Browsed by
Tag: przepisy

image_pdfimage_print
Pieczona karkówka dla lenia

Pieczona karkówka dla lenia

 

No dobrze, dość już tego. Ileż można się odchudzać? Czasem można zaszaleć po całości, zatem dziś przybywam do Was z kawałkiem wieprzka. Myślę sobie – karkówka – i co widzę? Rzecz jasna jej nieodłącznych towarzyszy czyli czosnek, listki laurowe i kminek. Bez tych przypraw nie wyobrażam sobie karkówki i choć często marynuję ją w słodko-słonej marynacie, dziś postawię jednak na swojski, najbardziej klasyczny i najłatwiejszy patent.

Jest tak pyszna i tak krucha, że prawie rozpływa się w ustach. Mmm… i w dodatku to taka łatwizna, że każdy sobie poradzi z jej przyrządzeniem. Składniki podaję mniej więcej, na nieco ponad kilogram mięsa, bowiem z mniejszą ilością szkoda sobie głowę zawracać i płacić za prąd do piekarnika, a mięsko znika szybko i z powodzeniem może posłużyć na następny dzień jako zimny dodatek do kanapki :)

produkty

Składniki:

– ok. 1 kg karkówki wieprzowej (ja wybieram chudą)

– 1 łyżeczka soli (wolę gruboziarnistą)

– 1 łyżeczka mielonego kminku (może być cały, ale u mnie nie lubią)

– 1 płaska łyżeczka pieprzu (może być nieco mniej)

– 5 małych listków laurowych

– kilka ząbków czosnku

Gotowi? No to działamy :)

kolaz1

Odpalić piekarnik na 200 stopni. W czasie, kiedy będzie się nagrzewał, spokojnie uporamy się z całą resztą.

Mięso płuczemy, osuszamy i usuwamy nadmiar tłuszczu. Wierzch nacinamy w ukośną kratkę na głębokość max 1,5cm. Całość dokładnie nacieramy czosnkiem przeciśniętym przez praskę (lub posiekanym drobno) oraz resztą przypraw. Od góry, w nacięciach umieszczamy listki i… gotowe :)

Teraz już tylko brytfanka i piekarnik na mniej więcej półtorej godziny. W międzyczasie, co kwadrans polewamy naszą karkówkę wytopionym tłuszczem. Przez pierwszą godzinę trzymam mięso luźno nakryte od góry folią aluminiową, później odkrywam, żeby się ładnie przyrumieniło.

Przy okazji pieczenia mięs w całych kawałkach stosuję starą, sprawdzoną zasadę: 10 minut na każdy centymetr grubości. Zawsze wychodzi. Polecam!

final

Smażone bataty Soni Ciastoń

Smażone bataty Soni Ciastoń

Witajcie czytelnicy!

Dzisiaj do naszej Kuchni wpadła w odwiedziny Sonia Ciastoń. Serdecznie ją witamy i dziękujemy za przybycie.

Cześć :)

Nazywam się Sonia Ciastoń, jestem trenerem personalnym oraz instruktorem fitness.  W pracy trenera najbardziej cieszy mnie kontakt z ludźmi oraz wspólna droga do osiągnięcia celu podopiecznego. Jednym z aspektów współpracy i zarazem kluczem do sukcesu jest dieta, która powinna być smaczna, zdrowa i zróżnicowana.

„Co powinnam zjeść przed lub po treningu?”

To jedno z najczęściej pojawiających się pytań. Poniżej przedstawiam propozycję posiłku okołotreningowego, którego przygotowanie zajmie tylko 20 minut :)

Po więcej inspiracji kulinarnych i sportowych zapraszam na mój profil na FB @Sonia Ciastoń Trener Personalny

fot. www.piotrszalanski.pl
fot. www.piotrszalanski.pl

produkty

Składniki:

500 g wątróbki drobiowej

1 średni bakłażan

400g batatów

pęczek pietruszki

pieprz ziołowy

sól himalajska

łyżka oleju kokosowego

kolaz1

 

Najpierw na oleju kokosowym podsmażamy wątróbkę. Potem zmniejszamy ogień i dokładamy pokrojone w kostkę bataty, a następnie bakłażana. Wszystko dusimy pod przykrywką i doprawiamy pieprzem ziołowym do smaku. Na końcu przekładamy wszystko na talerz, doprawiamy szczyptą soli himalajskiej oraz dokładamy pietruszkę.

