Fasola po bretońsku Pawła Tomali


final2

Witajcie w dzisiejszym wydaniu „Kuchni gości”. Dzisiaj gotuje dla Was Paweł Tomala, który o sobie mówi tak:

Dzięki nostalgicznej tęsknocie do dobrego, swojskiego jedzenia wstąpiłem w szeregi Wędzarniczej Braci na forum wedlinydomowe.pl i realizuję się w zadymionym świecie domowego wyrobu wędlin wytwarzając według tradycyjnych receptur swojskie wyroby. Od kiełbas aż po wędlinki dojrzewające.

Bardzo chętnie i odważnie eksperymentuję w kuchni i nie tylko na niwie przekąsek, bo i większe wyzwania w postaci choćby tortów nie są mnie w stanie wystraszyć.

Lubię klimatyczno-tematycznie przedstawić efekty swoich dokonań masarsko kulinarnych , fotografując je w ciekawie dobrany sposób z dobrze dobranymi dodatkami jak deska, obrus, nóż, czy też wazonik z goździkami  :)

Bardzo chętnie spędzam czas z dala od miejskiego zgiełku w prawie leśnej ciszy zbierając grzyby czy po prostu wpatrując się w horyzont. Lekko zbzikowany na punkcie muzyki zespołu GREGORIAN. Jestem też zapalonym kibicem siatkarskim :)

Fasola po bretońsku

received_10211676455212825

Składniki:

– opakowanie białej fasoli „Jasiek ”

– 25 -35 dkg kiełbasy (można tez dodać boczku)

– 5-7 cebul średniej wielkości (jeśli ktoś lubi może być więcej :))

– koncentrat pomidorowy

– tłuszcz (czytaj smalec) do podsmażenia kiełbasy i cebuli

– sól, pieprz, majeranek i papryka

Fasolę dzień wcześniej przebrać i zalać przegotowana zimną wodą. Następnego dnia ugotować ją w tej samej wodzie, w miarę potrzeby dolewając wrzątku. Kiełbasę i cebule pokroić w drobną kostkę i podsmażyć (można dodać mąki i lekko zasmażyć) a następnie dodać koncentrat pomidorowy. Doprawić solą, pieprzem i majerankiem. Tak uzyskanym ” sosem ” zalewamy fasolkę, mieszamy i trzymamy na średnim ogniu około 15 minut, delikatnie mieszając, po tym czasie szykujemy sobie bułeczkę (może być z masełkiem :)), wykładamy fasolę na talerz i po prostu jemy :)

Smacznego :)

final1




Chłodnik z ogórkami małosolnymi


Latem nic nie zastąpi zimnego, pełnego chrupiących ogóreczków chłodnika. Jeśli użyjecie małosolnych to zupa wchodzi w zupełnie inny wymiar 😀 Tylko pamiętajcie, by ogórków nie trzeć na tarce. Żeby były chrupiące to należy je pokroić w drobną kostkę. Dobrze by było, żeby ogórki nie były przekiszone. Najlepsze do naszego celu będą jedno lub dwudniowe.

Ogromną zaletą chłodnika jest jego niskokaloryczność. No chyba, że do jego produkcji użyjecie śmietany i bulionu z kostki. Ja nie polecam, ale wiem, że niektórzy ludzie tak robią :)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Składniki:

– 1 średni burak lub 2 małe

– 400 ml rzadkiego jogurtu

– 500 ml kefiru

– 100 ml mleka (opcjonalnie)

– 3 średnie ogórki małosolne

– 2 średnie ogórki surowe

– 2 ząbki czosnku

– pół pęczka szczypiorku

– pół pęczka koperku

– sól i pieprz do smaku

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zdaję sobie sprawę, że tradycyjnie do chłodnika stosuje się botwinę, czyli młode buraki z listkami, ale ja wolę wersję bez listków. Po pierwsze nie plączą mi się po zupie a po drugie nie raz zdarzyło mi się, że chłodnik z botwiną miał nieładny bury kolor. Z samym burakiem nie ma takiego problemu a poza tym trze się go szybko zamiast się bawić z siekaniem liści i mikroskopijnych buraczków.

No dobra. Bierzemy się do roboty.

Buraki obieramy i trzemy na grubych oczkach tarki. Przekładamy do garnka, lekko solimy i zalewamy niewielką ilością wody. Nawet nie musi dokładnie przykryć buraków. Zagotowujemy i zdejmujemy z gazu. Wody oczywiście nie odlewamy :) Garnek odstawiamy do całkowitego ostygnięcia.

W międzyczasie kroimy drobno ogórki, siekamy szczypior i koperek. Czosnek przeciskamy przez praskę.

Gdy buraki całkowicie ostygną to dokładamy do garnka kefir i jogurt. Opcjonalnie mleko, jeśli chłodnik ma być nieco rzadszy. Wrzucamy posiekane zioła, pokrojone ogórki. Doprawiamy czosnkiem, solą i pierzem. Przed zjedzeniem zupę warto chłodzić minimum dwie godziny. Podawać z jajem ugotowanym na twardo.

Smacznego :)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA




Mazurek wielkanocny


O tym, że wypieki nie są moją mocną stroną, to zapewne już wiecie. Gdyby nie gotowe ciasto francuskie, moja rodzina widziałaby jedynie mazurka na Wielkanoc.

