Browsed by
Tag: jedzenie

image_pdfimage_print
Tatar rybny w trzech odsłonach

Tatar rybny w trzech odsłonach

Tatar jest niekwestionowanym królem wszelkich imprez. Jeśli pojawia się na stole to jako pierwszy znika. Mięsożercy widać są wszędzie 😉

Podobnie sprawa ma się z tatarem rybnym, który robi się szybko, efektownie wygląda i podbija serca zaproszonych gości.

Oczywiście nie każdy lubi ryby na surowo, więc oprócz tatra z surowego łososia przygotowałam dla Was dzisiaj wersję z wędzonego łososia a dla wielbicieli bardziej swojskiego jedzenia – tatar ze śledzia.

No to do dzieła. Przygotowanie nie będzie zbyt pracochłonne.

produkty1

Zaczynamy od tatara z wędzonego łososia. Układamy delikwenta na desce i możliwie drobno siekamy. Podobnie czynimy z połową niedużej cebulki i koperkiem. Mieszamy w misce łososia, cebulkę, koperek i nieco kaparów. Doprawiamy cytryną. Jeśli ktoś lubi pikantne jedzenie to można dodać płatków chili a jeszcze lepiej parę kropelek tabasco. Jego octowy posmak dobrze się skomponuje z wędzoną rybą. PO wymieszaniu wszystkich składników tatara schłodzić i wyjąć z lodówki bezpośrednio przed podaniem.

kolaż1

Teraz bierzemy się za tatar z surowej ryby. Oczywiście nie może być rozmrażana to chyba jasne. Kupujemy z pewnego źródła i musimy się upewnić, że jest świeża.

produkty2

Rybkę siekamy drobno i przekładamy do miski. Kroimy drobno pora (nie za dużo) i przyprawiamy sosem sojowym, mielonym imbirem i płatkami chili. Sezam zostawiamy do dekoracji na później. Można całość skropić oliwą z oliwek. Wstawiamy tatar do lodówki i wyjmujemy dopiero przez podaniem.

kolaż2

 

Tatar ze śledzia, czyli najbardziej swojski wariant, potrzebuje trochę więcej czasu. Śledzie po wyjęciu z zalewy są cholernie słone, więc trzeba je dokładnie wypłukać i dla pewności potrzymać chociaż z pół godziny w zimnej wodzie. Potem płuczemy je ponownie i drobno siekamy.

produkty3

Siekamy pół małej cebulki i niedużego ogórka. U mnie średnio ukiszony małosolny.

Mieszamy posiekane składniki, dodajemy musztardę (raczej łagodną), oliwę z oliwek i nieco pieprzu. W żadnym wypadku soli, bo nam gęby powykręca :)

kolaż3

Przed przyjściem gości wypadałoby nasze przystawki jakoś ładnie wyeksponować i udekorować. Dobrym patentem jest serwowanie tatara na liściach cykorii. Ładnie to wygląda, nie brudzi patery czy jak w moim przypadku pięknej deski drewnianej, a sięganie po przekąski przez gości jest maksymalnie ułatwione.
kolaż4

Całkiem efektownie, co? :)

Ps. Parę osób się mnie pytało o to skąd mam taką deskę do prezentowania potraw i gdzie taką można kupić. Niniejszym informuję, że można je nabyć TUTAJ.

A potem cieszyć się zachwyconymi minami gości 😉

final

Szynka w miodzie po chińsku

Szynka w miodzie po chińsku

Ależ mnie naszło ostatnio na pyszne pyszności, a zwłaszcza tak łatwe i efektowne jak szynka w miodzie. To danie było kiedyś moim pierwszym eksperymentem z azjatycką nutką w tle. Jako początkująca pani domu nasterczałam się wtedy przy kuchni, że aż mnie plecy rozbolały :) Później znacznie uprościłam procedury i za drugim razem poszło mi już o wiele szybciej. Niezależnie od wszystkiego, ta potrawa jest warta wszelkich poświęceń i wkrótce stała się moim specialite a’la maison. Każda impreza bez niej była nieważna. Goście już od progu pytali o szynkę, a mnie kosztowało wiele, by wcześniej uchronić półmisek przez niecnymi zakusami mojego męża:)

Pewnego razu upichciłam ją na jego urodziny. Zaprosiliśmy gości. Oczywiście na pierwszy ogień, zanim jeszcze zdjęli płaszcze, rzucili się na szynkę i zanim jubilat skończył przyjmować życzenia, po szynce pozostał już tylko pusty półmisek. Ależ mi się wtedy dostało, więc następnego dnia, na otarcie łez zawodu musiałam specjalnie dla niego usmażyć kolejną porcję.

