Browsed by
Tag: jedzenie

image_pdfimage_print
Domowe jagodzianki

Domowe jagodzianki

Drożdżowe, domowe bułeczki to ulubiony smak dzieciństwa chyba większości z nas. A przynajmniej tych, którzy mieli luksus spędzania wakacji u rodziny na wsi. Każda z babć i ciotek miała swój własny przepis na jagodzianki, którym niechętnie dzieliła się z innymi gospodyniami 😉

Przypadkiem weszłam w posiadanie takiego starego, rodzinnego przepisu, ale oczywiście nie byłabym sobą, gdybym go jednak lekko nie zmodyfikowała 😉

Jagodzianki robi się dość prosto, jedyne co nam potrzebne, to nieco cierpliwości podczas wyrastania drożdżowego ciasta. Zapach w domu oraz radość domowników z pewnością tę niedogodność zrekompensują.

produkty

Lista produktów:

– 500 g mąki pszennej

– 250 ml mleka

– 1 opakowanie suszonych drożdży

– 1 jajko

– 80 g masła

– 50 g cukru pudru

– 2 szklanki jagód (mniej więcej)

kolaz1

Do miseczki wlewamy lekko ciepłe mleko, wsypujemy drożdże, dodajemy łyżkę cukru i trzy czubate łyżki mąki. Mieszamy na jednolitą masę i odstawiamy na kilka minut. Drożdże muszą zacząć pracować.

W tym czasie wsypujemy resztę mąki do sporej miski, dodajemy jajko i miękkie masło, cukier puder. Wlewamy zaczyn i wyrabiamy ze wszystkich składników ciasto.

Ciasto zostawiamy w ciepłym miejscu do wyrośnięta. Powinno podwoić objętość, co z reguły zajmuje mu około 30 minut.

Po tym czasie ponownie zagniatamy ciasto i dzielimy na porcje. Jeśli chcemy mieć mniejsze bułeczki, to na 16, jeśli większe to na 12.

W tym momencie włączamy piekarnik i czekamy aż nagrzeje się do 180 stopni. Jagody mieszamy z łyżką cukru pudru.

Z kawałków ciasta robimy placuszki na które nakładamy łyżkę jagód, po czym formujemy bułeczki. Trzeba dość porządnie zamykać jagody w środku by jagodzianki nie pootwierały się w piekarniku pod wpływem wysokiej temperatury.

Układamy bułeczki na blasze, smarujemy je z wierzchu mlekiem i pieczemy około 20 minut (jeśli podzieliliśmy ciasto na 12 porcji, to czas pieczenia wydłuży się o 5 minut).

Dekorujemy lukrem albo cukrem pudrem.

Smacznego :)

final

Miodowe skrzydełka

Miodowe skrzydełka

Skrzydełka kurczacze to rzecz powszechna i tania, ale jakoś do tej pory nigdy nie wzbudzały mojego kulinarnego entuzjazmu i nie kupowałam ich wcale. Ale w końcu przyszła kryska na Matyska i w dzień powrotu z wakacji, tuż przed odjazdem, obdarowano mnie 10 kilogramami skrzydełek, więc po przyjeździe do domu, w panice zaczęłam szukać wolnego miejsca w zamrażarce i pewna, że wszystkiego nie pomieszczę, rzuciłam się do gotowania. Jak zwykle postawiłam na pełną improwizację i przypadkiem wyszło mi coś tak kapitalnie pysznego, że postanowiłam się z Wami podzielić patentem na moje skrzydełka. Ameryki pewnie nie odkryłam, ale to właśnie stamtąd pochodzi patent na pomieszanie miodu z keczupem :)

kolaz-produkty

Składniki:

1 kg skrzydełek

1 łyżeczka pieprzu

1 łyżeczka soli

1 łyżeczka ostrej papryki (może być wędzona)

1/2 łyżeczki sproszkowanego czosnku

1 kopiata łyżka rozgniecionej na drobniutko prażonej cebulki (opcjonalnie)

½ szklanki miodu

½ szklanki gęstego keczupu

1 łyżeczka sosu sojowego (opcjonalnie)

Do dzieła!

kolaz-1

Piekarnik odpalić na 200 stopni. Surowe skrzydełka podzielić na kawałki. Końcówki odłożyć do garnuszka, zalać niewielką ilością wody, dodać trochę suszonej włoszczyzny i ustawić na wolny ogień, żeby sobie pyrkało. Tymczasem podzielone skrzydełka obtoczyć w mieszance wszystkich suchych przypraw i odczekać aż piekarnik się nagrzeje. Rzecz jasna tę czynność można wykonać wcześniej, by mięso dłużej poleżało w przyprawach, ale jako że zaliczam tę potrawę do gatunku szybkich, tym razem nie zamierzam się jakoś specjalnie roztkliwiać nad piątą nutą smaku, bo i tak wyjdą świetnie :)