Smacznego!

final

Kwaśnica z prażuchami

Kwaśnica z prażuchami

Dawno temu, gdy zimą z warzyw dostępne były głównie ziemniaki, włoszczyzna i kapusta kiszona, pomysłowość gospodyń domowych sięgała zenitu, by z tych skromnych składników gotować możliwie urozmaicone dania.

Kreatywność w gotowaniu potraw z kapusty i ziemniaków zaowocowała na przykład kwaśnicą. Kwaśnica od kapuśniaku różni się przede wszystkim stopniem kwaśności. Ta pierwsza ma być naprawdę kwaśna. Jeśli kapusta wydaje nam się zbyt łagodna w smaku to do zupy można dolać wody z kiszenia. Druga różnica jest taka, że w przeciwieństwie do kapuśniaku, kwaśnica musi być klarowna. Aby to osiągnąć, nie można dodawać żadnych zasmażek ani ziemniaków, które z pewnością spowodują zmętnienie zupy.

Dlatego my naszą kwaśnicę podamy dzisiaj z prażuchami, czyli czymś pomiędzy kluskami ziemniaczanymi lub kleistym puree. Jak zwał, tak zwał, najważniejsze jest to, że robią się same a smakują cudownie i świetnie dopełniają smak naszej kwaśnicy.

Lista zakupów:

0,5 kg kapusty kiszonej

0,5 kg boczku wędzonego

0,3 kg bardzo dobrej kiełbasy

1 kg ziemniaków z białym miąższem (np. Irga)

2 ząbki czosnku

3 czubate łyżki mąki pszennej

2 cebule

3 łyżeczki majeranku

5 kapeluszy suszonych pogrzybków

Sól

Pieprz

Liść laurowy

Ziele angielskie

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zaczynamy od namoczenia grzybów w niewielkiej ilości wody. Następnie bierzemy boczek i kiełbasę. Połowę boczku zostawiamy w jednym kawałku. Z drugiego kawałka odkładamy 2 niezbyt grube plasterki. Z kiełbasy odkładamy 1/4. Pozostały boczek i kiełbasę i jedną cebulę kroimy w grubą kostkę i przesmażamy lekko na patelni. Plasterki boczku i kawałek kiełbasy również kroimy, ale drobno i również przesmażamy, ale osobno, na małej patelni. Tym razem skwarki mają być bardzo dobrze wysmażone i chrupiące. Odstawiamy małe skwarki na bok i bierzemy spory garnek na zupę. Wrzucamy do niego boczek w kawałku, jedną całą cebulę, ziele angielskie i liść laurowy. Gotujemy przez kilka minut i dorzucamy duże skwarki z cebulą.

Zupa się gotuje na niewielkim ogniu a my w tym czasie kroimy, ale niezbyt drobno kapustę. Kapusty nie odciskamy a pozostały w opakowaniu płyn zostawiamy na wszelki wypadek. Jeśli pod koniec gotowania okaże się, że zupa nie jest wystarczająco kwaśna, to dolewamy wodę z kiszenia.

Grzyby kroimy w wąskie paseczki, wrzucamy do zupy. Dalej leci kapusta, posiekane lub starte dwa ząbki czosnku, majeranek oraz sól i pieprz do smaku. Zupę nakrywamy pokrywką, zmniejszamy ogień i gotujemy do miękkości kapusty.

Ziemniaki obieramy, myjemy i kroimy w ćwiartki. Solimy i gotujemy do miękkości w osobnym garnku. Teraz odlewamy wodę (zachowując szklankę płynu), którą wlewamy z powrotem do garnka. Zasypujemy ziemniaki trzema czubatymi łyżkami mąki, nakrywamy, zmniejszamy ogień do minimum i gotujemy przez kilka minut. Po tym czasie ubijamy ziemniaki z mąką na jednolitą masę. Jeśli potrzeba to dosalamy.