Ano właśnie 😀 Wielkanoc już na dniach i domownicy aż łapki zacierają, bo mazurek w moim wykonaniu to prawdziwe mistrzostwo świata! Uwielbiam go.

I jeść, i piec, a ozdabianie to mój osobisty rytuał wieńczący świąteczne przygotowania. Cała tajemnica tkwi w prostocie oraz połączeniu ekstremalnych smaków i tekstur. Maślane, kruche ciasto, piekielnie kwaśne powidła oraz totalnie słodki kajmak… razem stanowią coś, co śni się po nocach. Co ważne, do ciasta praktycznie nie dodaję cukru, a do polewy używam wyłącznie krówek żywieckich ze stokrotką. Kiedyś testowałam gotowe masy karmelowe oraz krówki innych firm, ale te z Żywca nie mają konkurencji.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ciasto:

– 400g mąki krupczatki

– 150g twardego masła

– 1 czubata łyżeczka proszku do pieczenia

– 1 całe jajko + 2 żółtka

– 80g kwaśnej śmietany

– 1 łyżeczka cukru waniliowego

– opcjonalnie 100g cukru pudru (nie dodaję)

Pozostałe składniki:

–  średni słoik powideł śliwkowych

– 1 duża cytryna

– 1 kg krówek żywieckich

– dowolne bakalie lub ozdoby cukiernicze do dekoracji

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zaczynam od kruchego ciasta. Przepisów jest wiele, ale mnie jakoś najbardziej przypadła do gustu właśnie ta wersja. Żadna filozofia. Wszystkie składniki dokładnie siekam na stolnicy i jak się wszystko połączy, na koniec formuję dwie kule.

Gotowe ciasto zawijam w cienką folię spożywczą, wkładam na pół godziny do zamrażarki i w tym czasie, gdy będzie się chłodziło, zabieram się za resztę. Powidła mieszam z sokiem z cytryny. Mają być mega kwaśne! Że aż oko mruga 😀 Jeśli mi się chce, wcześniej delikatnie ocieram też trochę  sparzonej cytrynowej skórki.

Krówki wyjmuję z papierków i łamię na mniejsze kawałki. Wsypuję wszystko do metalowej miski i mieszając trzepaczką rozpuszczam krówki na parze, aż masa stanie się zupełnie gładka. Aby była bardziej błyszcząca, można do niej dodać łyżeczkę masła.

Następnie wyjmujemy ciasto z zamrażarki i wałkujemy na grubość około jednego centymetra. Układamy na  prostokątnej blaszce wysmarowanej masłem i posypanej mąką. Dowolnie ozdabiamy brzegi, nakłuwamy ciasto widelcem i wstawiamy do gorącego piekarnika. Mniej więcej po 15 minutach wyjmuję ciasto, szybko smaruję je całym powidłem i z powrotem wkładam do piekarnika, żeby się do końca upiekło na złoty kolor. Ten zabieg jest konieczny, żeby powidło zgęstniało i trochę się przypiekło.  Inaczej spłynie razem z kajmakiem 😀

I to by było tyle w temacie ciasta.

Jak spód przestygnie, polewam całość gorącą masą z krówek. Przy tej czynności również należy się sprężać, bo masa błyskawicznie zastyga.

No i na koniec najlepsze, czyli ozdabianie. Jeżeli mam jeszcze czas, siłę i chęci, wycinam z resztek ciasta listki albo kwiatki i podpiekam je na blaszce.  Bardzo lubię używać orzechy włoskie oraz blanszowane migdały, z których wychodzą świetne kwiatki lub bazie. Dobrze sprawdzają się też gotowe ozdoby i polewa czekoladowa. Wszystko jest kwestią gustu, ale jakbyście nie zrobili i tak wyjdzie wspaniale :)

A zatem, WESOŁEGO ALLELUJA!

final2




Krem z białych warzyw


final1-crop

Czyli nic innego jak efektowny sposób na zwyczajne składniki. Białych warzyw zwykle mamy w domu pod dostatkiem, zatem do dzieła.

produkty-crop

Składniki:

– ½ kalafiora

– 3 ziemniaki

– kawałek selera

– dwie pietruszki

– kawałek pora

– 1 cebula

– 2-3 ząbki czosnku

– sól, pieprz, czosnek niedźwiedzi, papryka słodka, majeranek, czosnek suszony w płatkach, mielony jałowiec oraz listek laurowy w proszku marki Swojski wyrób

kolaz1

Cebulę i czosnek posiekać drobno i zeszklić na patelni, a w międzyczasie obrać i pokroić resztę składników. Zalać wodą. Jeżeli mamy do dyspozycji gotowy bulion lub jakiś jarzynowy wywar to jak najbardziej welcome :)

Ostatnio odkryłam ekologiczne kostki rosołowe, więc z braku bulionu nie zawahałam się ich użyć.

A teraz to już sama prościzna. Ugotować wszystko do miękkości, dorzucić cebulę oraz czosnek i zmiksować na gładko. Żeby nie było zbyt biało, wymyśliłam efektowne marchewkowe spaghetti.  Od niedawna jestem szczęśliwą posiadaczką odpowiedniej zastrugaczki do robienia warzywnego makaronu ale nie przejmujcie się. Śmiało możecie wykonać cienkie marchewkowe wstążki za pomocą zwykłej obieraczki. Później wystarczy marchewkę zblanszować lub chwilę podgotować na parze i gotowe.