Następnie nasze skrzydełka układamy bezpośrednio w brytfannie i wstawiamy do nagrzanego piekarnika na ok. 25 minut. Mniej więcej po 20 minutach należy je obrócić na drugą stronę. W tym czasie szykujemy naszą efekciarską glazurę, czyli w sporej misce mieszamy keczup z miodem i ewentualnie z sosem sojowym. Prościzna.

Przekładamy podpieczone skrzydełka do glazury i dokładnie mieszamy, by równomiernie je pokryła.   Ponownie umieszczamy skrzydełka w piekarniku, ale tym razem już układamy je na folii aluminiowej, ewentualnie na papierze do pieczenia. Teraz wystarczy już tylko poczekać około kwadransa, a później cieszyć się czymś, czego będą mogły nam pozazdrościć wszystkie amerykańskie fast food’y :)

Na części kawałków zrobiłam mały eksperyment i kilka sztuk na koniec potraktowałam górnym grillem. No i prawie je spaliłam, zatem grilla odradzam, chyba że pod specjalnym nadzorem :)

Przyrządzone w ten sposób skrzydełka można podawać na półmisku, jako przekąskę z sosami i dipami, ale też równie dobrze sprawdzą się jako normalne, tradycyjne danie z ziemniaczkami i surówką. Panuje pełna dowolność, bo to pycha w każdej postaci. Świetnie smakują też na zimno, więc jak coś zostanie, to też dobrze.

Ale zaraz, zaraz! Chwilunia! Przecież to jeszcze nie koniec! W międzyczasie z końcówek naszych skrzydełek i suchej warzywnej mieszanki odparował nam się ekstra wywar na zupę! Taka domowa gratisowa bulionetka.

Nie lubię jak coś się marnuje, więc przełożyłam mój bonus do szczelnego pojemniczka i wsadziłam do lodówki. Schłodzony zamienił się w galaretkę i spokojnie wytrzyma kilka dni, do czasu gotowania następnej zupy. Smacznego!

final

Kurczak Santa Fe

Kurczak Santa Fe

To danie ma same plusy. Łatwo się robi, super smakuje i na dodatek nie jest bombą kaloryczną. Udaje się zawsze i każdemu, pod warunkiem, że się je dobrze przyprawi.

Bo to właśnie przyprawy sprawiają, że przenosimy się kulinarnie do Nowego Meksyku. Tamtejsza kuchnia (podobnie jest w sąsiednim Teksasie) podlega silnym wpływom kuchni meksykańskiej i dlatego powszechnie nazywa się ją Tex-Mex.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Lista zakupów:

– 2 piersi kurczaka

– kartonik przecieru pomidorowego

– papryka

– puszka kukurydzy

– puszka czarnej lub czerwonej fasoli

– kilka papryczek jalapeño

– ser typu red cheddar

– ząbek czosnku

– garść kolendry

– kilka gałązek oregano

 

Mieszanka przypraw:

– 3 łyżeczki mielonego kminu rzymskiego

– 1 łyżeczka soli wędzonej (zwykła spokojnie da radę)

– 1 łyżeczka pieprzu cayenne

– 2 łyżeczki papryki wędzonej (zwykła trochę zmieni smak, więc warto zainwestować w wędzoną)

– 1 łyżeczka granulowanej cebuli

– 2 łyżeczki niesłodzonego kakao

– 1 łyżeczka suszonej kolendry

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Mamy już naszą mieszankę przypraw, więc bierzemy się do gotowania :)

Do miski wlać przecier pomidorowy. Ja tym razem dodałam do niego obrane ze skóry i posiekane pomidory. W końcu pełnia sezonu pomidorowego, więc żal nie skorzystać, ale spokojnie możecie ten etap pominąć.

Paprykę obieramy ze skóry zwykłą skrobaczką i kroimy w kostkę. Papryczki jalapeño drobno siekamy. Mają niepowtarzalny smak, więc nie warto ich zastępować innymi. Są też dość ostre, więc należy to wziąć pod uwagę. Ilość na zdjęciach pozwala otrzymać danie średnio pikantne.

Siekamy czosnek, oregano i kolendrę.

