracimy panowanie nad konsystencją zupy i może wyjść nam za „cienka”. Wystarczy, że płyn w całości przykryje pokrojone warzywa. Później zawsze można dolać wody, w drugą stronę niestety jest już gorzej 😀 Jak ktoś ma gotowy rosołek/bulionik to też super :)

ogórki3

Do garnka dodajemy przyprawy i gotujemy aż warzywa zmiękną. Następnie dodajemy serek topiony i blendujemy wszystko na gładki krem. Doprawiamy do smaku, posypujemy smażoną cebulką albo grzankami i wcinamy. Zieleninka również mile widziana.

Ot, i cała filozofia :

ogórki2

Wieprzowina słodko kwaśna

Wieprzowina słodko kwaśna

Wieprzowina słodko kwaśna

Z góry uprzedzam, że nie jest to danie niskokaloryczne. Za to smak to z nawiązką rekompensuje. Jest bardzo popularne w Chinach ale zazwyczaj zarezerwowane na specjalne okazje. Chyba właśnie z powodu tej kaloryczności, ponieważ potrawę robi się dość szybko, więc to raczej nie pracochłonność przygotowania sprawia, że potrawę przygotowuje się od święta.

Lista zakupów:

zarcie

Zaczynamy od mięsa. U mnie polędwiczka wieprzowa, ale jeśli przyjdzie Wam ochota zastąpić ją kurczakiem albo indykiem to efekt będzie dokładnie tak samo smaczny. W przepisie jest proporcja na polędwiczkę o wadze około 450 gramów, czyli średnią.

kolaz_zarcie

Mięso myjemy, osuszamy ręcznikiem papierowym i kroimy w raczej wąskie paseczki. Do miski wrzucamy pół łyżeczki pieprzu, białko jajka, łyżkę mąki i pół łyżeczki soli. Mieszamy. Wrzucamy pokrojone mięso i posiekany imbir (najłatwiej obiera się go za pomocą łyżeczki do herbaty) i całość mieszamy.

Mięso odstawiamy na bok i w tym czasie zajmujemy się sosem. Najpierw trzeba uprażyć sezam. To bardzo ważne – tak wydobywamy jego smak i aromat. Zajmuje to chwilkę. Wystarczy wrzucić na suchą patelnię a tę postawić na gaz. Gdy nasionka zaczną brązowieć, to znak, że sezam jest gotowy.

Do rondelka wlewamy ok. 250 ml przecieru pomidorowego, wrzucamy nasz sezam, dodajemy dwie łyżki octu ryżowego (może być winny też, ale koniecznie biały), 2-3 łyżeczki cukru, łyżka mąki, dwie łyżki wody. Mieszamy i kilka minut gotujemy na małym ogniu.

Teraz czas na makaron. Tu sprawa jest najprostsza. Wrzucamy do miski, zalewamy wrzątkiem i dodajemy pół łyżeczki soli. Nakrywamy i nie zawracamy sobie nim głowy.

20160329_190451Sos gotowy, makaron też, więc czas na smażenie mięsa. W miseczce mieszacie mąkę z zimną wodą w takiej proporcji, żeby powstało gęste ciasto. Musi mieć taką konsystencję, żeby nie spływało z mięsa. Do patelni leci olej. Na tyle dużo, żeby kawałki mięsa można w nim było zanurzyć. I teraz po kawałku otaczamy w cieście i wrzucamy na bardzo gorący olej. Dobrze, żeby kawałki się nie stykały, bo się posklejają.

Smażymy na złoto i wyciągamy na ręcznik papierowy, żeby odsączyć z nadmiaru tłuszczu. W tym samym czasie odsączamy makaron i nakładamy na talerze. Kawałki mięsa można kłaść bezpośrednio na makaronie (wtedy będą chrupiące) albo wmieszać w sos i podusić pół minuty (wtedy nie będą chrupiące, ale za to wchłoną aromat sosu).