Doprawdy nie wiem, jak to się stało, ale ostatni raz ten chiński przysmak gościł na naszym stole blisko 20 lat temu, dlatego dziś, specjalnie dla Was odkopałam przepis, a zatem… do dzieła!

produkty

Składniki:

– ok. 1/2kg szynki- używam konserwowej, bo jest zwarta i nie rozpada się w procesie dalszej obróbki

– 2 jajka

– 4 łyżki mąki kukurydzianej

– 6 łyżek oleju

– 6 łyżek płynnego miodu

– ananas do dekoracji

Szynkę kroimy na paski mniej więcej wielkości gumy do żucia w listkach. Mogą być nieco grubsze. Jajka łączymy z mąką i mieszamy, aż wyjdzie nam lepkie ale plastyczne półpłynne ciasto (jak trochę zbyt gęste lane ciasto). Jeśli wyjdzie zbyt twarde i zwarte, należy dodać nieco letniej wody, aż do uzyskania odpowiedniej konsystencji.

Skoro mamy już w misce ciasto, wrzucamy doń szynkę i delikatnie mieszamy. Najlepiej zrobić to palcami, bo wtedy nie uszkodzimy szynki. Za pierwszym razem obtaczałam każdy kawałek z osobna i myślałam, że mnie przy tym szlag trafi, dlatego teraz proponuję szybsze rozwiązanie. Ważne, żeby do każdego kawałka szynki przykleiło się trochę ciasta. Nie musi całkowicie pokrywać szynki.

kolaż1

Rozgrzewamy olej i układamy na patelni nasze szyneczki. Troszkę ciasta odpadnie, ale to bez znaczenia. Smażymy na rumiany kolor z obu stron. Delikatnie wyjmujemy i odsączamy na ręczniku papierowym.

Na czystą rozgrzaną patelnię wlewamy 1 łyżkę oleju i miód. Mieszamy aż zacznie lekko brązowieć. Zmniejszamy ogień i wrzucamy do karmelu odsączoną szynkę. Mieszamy delikatnie, aby karmel dokładnie pokrył wszystkie kawałki, uważając przy tym, żeby ciasto nie odpadło nam od szynki.

Przekładamy wszystko na półmisek.

Genialnie smakuje na ciepło, natomiast na zimno, oprócz tego cudownie chrupie. Mmm…

Uwaga 1:

Karmel zasycha błyskawicznie, więc przy obtaczaniu należy się streszczać, a jak coś gdzieś kapnie, należy zaczekać aż wystygnie i wtedy samo „odskoczy”.

Uwaga 2:

Naturalnym dodatkiem do szynki w miodzie jest ananas, ale ja nie mam, bo ktoś mi zżarł :)

final

 

SMACZNEGO!

Chleb bez wyrabiania Hanny Fronczak

Chleb bez wyrabiania Hanny Fronczak

Dzisiaj w rubryce „Kuchnia gości” przedstawiamy Wam Hanię Fronczak, zastępcę redaktora naczelnego portalu literackiego Fahrenheit, która przygotowała dla Was domowy chleb a jako bonus pysznego kartoflaka przez niektórych nazywanego babą ziemniaczaną :)

Nasz dzisiejszy gość mówi o sobie tak:

Hanna Fronczak – z zawodu nazgul ortografii, z zamiłowania kociara. Ciągle coś redaguje albo pisze, napisała nawet jakieś opowiadania i dwie książki (“Od nowiu do pełni” i “Podróż do tyłu”), chyba nawet coś dłubie dalej. Jeśli nie ma nic do redagowania albo pisania, to gotuje. Albo mizia koty.

kolaż koty

A poniżej dwa obiecane przepisy.