Zupa wychodzi gładziutka, aromatyczna i bardzo sycąca. Na sam koniec zrobiłam jeszcze nieduży eksperyment i już na talerzu dodałam jeszcze odrobinę tartego chrzanu. Pycha!

final2-crop




Pierogi ruskie Radka Lewandowskiego


Dzień dobry mili Czytelnicy!

Dzisiaj przedstawiamy Wam wyjątkowego gościa. Nie bójcie się. On tylko tak groźnie z tym mieczem wygląda 😉
W rzeczywistości nie zrobi Wam krzywdy za to z przyjemnością zrobi ruskie pierogi. Oczywiście w ramach przerwy od pisania książek :)

Pozwólcie, że nasz dzisiejszy gość przedstawi Wam się osobiście:

Radosław Lewandowski urodzony 26 maja 1968 roku w Płocku.

Absolwent Wydziału Zarządzania i Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego.

Wieloletni pracownik administracji samorządowej i państwowej.

Miłośnik literatury i filmu z gatunku fantasy, science fiction, space opera, post. apo, oraz barwnych i nieco krwawych opowieści historycznych.

Jeden (wcale nie najważniejszy) z założycieli Płockiego Klubu Fantastyki „Elgalhˈai”

Historyk-amator, interesujący się kulturą wczesnosłowiańską i skandynawską, w tym głównie trzema ‘złotymi wiekami wikingów”.

Autor powieści:

– „Yggdrasil Struny Czasu” – traktującej o podróżach w czasie i między wymiarami

– „Yggdrasil Exodus” – space opery, opisującej ludzkość w obliczu kosmicznej zagłady

– „Wikingowie. Wilcze dziedzictwo” – opowieści o walce o władzę i podróży do nowego świata.

– Wikingowie. Najeźdźcy z Północy” – historii opisującej losy wikinga wśród Indian z Ameryki Północnej.

– „Wikingowie Topory i sejmitary” – opowieści o podróży grupy wikingów i Indian, przez rzeki Rusi go Bizancjum.

– „Wikingowie Kraina Proroka” – zamykającej cykl „Wikingowie”. Opisano w niej pełną przygód drogę wikińskich najemników przez kalifat Kordoby i Sycylię. Data premiery koniec roku 2017 lub pierwszy kwartał 2018 (decyzja wydawcy).

Autor opowiadań:

– „Tygrys szablozęby” – o podróży w czasie.

– „Pieczęć na niebie” –  o wyprawie do sąsiedniej galaktyki – uzupełnienie cyklu Yggdrasil.

– „Skarb Haralda Sinozębego” – opowiadanie w realiach skandynawskich, będące odpowiednikiem greckiego mitu.

– „Pieśń księżyca” – opowiadanie erotyczne, które ukazało się w antologii „Bierz mnie”

Linki do fanpejdży: 

https://web.facebook.com/WikingowieWilczeDziedzictwo/

https://web.facebook.com/yggdrasilstrunyczasu/

Linki do książek:

http://www.empik.com/wikingowie-wilcze-dziedzictwo-lewandowski-radoslaw,p1119755773,ksiazka-p

http://www.empik.com/wikingowie-tom-2-najezdzcy-z-polnocy-lewandowski-radoslaw,p1128169774,ksiazka-p

http://www.empik.com/wikingowie-tom-3-topory-i-sejmitary-lewandowski-radoslaw,p1136192777,ksiazka-p

http://www.empik.com/yggdrasil-tom-1-struny-czasu-lewandowski-radoslaw,p1108637365,ksiazka-p

https://bonito.pl/k-90611645-yggdrasil-exodus

kolaz1

A teraz obiecany przepis na pierogi :)

Pierogi ruskie Oddeigo Asgotssona, marnotrawnego syna Asgota z Czerwoną Tarczą, które kochałby ponad życie gdyby w X wieku w Skandynawowie znali ziemniaki.

 

Taki oto napis, wyryto na jednym z kamieni runicznych odkrytych w Uppsali, podczas zakrojonych na szeroką skalą prac archeologicznych. Spisano go w futharku młodszym, czyli składającym się z szesnastu znaków alfabecie runicznym. Zważywszy, iż w grobie tego znacznego woja – (kości należały do postawnego mężczyzny, którego pochowano w długim na 40 m langskipie) – znaleziono tylko jeden głaz z rytami, wiadomość którą chciał przekazać potomnym musiała mieć dla tego hevdinga ogromne znaczenie. Przedłożył ją ponad własną sławę, co było rzadkością wśród dziesięciowiecznych wikingów.

 

„Godną podniebienia samego Odyna dziwną potrawę, sporządził nam podczas wyprawy przez Ruś do Miklagardu zwanego też Konstantynopolem, przewodnik o imieniu Oleg. Niech pamięć o niej przetrwa do Gimlei – pozbawionego zła świata, jaki nastanie po Ragnaröku”

pierogi1

 

Składniki:

farsz:

1 kg ziemniaków

0,7 kg tłustego białego sera

1 duża cebula + 1 cebula do omasty.

przyprawy: sól, pieprz, tymianek, rozmaryn

olej

ciasto:

0,6 kg mąki

250-350 ml wrzącej wody

3 łyżki oleju

 

Sporządzanie farszu do pierogów:

Jedną cebulę pokroić we kostkę i przesmażyć na klarowanym maśle lub oleju.