Niezależnie od opcji, wykładacie sos i mięso, dekorujecie siekanym szczypiorem i sezamem. I tym sposobem otrzymujecie domową chińszczyznę w miejsce oferty wietnamskich budek, które z chińską kuchnią nie mają zbyt wiele wspólnego :)

20160329_201626

20160329_201616

Smacznego życzy Jagna

Kaczka z jabłkami, czyli najłatwiejsze i najszybsze danie świata

Kaczka z jabłkami, czyli najłatwiejsze i najszybsze danie świata

Ciekawe kto powiedział, że kaczka z jabłkami to trudne i czasochłonne danie. Oczywiście jak się komuś chce męczyć dla bliżej nieokreślonej idei, smażyć jabłka,  bawić się w nadziewanie kaczki, szyć kordonkiem  kaczy kuper i później jeszcze rozwalić sobie to wszystko przy krojeniu, to pewnie, że wyjdzie z tego organizacyjny i estetyczny niewypał. Ale ja mam lepszy pomysł, czyli to samo w kilka minut, ale za to bez wysiłku i bez stresu :)

12523949_1103042819759027_1896174327028217584_n

W tym celu należy przygotować filety z kaczki i ostrym nożem dość głęboko naciąć skórę w kratkę, ale tak żeby nie pociąć mięsa. Następnie filety należy natrzeć solą oraz pieprzem i ułożyć w brytfance skórą do góry.

942867_1103042959759013_8128154543792369050_n

I to by było na tyle jeżeli chodzi o kaczkę. Łatwizna, prawda? :)

Teraz jabłka. Przeciąć wzdłuż na połówki, usunąć ogonki i wydłubać gniazda nasienne. Nie dziurawić skórki na wylot! Do wydłubanych wgłębień nałożyć żurawinę/borówkę szwedzką/ brusznicę- do wyboru.

I tylko tyle w temacie jabłek.

A nie mówiłam, że z tym daniem to turbo –super- hiper -ekspres? :)

Ułożyć wszystko w brytfance, nakryć folią aluminiową i wstawić do nagrzanego piekarnika. Ja celuję w 170- 180 stopni. Mniej więcej po godzinie odkrywam folię.  W tym czasie zbędny tłuszcz powinien się w całości wytopić, więc  zwiększam temperaturę   i czekam aż skórka na kaczce porządnie się zrumieni.   Na koniec odsączam z tłuszczu na ręczniku papierowym, nakładam na talerz i wcinam, że aż mi się uszy trzęsą.

12439465_1103048696425106_1552179926972011307_n

Polędwiczka wolno pieczona

Polędwiczka wolno pieczona

Zrobiliście schab z pończoszki na Wielkanoc? Jeśli tak, to chętnie wpadnę do Was na świąteczną degustację. Dla osób, które do tej pory się za to nie wzięły mam dwie informację. Tradycyjnie: jedną złą i jedną dobrą.

Zła jest taka, że ze schabem z pończoszki już się na święta nie wyrobicie. Ale, jak wspomniałam, jest też dobra nowina. Możecie zrobić wolno pieczoną polędwiczkę, co zajmie nam dobę a nie kilka a efekt będzie równie dobry.

pol_wieprz_1

Po zgromadzeniu odpowiednich składników, przystępujemy do działania. Polędwiczkę myjemy i pozbawiamy błon. Wycieramy do sucha. Ulubione zioła mieszamy w miseczce. Ja wykorzystałam swoją sekretną mieszankę (kiedyś zdradzę Wam przepis) ale generalnie dobór ziół zależy od preferencji kucharza. Wiadomo, że zawsze obroni się majeranek. Niezbędny natomiast będzie czosnek, oraz sól, pieprz i musztarda. Zaczynamy od natarcia mięsa solą (tej nie żałujcie, ale też bez przesady) i startym/przeciśniętym czosnkiem. Teraz smarujemy polędwiczkę musztardą i obficie posypujemy ziołami. Pakujemy do torebki foliowej przeznaczonej do produktów żywnościowych. I wkładamy na noc do lodówki.

