Chłodnik z ogórkami małosolnymi


Latem nic nie zastąpi zimnego, pełnego chrupiących ogóreczków chłodnika. Jeśli użyjecie małosolnych to zupa wchodzi w zupełnie inny wymiar 😀 Tylko pamiętajcie, by ogórków nie trzeć na tarce. Żeby były chrupiące to należy je pokroić w drobną kostkę. Dobrze by było, żeby ogórki nie były przekiszone. Najlepsze do naszego celu będą jedno lub dwudniowe.

Ogromną zaletą chłodnika jest jego niskokaloryczność. No chyba, że do jego produkcji użyjecie śmietany i bulionu z kostki. Ja nie polecam, ale wiem, że niektórzy ludzie tak robią :)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Składniki:

– 1 średni burak lub 2 małe

– 400 ml rzadkiego jogurtu

– 500 ml kefiru

– 100 ml mleka (opcjonalnie)

– 3 średnie ogórki małosolne

– 2 średnie ogórki surowe

– 2 ząbki czosnku

– pół pęczka szczypiorku

– pół pęczka koperku

– sól i pieprz do smaku

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zdaję sobie sprawę, że tradycyjnie do chłodnika stosuje się botwinę, czyli młode buraki z listkami, ale ja wolę wersję bez listków. Po pierwsze nie plączą mi się po zupie a po drugie nie raz zdarzyło mi się, że chłodnik z botwiną miał nieładny bury kolor. Z samym burakiem nie ma takiego problemu a poza tym trze się go szybko zamiast się bawić z siekaniem liści i mikroskopijnych buraczków.

No dobra. Bierzemy się do roboty.

Buraki obieramy i trzemy na grubych oczkach tarki. Przekładamy do garnka, lekko solimy i zalewamy niewielką ilością wody. Nawet nie musi dokładnie przykryć buraków. Zagotowujemy i zdejmujemy z gazu. Wody oczywiście nie odlewamy :) Garnek odstawiamy do całkowitego ostygnięcia.

W międzyczasie kroimy drobno ogórki, siekamy szczypior i koperek. Czosnek przeciskamy przez praskę.

Gdy buraki całkowicie ostygną to dokładamy do garnka kefir i jogurt. Opcjonalnie mleko, jeśli chłodnik ma być nieco rzadszy. Wrzucamy posiekane zioła, pokrojone ogórki. Doprawiamy czosnkiem, solą i pierzem. Przed zjedzeniem zupę warto chłodzić minimum dwie godziny. Podawać z jajem ugotowanym na twardo.

Smacznego :)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA




Świąteczny niezbędnik


final1

 

Iza_kucharz

Nie wiem jak jest u Was, ale w mojej rodzinie Wigilia bez śledzia oraz Boże Narodzenie bez chrzanu się po prostu nie liczą, tak więc niniejszym uchylę rąbka rodzinnej tajemnicy :)

No i jeszcze buraczany zakwas. Bez niego też nie da rady.

A zatem chrzan.

Niby czym może zaskoczyć nasz chrzan? Ano może. Wszyscy go uwielbiamy, acz daleka od własnoręcznego tarcia pozostawiam tę katorżniczą czynność innym i wybieram sprawdzoną wersję ze słoika. Ale nie może być jakiś byle jaki. W grę wchodzi wyłącznie Polonaise. Tu, przy zakupach, zalecam wzmożoną czujność saperską, bowiem od niedawna również i Krakus ma granatową zakrętkę i łudząco przypomina mojego „poloneza”, a to nie to samo. Zwykle nie podaję nazw producentów, ale tutaj akurat ma to kolosalne znaczenie :)

produkty chrzan

Wracając do rzeczy. Kupujemy dowolną ilość chrzanu. Proporcje również są kwestią gustu, ale na zdjęciu dobrze widać, ile czego przypada na jeden słoik.

Przekładamy chrzan na gęste sitko i pozostawiamy do czasu aż płyn całkowicie wycieknie. Trwa to długo, więc pomagam, regularnie dociskając łyżką. Następnie przekładam odciśnięty chrzan do miski i dodaję sporą ilość drobniutko posiekanych jaj na twardo. Ugotowane jajka obieram zatem ze skorupek, stawiam garnek na podłodze i bezlitośnie traktuję jajca tłuczkiem do ziemniaków. Następnie dodaję do smaku odrobinę soli i cukru, a na sam koniec trochę tłustej, słodkiej śmietany. Tu ilość wedle uznania, bowiem śmietanę dodajemy w zależności od oczekiwanej konsystencji. Chrzan przekładamy do słoików i gotowe. W lodówce wytrzymuje nawet do Wielkanocy :)

chrzan

A teraz nasz rodzinny śledzik.