 

CHLEB BEZ WYRABIANIA

produkty

1 kg mąki pszennej typ 650

1 szklanka pełnoziarnistej mąki żytniej lub pszennej typ 2000

2 łyżeczki soli

2 czubate łyżeczki cukru

1 litr i 1/3 szklanki przegotowanej wody o temperaturze ciała

2/3 kostki drożdży

tłuszcz do formy

kolaz

Mąkę pszenną przesiać do miski, wymieszać z mąką pełnoziarnistą. Dodać sól i cukier. W wodzie rozpuść drożdże, wlać do mieszanki mącznej, wymieszać ręką, aż składniki się połączą. Odstawić w ciepłe miejsce, niech wyrośnie dwukrotnie.

Formy (ja używam dwóch keksówek o długości 40 i 31 cm, na tę ilość ciasta są w sam raz) natłuścić, nałożyć ciasto, odstawić, niech wyrośnie ok. 1 cm od górnej krawędzi foremki. Wstawić do piekarnika nagrzanego do temp. 200st. Piec 60 min.

final

KARTOFLAK:

produkty

3 kg kartofli
40 dag tłustego wędzonego boczku
2 cebule
1/2 szklanki kaszy manny
łyżeczka czosnku granulowanego lub 3 ząbki czosnku

łyżeczka soli
ulubiona przyprawa ziołowa
3 jajka

kolaż

Kartofelki obrać, zetrzeć na drobniejszej tarce jarzynowej. Boczek pokroić w kosteczkę, wytopić na patelni. Cebulkę obrać, ciach w kosteczkę, dodać do boczku na patelni, zeszklić, ostudzić. Dodać do kartofli razem kaszą manną i przyprawą ziołową (ja używam uniwersalnej mieszanki mojej mamy, składającej się z suszonych liści mięty, szałwii, selera i lubczyku, ale doskonale sprawdzają się zioła prowansalskie).

Dodać jajka, sól, czosnek granulowany lub świeży (przeciśnięty przez praskę), wszystko wymieszać ręką. Uzyskaną nieapetyczną szarawą breję wylać do dużej blachy wyłożonej papierem do pieczenia, piec ok. 2 godz. w 180-200st.C. Zjeść.

final

Babeczki dwuskładnikowe

Babeczki dwuskładnikowe

To jest absolutnie niewiarygodne, ale naprawdę da się upiec babeczki dysponując wyłącznie czekoladą i jajkami :)

Co więcej – są przepyszne i robią się właściwie same.

No to do dzieła.

produkty

Bierzemy trzy tabliczki mlecznej czekolady i trzy jajka. Odpalamy piekarnik na 180 stopni. W tym czasie rozpuszczamy czekoladę w kąpieli wodnej i odstawiamy do wystygnięcia. Oddzielamy białka od żółtek. Żółtka odstawiamy na bok a białka ubijamy na sztywną pianę (szczypta soli wzmocni efekt).

kolaż1

Teraz wracamy do naszej czekolady. Jeśli już ostygła do temperatury pokojowej, to wrzucamy do niej żółtka i mieszamy na gładką masę. Teraz to samo z pianą z białek. Tę dodawajcie stopniowo.

kolaż2

Gdy masa jest gotowa to wypełniamy nią foremki do babeczek (do połowy wysokości) i wstawiamy do rozgrzanego do 180 stopni piekarnika na 20 minut. I już :)

Aha! Babeczki pięknie wyrosną ale potem opadną. Na 100%. Smaku to jednak nie zepsuje, zapewniam :)

final

Cynamonowe kwiatuszki

Cynamonowe kwiatuszki

 

Uwielbiam gotować, ale w przeciwieństwie do Jagny nie lubię stać w kuchni zbyt długo. Wolę w tym czasie coś napisać a jedzenie najlepiej nich samo się zrobi. Z przyjemnością poniucham sobie cudownych woni i nacieszę oko finalnym efektem.

