Browsed by
Tag: gotowanie

image_pdfimage_print
Cudny deser z tapioki

Cudny deser z tapioki

final1a

Dość długo zastanawiałam się nad tytułem tego posta, ale nic lepszego nie przyszło mi do głowy, bo i po co? Toż to samo sedno :)
Tapioka urzekła mnie od pierwszego wejrzenia i teraz już na tysiąc procent, na stałe zagości w mojej kuchni. Cała rodzina podeszła do tego eksperymentu jak do jeża, ale finalnie podzieliła mój zachwyt i po pierwszych dwóch odsłonach byłam zmuszona potroić dostawy podstawowego surowca, czyli kulek skrobi tapioki.

produkty1

Składniki na 3-4 porcje:

– 2,5-3 łyżki tapioki
– puszka mleka kokosowego
– 100 ml wody
– dowolne owoce do zmiksowania
– nasiona chia
– dowolny owoc do dekoracji
– opcjonalnie cukier lub słodzik

kolaz1

Do dzieła. Wbrew pozorom nie jest to nic skomplikowanego. Mleko kokosowe mieszamy z wodą, dokładnie mieszamy trzepaczką i dodajemy tapiokę. Całość gotujemy 15-20 minut na małym ogniu. Aż tapioka zmięknie. Cały czas mieszamy. Następnie przelewamy do słoiczków lub szklanek i od góry uzupełniamy zmiksowanymi owocami. Dekorujemy i pałaszujemy. Genialne na ciepło i na zimno. Oczywiście jak zdąży wystygnąć 😀
Osobiście lubię ten deser zabrać rano ze sobą na siłownię, jako drugie śniadanie, zatem do zmiksowanych owoców dodaję trochę nasion chia i wstawiam na noc do lodówki. Wtedy do rana wszystko nabiera zwartej konsystencji i śmiało można dorzucić pojemnik do torby z ciuchami na trening. Polecam! Urywa tyłek. Pychota <3

final2

 

Ekspresowa drożdżówka

Ekspresowa drożdżówka

final

Ostatnio sporo eksperymentowałam z gotowym ciastem francuskim. Gdyby nie ten cudowny wynalazek, pewnie nigdy w życiu nie upiekłabym niczego poza wielkanocnym mazurkiem. A tak, nie dość, że szybciutko, czyściutko, to jeszcze efektownie, a gościom wcale nie trzeba się chwalić, że ciasto było gotowe :) Bo i po co?

Dziś w sklepie znów mnie pognało w okolice ciast. Tym razem mą uwagę przykuło gotowe ciasto drożdżowe. Pierwszy raz w życiu widziałam taki wynalazek, zatem ciasto od razu trafiło do koszyka.  Z założenia całość wyglądała podejrzanie, ale co tam! Jedziemy. Z wrażenia, z rozpędu kupiłam ciasto słodzone, zatem w dalszej części całkowicie zrezygnowałam z cukru i przekopałam lodówkę w poszukiwaniu resztek niskosłodzonych dżemów. Żeby nawet i to nie było zbyt słodkie, dodałam jeszcze nieco soku z cytryny. No i wyszło super! :)

Składniki

– gotowe ciasto drożdżowe

– ¾ szklanki dowolnego dżemu, konfitury, rozdrobnionych owoców

– 1 jajko

– cukier puder/ cynamon do dekoracji

Schłodzone ciasto rozwinąć. Szybko rozsmarować na nim owocową masę. Całość zrolować i pociąć na kawałki o szerokości ok. 2-3cm. Zachowując spore odstępy ułożyć ślimaczki na papierze do pieczenia i posmarować rozbełtanym jajkiem.  Piec 15-20 minut w temperaturze 180-190 stopni Celsjusza. Przed podaniem można oprószyć cukrem pudrem lub cynamonem.

Pycha!