Ugotowane dzień wcześniej ziemniaki, zmielić w maszynce do mielenia mięsa razem z białym serem i podsmażoną cebulą.  Farsz przyprawić do smaku solą, pieprzem, szczyptą tymianku i rozmarynu.

 

Przygotowywanie ciasta na pierogi:

Mąkę przesypać do dużej miski. Zagotowaną  (prawie wrzącą) wodę, zmieszać metalową łyżką z mąką. Nie wkładać dłoni!

Gdy masa nieco przestygnie (ok 1-2 minuty) ostrożnie wyrobić rękami ciasto, dodając wody lub mąki, w zależności od potrzeb. Pod koniec dodać dwie łyżki oleju. Gotową masę włożyć na 0,5 godziny do torby foliowej. Po tym czasie można rozpocząć wałkowanie placków ciasta i formowanie pierogów.

Wrzucać do wrzącej i posolonej wody i gotować ok. 3-4 minuty.

Cebulę pokroić w kostkę i podsmażyć na oleju – polejemy tym pierogi. Można zamiast oleju, wykorzystać boczek lub pokrojoną w kostkę słoninę.

Na brodę Jednookiego, nie jedliście nigdy nic lepszego!

 

Rys historyczny

Pierogi zwane w dzisiejszej Polsce ruskimi, a na terenie Ukrainy polskimi, powstały na Rusi Czerwonej, która obejmowała południowo-zachodnią część Rusi Kijowskiej. W jej skład wchodziły też Lechickie Grody Czerwieńskie, teren o który w X i XI w. toczyły się zacięte boje pomiędzy władcami Rusi i Polski. W 981 roku zdobył je wraz z Przemyślem kijowski kniaź Włodzimierz Wielki z rodu Rurykowiczów (władców w których żyłach płynęła skandynawska krew Ruryka).W 1018 odzyskał je w wyniku wyprawy kijowskiej Bolesław Chrobry. W roku 1031 znowu przeszły w ręce Rusinów (nazwa prawdopodobnie pochodzi od skandynawskiego słowa „roa” – wiosłowanie).Jeśli jednak chodzi o farsz, jest on znacznie późniejszy. Nie zmogłem się jednak, by proponować czytelnikowi islandzki hakarl przyrządzany ze zgniłego mięsa rekina, czy choćby kiszonego śledzia.

 

Etymologia nazwy pierogi nie jest jednoznaczna. Przypuszczalnie wywodzi się od prasłowiańskiego słowa „piera”, którym nazywano rodzaj nadziewanego ciasta.

pierogi2

 




Świąteczny niezbędnik


final1

 

Iza_kucharz

Nie wiem jak jest u Was, ale w mojej rodzinie Wigilia bez śledzia oraz Boże Narodzenie bez chrzanu się po prostu nie liczą, tak więc niniejszym uchylę rąbka rodzinnej tajemnicy :)

No i jeszcze buraczany zakwas. Bez niego też nie da rady.

A zatem chrzan.

Niby czym może zaskoczyć nasz chrzan? Ano może. Wszyscy go uwielbiamy, acz daleka od własnoręcznego tarcia pozostawiam tę katorżniczą czynność innym i wybieram sprawdzoną wersję ze słoika. Ale nie może być jakiś byle jaki. W grę wchodzi wyłącznie Polonaise. Tu, przy zakupach, zalecam wzmożoną czujność saperską, bowiem od niedawna również i Krakus ma granatową zakrętkę i łudząco przypomina mojego „poloneza”, a to nie to samo. Zwykle nie podaję nazw producentów, ale tutaj akurat ma to kolosalne znaczenie :)

produkty chrzan

Wracając do rzeczy. Kupujemy dowolną ilość chrzanu. Proporcje również są kwestią gustu, ale na zdjęciu dobrze widać, ile czego przypada na jeden słoik.

Przekładamy chrzan na gęste sitko i pozostawiamy do czasu aż płyn całkowicie wycieknie. Trwa to długo, więc pomagam, regularnie dociskając łyżką. Następnie przekładam odciśnięty chrzan do miski i dodaję sporą ilość drobniutko posiekanych jaj na twardo. Ugotowane jajka obieram zatem ze skorupek, stawiam garnek na podłodze i bezlitośnie traktuję jajca tłuczkiem do ziemniaków. Następnie dodaję do smaku odrobinę soli i cukru, a na sam koniec trochę tłustej, słodkiej śmietany. Tu ilość wedle uznania, bowiem śmietanę dodajemy w zależności od oczekiwanej konsystencji. Chrzan przekładamy do słoików i gotowe. W lodówce wytrzymuje nawet do Wielkanocy :)

chrzan

A teraz nasz rodzinny śledzik.

Składniki podaję na oko, proporcje dobrze widać na zdjęciu.