Zupę wlewamy do talerzy. Dwie łyżki do zupy moczymy w tłuszczu ze skwarkami z małej patelni i formujemy z masy ziemniaczanej kluski, które układamy na środku talerza z zupą. Całość okraszamy skwarkami z boczku i cebuli. I jemy starając się nie myśleć o miliardzie kalorii, które właśnie w siebie z apetytem pakujemy :)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zrazy wołowe

Zrazy wołowe

Witajcie Dziewczęta i Chłopcy :)

Dzięki Bogu, już koniec pierwszej części remontu elewacji i wreszcie można odpocząć, a i w wolnym czasie pomyśleć o blogu.

W końcu można się wyspać, zrobić pranie, wykąpać się jak człowiek i usunąć z zębów  styropian.
Dziś wymyśliłam sobie zrazy. 5 minut roboty. Łatwizna.

produkty
No to jedziemy :)

  1. Wołowina z udźca (70-80 dag), ładny kawałek , żeby dało się wyciąć podłużne plastry w poprzek włókien. Najlepiej dość cienkie.
  2. Plastry poklepać tłuczkiem, posmarować musztardą, dodać troszkę pieprzu, czerwonej papryki w proszku.

NIE SOLIĆ!

  1. Z jednego końca położyć mały paseczek słoniny (kupuję 10dag na całe danie) oraz kawałek kiszonego ogórka (3-4 szt. na danie).
  2. Całość zawinąć i spiąć wykałaczką.
  3. Zrazy umieścić w garnku. Podlać odrobiną wody i dusić w „sosie własnym” do miękkości pod przykryciem, acz wiadomo, że z wołowiną bywa różnie i każdy ma własne patenty.

kolaz1

Niedawno odkryłam szybkowar i zrobił mi te zrazy w kwadrans (!)

Jako dodatek, u nas obowiązkowa jest kasza gryczana i kiszone ogórki. Solimy na talerzu.

Wykałaczek nie jemy :)

Smacznego!

final-nowe

 

 

Crumble śliwkowe

Crumble śliwkowe

Ależ mnie naszło na śliwki. Pierwsze węgierki niezmiennie przywołują wspomnienia z dzieciństwa i młodości, kiedy to chodziło się na grandę na pobliskie działki, a tam z narażeniem życia zwisało się z drzew i wcinało takie cudnie omszałe, dojrzałe śliweczki. Mmm… Dziś przygotowałam dla Was crumble śliwkowe, czyli nieco dekadencki, ale przy tym prościutki deser ze śliwkami w roli głównej.

Potrzebny będzie nam piekarnik oraz naczynia do zapiekania. Ja przygotowałam w małych ceramicznych kokilkach, ale z powodzeniem można też użyć jakiegoś większego naczynia.

produkty1

Składniki na nadzienie:

½ kg śliwek

2 łyżki cukru żelującego (zamiennie 2 łyżki zwykłego cukru + 1 łyżka mąki ziemniaczanej)

Składniki na kruszonkę:

¼ kostki masła

3-4 łyżki cukru

5-6 łyżek mąki

kolaz1

Ze śliwek usunąć pestki i na patelni lekko przesmażyć je z cukrem. Następnie przełożyć do miseczek.

Składniki na kruszonkę połączyć ze sobą. Na początku kruszonkę wyrabiam palcami, ale jako że wbrew utartym przepisom, preferuję dodatek w postaci bardzo zimnego masła, na koniec używam noża i po prostu wszystko siekam. Ten prosty zabieg sprawia, że kruszonka przybiera formę w miarę równych grudek i później wszystko równomiernie się rumieni.

W międzyczasie rozgrzewam piekarnik do 200 stopni.

Posypuję owoce kruszonką i wstawiam do nagrzanego piekarnika na 20-30 minut, aż śliwki od spodu zaczną bulgotać, a kruszonka ładnie się zrumieni. Wcinamy na ciepło, tylko uwaga na podniebienie i palce :)

Mile widziany dodatek w postaci lodów.

Tu dodam, że crumble świetnie wychodzą też i z innych owoców, typu porzeczki, jeżyny, truskawki. W sumie jabłka też będą świetne, choć nigdy nie przyrządzałam ich w ten sposób :)

Dobrze sprawdza się też mrożona mieszanka owocowa.