Następnego dnia wyjmujemy polędwiczkę z lodówki na godzinę przed rozpoczęciem pieczenia, żeby osiągnęła temperaturę pokojową. Kładziemy mięcho na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia. Nie potrzebujemy żadnego wstępnego smażenia ani przykrycia.

kolaz_pol_wieprz

Kluczowa dla sprawy jest temperatura i czas pieczenia.  Piekarnik na 72 stopnie. W zależności od grubości polędwiczki pieczemy ją od 50 minut do 1,5 godziny. Ta, którą widzicie na zdjęciach potrzebowała godziny. Jeśli nie jesteście pewni, to lepiej potrzymać trochę dłużej, niż wstępnie zakładaliście.

Po wyjęciu mięsa z piekarnika pozwólcie mu odpocząć i wystygnąć. Potem wstawcie do lodówki i gdy się odpowiednio schłodzi można je wyjąć i zacząć kroić. Konsystencja będzie zbliżona do polędwicy łososiowej, czyli polędwiczka będzie soczysta i miękka i, co najważniejsze, pozbawiona konserwantów, którymi tak hojnie nas raczą producenci wędlin.  Jest naprawdę pyszna, mówię Wam :)

20160323_202724

Smacznego życzy Jagna

Ciastka francuskie z jabłkami

Ciastka francuskie z jabłkami

Wiecie co to są uczucia ambiwalentne? To mniej więcej takie coś, co czujesz kiedy Twoja teściowa wjeżdża Twoim nowym porsche do jeziora. Ale co to ma wspólnego z kuchnią?

No właśnie całkiem sporo.  Wymyśli sobie człowiek, że upichci coś ekstra i co? Narobi się przy tym jak głupi, nastoi się przy garnkach jak niewolnik, po dwóch godzinach kręgosłup wchodzi mu tam gdzie zaczynają się plecy, czyli krótko mówiąc – do tyłka, ale przecież nasze wyrafinowane i skomplikowane danie jest tego warte.

No i jest! Tadam! Pyszności i co? I teraz przychodzi ta szarańcza, czyli rodzina w roli szarańczy i ciach! Pięć minut i po naszej pracy pozostaje tylko wspomnienie i góra naczyń do zmywania. Wkurzające, nie? No i tu właśnie pojawia mi się to porsche w jeziorze z teściową w środku choć porsche nie posiadam a teściową mam spoko.

Z jednej strony się cieszę, że wszystkim smakowało i tak szybko wszystko wymietli, ale z drugiej strony pojawia się obawa, czy oni jedząc tak szybko, aby na pewno zauważyli co zjedli i czy był sens sterczeć tak długo przy garnkach, skoro to znikło w mgnieniu oka, a pewnie coś mniej czasochłonnego też by zjedli. Ech strasznie to skomplikowane… No ale do rzeczy. Dziś mam dla Was przepis na coś słodkiego i co ważne, względnie lekkiego. Do tego czas konsumpcji w 100% pokrywa się z czasem przygotowania, więc przy tym obejdzie się bez wizji jeziora i wszyscy będą zadowoleni.

Ekspresowe kopertki francuskie

Czynność nr 1

Pojechać do Lida, Tesco, Biedronki

Czynność nr 2

Kupić: gotowe ciasto francuskie (z jednego wychodzi 8 kopertek), jabłka (może być gotowy wkład szarlotkowy, ale wg mnie lepsze są jabłka)

10398701_1093157590747550_7150386356979237879_n

Czynność nr 3

Lekko rozwałkować ciasto, tak by wyszły nam 4 w miarę równe kwadraty (jak wyjdą krzywe też będą dobre), na cieście ułożyć posiekane jabłka i posypać cynamonem. Posklejać kopertki. Nie trzeba szczelnie, bo i tak popękają. Posmarować białkiem i posypać szczyptą cukru. Ten cukier to bardziej dla dekoracji dlatego używam brązowego, ale biały też może być.

1779244_1093157670747542_5189605118128356011_n

Czynność nr 4

Ułożyć kopertki na papierze do pieczenia i wstawić do nagrzanego do 200 stopni piekarnika. Wyjąć gdy się ładnie zrumienią i w domu pachnie tak, że wszyscy mają ślinotok i co rusz ktoś przyłazi do kuchni zagląda do piekarnika.