Filmik z tym przepisem przy różnych okazjach atakował mnie od lat. Wydawało mi się, że jak nikt inny jestem odporna na internetową indoktrynację. W końcu znam wszystkie te tricki od podszewki, no ale sami powiedzcie, czy temu czemuś finalnie można się oprzeć? Nie dość, że tanio, że mega szybciutko, mega ślicznie, to jeszcze  mega smacznie. No poległam, poległam na całej linii i liczę, że te ciasteczka uwiodą również i Was :)

produkty

Składniki:

– gotowe ciasto francuskie

– jabłko

– cynamon

– cukier

– odrobina naturalnego jogurtu lub serka do zlepienia

kolaz1

Ciasto pociąć na paski o szerokości 4-5cm. Lekko posmarować serkiem/jogurtem, oprószyć cukrem i cynamonem. Jabłko przeciąć na pół i usunąć gniazdo nasienne. Połówki posiekać na cieniutkie plasterki i ułożyć na cieście tak, jak na foto. Złożyć ciasto na pół, zrolować i umieścić w foremce. I tyle. Ale prościzna, prawda? Można użyć formy do mufinek, ale takowej nie posiadam, zatem użyłam miseczek do zapiekania. Ciekawe jak wyjdzie? :)

Miseczki wstawiłam do piekarnika nagrzanego do 200 stopni i mniej więcej po pół godzinie wyjęłam to pyszne coś, co moja rodzina pochłonęła zanim zdążyło ostygnąć. Ja nawet nie spróbowałam, ale mówili, że było pyszne.

róża1

 

 

Duszone żeberka Ewy Sołtysiak

Duszone żeberka Ewy Sołtysiak

Witajcie kochani w naszej kuchni gości!

Spieszymy Wam donieść, że nasza nowa rubryka spotkała się z niesłychanym oddźwiękiem :) Cieszy nas to bardzo, bo od początku miałyśmy zamysł, żebyście tworzyli tę stronę wraz z nami. 

Dzisiaj przedstawiamy Ewę Sołtysiak, która o sobie pisze tak:

Zwariowana 50-tka, namiętna czytelniczka i dziergaczka.

Zawód wyuczony dawno zapomniany/brak paktyki/ za to od lat – dziestu związana z turystyką.

Za dużo szczegółów na temat pracy, to bym nie chciała podawać, bo tu różni ludzie bywają a nie wszystkich mam ochotę wtajemniczać :)

Poza tym matka dorosłej, fantastycznej córki, studentki UW. Wolne chwile spędzam na czytaniu i planowaniu kolejnych robótek ręcznych, spacerach z psem i marzeniach :)

 

A teraz przepisy Ewy na pyszne duszone żeberka.

 

Mili Państwo,

Chciałabym podzielić się z Wami moim przepisem na żeberka.

Danie niezbyt skomplikowane a smaczne :)

Większość składników mamy zazwyczaj w domu, wystarczy zatem nabyć drogą kupna główny element przepisu czyli żeberka. Ja preferuję wieprzowe, raczej chude i wąskie…Uwierzcie takie są najsmaczniejsze.

Poza tym przyda nam się dodatkowo:

-1-2 cebule

– ćwierć kilograma pieczarek

– olej lub oliwa do podsmażenia

– garść vegety, sól, pieprz, listek laurowy, szczypta papryki słodkiej i tyle samo ostrej oraz spora garść oregano i 1 kostka grzybowa Winiary

Tu się przyznam, ze jestem maniaczką i do każdej potrawy (z wyjątkiem słodkości) dodaję listki laurowe i oregano w dużych ilościach 😉

Przyda nam się także patelnia i garnek.

kolaż1

 

Gotowi? To do dzieła:

Umyte i osuszone mięso kroję na wąskie kawałki wzdłuż kostek. Oprószam mieszanką przypraw i smażę na patelni, na małym ogniu. Z obu stron, aż się zrumienią.

Następnie przekładam do garnka z gotującą się wodą. Wrzucam kostkę grzybową i listek laurowy.

Cebulę kroję na średnie kawałki, nie musimy się specjalnie starać. Jeśli ktoś woli, mogą to być szersze krążki. Podsmażam na patelni, na niewielkiej ilości oliwy/oleju

Umyte i osuszone pieczarki kroję na kawałki i również podsmażam na patelni

Wszystkie podsmażone składniki przekładam do garnka z mięsem i duszę na małym ogniu około 30-40 minut.

