Zapiekanka makaronowa po włosku

Zapiekanka makaronowa po włosku

image_pdfimage_print

To danie autorstwa mojej mamy, towarzyszy naszej rodzinie odkąd pamiętam. Najczęściej w weekendy lub na okoliczność rodzinnych uroczystości. Do niedawna było niezaprzeczalną domeną mamy, ale od jakiegoś czasu sama przejęłam pałeczkę i staram się skopiować mistrzynię <3

Sprawa z pozoru wydaje się prosta. Czynności są banalne.

Wszystkie główne składniki widać na zdjęciu, zatem zawczasu szykujemy sobie co potrzeba. Wirtuozeria zacznie się potem 😀

 

Składniki główne:

– paczka makaronu typu rurki lub świderki- ½ kg

– kiełbasa toruńska lub podwawelska- ½ kg

– pieczarki- ½ kg

– 3 duże cebule

– ser żółty edamski lub tylżycki – ¼ kg

– przecier pomidorowy 200g

– trochę masła klarowanego lub oleju do smażenia

– kulka mozzarelli (opcjonalnie)

Przygotowanie całości oraz obróbka składników nie zajmuje więcej czasu, niż potrzeba nam na ugotowanie makaronu.

Do dzieła!

Zaczynamy od zagotowania odpowiedniej ilości osolonej wody, w której wyląduje rzeczony makaron i zabieramy się do pracy. W tym czasie odpalamy także palnik pod patelnią i na dowolną grubość rozdrabniamy cebulę, którą rumienimy na sklarowanym maśle. Używam blendera, bo szkoda czasu na siekanie.

Jako że nie lubię brudzić naczyń bez sensu, gotowa cebula od razu ląduje w naczyniu, w którym będziemy piec. U mnie jest to leciwa emaliowana klasyczna gęsiarka i właśnie do jej gabarytów dostosowałam wagę składników.

Następnie na tej samej patelni krótko przesmażam pokrojoną kiełbasę, później lecą pokrojone pieczarki. Naprawdę szybko zagęszczamy ruchy, bo pieczarki błyskawicznie się kurczą. Pieczarki i cebulę już na patelni traktuję solą, pieprzem i słodką papryką. Niech smak się wciąga :)

Wszystko do naczynia. Dodajemy przecier pomidorowy i mieszamy.

I właśnie teraz zaczynają się prawdziwe czary <3

Diabeł tkwi w szczegółach, a tutaj diabeł tkwi w przyprawach.

Przyprawy:

– papryka słodka- nie żałować, ile damy będzie super

– pieprz cayenne – ½ łyżeczki

– imbir mielony- ½ łyżeczki

– sól wędzona od Swojski wyrób – ½ łyżeczki

– pieprz czarny – wg uznania, ale nie szaleć, bo wcześniej już daliśmy trochę

– sól himalajska lub zwykła- wg uznania

Zapiekanka z zasady ma być pikantna, ale bez przesady. Ma przyjemnie rozgrzewać, a nie przepalać przełyk czy przetykać rury. Ilość przypraw dobrałam tak, żeby nawet nieco starszemu dziecku spasowało, ale oczywiście możecie indywidualnie zmieniać proporcje.

Na koniec dorzucamy do naczynia starannie odcedzony makaron ugotowany al dente, dokładnie mieszamy i zawartość posypujemy byle jak zblendowanym żółtym serem. I tak się rozpuści :) Ci z Was, którzy nie wierzą w kalorie, mogą dodatkowo zaszaleć i na wierzchu ułożyć plastry mozzarelli.

No i teraz piekarnik.

Jakieś półtorej godzinki pod przykryciem przy 200 stopniach. Pod koniec można odkryć, żeby ser mocniej się zrumienił. I gotowe.

p.s. Osobiście lubię zostawić wszystko przygotowane na kilka godzin albo wręcz do następnego dnia, by się przegryzło i dopiero wtedy upiec całość. Ale upieczone od razu także będzie świetne.

Paluchy lizać! Gwarantuję!

A! Zapomniałam!

Zimne piwo się przyda 😀

Comments are closed.