A teraz wszystko, z wyjątkiem kurczaka, mieszamy i wlewamy do brytfanki. Piersi kurczaka, uprzednio umyte i podzielone na połówki, układamy na wierzchu i oprószamy solą. Brytfankę szczelnie nakrywamy folią aluminiową i wstawiamy do piekarnika, wcześniej nagrzanego do 180 stopni.

Pieczemy pod przykryciem 30 minut. Wyjmujemy brytfankę, ściągamy folię i posypujemy kurczaka startym cheddarem. Dlaczego akurat cheddarem? To jeden z najbardziej popularnych serów w kuchni meksykańskiej i doskonale pasuje do tego dania.

Ser nasypany? No to brytfanka z powrotem do piekarnika. Tym razem bez folii. Jakieś 10 minut, w 200 stopniach, powinno wystarczyć. Trzeba obserwować, czy ser się już ładnie zapiekł.

Można serwować z nachosami albo z ryżem. Jak kto woli :)

Smacznego :)

Kurki gęstowane w śmietanie

Kurki gęstowane w śmietanie

Co roku, z utęsknieniem, czekam na kurki. Te pyszne grzybki zimą potrafią śnić mi się po nocach, więc jak tylko rozpoczyna się sezon, to ja od razu biegusiem na stragan.

Nie ma się czego bać, bowiem mój przepis wbrew groźnej nazwie jest bardzo prosty, aczkolwiek, gdy natraficie na mokre, połamane i mocno zabrudzone kurki, lepiej sobie taki zakup odpuście. Zakładam, że nikt nie lubi smaku igliwia i piachu w zębach, ale gdy jednak ktoś się uprze, to takie grzyby niestety trzeba umyć. A nawet nie tyle umyć, co zrobić im porządną kąpiel, by wypłukać jak najwięcej zabrudzeń. I tak, do końca nigdy wszystkiego się nie wymyje, więc lepiej poszukać kurek suchych i czystych. Takie wykąpane grzybki przed dalszą obróbką, trzeba porządnie odsączyć, by później oddały jak najmniej płynu.

Receptura na 2 solidne porcje jako osobne danie, ewentualnie dla 4 osób jako dodatek do mięsa. Dla ułatwienia Wam życia, składniki oczywiście „na oko”. :)

produkty

Składniki:

– 65-70 dag kurek

–  300 – 400 g śmietany 18% (lub pół na pół z 12%)

– 1 spora cebula/ ewentualnie 1 garść gotowej cebuli smażonej

– ok. 1/5 kostki masła

– sól, pieprz, majeranek – do smaku (opcjonalnie nieduża gałązka rozmarynu)

A więc… wiem, wiem, że nie zaczyna się zdania od „a więc”, ale jakoś mi tu pasuje :) … do dzieła!

 

kolaz2

Najpierw obowiązkowo czyścimy kurki z piasku, igliwia. Dziś trafiły mi się wyjątkowo suchutkie i czyste, ale i tak znalazłam kilka upiaszczonych osobników.  Przy tak suchych grzybach z powodzeniem wystarczył mi zwykły pędzel, zatem opędzlowałam mój grzybny materiał kulinarny i następnie zabrałam się za siekanie. Odcięłam też końcówki ogonków. Kurki należy posiekać dość drobno, ale bez przesady. Z powodzeniem wystarczą kawałki wielkości ok. 1,5 cm.

Posiekaną cebulę zrumieniłam na 1/3 przygotowanego masła.

Na dużą patelnię przełożyłam kurki, resztę masła oraz zrumienioną cebulę. Przyprawy do smaku, jak komu pasuje, ale przed dodaniem śmietany byłoby dobrze, gdyby całość wydawała się odrobinę za słona i nieco zbyt pieprzna.

No dobra. Teraz największy palnik i duży ogień. No! Ogień! :) Mieszamy i czekamy chwilę aż kurki puszczą wodę i cały płyn odparuje. W zależności od jakości kurek czynność owa może się wydłużyć nawet do około 10 minut, ale nie bądźmy pesymistami, bo zazwyczaj trwa to krócej.  Gdy wszystko ładnie odparuje, skręcamy palnik o połowę i dodajemy śmietanę. Jeśli ktoś woli wersję jaśniejszą i bardziej śmietanową, może dodać więcej śmietany. Można też dodać trochę śmietany 30%, ale wg mnie to już istne kaloryczne szaleństwo, a ja aż taka szalona nie jestem. :)

A teraz jeszcze 1-2 minutki i tyle.

Czas przygotowania całości to maksymalnie pół godziny. Czas konsumpcji, niestety, sporo krótszy.