Sos naturalnie jest dość rzadki, jednak można go zagęścić odrobiną mąki zmiksowaną z wywarem z mięsa. Trzeba tylko uważać, żeby się nie zrobiły grudki.

 

Gotowe danie można podawać z gotowanymi ziemniakami/kaszą/makaronem – czyli co kto lubi :)

Do tego podałabym surówkę z marchewki startej z jabłkiem :)

final

 

Smacznego!

Szarpana wołowina

Szarpana wołowina

Kto lubi mięcho? Soczyste i rozpływające się w ustach? I sos, najlepiej cieknący po brodzie, zupełnie tak, jak w felietonie Izy? 😀

To, o czym wczoraj zamarzył Wasz Kopciuszek z udźcem mięcha w garści, to Wasza niżej podpisana postanowiła ziścić.

Szarpane mięcho to specjalność kuchni amerykańskiej. Jest to nic więcej, niż wolno zapiekany kawał dobrej jakości mięsa, wstępnie obsmażony a potem wolno duszony pod przykryciem (wraz z dodatkami) przez kilka godzin w stosunkowo niskiej temperaturze, bo w około 160 stopniach. Mięso z powodzeniem można też dusić pod przykryciem na maleńkim ogniu. Wyjdzie dokładnie to samo.

Lista zakupów:

produkty1_kopia

* sól, pieprz, słodka wędzona papryka, mielony kmin rzymski, papryka słodka, cebula granulowana, czosnek granulowany (lub starty ząbek), oregano, rozmaryn.

produkty2_kopia

 

Mięso oprószamy częścią przypraw i obsmażamy. Do garnka z grubym dnem wlewamy sos pomidorowy, wkładamy cały pęczek kolendry (potem ją usuniemy), przyprawy, wino i sos barbecue. Wkładamy mięso i dusimy na bardzo małym ogniu przed 2-3 godziny. Będzie gotowe, gdy włókna dadzą się bez wysiłku rozdzielić.

kolaz1

Wyjmujemy mięso, szarpiemy na kawałki. Dolewamy część sosu z duszenia (nie za dużo, bo będzie zbyt rzadkie) i mieszamy.

W tym czasie w piekarniku podgrzewamy połówki bułek (do rozpuszczenia się sera). Serwujemy z sałatą, pomidorem, ogórkiem i sosem barbecue wraz z ulubionymi dodatkami.

kolaż2

Smacznego życzy Jagna

final

Bigos z cukinii Marty Januszewskiej

Bigos z cukinii Marty Januszewskiej

Drodzy czytelnicy!

Witamy Was serdecznie w nowej rubryce o wdzięcznej nazwie „Kuchnia gości”. Zaprosiłyśmy do współpracy przy jej tworzeniu wielu wspaniałych gości, którzy przygotują dla Was swoje ulubione dania.

Dzisiaj witamy w naszych progach Martę Januszewską, dziennikarkę, prezenterkę, gospodynię wydarzeń, tłumaczkę i anglistkę. Zawodowo jest związana z Programem Pierwszym Polskiego Radia.

kolaż

O sobie mówi tak:

Mikrofon mnie lubi – z wzajemnością. Tak jest od piątego roku życia kiedy na wielkiej scenie wyrecytowałam Brzechwowy „Entliczek pentliczek”, zgarnęłam nagrodę i przekonałam się, jaką frajdą jest mówienie w taki sposób, żeby inni chcieli słuchać.

Lokalne rzeszowskie radio właściwie mnie wychowało, bo radiowcem zaczęłam być w wieku 15 lat. Polszczyznę kocham miłością pierwszą i największą, ale zaraz po niej język Szekspira – bywam zresztą anglistką. Uwielbiam głosem malować rzeczywistość, ale ważniejsze dla mnie, by mieć coś do powiedzenia. Dlatego lubię słuchać ludzi i dawać im czas.

