Browsed by
Tag: jubileusz

image_pdfimage_print
Jubileusz

Jubileusz

iza głowa

 

Mamy mały jubileusz

50 000 wyświetleń bloga!

I, co ważne, licznik nadal się kręci <3

A to wszystko przez Was! To przez Was robimy przy gotowaniu cyrkowe wygibasy i wymyślamy coraz to nowe przepisy. A żeby te efekty naszej pracy jako tako wyglądały, w międzyczasie obie z Jagną zaczęłyśmy się uczyć robić zdjęcia ciut lepsze, niż te z telefonu. To właśnie przez Was, w naszych szafkach stopniowo pojawiają się coraz to bardziej wymyślne naczynia i gadżety.

Nie wiem, jak u Jagny, ale z tego co słyszałam od jej męża, to ona namiętnie skupuje pojedyncze talerze, a ja za to mam już tyle różniastych miseczek, salaterek i kokilek, że się szafka nie domyka, a mąż między wierszami grozi eksmisją.  Ostatnio mnie Jagna objechała, że zrobiłam zdjęcie na zielonym tle i jej się z naszym logo zlewa moja najlepsza serweta, więc muszę teraz na tekstylia zaiwaniać, żeby nabyć coś w innym kolorze. A taka byłam dumna z tych zdjęć, ech!

To przez Was, choć czasem, jak każda zarobiona kobieta, podpierając się nosem klecimy felieton albo nocą kwitniemy nad ofertą nowych przypraw. Oczywiście nie bez znaczenia są też liczne chwile stresu, kiedy to musimy się wykazywać precyzją sapera i refleksem żonglera, by ustrzelić dobre światło i żeby przypadkiem ktoś za wcześnie nie zjadł dekoracji albo, co gorsza, gotowego dania ustawionego do zdjęcia.

A tak na marginesie, czy wiecie, że najlepiej wychodzi na zdjęciach pieczony kurczak posmarowany wcześniej olejem napędowym? Albo sałata popsikana dla efektu lakierem do włosów z nabłyszczaczem? Nie, nie. Nie bójcie się. U nas jest 100% natural. Nawet na zdjęciach, choć kiedyś podpierałam klopsa wykałaczką, bo się skurczybyk nie chciał ułożyć, jak chciałam :)

Kochani, o kulisach prowadzenia bloga można by pisać w nieskończoność, ale w sumie to ja nie o tym chciałam.

Ja chciałam po prostu Wam wszystkim podziękować. A skoro, jak już wiecie, to wszystko przez Was, to niniejszym, wielkie podziękowania składam na ręce naszych cudownych czytelników oraz fanów gotowania.  Za to, że nas lubicie, że czytacie, że klikacie…

Przy tej okazji, szczególne słowa należą się też wszystkim naszym przyjaciołom, którzy regularnie, swoją obecnością, zaszczycają rubrykę Kuchnia Gości. Nie możemy też zapomnieć o Kaśce, Ewie i Piotrku, którzy na co dzień wspierają naszego bloga w temacie grafiki, redakcji tekstów oraz informatycznych zawiłości.

No i na koniec, muszę podziękować też Jagnie. Gdyby nie ona, nigdy nie chciałoby mi się prowadzić żadnego bloga :) :) :)

 

jagna głowa

 

Przyłączam się do entuzjastycznych podziękowań mojej przedmówczyni-wspólniczki – skończonej wariatki 😉 Bez niej na bank by mi się nie chciało prowadzić niczego, a bez Was, czyli czytelników zwyczajnie nie miałoby to najmniejszego sensu :)

A jak jesteśmy przy wynurzeniach, jakie wygibasy się robi przy zdjęciach to muszę się Wam przyznać, że co tam wykałaczka w pulpetach! Najważniejsza jest walka o światło. Prawdziwy fotograf to sobie rozstawi lampy, blendy i inne wielce pożyteczne ustrojstwa. A co ma zrobić biedna kura domowa?

Kura domowa poluje. I nie, nie na moment, w którym małżonek łańcuch poluzuje 😀 Kura obserwuje z niepokojem prognozę pogody oraz nieustanny ruch słońca na niebie. Teraz tylko wystarczy zsynchronizować gotowanie z odpowiednim kątem padania światła na balkon.

Tak, moi drodzy. Moi sąsiedzi już na bank myślą, że jestem psychicznie chora. Stoi sobie jeden z drugim na balkonach i papieroski sobie palą, a tu – jebut! – wyjeżdża na terakotę drewniana deska od Pawła Tomali, potem jakaś bajerancka ściereczka z promocji w Biedrze, a potem parę innych gadżetów i na koniec talerz z kopytkami. Potem długo nic aż wreszcie pojawia się statyw, aparat i ja w pochlapanym sosem dresiku 😀

Teraz, jesienią, to już pół biedy, ale latem oprócz mojego wypiętego zadu w stan osłupienia wprowadzają sąsiada moje miotane na głos przekleństwa: „Psiamać, jak wieje!”, „Cholera, znowu chmura!”, „Won mucho!” 😀

Może zimą sąsiedzi nie będą palić na balkonach?