Niebo w gębie. Przysięgam!

final

Kaszanka z grilla

Kaszanka z grilla

Kuchnia w lesie. Nie ma lekko. Nikt nie obiecywał, że w wakacje się leży, a już tym bardziej pości. W lesie warunki do blogowania są raczej średnie, więc nie będę się tutaj wygłupiać z jakimś super skomplikowanym daniem i udawać, że zrobiłam je w pięć minut, w  kocherze, pod namiotem i na jednej nodze, tylko podzielę się  z Wami  świetnym i sprawdzonym patentem na kaszankę.

To można zrobić nawet i w powietrzu, i nawet nie potrzeba nam naczyń. Jedyne co wg mnie jest w tym przepisie niezbędne, to zrumieniona wcześniej posiekana cebulka. Jeśli dodamy surową, po prostu się zaparzy i smaku nie doda, a kto by chciał jeść gorącą, surową cebulę?

Do rzeczy.

produkty

Składniki:

– dowolna ilość kaszanki (ja mam 6 kawałków)

– mniej więcej ¼ cebuli na każdy kawałek kaszanki.

– 1-2 jabłka

– szczypta vegety do cebulki

– folia aluminiowa

 

Kaszankę obrać z jelita. Ułożyć na podwójnie złożonej folii aluminiowej. Do kaszanki dodać podsmażoną na złoto cebulę i drobno pokrojone plasterki  jabłek. Jabłek nie żałować.

Całość szczelnie zawinąć i wrzucić na grilla na mniej więcej pół godziny. Ja lubię solidnie przypieczoną, więc na koniec na minutkę przesuwam na pełny ogień.

kolaż1

Pychotka. Polecam. Jak zostanie, to nic nie szkodzi. Tak przyrządzona kaszanka świetnie znosi mrożenie i odgrzewanie. Ostatnio odgrzewałam w folii, bezpośrednio na maszynce elektrycznej i też wyszło świetnie. Cóż, urlop rządzi się swoimi prawami i w tym czasie na sucho uchodzą wszystkie kulinarne herezje :)

final

Dziś znów pozdrawiam z lasu i życzę wszystkim smacznego :)

kolaż2

Brokułowe mufiny

Brokułowe mufiny

Jak to dobrze, że ludzie wymyślili instytucję fryzjera. Gdyby nie comiesięczne wizyty immanentnie związane z lekturą kolorowych gazet, gdzie wydawcy w każdej drukują to samo, byłabym całkowicie do tyłu z nowinkami ze świata celebrytów, modą, leczeniem zgagi, wychowaniem dzieci,  że o efektownym, sezonowym jedzeniu nie wspomnę. Otóż przy ostatniej wizycie natknęłam się na poniższy przepis, a że jako „poważny bloger kulinarny” kupiłam sobie niedawno formę do mufinek, postanowiłam dziś zrobić inaugurację tego silikonowego wynalazku. Do tego przepis jest o tyle fajny, że można dowolnie go modyfikować. Kto powiedział, że to koniecznie musi być brokuł? Jestem przekonana, że dodatek w postaci kawałków dyni, cukinii, zielonego groszku, czy kukurydzy również sprawdziłby się świetnie, ale na razie zostanę przy pierwotnej wersji.

produkty

Składniki:

250 g mąki

250 ml mleka

4 łyżki oliwy

2 łyżki pomidorowego lub zwykłego pesto (można pominąć)

7g drożdży instant

2 jajka

12 niewielkich brokułowych różyczek

1 pomidor

parmezan

sól/pieprz

Kochani, zaczynamy!

Na początek w misce łączymy mąkę z drożdżami i dodajemy przyprawy. Jajka mieszamy z oliwą i wlewamy do suchych składników. W międzyczasie przez chwilę podgotowujemy brokuła i kroimy pomidora w kostkę. Jak ktoś lubi, można usunąć pestki, choć nie za bardzo wiem po co :)

Następnie dodajemy pozostałe składniki, czyli mleko i pesto. Dokładnie mieszamy. Brokuła odcedzamy i układamy różyczki w formie do mufinek, dodajemy też kawałki pomidora. Nie było tego w przepisie, ale posypałam jeszcze parmezanem. Potrawa sprzyja robieniu FIFO w lodówce tudzież innym spożywczym przeglądom, a mnie właśnie wpadł w ręce kawałek parmezanu wysuszony na wiór, zatem ser również załapał się do mufinek. Wprawdzie zęby nie dałyby mu rady, ale od czego jest blender? :)

kolaż1

Teraz ciasto. Równomiernie wylewamy je na ułożone we wgłębieniach warzywa. Można też zastosować inny patent, na który niestety wpadłam trochę za późno, żeby najpierw wlać ciasto, a dopiero później powtykać w nie brokuła i kawałki pomidora.