Absurdalnie wielbię Leśmiana, Cortazara i Osiecką. Książki czytam hurtowo. Daję się rozemocjonować polityką, zwłaszcza międzynarodową. Palę się do dyskusji o relacjach, związkach, uczuciach i emocjach. Nie umiem żyć bez muzyki – Szostakowicza, Brela, Matuszkiewicza, U2, Stinga, Muńka Staszczyka i Daft Punk. Lekiem na chandrę jest bieganie. Uwielbiam kawę z cynamonem, ale to w herbaciarni tracę głowę. Im więcej się dzieje, tym mi lepiej. Mojemu otoczeniu też, bo wtedy kipię pomysłami i entuzjazmem do ich realizacji.

Jestem „ogarniaczem chaosu”, straszną gadżeciarą, kocham koty, w szpilkach mogłabym biegać i – niezależnie od formy drużyny – kibicuję Piłkarskiej Reprezentacji Polski. Wierzę w ludzi: w to, że każdy z nas chce być najlepszą wersją siebie. Kocham swoją pracę – zawsze się w niej spalam, nigdy nie kopcę. I tego samego oczekuję od innych.

 

Poniżej przepis na ulubione danie Marty, które specjalnie dla Was przygotowała:

A zatem: bigos z cukinii

Nie wiedzieć czemu nazwany bigosem, bo bliżej mu do leczo :)

produkty1

 

Składniki (na dwie osoby albo jedną bardzo głodną – można dowolnie dodawać, odejmować – jak kto lubi: dać więcej cebuli, cukinii czy kiełbaski – ja zwykle proporcje ustawiam z tego, co mam). Dzisiaj: dwie cukinie (im młodsze, tym lepsze), laska kiełbasy (tu śląska, może być jaka komu do gustu przypada: zwyczajna, lisiecka, głogowska etc.), cebula, przecier pomidorowy, przyprawa typu podravka, ewentualnie sól (choć ja nie używam) i pieprz – tego akurat lubię dodać sporo. :)

Cebulę kroimy w piórka i podsmażamy krótko na oliwie czy oleju (ja ostatnio wszystko robię na kokosowym).

Cukinię obieramy i kroimy w kostkę. Jeśli jest młoda – w całości. Ze starszych osobników najpierw łyżeczką usuwamy gniazda nasienne

Cukinia wędruje na patelnię do cebuli.

bigos1

Posypujemy podravką – odrobinę, dosłownie szczyptę. Zawsze można potem dosmaczyć. Dusimy jakieś 5-10 minut – można dolać odrobinę wody, jeśli cukinia nie puści wystarczająco dużo soku. Chodzi o to, żeby się wytworzył sos własny.

W międzyczasie kroimy kiełbaskę w kostkę i dodajemy na patelnię.

I dusimy prawie do miękkości – młoda cukinia to będzie max 20 minut.

Kiedy w zasadzie nasz bigos jest już gotowy, dodajemy łyżkę przecieru pomidorowego. Znów można odrobinę wody, jeśli widać, że nie ma sosu.

Teraz dosłownie minuta na ogniu i gotowe.

bigos3

Wyłożyć na talerz, ja jeszcze obficie posypuję świeżo zmielonym pieprzem, do tego pieczywo, jakie kto lubi (np. chleb orkiszowy). Voilá!

Jest to bardzo sympatyczna jednogarnkowa potrawa, którą w cukiniowym sezonie pochłania się u nas w ilościach przemysłowych. Bardzo dobrze sprawdza się też na imprezach.

A przepis jest z gatunku zapożyczonych. Kiedyś jadłam u znajomych i przyniosłam pomysł do domu. Wszyscy kupieni :)

bigos4

Roladki z pesto

Roladki z pesto

Pesto to niezwykle pojemne słowo. Właściwie to obecnie oznacza po prostu zmiksowane coś, co następnie łączy się z makaronem. Albo z czymś innym 😀

Wszystko to, co miksujemy a nie jest zupą – kremem, od biedy może się nazywać pesto 😉

Absolutna klasyka gatunku to pesto genovese, które składa się z bazylii, tartego parmezanu lub pecorino, oliwy z oliwek, czosnku, szczypty soli i oczywiście z orzeszków pinii. Orzeszków, które orzeszkami wcale nie są, tylko nasionami wydłubywanymi z szyszek sosny pinii. Utrudnienie polega na tym, że pinie zaczynają rodzić szyszki po dwudziestu latach a pozyskiwanie „orzeszków” jest trudne i kosztowne: najpierw trzeba ogrzać szyszki, żeby się otworzyły, potem wyciągnąć nasiona i obrać z twardych łupinek.