Polecam wszystkim łasuchom i życzę smacznego.

final

Makaron z ciecierzycą Anity Stokłosy

Makaron z ciecierzycą Anity Stokłosy

Kochani czytelnicy!

W dzisiejszym wydaniu Kuchni Gości serdecznie witamy Anicettę, czyli projektantkę mini ubrań dla mini modelek :)

Kuchnia należy do Ciebie Anicetto :)

Nazywam się Anita Stokłosa; absolwentka Edukacji Artystycznych Sztuk Plastycznych na Uniwersytecie Śląskim w Cieszynie; z zamiłowania – fotograf, z pasji – krawcowa kilkucentymetrowych ubrań dla lalek kolekcjonerskich.  W świecie lalkowym jestem bardziej znana jako Anicetta.

Prywatnie mama Magdy i Marty. O sobie mówię rzadko i niechętnie. Wolę wyrażać siebie poprzez swoje prace. To w nich precyzyjnie odbijam otaczającą nas rzeczywistość. Fascynację miniaturą odkryłam w sobie kilka lat temu. Z czasem to silne zaangażowanie przerodziło się w pasję tworzenia, a później w unikatową sztukę szycia miniaturowych ubrań dla lalek.

Kolekcja moich małych modelek liczy dziś ponad 300 egzemplarzy (głównie Mattel, ale są też lalki Fashion Royalty i Tonner). Można znaleźć kilka – jedynych w swoim rodzaju – OOAK (One of a Kind). Mają nowy makijaż, nowe ułożenie rąk, nową fryzurę. Każda z nich posiada własną, zaprojektowaną i uszytą przeze mnie, niepowtarzalną kreację.

Więcej o mnie przeczytacie na mojej stronie internetowej.

Znajdziecie mnie również na Facebooku.

kolaz2

A teraz obiecany przepis :)

MAKARON Z CIECIERZYCĄ

produkty

Składniki:

100 – 150 g makaronu

250 g uprzednio namoczonej i ugotowanej cieciorki (ciecierzycy)

2-3 czerwone papryki, pokrojone w paski

1 cebula

1 ząbek czosnku

Kilka łyżek dobrego sosu paprykowego (ja dostałam słoiczek od kolegi Piotra) :)

Przyprawy:

sól, pieprz, majeranek, kumin, listek laurowy, ziele angielskie

kolaz1

Nie jestem zwolennikiem puszkowanego jedzenia, więc cieciorkę moczę i gotuję al dente wraz z listkiem laurowym i zielem angielskim. Makaron gotuję według zaleceń producenta. Kształt dowolny, ale moim zdaniem, świderki najlepiej pasują. Wolę, gdy jest więcej cieciorki niż makaronu, choć potrawę można przygotować również w odwrotnych proporcjach, jeśli ktoś bardziej lubi makaron.

Paprykę, cebulę i czosnek podsmażam aż zmiękną. Dodaję cieciorkę i makaron. Następnie wszystko mieszam razem i doprawiam sosem paprykowym oraz przyprawami. Duszę przez kilkanaście minut. Gotowe :)

Przed podaniem, posypuję zieloną pietruszką. Można serwować jako danie wegetariańskie albo mięsne, dodając kawałki ulubionego mięsa. Ja chętnie dorzucam jeszcze, podsmażone kawałki świeżej cukinii. Zamiast papryki i sosu paprykowego można użyć pomidorów i sosu pomidorowego.

Smacznego :)

final

Domowe jagodzianki

Domowe jagodzianki

Drożdżowe, domowe bułeczki to ulubiony smak dzieciństwa chyba większości z nas. A przynajmniej tych, którzy mieli luksus spędzania wakacji u rodziny na wsi. Każda z babć i ciotek miała swój własny przepis na jagodzianki, którym niechętnie dzieliła się z innymi gospodyniami 😉

Przypadkiem weszłam w posiadanie takiego starego, rodzinnego przepisu, ale oczywiście nie byłabym sobą, gdybym go jednak lekko nie zmodyfikowała 😉