Po wierzchu posypujemy resztą parmezanu i nasze mufiny lądują w piekarniku. Pieczemy mniej więcej 25-30 minut w temperaturze 180 stopni, następnie konsumujemy na ciepło lub na zimno.

Nie dość, że śliczne to jeszcze pysze. Smacznego!

final

Pizza z kalafiora Agnieszki Kotei

Pizza z kalafiora Agnieszki Kotei

Dzisiaj gotuje dla Was Agnieszka Koteja, specjalistka od fitnessu i miłośniczka kuchni fit. Ma dla Was dzisiaj coś wyjątkowego :)

O sobie mówi tak:

Cześć, nazywam się Agnieszka Koteja i jestem założycielką studia treningu personalnego i fitness  Active Academy. Posiadam uprawnienia trenera gimnastyki sportowej, jestem certyfikowanym choreografem tańca i doktorantką na AWF w Krakowie. Przede wszystkim jednak jestem trenerką personalną, która w swojej pracy łączy wiedzę i doświadczenie z różnych dziedzin życia.

Na co dzień jestem zapracowaną żoną i szczęśliwą mamą półtorarocznego Kacperka. Już za 4 miesiące nasza rodzina powiększy się o kolejnego łobuza :)

Zajmuję się poprawą jakości życia moich podopiecznych. Staram się dotrzeć do źródła ich problemów i pokazać najlepszą drogę do ich rozwiązania. Osoby, które decydują się na współpracę ze mną mogą liczyć na fachową pomoc zarówno w zakresie poprawy ruchomości stawów, mobilności, ogólnej siły i wytrzymałości jak i poprawy wyglądu sylwetki.

Swoją przygodę z pomaganiem innym zaczęłam od treningów grupowych. Jako instruktorka fitness zauważyłam jak różne cele przyciągają ludzi do klubów fitness. Stwierdziłam, że jedyną efektywną drogą do ich osiągnięcia jest indywidualne podejście, zarówno w zakresie ruchowym jak i duchowym.

Zdrowy styl życia to nie tylko trening, ale również odpowiednie nawyki żywieniowe. Zawsze uczę moich podopiecznych, że najważniejsze to nauczyć się regularnie jeść i tak dobierać posiłki żeby były pełnowartościowe. Często zdrowa dieta kojarzy się z niedoprawionymi, jałowymi potrawami. Staram się pokazać swoim podopiecznym, że wcale nie musi, a wręcz nie powinno tak być. Zdrowe jedzenie powinno być przyjemnością!

13487275_1182928301737609_1647986143_n

Oto jeden z moich ulubionych przepisów :)

 

PIZZA Z KALAFIORA

 

produkty1

Składniki na spód do pizzy:

dwa kalafiory

dwa jajka

szklanka sera typu parmezan lub inny twardy ser – starty na najdrobniejszych oczkach (lub kupiony już starty)

łyżeczka bazylii

łyżeczka oregano

szczypta soli i pieprzu

 

produkty2

Składniki na sos pomidorowy:

puszka pomidorów bez skórki lub passaty

cebula

2-3 ząbki czosnku

łyżeczka oregano

łyżeczka bazylii

sól i pieprz do smaku

łyżka masła klarowanego do smażenia

produkty3

Dodatki do pizzy (możesz dodać swoje ulubione):

cebula

papryka

kukurydza

pieczarki

mozzarella

parmezan (opcjonalnie)

kolaż1

Sos pomidorowy:

Cebulę pokroiłam w kostkę i zeszkliłam na patelni z rozgrzanym masłem klarowanym. Dodałam drobno posiekany czosnek, smażyłam z cebulą 2-3 minuty.

Wlałam na patelnię pomidory z puszki. Dodałam zioła, przyprawy i wymieszałam. Smażyłam bez przykrycia, co jakiś czas mieszając, aż do wyparowania wody.

kolaż2

Podzieliłam kalafior na różyczki (bez twardych części). Rozdrobniłam w mikserze.

W garnku zagotowałam wodę (na ok. 10 cm) i na wrzątek wrzuciłam rozdrobniony kalafior. Po ponownym zagotowaniu wody, zmniejszyłam ogień i gotowałam ok 10 min.