Składniki podaję na oko, proporcje dobrze widać na zdjęciu.

– śledzie marynowane

– jajka na twardo

– cebula/szalotka

– jabłko

– kiszony ogórek

– śmietana

– musztarda do smaku

– sól/ pieprz do smaku.

produkty 2

Obieram śledzie ze skóry i kroję je na kawałki. Najlepiej takie na „jeden kęs”. Zazwyczaj wybieram śledzie łagodne w smaku, ale jak wiadomo, różnie z tym bywa, zatem jeśli czasem zdarzy mi się trafić na wersję ostrzejszą, moczę śledzie w mleku prze kilka godzin. Ogórek, jabłko, jajka i cebulę kroję w całkiem spore kawałki, ponieważ lubię jak wszystko chrupie :) Na koniec dodaję przyprawy, śmietanę i odrobinę musztardy do smaku, i wstawiam na noc do lodówki, żeby się wszystko porządnie przegryzło do rana.  Połączenie różnych struktur i smaków w jednym. Niebo w gębie! Przysięgam!

sledzie

No i na koniec jeszcze zakwas z buraków. Przygotowuję go od niedawna, ale w mojej kuchni ostatnio słój ma już stałe miejsce. Dobry zakwas potrzebuje trochę czasu, więc warto pomyśleć o nim trochę wcześniej. Zwykle potrzebuje około pięciu dni, ale bywa, że trwa to trochę dłużej. Spryciarze, chcący przyspieszyć proces kiszenia, dodają czasem nieco soku z kiszonej kapusty. Też dobrze :)

Składniki:

– 2 -2,5 kg buraków

– 6-8 ząbków czosnku

– kawałek korzenia chrzanu ok. 7 cm

– kilka listków laurowych lub łyżeczka liści zmielonych

– kilkanaście ziaren jałowca lub łyżeczka ziaren zmielonych

– kilka ziaren ziela angielskiego lub ½ łyżeczki ziaren zmielonych

– kilka lekko rozgniecionych ziarenek pieprzu

– 3-4 litry solanki

produkty3

 

Buraki obrać i pokroić w cienkie plastry, czosnek i chrzan pokroić na kawałki, dodać przyprawy.  Te których nie macie z łatwością znajdziecie w ofercie sklepu internetowego Swojski Wyrób.

Całość przemieszać i na koniec zalać całkowicie wystudzoną solanką. No i poczekać 5 dni, aż w słoju ukażą się lecące do góry bąbelki, a na wierzchu utworzy się biała pianka. Gotowe.

zakwas

WESOŁYCH ŚWIĄT!

 

szlaczek

 

BIGOS

 

Jagna_kucharz

 

W Święta może zabraknąć różnych rzeczy, ale na pewno nie bigosu. Przynajmniej u mnie. Musi być i koniec. Jak kraj długi i szeroki w każdym domu bigos smakuje nieco inaczej. Pozwólcie, że zdradzę Wam przepis na mój wariant uwielbiany przez całą rodzinę. Oczywiście z kaloriami będzie na bogato. W końcu jak kraść to miliony a jak grzeszyć to bigosem 😀

Składniki:

1,5 kg kapusty kiszonej

1 cebula

1 kg wołowiny

4 garście suszonych podgrzybków

30 dkg wędzonego boczku

0,5 kg wiejskiej kiełbasy

0,2 kg wędzonej szynki

2 łyżki miodu

200 ml jasnego piwa

200 ml czerwonego wytrawnego wina

2 łyżki sosu sojowego

2 łyżeczki koncentratu pomidorowego

20 g masła

2 ząbki czosnku

sól

Przyprawy (po łyżeczce): mielona kolendra, mielony kminek, suszony lubczyk, mielony pieprz, majeranek, kurkuma.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

No dobra. Mamy kapustę i resztę składników, więc zaczynamy od zalania 3 garści grzybów wodą (1,5 litra max) w garnku. Resztę grzybów na razie odłóżcie na bok. Garnek na gaz, lekko osolić i gotować do miękkości grzybów. Broń boże nie odcedzać ani nie pozbywać się wywaru bo właściwie to o niego nam tu głównie chodzi.