Jagodzianki robi się dość prosto, jedyne co nam potrzebne, to nieco cierpliwości podczas wyrastania drożdżowego ciasta. Zapach w domu oraz radość domowników z pewnością tę niedogodność zrekompensują.

produkty

Lista produktów:

– 500 g mąki pszennej

– 250 ml mleka

– 1 opakowanie suszonych drożdży

– 1 jajko

– 80 g masła

– 50 g cukru pudru

– 2 szklanki jagód (mniej więcej)

kolaz1

Do miseczki wlewamy lekko ciepłe mleko, wsypujemy drożdże, dodajemy łyżkę cukru i trzy czubate łyżki mąki. Mieszamy na jednolitą masę i odstawiamy na kilka minut. Drożdże muszą zacząć pracować.

W tym czasie wsypujemy resztę mąki do sporej miski, dodajemy jajko i miękkie masło, cukier puder. Wlewamy zaczyn i wyrabiamy ze wszystkich składników ciasto.

Ciasto zostawiamy w ciepłym miejscu do wyrośnięta. Powinno podwoić objętość, co z reguły zajmuje mu około 30 minut.

Po tym czasie ponownie zagniatamy ciasto i dzielimy na porcje. Jeśli chcemy mieć mniejsze bułeczki, to na 16, jeśli większe to na 12.

Włączamy piekarnik i czekamy aż nagrzeje się do 180 stopni. Jagody mieszamy z łyżką cukru pudru.

Z kawałków ciasta robimy placuszki na które nakładamy łyżkę jagód, po czym formujemy bułeczki. Trzeba dość porządnie zamykać jagody w środku by jagodzianki nie pootwierały się w piekarniku pod wpływem wysokiej temperatury.

Układamy bułeczki na blasze i zostawiamy pod przykryciem na 20 minut do wyrośnięcia. Potem smarujemy je z wierzchu mlekiem i pieczemy około 20 minut (jeśli podzieliliśmy ciasto na 12 porcji, to czas pieczenia wydłuży się o 5 minut).

Dekorujemy lukrem albo cukrem pudrem.

Smacznego :)

final

Miodowe skrzydełka

Miodowe skrzydełka

Skrzydełka kurczacze to rzecz powszechna i tania, ale jakoś do tej pory nigdy nie wzbudzały mojego kulinarnego entuzjazmu i nie kupowałam ich wcale. Ale w końcu przyszła kryska na Matyska i w dzień powrotu z wakacji, tuż przed odjazdem, obdarowano mnie 10 kilogramami skrzydełek, więc po przyjeździe do domu, w panice zaczęłam szukać wolnego miejsca w zamrażarce i pewna, że wszystkiego nie pomieszczę, rzuciłam się do gotowania. Jak zwykle postawiłam na pełną improwizację i przypadkiem wyszło mi coś tak kapitalnie pysznego, że postanowiłam się z Wami podzielić patentem na moje skrzydełka. Ameryki pewnie nie odkryłam, ale to właśnie stamtąd pochodzi patent na pomieszanie miodu z keczupem :)

kolaz-produkty

Składniki:

1 kg skrzydełek

1 łyżeczka pieprzu

1 łyżeczka soli

1 łyżeczka ostrej papryki (może być wędzona)

1/2 łyżeczki sproszkowanego czosnku

1 kopiata łyżka rozgniecionej na drobniutko prażonej cebulki (opcjonalnie)

½ szklanki miodu

½ szklanki gęstego keczupu

1 łyżeczka sosu sojowego (opcjonalnie)

Do dzieła!

kolaz-1

Piekarnik odpalić na 200 stopni. Surowe skrzydełka podzielić na kawałki. Końcówki odłożyć do garnuszka, zalać niewielką ilością wody, dodać trochę suszonej włoszczyzny i ustawić na wolny ogień, żeby sobie pyrkało. Tymczasem podzielone skrzydełka obtoczyć w mieszance wszystkich suchych przypraw i odczekać aż piekarnik się nagrzeje. Rzecz jasna tę czynność można wykonać wcześniej, by mięso dłużej poleżało w przyprawach, ale jako że zaliczam tę potrawę do gatunku szybkich, tym razem nie zamierzam się jakoś specjalnie roztkliwiać nad piątą nutą smaku, bo i tak wyjdą świetnie :)

Następnie nasze skrzydełka układamy bezpośrednio w brytfannie i wstawiamy do nagrzanego piekarnika na ok. 25 minut. Mniej więcej po 20 minutach należy je obrócić na drugą stronę. W tym czasie szykujemy naszą efekciarską glazurę, czyli w sporej misce mieszamy keczup z miodem i ewentualnie z sosem sojowym. Prościzna.