603089_1093157787414197_5265350409554688319_n

Czynność nr 5

Zjeść. Niestety nie wiem jak smakują na zimno, bo zanim wystygną to już ich nie ma :)

1923760_1093157830747526_4711065744446617850_n

Smacznego!

Łosoś z ryżem cytrynowym

Łosoś z ryżem cytrynowym

Łososia uwielbiam za to, że w kilkanaście minut można z niego wyczarować danie, które smakuje bosko i wygląda elegancko a na dodatek zawsze wychodzi.

Lista zakupów:

losos_skladniki losos_skladniki_2

Zaczynamy od rozgrzania piekarnika do 180 stopni. W tym czasie myjemy rybę i pozbawiamy skóry. W miseczce, czy talerzu robimy zalewę: sos sojowy + sok z pomarańczy + plasterki cytryny + liście kolendry. Wrzucamy do niej filet łososia na parę minut. Robimy papilot z folii aluminiowej i wkładamy do niej rybę, po czym wlewamy całą zalewę i szczelnie zamykamy.

Gdy piekarnik jest nagrzany, to wkładamy rybę na 15-18 minut i przystępujemy do przygotowania cytrynowego ryżu. Dlaczego nie piszę „risotto”? Bo risotto z góry narzuca rodzaj ryżu, czyli arborio. A ja nie lubię, jak mi się coś narzuca i buntowniczo wrzucam jaśminowy 😀

Dobra, czyli lecimy z ryżem. Jego przygotowanie zajmie nam mniej więcej tyle czasu, ile będzie piekł się łosoś. Synchronizacja to w kuchni podstawa 😉

Na suchą patelnię wrzucamy suchy ryż i lekko podgrzewamy. Po chwili wlewamy wodę – 400 – 450 ml na jedną torebkę. Do tego nieco soli (ale nie za dużo). Możecie zastąpić wodę bulionem i, rzecz jasna, zrezygnować wówczas z soli.

Na początku ryż robi się sam, ale gdy zacznie absorbować wodę, to trzeba zredukować gaz i bardzo często mieszać. Gdzieś w połowie gotowania wciskamy cytrynę. W ilości zależnej od zamiłowania do kwaśnego smaku. Przestrzegam przed użyciem soku z więcej niż połówki cytryny na jedną torebkę ryżu, bo wam gęby powykręca 😉

Gdy ryż wchłonie całą wodę, to spróbujcie, czy jest dostatecznie miękki. Powinien być jędrny a jeśli jest jeszcze twardawy, to dodajemy jeszcze trochę wody i ciągle mieszając kontrolujemy co chwilę jego konsystencję. Na koniec wrzucamy listki kolendry.

losos_kopia

Ryba nam się dokładnie w tej chwili upiekła, więc ostrożnie wydobywamy ją z folii i serwujemy razem z ryżem. Teraz zbieramy zasłużone pochwały i ze wzruszeniem słuchamy mlaskań wniebowziętych domowników 😉

blat_wyciety

Schab dojrzewający w pończosze ;)

Schab dojrzewający w pończosze ;)

Dziś w menu makabryczny schabik dojrzewający. Dlaczego makabryczny? Sami zobaczcie na foto schabu w pończoszce. Dobrze, że wisząc obok kaloryfera już się nie rusza…

Ale do rzeczy. Jeśli macie ochotę na taką „inną” wędlinę własnego wyrobu i w dodatku chudą i totalnie prostą w produkcji, to jest to przepis w sam dla Was.

Właściwie trudno to nawet nazwać przepisem, bo nasz schabik robi się sam i jeszcze pozwala zabrylować przed gośćmi.