W międzyczasie szykujemy spory garnek do którego wrzucamy kapustę. Można ją trochę pokroić, ale nie trzeba. Można nieco odcisnąć, ale co kto lubi. Ja lubię bigos o wyraźnym smaku, więc nie odciskam wcale.

Kapustę zalewamy wywarem grzybowym z zawartością. Grzybów nie kroimy, bo i po co? :) Dolewamy wino i piwo i wstawiamy garnek na mały gaz. Żadnej wody w bigosie!

Boczek, szynkę i cebulę kroimy w kostkę. Smażymy i dorzucamy do garnka z kapustą.

Mięso wołowe kroimy w dość dużą kostkę i smażymy prawie do spalenia. Ma być bardzo ciemne. Odda potem dzięki temu kolor kapuście.

Kiełbasę kroimy w plasterki i również podsmażamy. Wrzucamy do kapusty.

Teraz czas na całą resztę przypraw i składników. Wszystko dokładamy do bigosu i niespiesznie gotujemy na małym ogniu pod przykryciem. To jest ten moment, w którym dorzucamy resztę suszonych grzybów. Spiją nadmiar płynu i dodadzą jeszcze więcej aromatu.

Dobry bigos gotuje się trzy dni. Pierwszego dnia około 5 godzin a potem wystawiamy garnek na noc na zewnątrz. Ma się sama dość szybko schłodzić. Idealnie by było, gdyby był lekki mróz 😀

Następnego dnia wyciągamy garnek i ponownie przez minimum 5 godzin gotujemy na małym ogniu pod przykryciem.

Potem ponownie procedura chłodzenia na zewnątrz i jak się zapewne domyślacie następnego dnia ponowne gotowanie :)

Teraz bigos jest już właściwie gotowy. Można go nieco odparować z nadmiaru sosu gotując jeszcze trochę już bez przykrycia.

Niektórzy mówią, że dobry bigos musi się przypalić. Moim zdaniem – nie musi. Ale to rzecz jasna opinia subiektywna 😀

Wesołych Świąt i smacznego bigosu!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA




Cudny deser z tapioki


final1a

Dość długo zastanawiałam się nad tytułem tego posta, ale nic lepszego nie przyszło mi do głowy, bo i po co? Toż to samo sedno :)
Tapioka urzekła mnie od pierwszego wejrzenia i teraz już na tysiąc procent, na stałe zagości w mojej kuchni. Cała rodzina podeszła do tego eksperymentu jak do jeża, ale finalnie podzieliła mój zachwyt i po pierwszych dwóch odsłonach byłam zmuszona potroić dostawy podstawowego surowca, czyli kulek skrobi tapioki.

produkty1

Składniki na 3-4 porcje:

– 2,5-3 łyżki tapioki
– puszka mleka kokosowego
– 100 ml wody
– dowolne owoce do zmiksowania
– nasiona chia
– dowolny owoc do dekoracji
– opcjonalnie cukier lub słodzik

kolaz1

Do dzieła. Wbrew pozorom nie jest to nic skomplikowanego. Mleko kokosowe mieszamy z wodą, dokładnie mieszamy trzepaczką i dodajemy tapiokę. Całość gotujemy 15-20 minut na małym ogniu. Aż tapioka zmięknie. Cały czas mieszamy. Następnie przelewamy do słoiczków lub szklanek i od góry uzupełniamy zmiksowanymi owocami. Dekorujemy i pałaszujemy. Genialne na ciepło i na zimno. Oczywiście jak zdąży wystygnąć 😀
Osobiście lubię ten deser zabrać rano ze sobą na siłownię, jako drugie śniadanie, zatem do zmiksowanych owoców dodaję trochę nasion chia i wstawiam na noc do lodówki. Wtedy do rana wszystko nabiera zwartej konsystencji i śmiało można dorzucić pojemnik do torby z ciuchami na trening. Polecam! Urywa tyłek. Pychota <3

final2

 




Ekspresowa drożdżówka


final

Ostatnio sporo eksperymentowałam z gotowym ciastem francuskim. Gdyby nie ten cudowny wynalazek, pewnie nigdy w życiu nie upiekłabym niczego poza wielkanocnym mazurkiem. A tak, nie dość, że szybciutko, czyściutko, to jeszcze efektownie, a gościom wcale nie trzeba się chwalić, że ciasto było gotowe :) Bo i po co?