Nie znam szybszego patentu na równie smaczny i efektowny deser :)

Makaron z łososiem

Makaron z łososiem

Makaron jest największym przyjacielem każdego pracującego człowieka 😀 Dzięki niemu przygotowanie ciepłego posiłku zajmuje 15 minut a efekt przeważnie jest zadowalający. Z naszą dzisiejszą potrawą jest nie inaczej. Robi się błyskawicznie, dobrze smakuje i wychodzi każdemu. Czego chcieć więcej? :)

Składniki na 3-4 osoby:

– 300 g makaronu linguine

– 100 g wędzonego łososia

– 2 żółtka

– 50 g startego parmezanu

– 150 ml śmietanki niesłodzonej do kawy 12%

– garść świeżego koperku

– 2-3 ząbki czosnku

– płaska łyżeczka czosnku niedźwiedziego

– kilka kropli soku z cytryny

– szczypta soli i pieprzu

No to do roboty!

Najpierw wstawiamy garnek z wodą na gaz i czekając aż się zagotuje bierzemy się za zrobienie sosu. Do głębokiego talerza wlewamy śmietankę, dodajemy żółtka, czosnek niedźwiedzi, ¾ parmezanu, starty czosnek oraz po szczypcie soli i pieprzu do smaku. Nie przesadźcie zwłaszcza z solą bo przecież parmezan też jest słony.

I teraz taka dygresja mała. Nie kombinujcie z wrzucaniem całych jajek. Białka przydadzą się Wam do czegoś innego a jak dodacie je do tego sosu to zepsujecie cały efekt.

Chyba właśnie nam się woda zagotowała, więc czas ją osolić i wrzucić makaron.

No dobra, czas na mieszanie bazy do sosu. Ma być na tyle starannie, że jak podniesiecie do góry widelec to się za nim ma żółtko nie ciągnąć.

Teraz szybciutko kroimy łososia i wrzucamy do sosu. Czekamy tylko na makaron.

Gdy się ugotuje, to odcedzamy go i przekładamy na patelnię. Od razu wlewamy sos, włączamy mały gaz i ciągle mieszając obserwujemy. Gdy sos zacznie gęstnieć bezzwłocznie przekładamy makaron na talerze. Lepiej zdjąć nawet trochę za wcześnie (sos na talerzu i tak zostanie wchłonięty przez kluchy) niż przeoczyć moment ścięcia się żółtek bo wyjdzie nieapetyczna jajecznica.

Porcje makaronu posypujemy koperkiem, odrobiną parmezanu i kropimy dosłownie kilkoma kropelkami soku z cytryny. I już :)

 

Legumina

Legumina

 

Jak zwykle ugotowałam za dużo ryżu. Jako że rodzina w rozjazdach, a sama za bardzo sobie nie dogadzam to zazwyczaj w tym czasie czyszczę lodówkę z różnych resztek dziwnego pochodzenia. Dziś, tak w temacie tego ryżu, zamarzył mi się smak zapamiętany z dzieciństwa. Legumina z jabłkami… mmm… Parę minut roboty i pychota co najmniej na 4 dni samotnego, leniwego bytowania :)

Składniki na oko:

– ugotowany biały ryż- ok. 0,5 litra.

– przesmażone jabłka/gotowy wsad szarlotkowy ze słoika- ok. 0,5 litra

– łyżeczka sproszkowanego cynamonu

– 3-4 łyżki cukru do smaku

kruszonka: jedna część masła + jedna część cukru na dwie części mąki.  Czyli w naszym przypadku jakieś 100g masła, tyle samo cukru i 200g mąki pszennej. Rozdziabać wszystko widelcem, do uzyskania konsystencji luźnych okruchów. Wstawić na kwadrans do lodówki/zamrażarki.

No, to gotujemy!

Ryż wymieszać z jabłkami, cynamonem i cukrem. Równomiernie ułożyć w żaroodpornym naczyniu. Kruszonkę wyjąć z lodówki i posypać po wierzchu. Wstawić do piekarnika nagrzanego do temperatury 180 stopni i zapiekać do momentu aż kruszonka porządnie się zrumieni.

Smacznego :)

final

Gulasz afrykański

Gulasz afrykański

 

Dawno temu, podczas pobytu w Kenii, dane mi było spróbować tradycyjnego gulaszu z batatami. Okoliczności były zachwycające, bo gotowali w kociołku nad ogniskiem rodowici Masajowie. Ognisko trzaskało wesoło, wokół szeptała sawanna a na niebie, zamiast Wielkiego Wozu, świecił Krzyż Południa.