– śledzie marynowane

– jajka na twardo

– cebula/szalotka

– jabłko

– kiszony ogórek

– śmietana

– musztarda do smaku

– sól/ pieprz do smaku.

produkty 2

Obieram śledzie ze skóry i kroję je na kawałki. Najlepiej takie na „jeden kęs”. Zazwyczaj wybieram śledzie łagodne w smaku, ale jak wiadomo, różnie z tym bywa, zatem jeśli czasem zdarzy mi się trafić na wersję ostrzejszą, moczę śledzie w mleku prze kilka godzin. Ogórek, jabłko, jajka i cebulę kroję w całkiem spore kawałki, ponieważ lubię jak wszystko chrupie :) Na koniec dodaję przyprawy, śmietanę i odrobinę musztardy do smaku, i wstawiam na noc do lodówki, żeby się wszystko porządnie przegryzło do rana.  Połączenie różnych struktur i smaków w jednym. Niebo w gębie! Przysięgam!

sledzie

No i na koniec jeszcze zakwas z buraków. Przygotowuję go od niedawna, ale w mojej kuchni ostatnio słój ma już stałe miejsce. Dobry zakwas potrzebuje trochę czasu, więc warto pomyśleć o nim trochę wcześniej. Zwykle potrzebuje około pięciu dni, ale bywa, że trwa to trochę dłużej. Spryciarze, chcący przyspieszyć proces kiszenia, dodają czasem nieco soku z kiszonej kapusty. Też dobrze :)

Składniki:

– 2 -2,5 kg buraków

– 6-8 ząbków czosnku

– kawałek korzenia chrzanu ok. 7 cm

– kilka listków laurowych lub łyżeczka liści zmielonych

– kilkanaście ziaren jałowca lub łyżeczka ziaren zmielonych

– kilka ziaren ziela angielskiego lub ½ łyżeczki ziaren zmielonych

– kilka lekko rozgniecionych ziarenek pieprzu

– 3-4 litry solanki

produkty3

 

Buraki obrać i pokroić w cienkie plastry, czosnek i chrzan pokroić na kawałki, dodać przyprawy.  Te których nie macie z łatwością znajdziecie w ofercie sklepu internetowego Swojski Wyrób.

Całość przemieszać i na koniec zalać całkowicie wystudzoną solanką. No i poczekać 5 dni, aż w słoju ukażą się lecące do góry bąbelki, a na wierzchu utworzy się biała pianka. Gotowe.

zakwas

WESOŁYCH ŚWIĄT!

 

szlaczek

 

BIGOS

 

Jagna_kucharz

 

W Święta może zabraknąć różnych rzeczy, ale na pewno nie bigosu. Przynajmniej u mnie. Musi być i koniec. Jak kraj długi i szeroki w każdym domu bigos smakuje nieco inaczej. Pozwólcie, że zdradzę Wam przepis na mój wariant uwielbiany przez całą rodzinę. Oczywiście z kaloriami będzie na bogato. W końcu jak kraść to miliony a jak grzeszyć to bigosem 😀

Składniki:

1,5 kg kapusty kiszonej

1 cebula

1 kg wołowiny

4 garście suszonych podgrzybków

30 dkg wędzonego boczku

0,5 kg wiejskiej kiełbasy

0,2 kg wędzonej szynki

2 łyżki miodu

200 ml jasnego piwa

200 ml czerwonego wytrawnego wina

2 łyżki sosu sojowego

2 łyżeczki koncentratu pomidorowego

20 g masła

2 ząbki czosnku

sól

Przyprawy (po łyżeczce): mielona kolendra, mielony kminek, suszony lubczyk, mielony pieprz, majeranek, kurkuma.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

No dobra. Mamy kapustę i resztę składników, więc zaczynamy od zalania 3 garści grzybów wodą (1,5 litra max) w garnku. Resztę grzybów na razie odłóżcie na bok. Garnek na gaz, lekko osolić i gotować do miękkości grzybów. Broń boże nie odcedzać ani nie pozbywać się wywaru bo właściwie to o niego nam tu głównie chodzi.

W międzyczasie szykujemy spory garnek do którego wrzucamy kapustę. Można ją trochę pokroić, ale nie trzeba. Można nieco odcisnąć, ale co kto lubi. Ja lubię bigos o wyraźnym smaku, więc nie odciskam wcale.

Kapustę zalewamy wywarem grzybowym z zawartością. Grzybów nie kroimy, bo i po co? :) Dolewamy wino i piwo i wstawiamy garnek na mały gaz. Żadnej wody w bigosie!

Boczek, szynkę i cebulę kroimy w kostkę. Smażymy i dorzucamy do garnka z kapustą.

Mięso wołowe kroimy w dość dużą kostkę i smażymy prawie do spalenia. Ma być bardzo ciemne. Odda potem dzięki temu kolor kapuście.

Kiełbasę kroimy w plasterki i również podsmażamy. Wrzucamy do kapusty.

Teraz czas na całą resztę przypraw i składników. Wszystko dokładamy do bigosu i niespiesznie gotujemy na małym ogniu pod przykryciem. To jest ten moment, w którym dorzucamy resztę suszonych grzybów. Spiją nadmiar płynu i dodadzą jeszcze więcej aromatu.

Dobry bigos gotuje się trzy dni. Pierwszego dnia około 5 godzin a potem wystawiamy garnek na noc na zewnątrz. Ma się sama dość szybko schłodzić. Idealnie by było, gdyby był lekki mróz 😀

Następnego dnia wyciągamy garnek i ponownie przez minimum 5 godzin gotujemy na małym ogniu pod przykryciem.