Dziś w sklepie znów mnie pognało w okolice ciast. Tym razem mą uwagę przykuło gotowe ciasto drożdżowe. Pierwszy raz w życiu widziałam taki wynalazek, zatem ciasto od razu trafiło do koszyka.  Z założenia całość wyglądała podejrzanie, ale co tam! Jedziemy. Z wrażenia, z rozpędu kupiłam ciasto słodzone, zatem w dalszej części całkowicie zrezygnowałam z cukru i przekopałam lodówkę w poszukiwaniu resztek niskosłodzonych dżemów. Żeby nawet i to nie było zbyt słodkie, dodałam jeszcze nieco soku z cytryny. No i wyszło super! :)

Składniki

– gotowe ciasto drożdżowe

– ¾ szklanki dowolnego dżemu, konfitury, rozdrobnionych owoców

– 1 jajko

– cukier puder/ cynamon do dekoracji

Schłodzone ciasto rozwinąć. Szybko rozsmarować na nim owocową masę. Całość zrolować i pociąć na kawałki o szerokości ok. 2-3cm. Zachowując spore odstępy ułożyć ślimaczki na papierze do pieczenia i posmarować rozbełtanym jajkiem.  Piec 15-20 minut w temperaturze 180-190 stopni Celsjusza. Przed podaniem można oprószyć cukrem pudrem lub cynamonem.

Pycha!

Nie znam szybszego patentu na równie smaczny i efektowny deser :)




Makaron z łososiem


Makaron jest największym przyjacielem każdego pracującego człowieka 😀 Dzięki niemu przygotowanie ciepłego posiłku zajmuje 15 minut a efekt przeważnie jest zadowalający. Z naszą dzisiejszą potrawą jest nie inaczej. Robi się błyskawicznie, dobrze smakuje i wychodzi każdemu. Czego chcieć więcej? :)

Składniki na 3-4 osoby:

– 300 g makaronu linguine

– 100 g wędzonego łososia

– 2 żółtka

– 50 g startego parmezanu

– 150 ml śmietanki niesłodzonej do kawy 12%

– garść świeżego koperku

– 2-3 ząbki czosnku

– płaska łyżeczka czosnku niedźwiedziego

– kilka kropli soku z cytryny

– szczypta soli i pieprzu

No to do roboty!

Najpierw wstawiamy garnek z wodą na gaz i czekając aż się zagotuje bierzemy się za zrobienie sosu. Do głębokiego talerza wlewamy śmietankę, dodajemy żółtka, czosnek niedźwiedzi, ¾ parmezanu, starty czosnek oraz po szczypcie soli i pieprzu do smaku. Nie przesadźcie zwłaszcza z solą bo przecież parmezan też jest słony.

I teraz taka dygresja mała. Nie kombinujcie z wrzucaniem całych jajek. Białka przydadzą się Wam do czegoś innego a jak dodacie je do tego sosu to zepsujecie cały efekt.

Chyba właśnie nam się woda zagotowała, więc czas ją osolić i wrzucić makaron.

No dobra, czas na mieszanie bazy do sosu. Ma być na tyle starannie, że jak podniesiecie do góry widelec to się za nim ma żółtko nie ciągnąć.

Teraz szybciutko kroimy łososia i wrzucamy do sosu. Czekamy tylko na makaron.

Gdy się ugotuje, to odcedzamy go i przekładamy na patelnię. Od razu wlewamy sos, włączamy mały gaz i ciągle mieszając obserwujemy. Gdy sos zacznie gęstnieć bezzwłocznie przekładamy makaron na talerze. Lepiej zdjąć nawet trochę za wcześnie (sos na talerzu i tak zostanie wchłonięty przez kluchy) niż przeoczyć moment ścięcia się żółtek bo wyjdzie nieapetyczna jajecznica.

Porcje makaronu posypujemy koperkiem, odrobiną parmezanu i kropimy dosłownie kilkoma kropelkami soku z cytryny. I już :)

 




Legumina


 

Jak zwykle ugotowałam za dużo ryżu. Jako że rodzina w rozjazdach, a sama za bardzo sobie nie dogadzam to zazwyczaj w tym czasie czyszczę lodówkę z różnych resztek dziwnego pochodzenia. Dziś, tak w temacie tego ryżu, zamarzył mi się smak zapamiętany z dzieciństwa. Legumina z jabłkami… mmm… Parę minut roboty i pychota co najmniej na 4 dni samotnego, leniwego bytowania :)

Składniki na oko:

– ugotowany biały ryż- ok. 0,5 litra.