Gulasz, podany w glinianych miseczkach pachniał i smakował wspaniale. Gęsty, aromatyczny z kawałkami batatów i koźlęciny. Do tego gulaszu zamiennie używa się też kurczaka i właśnie tę wersję dzisiaj wspólnie upichcimy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Lista składników:

– podwójna pierś kurczaka

– 0,5 kg batatów

– 1 cebula

– 3 cm kawałek imbiru

– 5 łyżek masła orzechowego

– 5 łyżek przecieru pomidorowego

– 3 ząbki czosnku

– 1 litr bulionu

– sól, pieprz

– po pół łyżeczki: suszonej kolendry, słodkiej papryki

– szczypta pieprzu cayenne

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Największą zaletą tego przepisu jest to, że gulasz jest potrawą całkowicie jednogarnkową, więc odpada nam bałagan w kuchni i tysiąc garów do zmywania :)

Zaczynamy od pokrojenia w kostkę kurczaka i posiekania cebuli, czosnku i imbiru (ten należy obrać). Na dno garnka wlewamy niewielką ilość oleju i smażymy kurczaka wraz z cebulą, czosnkiem i imbirem.

Gdy wszystko się ładnie zrumieni to wlewamy bulion, wsypujemy przyprawy i wrzucamy obrane i pokrojone w kostkę bataty (surowe). Zmniejszamy gaz, nakrywamy nasz gulasz i dusimy do miękkości batatów (parę minut, więc uważajcie, żeby nie rozgotować ich na miazgę 😀 )

Teraz dodajemy przecier pomidorowy i masło orzechowe. Mieszamy delikatnie i sprawdzamy konsystencję. Jeśli sos jest odpowiednio gęsty to wyłączamy gaz, jeśli za rzadki to chwilę gotujemy na niewielkim ogniu i bez pokrywki w celu odparowania nadmiaru płynu.

I to wszystko. Proste, prawda? :)

Ekspresowe klopsiki

Ekspresowe klopsiki

 

Założyłam się kiedyś z koleżanką, że zrobię drugie danie szybciej niż dojedzie dostawca z jej pizzą. Wygrałam, dlatego też chętnie podzielę się z Wami moim kolejnym błyskawicznym przepisem. Dziś ekspresowe klopsy w wersji podstawowej, czyli bez bajerów. Świetnie znoszą wszelkie modyfikacje i doskonale smakują z sosami. W wersji na zimno też dają radę. Z dodatków lubią ryż i ziemniaki, ale towarzystwem kaszy i makaronu też nie pogardzą, więc jako pomysł na uniwersalne drugie danie sprawdzają się fantastycznie.

Zanim zdecydowałam się przyrządzić dla Was to danie, długo myślałam czy to aby dobry pomysł. Pewnie co drugi z Was zada sobie pytanie w stylu: „A niby czym może zaskoczyć nas klops?”. A właśnie, że może, zatem do dzieła!

produkty

Składniki:

– ok. 0,5 kg wieprzowego mięsa mielonego

– 1 mała cebula lub 0,5 dużej

– nieduży kawałek białej kapusty (opcjonalnie)

– 1 jako

– 2-3 łyżki bułki tartej

– 0,5 łyżeczki soli

– 0,5 łyżeczki Vegety

– 0,5 łyżeczki pieprzu

– 0,5 łyżeczki majeranku

Cebulę i kapustę posiekać bardzo drobno i chwilę przesmażyć na odrobinie oleju. Kapusta nie jest tutaj składnikiem niezbędnym, więc czasami, gdy dodaję tylko cebulę, rezygnuję z jej podsmażenia i dodaję surową. Jeśli trafi mi się w lodówce kilka zapomnianych, samotnych pieczarek, również je siekam podsmażam i dodaję do masy. Dziś akurat znalazłam kawałek kapusty, więc tym razem miała szczęście i załapała się do przepisu :)

Jak już pewnie nieraz zauważyliście, moje przepisy to bardziej pomysły na gotowanie, a nie dokładne receptury. Również i teraz pozwoliłam sobie na małe odstępstwo i w ostatniej chwili dodałam do smażenia kapusty chlust sosu sojowego. Nie miałam go w planie, ale akurat stał pod ręką i świetnie podbił smak 😀

Mięso przełożyć do miski i rozdziabać widelcem. Dodać pozostałe składniki i wszystko dobrze wymieszać. Jeżeli masa będzie zbyt wilgotna, możemy dodać nieco więcej bułki tartej. I jak? Wymieszane? No to próbujemy… Masa w smaku ma wydawać Wam się nieco zbyt słona. Nie bójcie się dosolić szczególnie kiedy dodajecie kapustę lub pieczarki, bowiem te dwa składniki lubią „wciągnąć” sól.