Przekładamy podpieczone skrzydełka do glazury i dokładnie mieszamy, by równomiernie je pokryła.   Ponownie umieszczamy skrzydełka w piekarniku, ale tym razem już układamy je na folii aluminiowej, ewentualnie na papierze do pieczenia. Teraz wystarczy już tylko poczekać około kwadransa, a później cieszyć się czymś, czego będą mogły nam pozazdrościć wszystkie amerykańskie fast food’y :)

Na części kawałków zrobiłam mały eksperyment i kilka sztuk na koniec potraktowałam górnym grillem. No i prawie je spaliłam, zatem grilla odradzam, chyba że pod specjalnym nadzorem :)

Przyrządzone w ten sposób skrzydełka można podawać na półmisku, jako przekąskę z sosami i dipami, ale też równie dobrze sprawdzą się jako normalne, tradycyjne danie z ziemniaczkami i surówką. Panuje pełna dowolność, bo to pycha w każdej postaci. Świetnie smakują też na zimno, więc jak coś zostanie, to też dobrze.

Ale zaraz, zaraz! Chwilunia! Przecież to jeszcze nie koniec! W międzyczasie z końcówek naszych skrzydełek i suchej warzywnej mieszanki odparował nam się ekstra wywar na zupę! Taka domowa gratisowa bulionetka.

Nie lubię jak coś się marnuje, więc przełożyłam mój bonus do szczelnego pojemniczka i wsadziłam do lodówki. Schłodzony zamienił się w galaretkę i spokojnie wytrzyma kilka dni, do czasu gotowania następnej zupy. Smacznego!

final

Polędwiczki w sosie śliwkowym Ewy Bauer

Polędwiczki w sosie śliwkowym Ewy Bauer

Witajcie kochani czytelnicy!

W dzisiejszym wydaniu Kuchni Gości serdeczne witamy Ewę Bauer, która opuściła na chwilę swój literacki świat i postanowiła ugotować dla Was coś pysznego. Rozgość się Ewo :)

Witajcie kochani czytelnicy świetnego bloga :)

Nim zaproszę Was na ucztę, chciałam opowiedzieć kilka słów o sobie, ale właściwie nie wiem, co powiedzieć. To takie trudne…

Jestem autorką trzech powieści obyczajowych („W nadziei na lepsze jutro”, „Kruchość jutra”, „Kurhanek Maryli”) i kilku opowiadań w różnych antologiach. Piszę to, co mi w duszy gra. Poruszam trochę trudnych tematów, problemów,
o których – wydaje mi się – wciąż mówi się za mało. Aktualnie mierzę się z kolejnym, dosyć trudnym zagadnieniem, dlatego trzymajcie kciuki, żebym nie poległa 😉
Ok. Więcej o mnie i moich książkach możecie poczytać na stronie autorskiej albo na fanpage’u, na który serdecznie zapraszam.

kolaz-2

A teraz zapraszam na polędwiczki w sosie śliwkowym. W końcu rozpoczął się sezon na te pyszne owoce.

prod1

Składniki na 4 porcje: 1

ok. 1/2 kg polędwiczki wieprzowej
ser Camembert
tymianek
odrobina masła i oliwy

Składniki na sos:
ok. 300 g śliwek
1 łyżka soku z cytryny
2 łyżki sosu sojowego
1 łyżka miodu
1/2 łyżeczki mielonego cynamonu
1/3 łyżeczki mielonego kardamonu
1/3 łyżeczki pieprzu cayenne
sól, pieprz