– przesmażone jabłka/gotowy wsad szarlotkowy ze słoika- ok. 0,5 litra

– łyżeczka sproszkowanego cynamonu

– 3-4 łyżki cukru do smaku

kruszonka: jedna część masła + jedna część cukru na dwie części mąki.  Czyli w naszym przypadku jakieś 100g masła, tyle samo cukru i 200g mąki pszennej. Rozdziabać wszystko widelcem, do uzyskania konsystencji luźnych okruchów. Wstawić na kwadrans do lodówki/zamrażarki.

No, to gotujemy!

Ryż wymieszać z jabłkami, cynamonem i cukrem. Równomiernie ułożyć w żaroodpornym naczyniu. Kruszonkę wyjąć z lodówki i posypać po wierzchu. Wstawić do piekarnika nagrzanego do temperatury 180 stopni i zapiekać do momentu aż kruszonka porządnie się zrumieni.

Smacznego :)

final




Gulasz afrykański


 

Dawno temu, podczas pobytu w Kenii, dane mi było spróbować tradycyjnego gulaszu z batatami. Okoliczności były zachwycające, bo gotowali w kociołku nad ogniskiem rodowici Masajowie. Ognisko trzaskało wesoło, wokół szeptała sawanna a na niebie, zamiast Wielkiego Wozu, świecił Krzyż Południa.

Gulasz, podany w glinianych miseczkach pachniał i smakował wspaniale. Gęsty, aromatyczny z kawałkami batatów i koźlęciny. Do tego gulaszu zamiennie używa się też kurczaka i właśnie tę wersję dzisiaj wspólnie upichcimy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Lista składników:

– podwójna pierś kurczaka

– 0,5 kg batatów

– 1 cebula

– 3 cm kawałek imbiru

– 5 łyżek masła orzechowego

– 5 łyżek przecieru pomidorowego

– 3 ząbki czosnku

– 1 litr bulionu

– sól, pieprz

– po pół łyżeczki: suszonej kolendry, słodkiej papryki

– szczypta pieprzu cayenne

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Największą zaletą tego przepisu jest to, że gulasz jest potrawą całkowicie jednogarnkową, więc odpada nam bałagan w kuchni i tysiąc garów do zmywania :)

Zaczynamy od pokrojenia w kostkę kurczaka i posiekania cebuli, czosnku i imbiru (ten należy obrać). Na dno garnka wlewamy niewielką ilość oleju i smażymy kurczaka wraz z cebulą, czosnkiem i imbirem.

Gdy wszystko się ładnie zrumieni to wlewamy bulion, wsypujemy przyprawy i wrzucamy obrane i pokrojone w kostkę bataty (surowe). Zmniejszamy gaz, nakrywamy nasz gulasz i dusimy do miękkości batatów (parę minut, więc uważajcie, żeby nie rozgotować ich na miazgę 😀 )

Teraz dodajemy przecier pomidorowy i masło orzechowe. Mieszamy delikatnie i sprawdzamy konsystencję. Jeśli sos jest odpowiednio gęsty to wyłączamy gaz, jeśli za rzadki to chwilę gotujemy na niewielkim ogniu i bez pokrywki w celu odparowania nadmiaru płynu.

I to wszystko. Proste, prawda? :)




Ekspresowe klopsiki


 

Założyłam się kiedyś z koleżanką, że zrobię drugie danie szybciej niż dojedzie dostawca z jej pizzą. Wygrałam, dlatego też chętnie podzielę się z Wami moim kolejnym błyskawicznym przepisem. Dziś ekspresowe klopsy w wersji podstawowej, czyli bez bajerów. Świetnie znoszą wszelkie modyfikacje i doskonale smakują z sosami. W wersji na zimno też dają radę. Z dodatków lubią ryż i ziemniaki, ale towarzystwem kaszy i makaronu też nie pogardzą, więc jako pomysł na uniwersalne drugie danie sprawdzają się fantastycznie.