Następnie szykujemy płaskie naczynie z pokrywką i rozgrzewamy odrobinę oleju. Dosłownie tyle, żeby posmarować dno. Formujemy kulki i układamy na gorącym dnie (średni ogień). Po ok. 4 minutach, delikatnie obracamy zrumienione klopsy na drugą stronę. Po kolejnych 4 minutach dolewamy pół szklanki wody (uwaga! będzie pryskać!) i natychmiast nakrywamy naczynie pokrywką. Gdy woda na dnie zagotuje się i zdeglazuje przyklejone do dna resztki, zmniejszamy ogień i niech wszystko sobie pyrka w spokoju przez jakieś 10 minut. Gotowe!

Możemy oczywiście poprzestać wyłącznie na etapie smażenia i jeszcze kilkakrotnie obrócić nasze kulki, by zrumieniły się z każdej strony, ale ja jakoś wolę w wersji duszonej. W końcu tak robiła moja babcia, tak robi moja mama, tak ja robię i moje córki też pewnie tak będą robić.

Na koniec jeszcze jeden patent. Jeśli ktoś z Waszych domowników nie lubi klopsów i wolałby sznycle, użyjcie tej samej masy. Uformowane kulki rozpłaszczamy, obtaczamy w bułce tartej i smażymy na oleju. Może będzie trochę mniej chudo, ale za to równie smacznie i wszyscy będą zadowoleni 😀

Smacznego!

Łopatka z szynkowara

Łopatka z szynkowara

 

Człowiek czasami tak ma, że zachowuje się jak owca, czyli skoro inni mają to ja też tak chcę :) Tak było i w przypadku zakupu szynkowara. Koleżanka pochwaliła się na FB własnoręcznie wyprodukowaną wędliną, a że sprzęt niedrogi, to i w 3 dni miałam już własny. Z początku myślałam, że to jest jakieś odkrywcze, a ja stanę się przy tej okazji prekursorem mody na posiadanie szynkowara, ale zawartość sieci szybko sprowadziła mnie na ziemię. Przepisów w internecie całe multum.  Poczytałam i wybrałam na początek taki najczęściej polecany, acz zmodyfikowałam go odrobinę. Nie ukrywam, że to przepis dla cierpliwych, ale warto 😉

produkty1

Etap 1

Składniki:

-1-1,2 kg łopatki wieprzowej

– 1 łyżeczka cukru pudru

-2 łyżeczki soli do peklowania

– 0,5 szklanki wody

Trafiła mi się w miarę chuda łopatka, więc usunęłam resztę tłuszczu, pokroiłam mięso na plastry i porządnie poklepałam tłuczkiem. Zagotowałam wodę z solą i cukrem pudrem, a po wystudzeniu dodałam ją do mięsa i wymieszałam dokładnie. Odczekałam kilka minut i całość zapakowałam w szczelny pojemnik, który na noc wstawiłam do lodówki.

Etap 2

Składniki:

– łyżeczka żelatyny

– mielony pieprz

– odrobina gałki muszkatołowej

– pół łyżeczki utłuczonego w moździerzu rozmarynu (opcjonalnie majeranek)

kolaz1

Dokładnie wymieszałam mięso z przyprawami i umieściłam je w woreczku (specjalny do szynkowara). Całość wymiętosiłam dokładnie, by usunąć powietrzne bąble i włożyłam do szynkowarowej puszki. Zakręciłam worek, zamknęłam pokrywkę i tutaj, ponownie moja cierpliwość została wystawiona na ciężką próbę, bowiem na tym etapie trzymamy całość przez dobę w lodówce, ale obiecuję, że to najgorszy i najdłuższy etap :)

Na koniec należy wstawić szynkowar do wody uważając, by poziom wody znajdował się nieco wyżej niż poziom mięsa.