Ps. Ps. A Izie za zielone ścierki opierdziel się po prostu należał 😉

Kończymy roczek

Kończymy roczek

Jagna: Patrz, już rok minął od dnia, kiedy założyłyśmy bloga. Z jednej strony zleciało nie wiadomo kiedy, a z drugiej zdziwienie bierze, że to tylko rok. Tak mi ten nasz blog w myśli wrósł, że aż trudno uwierzyć, że mamy go TYLKO rok :) Kurna, Iza, ja to już zapomniałam jak to było jak bloga nie było. Uwielbiam nasze gadki, zdjęcia garów i pisanie felietonów. A właściwie to jak to jest z Tobą? Za mało ci pisania książek? 😀

Iza: I ty się mnie pytasz, dlaczego ja piszę? A ty to co? Lepiej zeznaj tu wszystkim jak to się gapiłaś wieczorem na akwarium i co ci z tego wyszło. O, albo o dinozaurach w kosmosie. A Martyna to niby skąd się wzięła?

Jagna: Pytasz, jakbyś nie wiedziała 😀 Mój pokrętny mózg potrzebuje impulsu i historia gotowa. Jak wtedy, gdy obserwowałam gupiki w akwarium, czymś wkurzona na męża i sobie pomyślałam ze wściekłością, że bym go w tym akwarium chętnie utopiła 😀  Spojrzałam na wodę, podrapałam się po głowie, a potem mi się napisało opowiadanie „Po drugiej stronie szyby” :)

Tak samo się dzieje z felietonami. Zresztą, komu ja to mówię. Wystarczy poczytać Twoje z serii „Polskie drogi” 😀

Iza: Bo wiesz, zawsze jak gdzieś jadę to mi się z początku wydaje, że to zwykły wyjazd. Ale dziwne przypadki mnie lubią, skojarzenia też często mam głupie. Wiesz co? Nasi znajomi, którzy był naocznymi świadkami wielu opisanych przeze mnie zdarzeń, kiedyś zapytali: „Jak o jest, że ty jakoś tak inaczej widzisz? Niby wszyscy widzieliśmy to samo, ale każdy z nas zapamiętał to w inny sposób?”.

Jagna: Kwestia specyficznego spojrzenia. Też tak mam :)

Iza: Cóż, kilka takich stwierdzeń zmusiło mnie, żeby uważniej przeanalizować moje postrzeganie świata. Co też, z niemałym trudem uczyniłam, bo mi się wydawało, że to właśnie u mnie jest wszystko normalnie. Otóż wcale nie. Olśniło mnie pewnego razu przy kasie w supermarkecie. Pewien facet postawił na taśmie wcześniej zapłacone na monopolowym zero siedem czystej i mu to zero siedem spadło na podłogę. Flaszka rozbiła się w drobny mak. Gość szpetnie zaklął pod nosem. Biedny chłopina, pomyślałam ze współczuciem, podobnie jak stojący przede mną inny facet, ale dokładnie w tym samym momencie usłyszałam głośną reprymendę od stojącej nieopodal kobiety, której nogawek dosięgły wódczane rozbryzgi. Na to wszystko kasjerka skrzywiła się z niesmakiem, westchnęła na zapach i tonem urażonej wezwała do kasy numer 5 równie urażoną panią z ekipy sprzątającej. Ta ostatnia, nie mogąc darować sobie komentarza pod adresem klienta ofermy, który to klient, sądząc po jego nieszczęśliwej minie najchętniej zlizałby rozlaną zawartość z podłogi. Na to doszedł mnie wycedzony syczącym głosem komentarz dwóch starszych pań w wiśniowych kosmatych beretach.

– Patrz no tylko, droga Lodziu. Tak właśnie wygląda alkoholik! Pewnie bije żonę i na dzieci nie płaci. A dobrze mu tak! Draniowi jednemu! Należało się!

– Racja, Władziu! Wstyd! Hańba! Popatrz tylko, jaki to pijak zatracony!

No i sama powiedz, czy to normalne postrzegać zwyczajne sytuacje w taki sposób? Chłop po prostu przyszedł do marketu kupić flaszkę, nie ukraść. Nie dość, że przypadkiem, bezpowrotnie stracił kilka dych, to jeszcze, co usłyszał pod własnym adresem to jego.  Pewnie na przyszłość zmieni sklep, a może nie? A może on po prostu też nie zauważył niczego poza rozbitą flaszką oraz przykrą koniecznością zakupu kolejnej?

No i widzisz jak ja mam przekichane? :)

Jagna: Cóż ja ci na to mogę powiedzieć? Tak działa wyobraźnia. A wyobraźnia to przekleństwo i zaraz ci to udowodnię! Jak już przy tym sklepie jesteśmy to zdarza mi się obserwować dyskretnie, co ludzie mają w koszykach i na tej podstawie wyobrażać sobie kim są. Zazwyczaj są to niewinne zgadywanki, ale raz namierzyłam Bogu ducha winnego gościa, który oprócz całkiem niewinnych owoców miał trójpak szarej taśmy i jakąś linkę z działu motoryzacyjnego chyba. No i natychmiast złapałam wkrętkę, że gość planuje porwanie 😀 Cały kryminał mi się w głowie napisał. A to jeszcze nic. Niedawno czytałam (niezłą) książkę, w której grupa dzieciaków ukrywa się przed zagładą świata w supermarkecie. I urządzają sobie tam całkiem wygodny dom.

Oczywiście teraz mam tak, że w każdym supermarkecie muszę sobie rozplanować, gdzie bym miała sypialnię, kuchnię i całą resztę potrzebnych pomieszczeń. A mąż się pyta co ja tak długo w tych sklepach robię? No jak to co robię? Obmyślam plan ratowania ludzkości 😀

Wiesz co? W sumie to dobrze, że my tego bloga piszemy. Zawsze to jakiś wentyl bezpieczeństwa dla nadmiaru pokręconych myśli 😀

Nie uważasz? 😉

Iza: No i w punkt 😀