Potem ponownie procedura chłodzenia na zewnątrz i jak się zapewne domyślacie następnego dnia ponowne gotowanie :)

Teraz bigos jest już właściwie gotowy. Można go nieco odparować z nadmiaru sosu gotując jeszcze trochę już bez przykrycia.

Niektórzy mówią, że dobry bigos musi się przypalić. Moim zdaniem – nie musi. Ale to rzecz jasna opinia subiektywna 😀

Wesołych Świąt i smacznego bigosu!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA




Zupa dyniowa Katarzyny Georgiou


OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Witajcie w Kuchni Gości!

Dzisiaj gotuje dla Was Katarzyna. Zapraszamy serdecznie na zupę dyniową jej autorstwa. Ale najpierw nam się Kasia ładnie przedstawi :)

Katarzyna Georgiou – poetka, czarownica, matka i miłośniczka kotów.

Katarzynę Georgiou można opisać jako wielobarwną postać w odsłonach podróżnika, emigranta, pasjonatki kultur indiańskiej i słowiańskiej, autorki książek poetyckich dla dzieci i dorosłych, miłośniczki kotów i magii naturalnej czy też niepoprawnej marzycielki. To najbardziej uwidacznia cykl poetycki zwieńczony tomem „Drzewa kochać potrafią”, który jest zbiorem bajęd inspirowanych obserwacją Natury pulsującej życiem w pełnej ptaków i zwierząt Dolinie Baryczy, gdzie autorka znalazła swoje miejsce na Ziemi, swój dom. Usłyszymy tu także echo indiańskich bębnów i słowiańskich wierzeń dodających kolorytu snutym opowieściom. Ten właśnie zbiór jest pomostem spinającym i zamykającym cykl przemyśleń i refleksji nad życiem, które w formie wierszy i obrazów malowanych prozą poetycką autorka zawarła w poprzednich książkach „Światy dwa w pogoni za Leśnym Lichem” i „Komu mruczy kot”.

 

kolaz georgiou

 

„Świat postrzegam jako miejsce spotkań różnych form życia, które są ze sobą powiązane, jak naczynia połączone. Majowie pozdrawiają siebie słowami «In La- k’ech», co w dosłownym przekładzie oznacza: «Jestem innym tobą, a ty innym mną». To stwierdzenie obejmuje wszystkie formy życia w Naturze: zwierzęta, rośliny, skały, żywioły powietrza, ziemi, wody i ognia. Wszystkim i wszystkie- mu jesteśmy winni szacunek, bo gdy wyrządzamy szkodę lub krzywdę innym naumyślnie lub zarządzamy zasobami naturalnymi niemądrze i z chciwością, to naprawdę krzywdzimy siebie samych, zaśmiecamy własny dom destrukcyjną energią, zamiast wypełniać go tą, która wspomaga rozwój”.

Jako rasowa czarownica warzy w wiedźmińskiej kuchni wiele smakowitych potraw, intuicyjnie dobierając zioła i przyprawy podczas łączenia darów Natury z przydomowego ogrodu. Dziś zaprasza do swojej kuchni, w której królują późnoletnie lub jak kto woli wczesnojesienne warzywa…

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zupa dyniowa Czarownicy Naskalnej

30 – 50 dkg dyni, obranej ze skórki i pokrojonej w kostkę

Opcjonalnie: pół cukinii również pokrojonej w kostkę,

1-2 posiekanych cebul

3 pomidory

3 ziemniaczki

2 łyżki sklarowanego masła

1 litr wody

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pół łyżeczki sproszkowanej gałki muszkatołowej, listek laurowy, kilka ziaren ziela angielskiego i takie przyprawy jakie wam się pod rękę nawiną – lubczyk, pieprz, papryka, bazylia, kurkuma, kolendra, gorczyca, kminek, pietruszka, czosnek, chili oraz sól do smaku.

Cebulę, dynię i cukinię podsmażamy na maśle, po zeszkleniu dorzucamy pokrojone pomidorki i ziemniaczki, zalewamy wodą, dodajemy przyprawy i sól i gotujemy, aż warzywa zmiękną, a w szczególności ziemniaczki. Miksujemy całość robotem i podajemy na gorąco lub zimno wraz z prażonymi nasionkami dyni i płatkami migdałowymi :)

A jak zostanie wam dyni, to na kawałeczki kroimy resztę, upychamy w słoiczkach i robimy zalewę z wody, octu (może być też jabłkowy), musztardy francuskiej, paru goździków, ziela angielskiego i listka laurowego, opcjonalnie dorzucamy troszkę świeżego imbiru, dodajemy parę łyżek brązowego cukru i po zagotowaniu, zalewamy naszą dynię, dorzucając po płaskiej łyżeczce miodu do każdego słoiczka – najważniejsza rzecz – zalewę robimy na oko – a więc próbujemy, czy nie za kwaśna, więc ostrożnie z octem 😉 Po zakręceniu słoiczków pasteryzujemy je przez 20 minut i voila!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA




Omlet z kaniami Agaty Suchockiej


Witajcie!