A teraz już tylko dwie godzinki pyrkania na wolnym ogniu przy temperaturze 80-90 stopni, studzenie oraz jedzenie.

Na koniec jeszcze dwie istotne uwagi:

  • domowa wędlina nie posiada konserwantów, więc stosunkowo szybko się psuje. U mnie wytrzymała trzy dni.
  • sól peklowa jest w tym przepisie OBOWIĄZKOWA, inaczej wędlina wyjdzie nam szaro-bura i mało apetyczna.

final

Smacznego :)

Szybki piernik z orzechami pekan

Szybki piernik z orzechami pekan

 

Dawno temu, gdy byłam młodą stażem kucharką domową, myślałam sobie naiwnie, że jakość dań jest zależna od czasu spędzonego w kuchni. Innymi słowy mówiąc, królewska uczta musi być poprzedzona kuchennym, wielogodzinnym poświęceniem. Płynąc bezmyślnie na fali tego absurdu produkowałam piernik staropolski dojrzewający i potem jak dziecinę kapryśną doglądałam przez dwa tygodnie, a to czy mu nie za zimno, nie za ciepło. A może za sucho albo zbyt wilgotno?

Paranoja jakaś, zwłaszcza, że piernik dojrzewający od zwyczajnego wcale lepszy nie jest 😀

My sobie dzisiaj zrobimy ekspresową wersję piernika, który jest aromatyczny, wilgotny i moim zdaniem zdecydowanie lepszy od dojrzewającego. Na przygotowanie potrzebujemy 15 minut a potem około 50 minut pieczenia. I koniec. Po robocie. Żadnego planowania na dwa tygodnie wcześniej i sprawdzania z drżącym sercem, czy nam wypiek na przykład nie spleśniał :)

Lista składników:

– 2 szklanki pszennej mąki

– 3 jajka

– 3 łyżki miodu

– szklanka cukru

-200 g masła

– słoik powideł (290 g)

– 3 łyżki przyprawy do piernika

– 3 łyżki niesłodzonego kakao

– płaska łyżeczka proszku do pieczenia

– garść orzechów pekan (albo włoskich)

– czekolada deserowa (na polewę)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przystępujemy do działania :)

Do garnuszka wrzucamy masło, powidła, kakao, przyprawę do piernika i miód. Podgrzewamy do rozpuszczenia się masła i mieszamy na gładką masę. Odstawiamy, żeby ostygło a w tym czasie ucieramy jajka z cukrem (mikserem najszybciej). W misce łączymy mąkę z proszkiem do pieczenia z jajkami, cukrem i ostygniętym masłem z powidłami. Wyrabiamy łyżką na gładką masę, dosypujemy orzechy i już :)

Ciasto przelewamy do standardowej wielkości keksówki wyłożonej papierem do pieczenia i pieczemy przez 50 minut w temperaturze 170 stopni. Po upieczeniu i ostygnięciu smarujemy wierzch ciasta rozpuszczoną w kąpieli wodnej czekoladą deserową.

Piernik, dzięki temu, że powidła są wdane w ciasto jest wilgotny i ma cudowny smak. Oczywiście można go dodatkowo przeciąć wzdłuż i przesmarować dodatkową porcją powideł. Bo dlaczego by nie? :)

Smacznego!

Zupa z cukinii

Zupa z cukinii

Coś mnie ostatnio strasznie wzięło na zielone. Jak nie wariacje na temat ogórków to na cukinię.  Zupka jak zwykle szybka i prosta w przygotowaniu. Jak to u mnie :)

Cała filozofia leży w podaniu i dodatkach, ale może wszystko od początku.