Następnie odcedziłam. Na durszlaku wyłożyłam tetrową pieluchę i na nią wsypałam kalafior. Docisnęłam go łyżką, by puścił nadmiar wody i odstawiłam do przestygnięcia. Kiedy już ostygnął, zwinęłam ściereczkę z kalafiorem w środku i wycisnęłam nadmiar wody.

Odciśnięty kalafior wymieszałam z jajkiem, serem, ziołami i przyprawami.

kolaż3

Dodatki:

Cebulkę pokroiłam i zeszkliłam na maśle klarowanym. Pieczarki obrałam, pokroiłam w kostkę i podsmażyłam z cebulką. Paprykę pokroiłam w kostkę. Kukurydzę odcedziłam. Mozzarellę pokroiłam w bardzo drobną kostkę.

Pieczenie: Rozgrzałam piekarnik do 200 stopni. Na blasze wyłożyłam papier do pieczenia, posmarowałam go masłem klarowanym i wyłożyłam ciasto. Podpiekłam w piekarniku przez ok. 30-35 minut. Po wstępnym pieczeniu rozsmarowałam na cieście sos pomidorowy i resztę dodatków, następnie wstawiłam do piekarnika na ok. 6 minut aż składniki się podgrzeją, a ser rozpuści.

final

Wartość kaloryczna w 100 g:

66 kcal

białko 5,4 g

węglowodany 3 g

tłuszcze 3,2 g

Smacznego życzy Agnieszka Koteja :)

Ps. Znajdziecie mnie również na Facebooku :)

Avocado z krewetkami

Avocado z krewetkami

Owoc, czy warzywo? Oto jest pytanie.

Kilkanaście lat temu podpatrzyłam ten przepis w meksykańskiej knajpce. Niestety kucharz ani myślał puścić pary z ust, ale metodą prób i błędów, za którymś razem udało mi się skopiować mistrza. Danie jest pyszne, efektowne, lekkie i zdrowe. Mało tego, gdzieś niedawno wyczytałam, iż niektóre kobiety wierzą, że od avocado rośnie biust. :)

I czegóż chcieć więcej? Do tego jest ślicznie zielone i genialnie wpasowało mi się do cudownego, żółciutkiego koszyczka prosto spod ręki Marzeny Zdeb z M4deco.

koszyk

Zaczynamy od zakupu dojrzałych avocado. Pod delikatnym naciskiem wyczuwamy wtedy sprężystą miękkość. Gdy są zbyt twarde, muszą poleżeć kilka dni, a gdy trafimy na zbyt miękkie, możemy z nich zrobić jedynie guacamole. Jednakże do naszej potrawy trzeba wycelować, żeby były w sam raz.

No, to bierzemy się do pracy.

produkty1

Składniki na 4 porcje:

– 2 dojrzałe duże  avocado

– 3-4 filiżanki krewetek koktajlowych

– 2 łyżki majonezu

– 2 łyżki gęstej śmietany lub jogurtu naturalnego

– 1  łyżka posiekanego szczypiorku

– 1 łyżka posiekanego koperku

– 1 łyżka posiekanego selera naciowego

– 1 łyżka kiełków (opcjonalnie)

– sól/pieprz/czerwona papryka- do smaku (opcjonalnie)

– 1 cytryna

Avocado kroimy wzdłuż na pół. Wiecie jak wyjąć pestkę? Pewnie wiecie, ale dla pewności przypomnę. Po przekrojeniu na pół należy obie połówki przekręcić w przeciwnych kierunkach. W jednej połówce zostanie nam pestka. Trzeba ująć tę połówkę w dłoń, a drugą ręką, zdecydowanym ruchem (ale nie tak, żeby sobie obciąć kończynę), z wyczuciem, od góry pacnąć w pestkę ciężkim ostrym nożem. Nóż powinien nieco zagłębić się w pestkę. Teraz wystarczy już tylko delikatnie przekręcić nóż i pestka nasza :)

Przy okazji mała porada. Jeśli zostanie Wam połówka avocado, nie wyrzucajcie pestki. Z powrotem umieście ją na swoim miejscu, wtedy miąższ nie sczernieje.