Nasza kuchnia ponownie otwiera dzisiaj podwoje dla kolejnego utalentowanego gościa. Dzisiaj będzie niebezpiecznie, bowiem przybyła w nasze skromne progi krwiożercza Agata o morderczych instynktach. Najlepiej niech się Wam ładnie przedstawi sama :)

Kanię zamordowała dla Was Agata Suchocka – autorka powieści grozy inspirowanych twórczością Anne Rice, wydawanych obecnie po angielsku nakładem wydawnictwa Cheeky Kea Printworks (I Give You Eternity Series: And Then The Darkness Came, Face To Face, Song of the Nightingale). W kraju debiutowała ponad dwa lata temu powieścią „Woła mnie ciemność”. Na co dzień pozornie niegroźna żona i matka, nocami łaknąca krwi, nieokiełznana i pełna namiętności bestia (oczywiście tylko na kartach powieści…;). W wolnych chwilach brzdąka na ukulele, śpiewa bluesa i tłumaczy literaturę na język angielski. Jej mniej krwawe, choć niemniej intrygujące opowiadania, a także recenzje czytanych bardzo wybiórczo powieści, można przeczytać na blogu agatasuchocka.blogspot.com.

kolaz dwa

A teraz obiecany przepis:

Zdarza nam się przynieść z lasu inspirację, zbłąkanego psa, głowę w reklamówce, a ci mający więcej szczęścia, szczególnie porzuceni na czas naszych rozlicznych wyjazdów karierowicznych panowie-mężowie, przynoszą czasami upolowaną kanię, wygmeraną spomiędzy zdradziecko kolczastych zasieków jeżyn czy zdobytą z poświęceniem na połaciach podmokłych łąk. Nie bardzo potem wiadomo, co z taką samotną kanią zrobić, szczególnie, gdy jest się jeszcze zaspanym, pies już po śniadaniu, a do obiadu za daleko, by czekać na smakowitego grzyba w panierce.

Oto przepis na prościutki omlet z kanią, którą poza sezonem godnie zastąpią boczniaki lub duże, grillowe pieczarki.

produkty

Składniki:

– martwa kania

– jajka

– szczypiorek/natka pietruszki

– olej i masło do smażenia

– sól i pieprz do smaku

 

kolaż2

 

Kanię mordujemy, po czym siekamy lub kroimy wedle naszych umiejętności władania nożem. Podobnie bezlitośnie siekamy zieleninę. Na patelni rozgrzewamy olej i masło na niewielkim ogniu i podsmażamy poćwiartowaną kanię, aż się zarumieni.

W międzyczasie (wiem, panowie nie mają podzielnej uwagi, więc mogą to zrobić wcześniej, żeby jedynej kani nie spsować na zbyt dużym ogniu) „rozkłócamy” jajeczka. Mieszamy? Bełtamy? Ubijamy? Przysmażoną kanię zalewamy lawą jajeczną i czekamy, aż zacznie się ścinać. Cała operacja musi odbywać się na średnim ogniu (ja tam mam ogniową kuchenkę, na elektrycznej nie umiem…) Gdy brzegi się przyrumienią, posypujemy dzieło szczypiorkiem i składamy na pół za pomocą łopatki. Wyłączamy gaz i zostawiamy pod przykryciem na minutkę celem „dojścia”. I voila! Proste?? Banalnie, a jakie pyszne! Bierzcie i jedzcie z tego wszyscy!

SMACZNEGO!

final 1




Gołąbki w liściach kiszonej kapusty


OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wydawało mi się, że kiszenie kapusty na takie gołąbki to jakaś wiedza tajemna i wyższa szkoła jazdy. Że trzeba mieć beczki i piwnicę o odpowiedniej temperaturze. Nic podobnego. Sprawa jest banalna i wymaga jedynie odrobiny cierpliwości oraz wprawy przy rozdzielaniu liści kapusty. Jeśli ktoś ma obawę, że liście zwykłej białej kapusty mu się porwą to śmiało można użyć kapusty włoskiej. I nie, nie trzeba kisić całych głów jak to czynią np. Bułgarzy. Nawet naczynie nie do końca ma znaczenie. Da się zakisić w zwykłym metalowym garnku :)

Zapytacie pewnie po co tyle zachodu? Zapewniam Was, że smak wynagrodzi Wam wcześniejsze przygotowania :)

Składniki na kapustę kiszoną w liściach:

– główka białej kapusty

– 0,5 l soku z kiszonej kapusty

– solanka w proporcji łyżka soli na litr wody

– pieprz w ziarnach

– łyżeczka nasion gorczycy

Z kapusty wykrawamy głąb. Ostrożnie oddzielamy liście i ścinamy wystającą grubą łodygę na każdym z nich. Układamy w wysokim garnku, dokładamy gorczycę i pieprz a następnie zalewamy solanką wraz z sokiem z kiszonej kapusty. Można sok z kiszonej kapusty pominąć, ale wtedy fermentacja będzie trwała dłużej. A tak to zajmie to nam około tygodnia, maksymalnie 10 dni.