Polędwiczkę kroję na ok. 2 cm grubości kawałki. Końcówki zawsze odkrawam i robię z nich kotleciki dla najmłodszego syna, bo on jeszcze nie rozsmakował się w tej potrawie. Pokrojone porcje rozbijam tłuczkiem, tak jak kotlety schabowe. Solę i pieprzę. Następnie, na środku każdego kawałka mięsa, układam kawałek sera Camembert i posypuję tymiankiem. Zwijam w roladki i na wszelki wypadek „zapinam” wykałaczką, żeby nie rozpadły się podczas smażenia. Odkładam na chwilę do lodówki.

kolaz1
Teraz przyszła pora na przygotowanie sosu. Śliwki oczywiście przekrawam i pozbawiam pestek, a resztę składników mieszam ze sobą w miseczce.
Rozgrzewam patelnię i na odrobinie masła i oliwy podsmażam roladki z każdej strony. Nie martwcie się jeśli widać jeszcze, że w środku mięso jest surowe, będą się jeszcze dusić. Kiedy zacznie wyciekać ser to oznaka, że trzeba je natychmiast wyciągnąć.
Gdy roladki są już podsmażone, na tę samą patelnię wrzucam śliwki. A chwilę później dolewam sos. Gdy się zagotuje wkładam do niego roladki. Nie przejmujcie się jeśli zajmują prawie całą powierzchnię i nie widać sosu, zaraz śliwki puszczą sok i płynu będzie pod dostatkiem.
Teraz czas na duszenie. Przykrywam patelnię i zostawiam na kilka minut.
Jeśli sos jest zbyt wodnisty, można zaprawić go odrobiną mąki.
I gotowe. Najlepiej smakuje z wszelkiego rodzaju kaszami. Ja lubię np. z gryczaną albo pęczakiem. Tym razem zrobiłam z kaszą bulgur.

Smak jest wyraźny i dla niektórych może wydać się szokujący, z pewnością jednak znajdzie swoich wielbicieli. U nas w domu to danie pojawia się dość często.
Smacznego! A! Nie zapomnijcie wyciągnąć wykałaczek, bo kolor mają identyczny jak mięso w sosie.

final2

Kaszanka z grilla

Kaszanka z grilla

Kuchnia w lesie. Nie ma lekko. Nikt nie obiecywał, że w wakacje się leży, a już tym bardziej pości. W lesie warunki do blogowania są raczej średnie, więc nie będę się tutaj wygłupiać z jakimś super skomplikowanym daniem i udawać, że zrobiłam je w pięć minut, w  kocherze, pod namiotem i na jednej nodze, tylko podzielę się  z Wami  świetnym i sprawdzonym patentem na kaszankę.

To można zrobić nawet i w powietrzu, i nawet nie potrzeba nam naczyń. Jedyne co wg mnie jest w tym przepisie niezbędne, to zrumieniona wcześniej posiekana cebulka. Jeśli dodamy surową, po prostu się zaparzy i smaku nie doda, a kto by chciał jeść gorącą, surową cebulę?

Do rzeczy.

produkty

Składniki:

– dowolna ilość kaszanki (ja mam 6 kawałków)

– mniej więcej ¼ cebuli na każdy kawałek kaszanki.

– 1-2 jabłka

– szczypta vegety do cebulki

– folia aluminiowa

 

Kaszankę obrać z jelita. Ułożyć na podwójnie złożonej folii aluminiowej. Do kaszanki dodać podsmażoną na złoto cebulę i drobno pokrojone plasterki  jabłek. Jabłek nie żałować.

Całość szczelnie zawinąć i wrzucić na grilla na mniej więcej pół godziny. Ja lubię solidnie przypieczoną, więc na koniec na minutkę przesuwam na pełny ogień.

kolaż1

Pychotka. Polecam. Jak zostanie, to nic nie szkodzi. Tak przyrządzona kaszanka świetnie znosi mrożenie i odgrzewanie. Ostatnio odgrzewałam w folii, bezpośrednio na maszynce elektrycznej i też wyszło świetnie. Cóż, urlop rządzi się swoimi prawami i w tym czasie na sucho uchodzą wszystkie kulinarne herezje :)

final

Dziś znów pozdrawiam z lasu i życzę wszystkim smacznego :)

kolaż2