Zanim zdecydowałam się przyrządzić dla Was to danie, długo myślałam czy to aby dobry pomysł. Pewnie co drugi z Was zada sobie pytanie w stylu: „A niby czym może zaskoczyć nas klops?”. A właśnie, że może, zatem do dzieła!

produkty

Składniki:

– ok. 0,5 kg wieprzowego mięsa mielonego

– 1 mała cebula lub 0,5 dużej

– nieduży kawałek białej kapusty (opcjonalnie)

– 1 jako

– 2-3 łyżki bułki tartej

– 0,5 łyżeczki soli

– 0,5 łyżeczki Vegety

– 0,5 łyżeczki pieprzu

– 0,5 łyżeczki majeranku

Cebulę i kapustę posiekać bardzo drobno i chwilę przesmażyć na odrobinie oleju. Kapusta nie jest tutaj składnikiem niezbędnym, więc czasami, gdy dodaję tylko cebulę, rezygnuję z jej podsmażenia i dodaję surową. Jeśli trafi mi się w lodówce kilka zapomnianych, samotnych pieczarek, również je siekam podsmażam i dodaję do masy. Dziś akurat znalazłam kawałek kapusty, więc tym razem miała szczęście i załapała się do przepisu :)

Jak już pewnie nieraz zauważyliście, moje przepisy to bardziej pomysły na gotowanie, a nie dokładne receptury. Również i teraz pozwoliłam sobie na małe odstępstwo i w ostatniej chwili dodałam do smażenia kapusty chlust sosu sojowego. Nie miałam go w planie, ale akurat stał pod ręką i świetnie podbił smak 😀

Mięso przełożyć do miski i rozdziabać widelcem. Dodać pozostałe składniki i wszystko dobrze wymieszać. Jeżeli masa będzie zbyt wilgotna, możemy dodać nieco więcej bułki tartej. I jak? Wymieszane? No to próbujemy… Masa w smaku ma wydawać Wam się nieco zbyt słona. Nie bójcie się dosolić szczególnie kiedy dodajecie kapustę lub pieczarki, bowiem te dwa składniki lubią „wciągnąć” sól.

Następnie szykujemy płaskie naczynie z pokrywką i rozgrzewamy odrobinę oleju. Dosłownie tyle, żeby posmarować dno. Formujemy kulki i układamy na gorącym dnie (średni ogień). Po ok. 4 minutach, delikatnie obracamy zrumienione klopsy na drugą stronę. Po kolejnych 4 minutach dolewamy pół szklanki wody (uwaga! będzie pryskać!) i natychmiast nakrywamy naczynie pokrywką. Gdy woda na dnie zagotuje się i zdeglazuje przyklejone do dna resztki, zmniejszamy ogień i niech wszystko sobie pyrka w spokoju przez jakieś 10 minut. Gotowe!

Możemy oczywiście poprzestać wyłącznie na etapie smażenia i jeszcze kilkakrotnie obrócić nasze kulki, by zrumieniły się z każdej strony, ale ja jakoś wolę w wersji duszonej. W końcu tak robiła moja babcia, tak robi moja mama, tak ja robię i moje córki też pewnie tak będą robić.

Na koniec jeszcze jeden patent. Jeśli ktoś z Waszych domowników nie lubi klopsów i wolałby sznycle, użyjcie tej samej masy. Uformowane kulki rozpłaszczamy, obtaczamy w bułce tartej i smażymy na oleju. Może będzie trochę mniej chudo, ale za to równie smacznie i wszyscy będą zadowoleni 😀

Smacznego!




Łopatka z szynkowara


 

Człowiek czasami tak ma, że zachowuje się jak owca, czyli skoro inni mają to ja też tak chcę :) Tak było i w przypadku zakupu szynkowara. Koleżanka pochwaliła się na FB własnoręcznie wyprodukowaną wędliną, a że sprzęt niedrogi, to i w 3 dni miałam już własny. Z początku myślałam, że to jest jakieś odkrywcze, a ja stanę się przy tej okazji prekursorem mody na posiadanie szynkowara, ale zawartość sieci szybko sprowadziła mnie na ziemię. Przepisów w internecie całe multum.  Poczytałam i wybrałam na początek taki najczęściej polecany, acz zmodyfikowałam go odrobinę. Nie ukrywam, że to przepis dla cierpliwych, ale warto 😉

produkty1

Etap 1

Składniki:

-1-1,2 kg łopatki wieprzowej

– 1 łyżeczka cukru pudru

-2 łyżeczki soli do peklowania

– 0,5 szklanki wody

Trafiła mi się w miarę chuda łopatka, więc usunęłam resztę tłuszczu, pokroiłam mięso na plastry i porządnie poklepałam tłuczkiem. Zagotowałam wodę z solą i cukrem pudrem, a po wystudzeniu dodałam ją do mięsa i wymieszałam dokładnie. Odczekałam kilka minut i całość zapakowałam w szczelny pojemnik, który na noc wstawiłam do lodówki.