Nakryć talerzykiem, docisnąć czymś ciężkim i zamknąć pokrywkę garnka. Nie jest to konieczne, ale proces fermentacji kapusty nie jest zbyt przyjemny na nosa, więc polecam 😀

I to właściwie wszystko. Teraz czekamy na efekt :)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Składniki na gołąbki:

– ukiszone liście kapusty

– 1 kg mielonego mięsa z szynki wieprzowej

– garść suszonych grzybów

– 30 dkg boczku

– 2 cebule

– 100 g kaszy gryczanej

– 2-3 ząbki czosnku

– łyżeczka czerwonej czubrycy, którą kupicie bez problemu w sklepie Swojski Wyrób

– łyżeczka mielonej kozieradki, która jest naturalnym wzmacniaczem smaku

– sól i pieprz

– łyżeczka oleju

– 0,5 l bulionu (w ostateczności może być też woda)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zaczynamy od grzybów. Namaczamy je w garnku z zimną wodą. Wody dajcie około litra i w żadnym wypadku nie wylewajcie powstałego po gotowaniu grzybów wywaru!

Do garnka z namoczonymi grzybami dodajemy pół łyżeczki soli i obraną z łupin cebulę. Całość gotujemy pod przykryciem do miękkości grzybów. Grzyby i cebulę odławiamy. Cebuli się pozbywamy a grzyby drobno siekamy.

Przechodzimy do kaszy. Olej wlewamy na patelnię, wrzucamy kaszę i prażymy ją przez chwilkę. Dodajemy pokrojoną w kostkę cebulę i całość podsmażamy aż cebula stanie się szklista. Partiami podlewamy kaszę wywarem z grzybów i mieszając gotujemy na patelni do miękkości. Na 100 g kaszy powinno wystarczyć właśnie około litra płynu. Jeśli zabraknie to można dodać odrobinę wody, przecież świat się nie zawali od tego :) Kasza w każdym razie powinna być miękka a całość płynu musi odparować. Zostawiamy do ostygnięcia.

Teraz boczek. Kroimy w drobniutką kostkę i smażymy na suchej patelni aż do wytopienia się tłuszczu. Zostawiamy do ostygnięcia.

Do dużej miski przekładamy mięso, boczek, kaszę i grzyby. Dodajemy starty/posiekany czosnek, czerwoną czubrycę, pieprz i sól (około łyżeczki, ale najlepiej próbować w trakcie wyrabiania masy, bo każdy ma inne upodobania. Pamiętajcie, że boczek jest słony, kasza trochę też)

Wyrabiamy mięsną masę i nakładamy na liście kapusty. W dużym naczyniu żaroodpornym (musi mieć pokrywkę) układamy na dnie liście kapusty, które nam się porwały albo po prostu zostały a na nie układamy w dwóch warstwach gołąbki. Zalewamy bulionem/wodą. Nie przejmujcie się tym, że płyn nie pokrywa gołąbków. W trakcie pieczenia gołąbki puszczą swój sos. Dlatego nie ulegajcie pokusie wlania większej ilości bulionu/wody, bo utopicie sobie piekarniki 😀

Płynu ma być tyle, żeby zakrył dno no i może sięgnął do połowy dolnej warstwy gołąbków.

No dobra, gołąbki ułożone, naczynie zakryte to czas na pieczenie. Optymalnie będzie trzymać je w temperaturze 170 stopni przez minimum 2 godziny. Jeśli po tym czasie kapusta będzie ciągle twarda to zmniejszyć temperaturę do 120 stopni i piec do skutku, czyli do miękkości kapusty.

Z czym najlepiej podawać takie gołąbki z kiszonej kapusty? Sposobów jest wiele. Ja osobiście polecam do nich sos grzybowy albo coś mniej oczywistego, czyli rozpuszczone masło z czerwoną papryką i czubrycą czerwoną. Robi się takie coś bardzo prosto: na małej patelni rozpuszczamy czubatą łyżkę masła i dodajemy pół łyżeczki papryki i pół łyżeczki czerwonej czubrycy. Podgrzewamy przez chwilę, żeby smaki się przegryzły.

Niezależnie od tego jakie wybierzecie dodatki to gołąbki i tak będą pyszne. Słowo! :)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA




Legumina


 

Jak zwykle ugotowałam za dużo ryżu. Jako że rodzina w rozjazdach, a sama za bardzo sobie nie dogadzam to zazwyczaj w tym czasie czyszczę lodówkę z różnych resztek dziwnego pochodzenia. Dziś, tak w temacie tego ryżu, zamarzył mi się smak zapamiętany z dzieciństwa. Legumina z jabłkami… mmm… Parę minut roboty i pychota co najmniej na 4 dni samotnego, leniwego bytowania :)

Składniki na oko:

– ugotowany biały ryż- ok. 0,5 litra.

– przesmażone jabłka/gotowy wsad szarlotkowy ze słoika- ok. 0,5 litra

– łyżeczka sproszkowanego cynamonu

– 3-4 łyżki cukru do smaku

kruszonka: jedna część masła + jedna część cukru na dwie części mąki.  Czyli w naszym przypadku jakieś 100g masła, tyle samo cukru i 200g mąki pszennej. Rozdziabać wszystko widelcem, do uzyskania konsystencji luźnych okruchów. Wstawić na kwadrans do lodówki/zamrażarki.

No, to gotujemy!

Ryż wymieszać z jabłkami, cynamonem i cukrem. Równomiernie ułożyć w żaroodpornym naczyniu. Kruszonkę wyjąć z lodówki i posypać po wierzchu. Wstawić do piekarnika nagrzanego do temperatury 180 stopni i zapiekać do momentu aż kruszonka porządnie się zrumieni.

Smacznego :)

final