Schab 1-1,5 kg, najlepiej taki środkowy, bez błon wewnątrz. Błony zewnętrzne odciąć – obłożyć cukrem na 24h i odstawić w chłodne miejsce. Ja wsadzam do woreczka, wsypuję sporo cukru, telepię, miętoszę, aż cukier równomiernie pokryje mięso. Odstawiam w spokoju i czasem obracam. Jak w woreczku zbierze się za dużo płynu, robię małą dziurkę i ostrożnie odlewam, żeby mi cukier nie uciekł.

Następna doba w soli. Mięso umyć z cukru. Powinno zrobić się takie jakby „drewniane”, czyli lekko sztywne. Dalej procedura identyczna jak z cukrem.

Trzecia doba. Zmyć sól i obtoczyć schab w ulubionej mieszance przypraw i ziół (bez soli). Świetnie też smakuje dodatek z wyciśniętego czosnku. Przypraw nie żałować, na mięsie zrobi się pyszna skorupka.

Przygotować czystą pończochę albo odciąć nogawkę z rajstop. Mięso umieścić w środku, owinąć w 2-3 warstwy i zawiązać. Powiesić w ciepłym miejscu na 5 dni.

Kroić na cieniutkie plasterki i cieszyć się zaskoczonymi minami gości

12833336_1090977910965518_1736425422_n

schab

Irish stew, czyli gulasz irlandzki

Irish stew, czyli gulasz irlandzki

IRISH STEW

Zainspirowana wczorajszym fragmentem książki Izy, postanowiłam ugotować dla Was gulasz. Ale nie byle jaki, tylko Irish Stew, czyli narodową potrawę Irlandczyków. Z tym gulaszem jest podobna sprawa, jak z naszą sałatką jarzynową. Każda gospodyni uważa, że jest w posiadaniu jedynego słusznego przepisu i z lekceważącym prychnięciem traktuje inne wersje. Po co dawać jabłuszka? Albo ogórki kiszone? O nie, babcia prababci dawała konserwowe. A u nas w sałatce zawsze warzywka z rosołu. Nigdy w życiu z wody!

No to przyjmijcie do wiadomości, że Irlandczycy mają tak samo z Irish Stew. Gulaszowi puryści uważają, że jedynym mięsem nadającym się do owego, jest baranina a w ostateczności jagnięcina. A z warzyw wyłącznie ziemniaki i marchewka. Inni pukają się w głowę i odpowiadają, że koniecznie wołowina a z warzyw jeszcze seler naciowy i cebula. Istnieje też grupa odsądzanych od czci i wiary buntowników, którzy sypią do garnka groszek. I wiecie co? Nie pozabijali się tylko dlatego, że ich wszystkie przepisy łączy jedno: Guinness, ciemne irlandzkie piwo i absolutna duma narodowa :)

Jestem zwolenniczką łączenia nowego ze starym, więc ta wersja gulaszu, którą z łaskawym potaknięciem głowy zaaprobowała moja mieszkająca w Polsce irlandzka przyjaciółka, jest ukłonem nowoczesności w stronę wielowiekowej tradycji dumnych wyspiarzy.

Proporcje produktów widzicie na zdjęciach, a zresztą, nawet jeśli się nieco zmienią, to raczej nic się nie stanie. Pilnujcie jedynie proporcji mąki do mięsa, żeby sos nie wyszedł zbyt rzadki. Około pół szklanki mąki na kilogram mięsa.

Jak już sobie wszystko usiekacie i przygotujecie, to odpalcie gaz i postawcie na nim spory, wysoki garnek. Do środka leci olej a na podgrzany wrzucacie mięso wymieszane z mąką.

I teraz wyzwanie dla kuchennych wyciągów. Odpalacie ich moc na full i zostawiacie mięso z mąką w spokoju. Mieszacie sporadycznie i cieszycie się każdym przypalonym kawałkiem mąki na dnie gara. Teraz wietrzycie chałupy i redukujecie gaz. Do gara leci jedno piwo Guinness (a jak nie da rady kupić, to każde inne ciemne, najlepiej Stout) i bulion wołowy (może być drobiowy, może być kostka jakaś tam rozrobiona w 1 litrze wody). Wlejcie większość bulionu, zostawiając nieco na ewentualne poprawki pod koniec gotowania). Drewnianą łychą skrobiecie dno gara, żeby te przypalone lekko fragmenty przywrócić potrawie.

kolaz2

Teraz do gara lecą wszystkie warzywa oprócz ziemniaków. Szalotki daję całe, małe cebulki w ćwiartki, czosnek posiekany ale bez specjalnej dbałości – bo i tak rozleci się w gotowaniu. Dorzucamy przecier i oczywiście sól plus pieprz w ilości według uznania.