Etap 2

Składniki:

– łyżeczka żelatyny

– mielony pieprz

– odrobina gałki muszkatołowej

– pół łyżeczki utłuczonego w moździerzu rozmarynu (opcjonalnie majeranek)

kolaz1

Dokładnie wymieszałam mięso z przyprawami i umieściłam je w woreczku (specjalny do szynkowara). Całość wymiętosiłam dokładnie, by usunąć powietrzne bąble i włożyłam do szynkowarowej puszki. Zakręciłam worek, zamknęłam pokrywkę i tutaj, ponownie moja cierpliwość została wystawiona na ciężką próbę, bowiem na tym etapie trzymamy całość przez dobę w lodówce, ale obiecuję, że to najgorszy i najdłuższy etap :)

Na koniec należy wstawić szynkowar do wody uważając, by poziom wody znajdował się nieco wyżej niż poziom mięsa.

A teraz już tylko dwie godzinki pyrkania na wolnym ogniu przy temperaturze 80-90 stopni, studzenie oraz jedzenie.

Na koniec jeszcze dwie istotne uwagi:

  • domowa wędlina nie posiada konserwantów, więc stosunkowo szybko się psuje. U mnie wytrzymała trzy dni.
  • sól peklowa jest w tym przepisie OBOWIĄZKOWA, inaczej wędlina wyjdzie nam szaro-bura i mało apetyczna.

final

Smacznego :)




Szybki piernik z orzechami pekan


 

Dawno temu, gdy byłam młodą stażem kucharką domową, myślałam sobie naiwnie, że jakość dań jest zależna od czasu spędzonego w kuchni. Innymi słowy mówiąc, królewska uczta musi być poprzedzona kuchennym, wielogodzinnym poświęceniem. Płynąc bezmyślnie na fali tego absurdu produkowałam piernik staropolski dojrzewający i potem jak dziecinę kapryśną doglądałam przez dwa tygodnie, a to czy mu nie za zimno, nie za ciepło. A może za sucho albo zbyt wilgotno?

Paranoja jakaś, zwłaszcza, że piernik dojrzewający od zwyczajnego wcale lepszy nie jest 😀

My sobie dzisiaj zrobimy ekspresową wersję piernika, który jest aromatyczny, wilgotny i moim zdaniem zdecydowanie lepszy od dojrzewającego. Na przygotowanie potrzebujemy 15 minut a potem około 50 minut pieczenia. I koniec. Po robocie. Żadnego planowania na dwa tygodnie wcześniej i sprawdzania z drżącym sercem, czy nam wypiek na przykład nie spleśniał :)

Lista składników:

– 2 szklanki pszennej mąki

– 3 jajka

– 3 łyżki miodu

– szklanka cukru

-200 g masła

– słoik powideł (290 g)

– 3 łyżki przyprawy do piernika

– 3 łyżki niesłodzonego kakao

– płaska łyżeczka proszku do pieczenia

– garść orzechów pekan (albo włoskich)

– czekolada deserowa (na polewę)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przystępujemy do działania :)

Do garnuszka wrzucamy masło, powidła, kakao, przyprawę do piernika i miód. Podgrzewamy do rozpuszczenia się masła i mieszamy na gładką masę. Odstawiamy, żeby ostygło a w tym czasie ucieramy jajka z cukrem (mikserem najszybciej). W misce łączymy mąkę z proszkiem do pieczenia z jajkami, cukrem i ostygniętym masłem z powidłami. Wyrabiamy łyżką na gładką masę, dosypujemy orzechy i już :)

Ciasto przelewamy do standardowej wielkości keksówki wyłożonej papierem do pieczenia i pieczemy przez 50 minut w temperaturze 170 stopni. Po upieczeniu i ostygnięciu smarujemy wierzch ciasta rozpuszczoną w kąpieli wodnej czekoladą deserową.

Piernik, dzięki temu, że powidła są wdane w ciasto jest wilgotny i ma cudowny smak. Oczywiście można go dodatkowo przeciąć wzdłuż i przesmarować dodatkową porcją powideł. Bo dlaczego by nie? :)

Smacznego!