Najpierw składniki:

  • Cukinia- ok. 1 kg
  • Cebula- 1 średnia sztuka lub gotowa cebulka smażona
  • Marchewka – 1 sztuka
  • Sól/pieprz/ maggi/vegeta
  • Dowolna zieleninka do dekoracji
  • Ser feta

Opcjonalnie: 1 ziemniak do zagęszczenia, maggi, kostka rosołowa, surowy ogórek, jeśli komuś za mało zieleni.

produkty

Skwarki z cukinii:

¼ naszej cukinii kroimy w drobną kostkę wielkości ok. 1 cm. Na patelni rozgrzewamy na maksa odrobinę oleju i wrzucamy kostki cukiniowe. Dodajemy pieprz i sól,  i smażymy aż się zrumienią.  Gotowe przekładamy do miseczki i czekamy na ciąg dalszy

Zupa:

Resztę cukinii kroimy byle jak i dolewamy do garnka tyle wody, żeby przykryła warzywa. Zwykle dodaję posiekanego w drobniutką kosteczkę ziemniaka do zagęszczenia, ale nie jest obowiązkowy. Do tego sól, pieprz, zrumieniona cebulka (lub gotowa), czasem kostka rosołowa. Mniej więcej po kwadransie wszystko powinno już zmięknąć na tyle, żeby całość potraktować blenderem i tym sposobem uzyskać gładki krem. Na koniec do wrzątku dorzucam startą na grubych oczkach marchewkę i dodaję co tam potrzeba do smaku.

Propozycja podania:

Na dnie talerza układamy nieco cukiniowych skwarków, pokrojony w podobną kostkę ser feta. Nalewamy zupę i posypujemy dowolną zieleninką (koperek/natka pietruszki/kolendra).

Pychota.

Smacznego :)

13139198_1131139290282713_8766384315135962269_n

Domowe jagodzianki

Domowe jagodzianki

Drożdżowe, domowe bułeczki to ulubiony smak dzieciństwa chyba większości z nas. A przynajmniej tych, którzy mieli luksus spędzania wakacji u rodziny na wsi. Każda z babć i ciotek miała swój własny przepis na jagodzianki, którym niechętnie dzieliła się z innymi gospodyniami 😉

Przypadkiem weszłam w posiadanie takiego starego, rodzinnego przepisu, ale oczywiście nie byłabym sobą, gdybym go jednak lekko nie zmodyfikowała 😉

Jagodzianki robi się dość prosto, jedyne co nam potrzebne, to nieco cierpliwości podczas wyrastania drożdżowego ciasta. Zapach w domu oraz radość domowników z pewnością tę niedogodność zrekompensują.

produkty

Lista produktów:

– 500 g mąki pszennej

– 250 ml mleka

– 1 opakowanie suszonych drożdży

– 1 jajko

– 80 g masła

– 50 g cukru pudru

– 2 szklanki jagód (mniej więcej)

kolaz1

Do miseczki wlewamy lekko ciepłe mleko, wsypujemy drożdże, dodajemy łyżkę cukru i trzy czubate łyżki mąki. Mieszamy na jednolitą masę i odstawiamy na kilka minut. Drożdże muszą zacząć pracować.

W tym czasie wsypujemy resztę mąki do sporej miski, dodajemy jajko i miękkie masło, cukier puder. Wlewamy zaczyn i wyrabiamy ze wszystkich składników ciasto.

Ciasto zostawiamy w ciepłym miejscu do wyrośnięta. Powinno podwoić objętość, co z reguły zajmuje mu około 30 minut.

Po tym czasie ponownie zagniatamy ciasto i dzielimy na porcje. Jeśli chcemy mieć mniejsze bułeczki, to na 16, jeśli większe to na 12.

Włączamy piekarnik i czekamy aż nagrzeje się do 180 stopni. Jagody mieszamy z łyżką cukru pudru.

Z kawałków ciasta robimy placuszki na które nakładamy łyżkę jagód, po czym formujemy bułeczki. Trzeba dość porządnie zamykać jagody w środku by jagodzianki nie pootwierały się w piekarniku pod wpływem wysokiej temperatury.

Układamy bułeczki na blasze i zostawiamy pod przykryciem na 20 minut do wyrośnięcia. Potem smarujemy je z wierzchu mlekiem i pieczemy około 20 minut (jeśli podzieliliśmy ciasto na 12 porcji, to czas pieczenia wydłuży się o 5 minut).

Dekorujemy lukrem albo cukrem pudrem.

Smacznego :)

final