Ech, te moje dygresje…

No, ale wracając do meritum…

Dużą łyżką delikatnie oddzielamy cały miąższ od łupiny. Miąższ koniecznie musi być w jednym kawałku. Przy okazji staramy się wyjąć go jak najwięcej i uważamy, żeby nie rozerwać łupiny, bo będzie nam potrzebna. Nie przejmujcie się za bardzo, jak za pierwszym razem Wam nie wyjdzie. Wszystko jest kwestią wprawy, ale warto na wszelki wypadek kupić o jedno avocado więcej.

kolaż1

Pustą łupinkę układamy na talerzu, a wydłubany miąższ ląduje na desce. Dziurą do dołu. Przy pomocy ostrego noża, ukośnie kroimy avocado w cienkie paski i rozsuwamy na talerzu w wachlarz tak, jak na ostatnim zdjęciu. Oczywiście jeśli ktoś ma ochotę posiekać go w kostkę to żadnej kary za to nie ma :)

I to by było na tyle w temacie obróbki avocado.

Krewetki porządnie odsączyć i delikatnie wymieszać z resztą składników. Oprócz wymienionych, jako dodatek, świetnie sprawdzi się również natka pietruszki, gotowana ciecierzyca, groszek lub kukurydza, ale to już nie będzie ten przepis. Proporcje podaję wyłącznie orientacyjnie, zatem jeżeli dodacie czegoś więcej, czy mniej lub cokolwiek pominiecie, i tak wyjdzie świetnie.

A teraz wystarczy już tylko delikatnie napełnić naszym farszem zieloną łupinę, udekorować danie dowolną zieleninką, obficie skropić avocado cytryną i czekać na aplauz gości.

final

Smacznego!

Faszerowane pieczarki Pawła Tomali

Faszerowane pieczarki Pawła Tomali

Witajcie w dzisiejszym wydaniu „Kuchni gości”. Dzisiaj gotuje dla Was Paweł Tomala, który o sobie mówi tak:

Dzięki nostalgicznej tęsknocie do dobrego, swojskiego jedzenia wstąpiłem w szeregi Wędzarniczej Braci na forum wedlinydomowe.pl i realizuję się w zadymionym świecie domowego wyrobu wędlin wytwarzając według tradycyjnych receptur swojskie wyroby. Od kiełbas aż po wędlinki dojrzewające.

Bardzo chętnie i odważnie eksperymentuję w kuchni i nie tylko na niwie przekąsek, bo i większe wyzwania w postaci choćby tortów nie są mnie w stanie wystraszyć.

Lubię klimatyczno-tematycznie przedstawić efekty swoich dokonań masarsko kulinarnych , fotografując je w ciekawie dobrany sposób z dobrze dobranymi dodatkami jak deska, obrus, nóż, czy też wazonik z goździkami  :)

Właśnie te deski stały się jedną z moich ostatnich pasji. Zajmuję się struganiem takich trochę innych od tych typowych do krojenia a bardziej służących do serwowania serów, wędlin i potraw.  Pomysł, który zrodził się z prozaicznej potrzeby wyeksponowania potrawy, obecnie jest bardziej motywowany chęcią pokazania piękna ukrytego w drewnie.

Bardzo chętnie spędzam czas z dala od miejskiego zgiełku w prawie leśnej ciszy zbierając grzyby czy po prostu wpatrując się w horyzont. Lekko zbzikowany na punkcie muzyki zespołu GREGORIAN. Jestem też zapalonym kibicem siatkarskim :)

A teraz obiecany przepis.

Pieczarki faszerowane mięsem mielonym

produkty

 

5 – 6 szt. dużych pieczarek

0,5 kg mięsa mielonego

1 cebula ze szczypiorem

2 ząbki czosnku

1 pomidor

0,5 papryki ( najlepiej użyć górna część , ponieważ jak zostanie trochę farszu to dół też możemy wykorzystać do faszerowania)

natka pietruszki

1 jajko

3 – 4 plasterki sera

olej

bułka tarta

sól

pieprz

kolaż1

Cebulę i szczypior posiekać i zeszklić na oleju, dodać przeciśnięty przez praskę czosnek a następnie mięso mielone i smażyć kilka minut, dodać posiekane nóżki pieczarek.

Całość lekko podsmażyć. Teraz dodajemy pół papryki i pomidora pokrojone w kostkę , doprawiamy solą i pieprzem i dusimy jeszcze chwilę pod przykryciem. Na sam koniec dodajemy posiekaną natkę pietruszki, całość podsmażamy jeszcze chwilę pod przykryciem aby smaki się połączyły i odstawiamy do ostygnięcia .

Do ostudzonego farszu dodajemy jajko, potargane plasterki sera i wszystko mieszamy

Pieczarki bardzo dokładnie oczyściłem ręcznikiem papierowym, nie płukałem żeby nie nasiąkły wodą, ale to zależy od tego jak bardzo są brudne. Ja nie obieram kapeluszy ze skórki, następnie skropione olejem i posypane bułką tartą napełniam farszem i układam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.