To wszystko sprawia, że nasiona pinii są koszmarnie drogie. Różne ludzie mają patenty, by zrobić tańszy wariant pesto genovese. Jedni zastępują orzeszki pinii pestkami dyni, inni przeróżnymi orzechami. Osobiście uważam, że najbliższy oryginału, by nie powiedzieć, nieomal nie do odróżnienia, jest wariant z nasionami słonecznika.

Nie przekonałam Was? To może różnica w cenie Was przekona.

Orzeszki pinii: 20 zł za 100 gram

Pestki słonecznika: 1,30 zł za 100 gram

No! 😀

Lista zakupów:

pesto1

pesto_2

No to do dzieła. Czosnek zetrzeć, ser też (chyba, że kupiliście tarty, to wam odpada trochę roboty). Proporcje wszystkich składników na oko. Uważać z solą. Wszystko do pojemnika i blendujemy na gładką masę. Próbujemy, dosmaczamy, sprawdzamy, czy ma w miarę gęstą konsystencję. Odstawiamy na bok.

1

Teraz czas się nieco poznęcać nad kurzymi cyckami. Rozklepujemy je tłuczkiem przez folię spożywczą możliwie cienko i możliwie równo. Smarujemy pesto, układamy suszone pomidory z zalewy i zwijamy roladki. Spinamy wykałaczkami.

kolaż

Obsmażamy na patelni. Wstawiamy do rozgrzanego wcześniej do 180 stopni piekarnika na 15 minut.

W tym czasie gotujemy makaron, mieszamy go z pesto. Resztę pesto wkładamy do słoiczka i zalewamy cienką warstwą oliwy, żeby się nie zepsuło. Będzie do wykorzystania na później.

Wyciągamy roladki z piekarnika i serwujemy z gorącym makaronem. Smacznego :)

rolady1

rolada2

Małosolne bez wody

Małosolne bez wody

O! Właśnie takie cudo mam dla Was dzisiaj. Przypadkiem natrafiłam na ten przepis w necie, a że odkąd prowadzimy z Jagną blog mam na stałe włączony zmysł tropiciela ciekawostek, więc od razu rzuciłam się do lektury tego niedorzecznego przepisu. Bo kto to widział ogórki małosolne bez wody? Ja nie. Moja mama też nie. Moje koleżanki też nie… A jednak…

produkty

Ten wywodzący się z Rosji patent zaintrygował mnie tak bardzo, że natychmiast pognałam na plac po ogórki i resztę składników.

  • 1 kg małych ogórków
  • Kawałek chrzanu – ok. 5cm
  • 5 sporych ząbków czosnku
  • ½ pęczka koperku lub 2-3 baldachy + łodyga z wyrośniętego kopru
  • Gorczyca- 1 łyżka
  • Sól – 1 łyżka

Czyli to samo, co do przepisu na mokro, tylko wody niet :)

1

Na początek należy umyć ogórki i obciąć im  dupki z obu stron. Chrzan i czosnek obrać, i pokroić w cieniutkie plasterki. Koper rozdrobnić na kilka kawałków, żeby łatwiej było go wymieszać.

Następnie wszystko umieszczamy w worku.

 

Przepis wymaga maksymalnej szczelności, zatem potrzebujemy jeszcze spory worek strunowy lub foliowy rękaw do pieczenia. Ja użyłam tego drugiego i na końcach potraktowałam rękaw biurowym zszywaczem. Po zamknięciu należy wszystko wymiętosić i równomiernie zmieszać. I tyle roboty.

A teraz nasz czarodziejski worek ląduje w lodówce na 4 godziny. Po tym czasie jeszcze 20 godzin w temperaturze pokojowej i można jeść. Cały problem w tym, że jakoś trzeba wytrzymać te 24 godziny i nie dać  się skusić wcześniej. To najtrudniejszy etap :)

2

 

A  ogóreczki  są CUDOWNE, DELIKATNE, AROMATYCZNE I CHRUPIĄCE!

Satysfakcja gwarantowana lub zwrot pieniędzy <3

ogórki