Teraz czas na cierpliwość i odrobinę sprytu. W zależności od tego, jaki kawałek wołowiny wkroiliście, trzeba wycelować z ziemniakami. Chodzi o to, że w gęstym sosie mogą bez totalnego rozpadu przebywać nie dłużej, niż godzinę, więc jeśli robicie udziec, to kartofle lecą do gara po dwóch godzinach, a jeśli szarpnęliście się na rostbef, to po godzinie.

Po wrzuceniu ziemniaków sos się momentalnie redukuje, więc to jest faza zwiększonej czujności. Mieszamy drewnianą łychą i drapiemy dno. Gaz – absolutne minimum. Sos powinien być już po dwóch godzinach gotowania odpowiednio gęsty. Jeśli nie – odparujcie bez pokrywki jeszcze przez kilka minut na maleńkim płomieniu. Jeśli zbyt gęsty, to macie w garnuszku trochę dotychczas niewykorzystanego bulionu 😉

Przepis jest nieskomplikowany i tylko pozornie wymaga czasu. Przez większość procesu gotowania robi się sam. Tylko pod koniec wymaga odrobiny uwagi. I jest jeszcze jeden plus. Absolutne zero garów do mycia. Wszystko w jednym garze. Eintopf w wydaniu irlandzkim 😉

20160308_173051

Zupa z Tajlandii

Zupa z Tajlandii

 

 

Inspirowana tym, co tam dają, a jak tam dają i mówią, że „spajsi” to lepiej sobie odpuścić, dlatego też opracowałam coś, co przełknie przełyk przeciętnego Europejczyka. Zatem zaczynamy całkiem normalnie, od normalnego bulionu. Z kury, samych jarzyn, wołowiny. Co kto ma. Ugotować i odcedzić. Nie lubię sztywno trzymać się przepisów i niepotrzebnie komplikować sobie życia. Wprawdzie z kostki rosołowej jeszcze tej zupy nie robiłam, ale niby dlaczego miałoby nie wyjść? Na tym etapie uwaga z przyprawami, bo później nam dziób wykręci. Tylko pieprz i trochę soli.

Do rzeczy.

produkty

Proporcje i składniki na oko

– sos rybny

– sos imbirowy z soją albo starty imbir- tu trzeba postępować z UMIAREM

– sos sojowy – jak nie mam to sos teryaki (też dobrze pasuje)

– ½ paczki paluszków krabowych surimi pokrojonych w paski ok. 1cm (można kroić zamrożone) z powodzeniem udają makaron.

– 3-4 garści krewetek w dowolnym rozmiarze

– zalane wrzątkiem grzyby mun/shitake

kolaz-1

 

Namoczone grzyby pokroić w wąskie paski, bo serwowane w większych kawałkach mają konsystencję dętki od roweru. Jeśli macie grzybki shitake to postępujemy jak wyżej. A jak nie macie, to pieczarki od biedy też ujdą :) Grzybnego wywaru absolutnie nie wylewamy. Wraz z pokrojonymi grzybami dodajemy go do zupy i wszystko gotujemy. Dodajemy sosy, oczywiście wg uznania i smaku.

Pod sam koniec gotowania należy dodać do garnka makaron sojowy, pokrojone paluszki krabowe, jedną pokrojoną ugotowaną marchewkę oraz krewetki. Tych ostatnich nie radzę gotować, bo w trakcie gotowania tak się kurczą, że prawie znikają i później trzeba ich szukać w zupie

Zawartość wcinamy łyżką lub pałeczkami, a płyn głośno siorbiemy :)

Smacznego!

final