Na każdy kapelusik układam jeszcze kawałek sera i kilka wiórków szczypioru :)

 

Wstawiamy do gorącego piekarnika nagrzanego do 180 st. C. Czas pieczenia to jakieś 20 min. Wszystko zależy od wielkości pieczarek. Pieczemy je do momentu gdy się ładnie zarumienią.

I teraz już można jeść :)

Są doskonałe na przekąski, świetnie się komponują smakowo z grzankami. Jak widać u mnie znalazła się jedna faszerowana papryczka. To tak dla lepszej kolorystyki :)

final

Tarta truskawkowa Marzeny Zdeb

Tarta truskawkowa Marzeny Zdeb

Witajcie kochani czytelnicy!

Dzisiaj w dziale Kuchnia Gości prezentujemy słodki przepis w wykonaniu Marzeny, właścicielki firmy M4Deco zajmującej się wyrobem przepięknego rękodzieła użytkowo – ozdobnego. Czego tam nie ma :) Są śliczne koszyczki, osłonki na doniczki, torebki, kosmetyczki, biżuteria i wiele innych prześlicznych przedmiotów. Najlepiej zajrzyjcie osobiście na stronę Marzeny, by się pozachwycać jej talentem.

Marzena o sobie pisze tak:

Od zawsze domatorka, praktykująca od kilkunastu lat z powodzeniem dekorowanie, przestawianie, ustawianie dzieci (sztuk 3), męża, mebli, wazonów i wazoników, obrazków oraz innych niezbędnych bibelotów…

Fanatycznie kupuję oryginalne filiżanki, z których całymi dniami popijam kawę lub zieloną herbatę.

Mam fioła na punkcie folku (w dobrym wydaniu) i oczywiście moich sznurków, z którymi nie rozstaję się nawet na wakacjach… i niestety lubię ładne rzeczy co odbija się na ciągle kurczącym się miejscu w moim domu.

Kuchnia to mój rewir gdzie kreatywnie eksperymentuję, zwłaszcza z pomocą piekarnika, bo wszyscy uwielbiamy słodycze, i staram się przemycić w większości z powodzeniem, zdrowe nowości do naszego jadłospisu :)

A teraz obiecany przepis:

Tarta truskawkowa

Kocham kiwi i truskawki, a że sezon na truskawki rozpoczęty więc upieczemy sobie dzisiaj coś pysznego przy pomocy tych ostatnich :)

DSC_0847

Potrzebne nam będą na ciasto:

– kostka masła

– 2 szklanki mąki z pełnego przemiału

– pół szklanki cukru trzcinowego lub inna dobra słodycz (ksylitol, stewia, miód)

– 1 żółtko

– 1/2 szklanki płatków owsianych

– 2 łyżki płatków migdałowych

– 2 łyżki słonecznika, mielonego siemienia lnianego lub podobnych zdrowych śmieciuszków

Na krem:

– 500 gr mascarpone

– 250 gr jogurtu greckiego

– cukier puder trzcinowy według uznania

– masło i bułka tarta do wysmarowania foremek, do dekoracji płatki migdałowe, gorzka czekolada

– dużo truskawek

kolaż1

Składniki na ciasto wkładamy do dużej miski i szybko zgniatamy. Następnie ciasto wkładamy do lodówki na ok. godzinę lub dłużej. Możemy przygotować je dzień wcześniej lub zamrozić, by mieć co podać gdy niespodziewani goście zapukają w sobotnie popołudnie. Foremki do mini tart lub babeczek smarujemy masłem i posypujemy bułką tartą. Wylepiamy ciastem spód i brzegi.

Ciastka pieczemy w temp. 180 st. przez ok 20 -25 minut aż się zarumienią. Zostawiamy do ostygnięcia w foremkach, ponieważ są bardzo kruche

Wyjmujemy ostrożnie… i połowa pracy za nami. Teraz to przyjemniejsze. Miksujemy mascarpone z jogurtem i cukrem, sprawdzamy czy wystarczająco słodkie.

kolaż2

W mini tartach układamy pokrojone truskawki, przykrywamy warstwą kremu jogurtowego i zdobimy połówkami truskawek, płatkami migdałowymi podpieczonymi na patelni i startą gorzką czekoladą… Zasiadamy na słonecznym tarasie i rozkoszujemy się smakiem lata :)

kolaż3

Smacznego życzy Marzena Zdeb :)

DSC_0057